Historia pięknych zdjęć „Jazdy konnej naturalnie! Co ten koń sobie myśli?”

Po wielu latach odnalazła mnie Przyjaciółka. Przez Facebooka. Mówi: „Znalazłam Cię taką piękną z konikami 🙂 ” (dzięki Facebooku!) i dalej: „Wiesz, będę w Krakowie, może się spotkamy?”. „Łał!! Znalazłaś mnie! Cudownie! Przyjeżdżaj!”.

Przyjechała razem z koleżanką Ulą (z którą na drugi dzień szły na konferencję w Krakowie). Zostały na noc. Rozmawiałyśmy do późnej nocy, nadrabiając czas i nie mogąc nacieszyć się sobą. Rozmawiałyśmy o ważnych tematach. O rozwoju osobistym, o tym, co tak naprawdę liczy się w życiu, o szczęściu (i co je tworzy), o miłości. Mówiłam też o swojej świeżo upieczonej książce. O tym, jak ją pisałam przez rok wieczorami i jak było warto… O pasji do koni i o wspaniałej przemianie z jeźdźca w Koniarza 🙂

W trakcie rozmowy wyszło, że Ula też jeździ konno… i że uwielbia fotografię 🙂 I że… robi, między innymi, sesje książek. „Tego jeszcze nie było… sesja książki! Nie wpadłabym na to 🙂 ” – pomyślałam.

Po czym okazało się, że za 2 tygodnie będę przejazdem we Wrocławiu – tam, gdzie mieszka Ula. I Ula właśnie wróci z wakacji. I czy to nie był znak, by zrobić sesję z „Jazdą konną naturalnie! Co ten koń sobie myśli?”?

Ula to nieprzeciętny fotograf. Ma niezliczone „rekwizyty” do magicznych zdjęć: koszyczki, kapelusze, filiżaneczki, parasole, kocyki, tace, pudełeczka. Nie sposób wszystkiego wymienić. Do tego szafę pięknych, naturalnych, zwiewnych ubrań. W sam raz na łąkowe, magiczne sesje… Pracowało nam się przecudnie. Ula, swoim fachowym okiem, znalazła okolicę z „sielskimi klimatami”. Dokładnie wiedziała, czego chce. Światło, tło, rekwizyty, ubrania, wprawna ręka, talent i… zdjęcia gotowe.

Powiedzcie… czy to nie cud  🙂 ?? Mówię Wam, cuda się zdarzają – często! Tylko trzeba się na nie otworzyć.

Pokochałam konie, konie nauczyły mnie czegoś ważnego (i dalej uczą), napisałam książkę, znalazłam wydawcę, zaczęłam pisać blog, założyłam stronę na Facebooku, dzięki której odnalazła mnie Przyjaciółka, przez nią poznałam Ulę – fotografkę, z którą mam sesję z „Jazdą konną naturalnie!…” – co będzie następnego?? Czekam … 🙂

Ula Waszkiewicz. Instagram: truskawkowepole. Polecam!

Z wizytą w schronisku dla osiołków

Schronisko dla osiołków. W życiu bym na to nie wpadła, że na Korfu jest takie miejsce… Julka, po kilku dniach na wyspie, „wygrzebała” tą informację w internecie i oczywiście wspólnie stwierdziłyśmy, że odwrotu nie ma – trzeba jechać! Okazuje się, że – tak ja wszędzie – jeśli zwierzę jest stare, schorowane, nie nadaje się do dalszej pracy, to niektórzy ludzie, po prostu, „wyrzucają” je. „Wyrzucanie” ma różne formy. Można takiego osiołka pozostawić gdzieś, gdziekolwiek, można przywiązać do drzewa i uciec, można nie zaglądać do stajni przez kilkadziesiąt dni…

Pewna angielka, po osiedleniu się na Korfu, zauważyła problem. Kupiła ziemię. Otworzyła schronisko dla osiołków, tych już niechcianych. U niej mogą – jak pisze – z godnością umrzeć.

Teraz jest tu około 50 osłów, w poprzednim roku było 70. Ilość, która „przewinęła się” przez schronisko to 500 sztuk. Miejsce stało się znane na Korfu i teraz właściciele, którzy nie chcą już osła, mogą tu dzwonić i oddać go (zamiast porzucać na pastwę losu).

Przyjechaliśmy ciut przed 17.00 – przed porą karmienia. Przez cały dzień osiołki chodzą sobie po ogrodzonym terenie na wolności. Tylko w porach karmienia, podprowadzane są do boksów, lub przywiązywane, by nie wykradały sobie nawzajem jedzenia. Każdy z nich ma bowiem co innego w „korytku”. Każdy z nich jest inny i zasługuje na indywidualne traktowanie. Jedne osiołki są chore i razem z pożywieniem muszą przyjmować leki. Inne są w szczególnie złej formie – muszą jeść więcej. Każdy osiołek ma wisiorek ze swoim imieniem. Wolontariusze nie pomylą się która miska dla którego. W woluntariuszach widać miłość do zwierząt. Jakie to cudowne! Są młodzi ludzie, którzy, zamiast wylegiwania się na greckiej plaży, wybierają zbieranie kup po osiołkach!

Kochane osiołki łaziły za nami, niektóre ocierały się przyjaźnie.  Mogliśmy też podziwiać małego osiołka urodzonego kilka tygodni temu z puchatą sierścią. Nie znam natury osłów – wiem tylko, że jest inna niż natura koni – dlatego próbowałam nie spoufalać się za bardzo. Ale już sama świadomość, że te: niektóre wyłysiałe, inne kulawe, inne z dziwnymi „garbami”, osiołki mogą tu spędzić szczęśliwie ostatnie swoje dni, wywoływała we mnie ogromną radość.

Jak to w Grecji – było gorąco… Przez to nie dało się wyjść na spacer z osiołkiem. W chłodniejsze dni bierzesz osiołka na kantarku i idziesz pochodzić po okolicy. Na pewno jest to dla niego wspaniała odmiana!

Przerwa techniczna – właśnie grecki kotek wskoczył mi na kolana i zażądał wygłaskania. Post może poczekać 🙂

Koniec przerwy. Ale w sumie to tyle… Będąc na Korfu wstąpcie tu. Wrzućcie eurasa. Warto!

P.S Jula (córka) sknera, która na nic nie wydaje, bo zbiera na konia, też dała eurasy 🙂