szkolenie z Adamem Susłowskim – czy dla Ciebie rekreancie?

Dzisiaj dzielę się z wami wrażeniami po 2-dniowym szkoleniu z Adamem Susłowskim (Akademia Jeździecka A.A Susłowscy). Adam to mistrz woltyżerki, mający za sobą wiele sukcesów na arenie międzynarodowej, oraz trener i sędzia (np. w jeździe bez ogłowia)  – info  dla tych, co nie są w temacie 🙂

Z Adamem pierwszy raz spotkałam się na prowadzonym przez niego szkoleniu dosiadowym (kliknij tu, by zobaczyć krótki filmik i moje wrażenia po szkoleniu Dosiad nauka na całe życie 🙂). Jednak szkolenie z poprzedniego weekendu było zupełnie inne. Polegało na obserwowaniu koni i jeźdźców oraz na wsłuchiwaniu się w rady, komentarze i wskazówki prowadzącego. Innymi słowy, było to studium przypadków.

Jak wiecie, bardzo zachęcam wszystkich, również osoby z rekreacji, które nie mają własnych koni, do szkolenia się. Wiedza na temat koni, pracy z nimi jest bardzo szeroka. Tak szeroka, że czasem przytłaczająca 🙂 I co ważne – zmienna. Warto się szkolić i poszerzać swoje horyzonty. W imię i dla dobra koni 🙂

Co działo się na szkoleniu? W czym takie szkolenie może przydać się Tobie czy mnie?

Jak wspomniałam, na szkoleniu byli jeźdźcy pracujący z końmi (własnymi lub stajennymi, szkółkowymi). Ku mojej wielkiej uciesze konie były różne. A cieszę się, bo jeżdżę na różnych koniach i obserwuję różne z nimi „problemy”. Był hucuł, konik polski, arab, ślązak, tinker i parę innych ras. Był koń 3-letni, 1,5-letni, 5-letni, 10-letni i 20-letni (był nawet 6-miesięczny źrebaczek 🙂 ). Mogłam więc obserwować pracę z końmi o różnym temperamencie i w różnym wieku, a zatem w różnym momencie rozwoju, wyszkolenia, ujeżdżenia. Adam pokazywał, jak można z nimi ćwiczyć, co wprowadzać do treningu, na co zwracać uwagę.

Oczywiście, wiele rzeczy wiedziałam, o wielu słyszałam „coś tam gdzieś tam” , w wielu miałam braki (np. w pracy na dwóch lonżach). Wiele informacji się usystematyzowało, „uklepało”, te „coś tam, gdzieś tam” się zakotwiczyło. Człowiek ma tendencję do wracania do starych wzorców, robienia tego co się kiedyś nauczył (szerzej o tym tu: Co jest motorem coraz lepszej jazdy konnej? ) dlatego warto ciągle weryfikować naszą „wiedzę”.

Na szkoleniu jeźdźcy przedstawiali różne „problemy” z końmi, które chcieli wspólnie z Adamem rozpracować, poszukać na nie rozwiązania *(czytaj na końcu tekstu komentarz). I, oczywiście, jakżeż typowe to były „problemy”! Na przykład, jeden koń był za szybki, drugi i trzeci za wolny 🙂 Czyż nie są to problemy obecne niemalże w każdej stajni? Problemy Twoje i moje 🙂 ? W tym momencie muszę powiedzieć, że Adam odczarował bacik w moich oczach. Bacik to świetne narzędzie do aktywizowania konia (mówię teraz o przypadku konia-leniucha). Zamachania, świsty w powietrzu, dotykanie bacikiem z boku, z tyłu, za zadem – to wszystko jest lepsze niż „łyda, łyda, łyda”. Na łydkę łatwo konia znieczulić – a tego zawsze chcemy uniknąć. Niby o tym wiedziałam, ale… Mogliśmy obserwować, jak „uparte konie” nagle się ożywiały i zaczynały chodzić dobrym tempem. Oczywiście – zawsze będę to powtarzać – bacik to narzędzie dla osoby, która naprawdę umie go używać. Może dlatego wcześniej nie do końca dobrze się z nim czułam??? (hi, hi, hi!). Świetnie było poobserwować, jak baciki (różne baty – krótkie, długie, ujeżdżeniowe, do lonżowania) działają na różne konie, w różnych sytuacjach.

Adam zadawał też zadania dla jeźdźców. Na przykład, by odstawiali łydkę. Takie proste ćwiczenie a takie trudne! „Jedź z łydką odstawioną. Chcę to widzieć!”. Prawie wszyscy mamy tendencję do przesadzania z łydką, znieczulamy konia na łydkę.

Adam podkreślał jak ważne jest rozluźnienie na koniu. Wspaniale było obserwować jak jeźdźcy „zmieniają” się na koniu! My jeźdźcy myślimy, że jeździmy luźno, a tak naprawdę spinamy się jak nie tu, to tam. Lepiej jest jeździć „brzydko” ale w ROZLUŹNIENIU. „Zapomnijcie, że macie dobrze wyglądać na koniu!”. Ważniejsze jest, by jeździć lekko, z rozluźnieniem, z nogą może trochę za bardzo do przodu, z sylwetką może za bardzo zgarbioną, ale w przepuszczalnym dosiadzie (co to dosiad? Wróć do wpisu na blogu o dosiadzie). Podkreślam to, bo ja też ciągle nad tym pracuję i wiem, że jest to trudne. Mocno wiąże się to z naszą pewnością siebie na koniu i naszym zaufaniem do konia i siebie 🙂

Tak na zakończenie (bo nie sposób wypisać wszystkiego – ten wpis ma Ciebie tylko zachęcić do udziału w takim szkoleniu). Ważne było zdanie, a tak naprawdę cytat z rozmowy z Wojciechem Mickunasem, że najpierw człowiek wszystko robi, by zgasić konia, spowodować, by był grzeczny i potulny, a potem robimy wszystko, by go ożywić… Wielka to prawda 🙂 No nie?

PS * i tu ważny komentarz! Adam nie narzuca swoich rozwiązań. Jeźdźcy są przecież różni, w różnym stopniu zaawansowania, z rożnymi charakterami. Dla Adama – co  jest uważam genialne -ważne jest to, by nowe rozwiązanie było w pełni zaakceptowane przez jeźdźca, by jeździec po prostu dobrze się z nim czuł. Jeden lubi szybkie galopy, a inny się ich boi prawda? Rozwiązanie ma wspólnie wypłynąć.

PS I jeszcze dodam jedno – Adam to świetny nauczyciel. Wspaniale przekazuje swoją wiedzę. Do tego jest serdecznym, pełnym empatii człowiekiem, który chce bardzo pomóc nam – jeźdźcom. To się czuje! Do tego jest autentyczny i z poczuciem humoru 🙂

W waszej stajni też można zorganizować szkolenie z Akadamią A.A Susłowscy, lub można jechać na szkolenie organizowane u nich w Lutomii.

PS II A wszystko to działo się pod Krakowem, w Wiatowicach, w prześlicznym miejscu, w stajni z duszą, w „Stajni na Dębinie”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *