Ja, konie i 2023

Ktoś kto trafia na mój blog lub funpage na facebooku mógłby odnieść wrażenie, że mam własnego konia. Ba! Że mam ich wiele! Że moje życie wypełnione jest końmi po brzegi, że nie wychodzę ze stajni. Przez to dobrze jeżdżę i mam dobry kontakt z końmi.

Nie ma nic bardziej mylnego. Nie mam własnego konia, jestem w stajni nie więcej niż 3 razy w tygodniu (a uśredniając cały rok – raz w tygodniu) a moja jazda konna i dobry kontakt z końmi, nie ma nic wspólnego z wyjeżdżonymi „konio-godzinami”. Tak. W stajni nie liczy się długość ale jakość czasu spędzonego z koniem. Jak mówi Manolo Mandez – jeśli masz wątpliwość – zrób mniej, niż więcej.

Co właściwie robię? I z kim? Co to za konie? Zatem. Jeżdżę na ujeżdżalni (treningi skokowe bez „spinki” i zbędnej ambicji), jeżdżę w tereny, rajdy, ćwiczę z końmi z ziemi, a ostatnio zaprzyjaźniam się z 7 miesięcznym źrebakiem 🙂 90% koni prezentowanych na tym blogu to konie rekreacyjne, mające do czynienia z różnymi jeźdźcami.

Koniec roku zmobilizował mnie do pewnej refleksji. Ilość koni jaka w ciągu roku „przewija” się przez moje życie jest raczej nieprzeciętna. Daje mi to taki bodziec do nauki jak żadnemu innemu jeźdźcowi, czy właścicielowi 1 konia, a jednocześnie nowe inspiracje i tematy do dzielenia się z Tobą na tym blogu 🙂 Nie mam szans „uczyć” się koni na pamięć. MUSZĘ cały czas dogadywać się z różnymi końmi I TO POWODUJE, że ćwiczę ich język nieustannie. Wszystkie konie mówią tym samym językiem, ale jednak mają inne temperamenty, doświadczenia, charaktery.

O tym jak nawiązywać relacje z końmi (z różnymi końmi), jak zaczynać pracę z nieznanym koniem, dobrze i pewnie jeździć, pisałam wiele razy (przeczytacie o tym np. we wpisach Co jest motorem coraz lepszej jazdy konnej?, Jeździectwo jest trudne – daj sobie czas, Relacje z koniem – jak je tworzyć?, Jak zaufać?, Praca z nieznanym koniem? Jak zacząć?, i cyklu Praca z Murphym – część I )

Pisałam o tym, jak ważne są bardzo silne podstawy teoretyczne (wiedza o koniach, ich naturze, instynktach). Gdy ja i moje córki zaczynałyśmy jazdę konną, nie miałyśmy tych podstaw – więc DOBRZE WIEM O CZYM MÓWIĘ. Na tym blogu znajdziesz wiele wskazówek jak i gdzie tą wiedzę zdobywać. Oczywiście polecam zacząć od „Jazda Konna? Naturalnie! Co ten koń sobie myśli ? (O książce). Pisałam też o dobrych treningach na ujeżdżalni i w terenie szlifujących nasz dosiad, balans, OBYCIE SIĘ z koniem (kocham woltyżerkę, praktykę spadania z koni i wszelkie ćwiczenia na grzbiecie konia!). I pisałam wiele razu o zmianie w SAMYM jeźdźcu. Jeździec musi być gotowy na przyjmowanie nauk od koni i zmiany w sobie. Konie nauczyły mnie, że w stajni nie ma miejsca na: 1. Pośpiech, 2. Nieobecność, 3. Rozproszenie, 4. Agresję, złość, zniecierpliwienie, frustrację.

Konie nauczyły mnie ZWOLNIENIA tempa (jako takiego i tempa bicia serca 🙂 Przy koniach poruszam się łagodnie, wolno. Moje ruchy zwalniają. Na początku jest to trudne, dla takich jak ja, osób wysoko energetycznych, ale po licznych ćwiczeniach wchodzi to w krew. Nauczyłam się, że NAJPIERW musi być INTENCJA, MYŚL a potem ruch, działanie/prośba w stosunku do konia. Konie już reagują na intencję. UWIERZ mi.

Konie nauczyły mnie OBECNOŚCI na 100%. Wchodząc w relacje z koniem wchodzę w nią w 100%. Nie myślę o czymś innym. Inne tematy przestają istnieć. Moje myśli są spójne z ciałem! Nie ma niczego co przerywa, czy zagłusza przepływ energii i intencji między koniem a mną. A przynajmniej staram się 🙂 Nie wierzysz? Polecam dobre ćwiczenie: poobserwować zmianę zachowania konia, gdy jeździec odbiera telefon.

Przy koniu kluczowa okazała się SPÓJNOŚĆ i AUTENTYCZNOŚĆ. Konia nigdy nie oszukasz. Koń widzi to co wewnątrz. I to co wewnątrz musi być i na zewnątrz. Inaczej nie ma zaufania.

Koń musi od Ciebie czuć miłość i dobro, akceptację. A jednocześnie pewność siebie i konsekwencję w działaniu. Jak mówi Ivet Bosch, od której ostatnio ciągnę nauki, koń musi się czuć z siebie dumny, musisz dawać mu powód do dumy z samego siebie.

Z nostalgią patrzę na rok 2023. Był to kolejny, piękny rok, pełny cudownych koni (bez wyjątku) od których tyle wzięłam dla siebie! Tyle się nauczyłam.

Zapraszam na mały przegląd 2023.

Kolejność nie ma znaczenia!

Jako pierwszy – Murphy ze Stajni „Na Zielonej”- bohater wielu wpisów. Wpisów skupionych na pracy z ziemi, nad otwarciem się, na relacji, wypracowywaniu zaufania (z Murphym ćwiczę regularnie). Więcej o nim tu Praca z Murphym – część I , Rozluźnienie konia jako klucz do rozwiązywania problemów)

Oreus – (Stajnia „Na Zielonej”) zaprzyjaźniamy się dopiero 🙂 Będę od czasu do czasu pomagać mu poznać ten piękny Świat w jak najmilszej atmosferze!

Jawa z Ranczo Pcim – moja – od dłuższego czasu – stała partnerka w pracy na ujeżdżalni, w balansach, synchronizacji, w skokach (bezwędzidłowo). Zawładnęła kawał mojego serca. To drugi koń z którym ćwiczę regularnie.

3 różne stajnie, 3 róźne tereny/rajdy i 3 siwe arabki!

Didi z Zaczarowanego Wzgórza

Galat ze Stajnia Śmiałka

Bambidou ze Stajni Nawojowa Góra

Tommy ze Stajni Śmiałka – nie mam zdjęcia 🙁

Bosca i Sweety ze Stajni Gorce Kamienica (cały wpis o nich tu: Fotorelacja z rajdu konnego w Gorce (7-8 października 2023)

Cudowne konie Prezesa z „U Prezesa – cały wpis tu Tereny i „bycie” w Bieszczadach „U Prezesa” (maj 2023)

Konie z Chutora Kozaka (wpis z magicznymi licznymi zdjęciami tu: Rajd z Chutorem Kozaka – relacja (22-23 kwietnia 2023) Niezapomniane, piękne chwile z nimi!

Koniki polskie z ukochanej stajni Agroturystyka Izery (na Videoblog znajdziecie filmik jak u nich jest, jak się rajduje)

Szczęśliwe konie przyjaciółki Ewy – dlaczego są wyjątkowe? Przeczytacie tu Szczęśliwe konie, Jak bezpiecznie zacząć szkolenie koni metodą klikerową? (część II)

Dziękuję wszystkim koniom razem i każdemu z osobna. Dziękuję zaprzyjaźnionym stajniom i końskim przyjaciołom.

POLECAM WAS i będę wracać do Was po więcej 🙂

Wdzięczność

Do siego roku!
Ela Gródek

PS Jaka jestem szczęśliwa, że w dalszym ciągu pasję mogę dzielić z trzema córkami

Praca z Murphym – część I

9 lipca na facebooku na „Jazda konna naturalnie” napisałam: „Gdy po raz pierwszy brałam Murphy’ego z boksu, nie chciał wyjść. Zapierał się wszystkimi czteroma kopytami. Mało tego – klapał zębami w moim kierunku i kulił uszy w wyraźnym „Odejdź! Nigdzie nie idę!”.

Ten koń mówił „NIE” na wszystko. „Nie pójdę na myjkę!”, „Nie idę na ujeżdżalnie!, ” Nie będę kłusował”, „Nie będę się cofał”. Ilość jego „Nie” była czasem przytłaczająca 🙂 

Pomyślałam sobie wtedy „Oooo! Fajny materiał do pracy”.

Wczoraj po raz drugi byłam z nim w terenie, w lesie (w siodle). Wspinaliśmy się po pionowej ścianie urwiska, pokonywaliśmy zwalone drzewa i omijaliśmy bagniste tereny. Na ujeżdżalni galopowaliśmy pięknym, wydłużonym, nieskrępowanym, niehamowanym galopem (drugi raz siedziałam na nim w siodle). Wszystko na kantarku. Nie mogłam uwierzyć jak ten koń się OTWORZYŁ. Jak chętnie reaguje na najmniejsze prośby, jak pyta, jaki ma fun!

W lipcowym wpisie napiszę o MURPHYM. Moim najświeższym końskim Przyjacielu i o naszej krótkiej, ale jakże już satysfakcjonującej wspólnej drodze 🙂 ”

Niniejszym zapraszam do lipcowego wpisu.

Ale może zacznę od początku. Kiedyś miałam krótką wymianę myśli z kolegą (jeździ wyłącznie klasycznie, zawsze na wędzidle). Słuchając moich opowieści o jeździe na kantarku powiedział „Wiesz. Ja bym, tak sądzę, obawiał się jeździć na kantarku. Wolę na wędzidle”. „I ok!” – odpowiedziałam. „Bo to nie jest tak, że jeździec bez przygotowania i koń bez przygotowania mogą zacząć jeździć na kantarku w bezpieczny sposób. Najpierw zarówno jeździec, jak i koń, musi przejść odpowiednie szkolenie.” Mój kolega – doświadczony jeździec, był tego świadom.

Takie szkolenie ma za zadanie sprawić, by zarówno jeździec, jak i koń, czuli się BEZPIECZNIE. Jeździec musi ufać koniowi, a koń jeźdźcowi. Musi być między nimi zaufanie. Jeździec ani przez chwilę nie może pomyśleć na przykład: „A co jeśli koń się nie zatrzyma??Co ze mną będzie?”, a koń nie może pomyśleć: „A co jeśli ten człowiek nie wie jaką teraz podjąć decyzję??”.

Zatem, zanim wybrałam się w siodle w samotną wyprawę do lasu z Murphym na kantarku, przeszliśmy razem konkretne kroki, „szkolenie”.

Murphy’ego poznałam  – jak pisałam – jako konia wycofanego, odpowiadającego „NIE” na tak wiele pytań, próśb stawianych przez człowieka. Taka postawa mogła mieć związek  z zastrzykami jakie Murphy dostawał, po tym jak zrobił sobie ranę na nodze. To nadszarpnęło jego zaufanie do człowieka, ale nie zapominajmy też, że Murphy to koń rekreacyjny. Już sam ten fakt sprawia, że może mieć wiele powodów do mówienia „Nie” (lekceważenia tego co człowiek do niego mówi).

Jak podkreślam w wielu moich tekstach, człowiek musi nauczyć się języka koni i musi do nich „mówić” (chodzi oczywiście nie tylko o komendy głosowe, ale przede wszystkim mowę ciała, energię, intencję) po końsku. Oczywiście koń w rekreacji, który służy wielu ludziom (w szczególności dzieciom, początkującym) ma na tym polu przechlapane ☹ Każdy mówi do niego co innego – oczywiście głównie „po ludzku”. Koń po pewnym czasie stwierdza, że człowiek „coś tam paple”, nie należy się tym przejmować. Uczy się konkretnych „obowiązków” (teraz będzie stęp, teraz trochę pokłusuję po ujeżdżalni, a teraz te 3 kółka galopu i wracam do bosku) a resztę „kontaktu” z człowiekiem olewa. Znieczula się na sygnały wysłane przez człowieka, gdyż tyle razy próbował zrozumieć, a widział tylko chaos.

Gdy stanęłam przy boksie Murphy’ego, otworzyłam boks, Murphy skulił uszy, klapnął na mnie zębami, z niepokojem stępował w miejscu. Jak wiecie z moich wcześniejszych wpisów (m. innymi Dlaczego nielubiana klacz jest moją ulubioną?) mam już doświadczenie z takimi sytuacjami (kilkuletnia jazda w rekreacji, w różnych stajniach, daje szerokie doświadczenie ☹). Nie reagując na zachowanie Murphy’ego, z pełnym spokojem, podeszłam zdecydowanym krokiem do jego głowy (strefa „2” konia*) i chwyciłam za kantar (nie dając głowie i zębom pola do manewru). Drugą ręką zaczęłam głaskać po grzywie, szyi. Dałam do zrozumienia, że jest ok, że nic się nie dzieje, że nic mu nie grozi (uwaga: ważne, by kantar nie trzymać „kurczliwie”, nerwowo, w napięciu). Murphy w momencie odpuścił. (uwaga: ta metoda zadziała tylko wtedy, gdy człowiek ma absolutny spokój wewnętrzny, jest pewny, że nie boi się konia, że nie poczuje ani momentu lęku, czy zawahania. Jest to ważne! Wszystko o czym piszę jest bezpieczne – ALE POD KONTRETNYMI WARUNKAMI. Nie czujesz się bezpiecznie? Pewnie? Nie naśladuj).

Przez lata nauki, pracy, szkoleń, mam pewność co do jednego. Nie należy konia karać, bić. To, że w tej sytuacji machnęłabym na niego bacikiem, uderzyłabym go w łeb (teoretycznie przecież zasłużył! Koń nie powinien szczurzyć się i rzucać z zębami na człowieka!) nie dałoby NIC w dłuższej perspektywie. Kompletnie NIC. Z końmi jest dokładnie tak samo jak z dziećmi. Trzeba im pokazać, że może być inaczej, że nie muszą tak reagować, że jest lepsze rozwiązanie. Tylko ze spokojem, miłością i z konsekwencją.

Po chwili trzymania za kantar, puściłam go całkiem, skupiając się już tylko na głaskaniu i drapaniu całego ciała konia (dobrą intencję podtrzymywałam ciepłym głosem). Dałam kredyt zaufania, który Murphy wykorzystał 😊. Odprężył się i zaczął obwąchiwać mnie z  zainteresowaniem.

Co gdyby Murphy zaczął się szarpać? Przytrzymywałabym dłużej i uspakajałabym, aż do momentu wyciszenia. Mój spokój, brak paniki, strachu, dobra intencja udzieliłaby się koniowi. Pamiętaj, że koniowi nie zależy na „walce”, na konflikcie.

Teraz gdy otwieram boks, Murphy odwraca się przodem do mnie, ustawia wesoło uszy w skupieniu. Zaczynam od głaskania po nosie, przodzie głowy. Przechodzę na szyję, całe ciało. Lubię tak zaczynać. To takie nasze 5 minut na powiedzenie sobie „ Ale będzie nam dzisiaj fajnie! Bardzo się cieszą, że Cię widzę! Jak się masz?”. Wchodząc do boksu wchodzimy w strefę konia. Dajmy mu chwilę. Nie wyciągajmy od razu z boksu.

Lubię też rozmawiać z końmi😊Dużo.

Murphy słabo reagował na ciągnięcie za uwiąz. Innymi słowy, stawiał opór, nie podążał za ręką. Była to (i po części dalej jest) jego metoda na człowieka, samoobrona i/lub niewyciszony instynkt uciekania od źródła nacisku**. W kontekście samoobrony: Murphy zyskiwał na czasie. Dzieci często nie mogły sprowadzić go sprawnie na ujeżdżalnie, wyciągnąć z boksu. Murphy uwielbiał zaprzeć się przednimi nogami i ciągnąć głowę w górę. Kto z takim wygra😊?. Pierwsze co zaczęłam robić to NIE PRÓBOWAĆ CIĄGNĄĆ GO za uwiąz. Do marszu na przód starałam się go zmotywować „napędzając” tył, zad. Czy to za pomocą ręki, czy bacika. Ręka z przodu, na uwiązie ma pokazywać kierunek, ale nie ciągnąć. Energia ma iść od tyłu. Pomagał też bacik na łopatce oraz oczywiście moja podwyższona energia, odgłosy (świsty). Wszystkie chwyty dozwolone! Oby tylko ruch do przodu nie był zależny od ciągnięcia za uwiąz. Koń zawsze powinien iść na luźnym, długim uwiązie. Ma iść z własnej woli, z własnej chęci. To chcemy uzyskać. Murphy miał problem (i dalej ma) z ruchem na przód (z ziemi). Trzeba go długo prosić z ziemi, by przyspieszył, przeszedł do kłusa. Zagalopował.

Koń z problemem to nie tylko koń, który panikuje, ponosi, jest zbyt energiczny. Koń, który JEST NIEREAKTYWNY to też koń z problemem. A taki trochę jest Murphy. Jak to mówi Ivet (Online kursy z Ivet z Feather Light Horsemanship – część I „Problem Solving”), ta stłumiona energia gdzieś potem musi mieć ujście! Często uwalnia się w stresowej sytuacji w postaci dembowania, strzelania z zadu (rearing and backing), czy ponoszeniem. Murphy reagował tak jakby miał włączony hamulec, blokadę.

Jak pracowałam (i dalej pracuję – bo do perfekcji jeszcze trochę brakuje 🙂 ) nad OTWARCIEM Murphy’ego? Nad popuszczeniem hamulców, odblokowaniem łopatek? Opiszę w sierpniowym wpisie😊

Ela Gródek

*o strefach konia w kontekście bezpieczeństwa przeczytacie w książce „Jazda konna? Naturalnie! Co ten koń sobie myśli?” (O książce)

** o instynkcie uciekania od źródła nacisku też przeczytacie w książce.

Rajd z Chutorem Kozaka – relacja (22-23 kwietnia 2023)

Jacka poznałam podczas wyprawy konnej na Ukrainę. Wtedy jeszcze nie miał Chutoru Kozaka. Minęło 5 lat i oto znów się spotykamy. Wiele międzyczasie się wydarzyło. Jacek zdążył stworzyć sobie raj na ziemi 😊 Wg mnie to raj. Naprawdę… Na 20 hektarach żyje sobie stado. Wśród lasów, wśród głuszy. Daleko, pod samiutką granicą z Ukrainą (30 km od Chełma). Wjeżdżasz przez bramę i znajdujesz się na terenie koni. Na tym terenie stoi drewniany domek. Jak tylko otwierasz bramę stado leci Cię przywitać. Te konie naprawdę cieszą się na widok człowieka.

Wchodzisz do domku. Konie zaglądają przez okna, próbują wejść za Tobą przez drzwi do środka. Czekają jak wyjdziesz.

Wychodzisz, a one za Tobą chodzą. Domagają się głaskania, drapania. Jeden przez drugiego.

Największym pieszczochem jest Kajtek. Kładzie głowę na Twoim ramieniu. Wącha twoją twarz, czeka na całusa.

Możesz tak w tym stadzie być i być. I tylko być. I TO JEST TEN RAJ

Po pewnym czasie jesteś już jednym z nich. Stado wraca do swojego zwykłego życia, zajęcia. Siadasz na trawie i obserwujesz stado. Kto z kim się przyjaźni, kto kogo pogania. Obserwujesz zabawy młodziaków. Ich wygłupy, ich wzajemne gry. Co i raz odzywa się Megi. Megi też co chwila podlatuje do Ciebie i domaga się głaskania. To owczarek niemiecki, duży, piękny pies. Megi pilnuje stada. Co i raz jej się coś nie podoba. Obszczekuje to tego, to tamtego konia. Konie odpowiadają albo ucieczką, albo „szczurzeniem się” w stronę psa.

Jest cisza. Cisza zagłuszana śpiewem ptaków i rechotem żab. W okolicy dużo jest podmokłych terenów. Stawów, rozlewisk. Jesteśmy blisko Doliny Bugu. Jacek rozpala ognisko. Grzejemy herbatę. Kajtek pomaga😊

Konie Jacka żyją na otwartej przestrzeni 24h/dobę. Jak wiecie, chów bezstajenny to jedyny, słuszny chów (na szczęście to nie tylko moja opinia). Jedyny zapewniający podstawowe potrzeby koni (stały ruch, bycie w stadzie), prawidłowy psychiczny i fizyczny rozwój (więcej o tym w mojej książce „Jazda konna? Naturalnie!..” O książce oraz w tu: Dlaczego chów bezstajenny?). Konie jedzą to, na co mają ochotę – trawę, siano (z paśników), gałązki iglaków, zioła rosnące na łące.

Tu konie trenowane są metodami naturalnymi i jeżdżą bez wędzideł. Są spokojne, opanowane. Są ciekawskie, chętne do nauki, poszukujące towarzystwa człowieka.

Następnego dnia zaczynamy całodzienny teren. Teren w nieznane. Tzn. wiemy tylko tyle, że chcemy dojechać do zalewu „Dębowy las”. Będziemy jechać na azymut. Ahoj przygodo!

Bierzemy kantarki i idziemy po konie pod las. Siodłamy. Siodła są wygodne, westernowe. Wyjeżdżam ja, Agnieszka, Gosia i Jacek. Kilka klaczy jest ciężarnych, dużo koni to roczniaki, dwulatki. Tylko kilka koni chodzi pod jeźdźcem. Taki jest zamysł. Koni ma wystarczyć dla Jacka i paru przybyszy. Brak tu komercji i pogodni za zyskiem.

Ja jadę na Morganie – małopolaku

Jedziemy przez łąki, przez pola, lasy. Tuż obok jest już Wołyń. Spotykamy wspaniałe sąsiadki. Pochodzą z Wołynia

Tego dnia największym wyzwaniem było przejście przez rzekę Krzywulka. Rzeka nie była ani szeroka, ani głęboka. Ale za to wejście i wyjście z rzeki było strome. To było największym wyzwaniem dla koni.

Jacek najpierw sam sprawdził dno rzeki. Aby konie miały lżej jeźdźcy zeszli z koni. Jacek przeprowadził konie a na końcu…przeniósł Agę i Gosię. Myślałam, że umrę ze śmiechu. Jacek okazał się silniejszy od koni!! 🙂

Tylko ja przejechałam w siodle. Morgan jest najsilniejszym, najwyższym i najbardziej doświadczonym, odważnym koniem. Rzeczywiście dał sobie radę bez problemu.

Czy zamoczyłyśmy buty? Ależ oczywiście!

Kończąc włóczęgę pierwszego dnia, myślałam, że drugiego dnia również na zmoczeniu butów się zakończy.

Oj myliłam się!

Okazało się, że…w planach był spływ…Spływ po rzece koniem 🙂

Płynęliście kiedyś konno przez rzekę w kwietniu? Czy ktoś się mnie pytał czy mam coś na przebranie? Czy nie zmarznę? Nie – to nie w stylu Jacka 🙂

Słupek graniczny. Tu Polska. Po drugiej stronie, za rzeką, za Bugiem – Ukraina

Piękny Buk (i Megi)

Więcej filmików w najbliższych dniach znajdziecie na Videoblog

Ważna uwaga/porada. Gdy płyniecie koniem przez rzekę (wartką, z prądem) TRZYMAJCIE SIĘ GRZYWY KONIA! Nie wodzy!. Łapanie równowagi na wodzach zaburza równowagę konia. Twoim zadaniem jest pomóc koniowi, a nie utrudnianie mu. Trzymając się grzywy „sklejacie się” z koniem i ruszacie się razem z koniem.

Czy nalało mi się w buty? Czy nalało mi się w spodnie? Tak…Dziękowałam Bogu, że stanik suchy :)))

A jak wyglądała kanapka Agnieszki wyjęta z sakw 🙂 ?

Jakie szczęście, że mój lunch był w termosie 🙂

Czas na jogę w przerwie na pasienie 🙂
Morgan chyba podglądał mnie i sam postanowił zrobić psa z głową w dół :))

A po powrocie czekał na Was ciepły prysznic i taki widok z tarasu.

Kilka rzeczy, które chciałabym Wam przekazać:

  • po raz kolejny widzę i czuję jaka wieka jest różnica między końmi trzymanymi w boksach (chów stajenny) a tymi żyjącymi 24 h/dobę na wolnej przestrzeni. Powiadam Wam – 80% psychicznych problemów znika, gdy pozwalamy koniom żyć zgodnie z ich naturalnymi potrzebami. Mówię i będę mówić o tym przy każdej okazji.
  • konie chodzące na kantarkach MOGĄ BYĆ BEZPIECZNE w terenie! Po odpowiednim przygotowaniu, wytrenowaniu konie reagują idealie na subtelne sygnały jeźdźca. Wędzidło w gębie końskiej jako gwarancja bezpieczeństwa to MIT. Jacek współpracuje z profesjonalnymi ludźmi, którzy pomagają mu wytrenować konie. Sam najpierw spędził wiele czasu na szkoleniach. Dużo czyta, dalej się uczy.. Wie jak ważna jest relacja z koniem, komunikacja.
  • część koni to „małopolaki”, część to ulubione American Quarter Horse. Zobaczyłam na własne oczy jaka to cudowna rasa.
  • jadąc do Jacka musicie być przygotowani na wszystko. Nie zapomnijcie kilku paru butów :))
  • jeśli lubisz ciszę, jeśli lubisz „niezagadywać” jazdy – to miejsce dla Ciebie. Jestem osobą towarzyską. Ale na koniu, w lasach, mam potrzebę milczenia i ciszy. Jak dobrze, ze Jacek też!
  • wyłączcie transfer – sieć ukraińska chętnie Cię złapie…
  • jak dojechać? Najlepiej samochodem. Lub pociągiem (z 2 przesiadkami z Krakowa, jedyne 7 h 🙂 do Chełma. Tam Jacek może Cię zgarnąć
  • potrzebujesz „doopiekowania”? To nie jest miejsce dla Ciebie. Tu nikt nikogo nie niańczy i nie zadaje za dużo pytań. W siodle też ogarniasz się sam. Nie ma tekstów : „Teraz galop”, „Uwaga gałąź!”. Masz mieć swój refleks i sam kontrolować sytuację. Tu nie ma jednego prowadzącego a reszta „idzie za ogonem”.
  • najlepiej będziesz się tu czuł, gdy wiesz coś o naturalu, gdy wiesz o co chodzi w tym całym kontakcie z koniem, intencją, energią przy koniach. Lub gdy chcesz się tym zarazić. Gdy nie boisz się jazdy na kantarku. Gdy kochasz być otaczany końmi i ich kontaktem 🙂

Ela Gródek

To ja – Wasz reporter 🙂

A tu filmik z tego rajdu – myślę, że oddaje atmosferę, stawiane przed nami wyzwania oraz dobry humor Kozaka 🙂

Relacje z koniem – jak je tworzyć?

Ci z nas, którzy interesują się psychiką koni, podejściem do koni bez użycia siły, przemocy, z poszanowaniem ich natury, Ci z nas którzy interesują się naturalem, prędzej czy później, dojdą do jednego wniosku. NIE MA TRENINGU KONIA, NIE MA POROZUMIENIA Z KONIEM (koń nie będzie się nas „słuchał”) BEZ RELACJI.

Okazuje się, że wszyscy trenerzy, wszyscy Koniarze, pracujący z końmi na wolności, bez presji, zaczynają od tłuczenia Ci do głowy jednego: konieczności nawiązania RELACJI z koniem.

Nie ważne jaki temat Cię interesuje – wszyscy radzą na początku to samo – najpierw RELACJE. Potem cała reszta. Masz problem? Przyjrzyj się swoim relacjom!

I tak sobie pomyślałam, że każdy o tych relacja mówi, a rzadko kto uczy i tłumaczy początkującym jeźdźcom JAK TO ZROBIĆ? Jak nauczyć się nawiązywać relacje z koniem. Wiecie dlaczego? Bo to jest bardzo trudne i bardzo indywidualne.

Obserwując koński świat od dobrych paru lat, obserwując jeźdźców, ucząc się, patrząc na własny rozwój, dochodzę do następujących wniosków:

Nie nawiążemy relacji z koniem jeśli (i jest to punkt numer 1) w pełni mu nie zaufamy, jeśli nie przestaniemy się go bać, jego reakcji, zachowań.

Jeśli nie zachowujemy postawy pełnej spokoju, harmonii, wyrozumiałości, spójności i konsekwencji, koń nam nie zaufa. Aby koń chciał nawiązać z nami relacje, musi widzieć, czuć, wiedzieć, że w 100% nic mu nie grozi z naszej strony, że może zaufać. Koń – jako zwierzę uciekające – nie daje kredytu zaufania. Mało tego, koń musi wiedzieć, że przy nas będzie mu lepiej, że rozwiążemy niejedną sytuację za niego, że może na nas liczyć…

Abyśmy MY mogli zaufać koniowi, musimy przekonać się, że nie ma czego się bać. Wiem jak to jest na początku: „ten koń bryka:, „ten gryzie”, „ten kuli uszy”, „ten może mnie kopnie?”. JAK TU SIĘ NIE BAĆ??  Niestety jest to zamknięte koło. Jeśli my podchodzimy do konia z dystansem, on patrzy na nas z dystansem. Czuje, że z jakiegoś powodu, ta istota (my), gdzieś tam w głębi, podszyta jest strachem… Zatem koń nabierze podejrzeń w stosunku do nas (bo dlaczego się boi? Jakie ma intencje?) i chętnie nas trochę „ustawi”, czy to skulonymi uszami, czy zębiskami, zyska przewagę (w razie czego). Jak przestać obawiać się koni? Nie ma innej rady. Musimy łazić do stajni, obcować z końmi – różnymi końmi, w różnych stajniach – i uczyć się o ich psychice, naturze, zachowaniach. Musimy nauczyć się jak przerwać to błędne koło wzajemnego lęku, nieufności, oswoić się. MUSIMY MU ZAUFAĆ. To my pierwsi musimy dać koniowi kredyt zaufania. Kredyt zaufania oparty na udowodnionych faktach, że koń to ostatnie stworzenie, które chce jakiegokolwiek konfliktu z nami, jakiejś bójki, wzajemnej walki. Pamiętaj – wszystkie niepożądane zachowania koni wynikają z jego strachu, z samoobrony, z przeszłości, traumy (najczęściej wywołanej przez człowieka!!). KOŃ Z URODZENIA I ZAŁOŻENIA jest stworzeniem przyjaznym, który UNIKA JAK OGNIA wszelkich agresywnych zachowań. (oglądam mnóstwo filmików z końmi, mnóstwo czytam i potwierdzam to w 100%)

Niestety koń ma jedną „wadę”. Widzi każdą niespójność, każdą próbę naciągnięcia rzeczywistości. Koń nie kupi tego, że się uśmiechasz, że jesteś „rozluźniona”, jeśli wewnątrz Ciebie kołata serce. Koń słyszy wszystko (nie bez przyczyny mówi się o umiejętnościach telepatycznych koni), wyczuje wszystko. Nie da się oszukać i naciągnąć. Możemy starać się zachowywać tak, jakbyśmy się nie bali, ale jeśli wewnątrz nas jest choćby cień obawy i dystansu – koń o tym się dowie…i nie zaufa. Nie ma drogi na skróty. Musisz naprawdę w głębi serca zaufać koniom.

Obserwując Wielkich Koniarzy zauważam jedno. NAWET jak pracują z koniem trudnym, brykającym, wyrywającym się, dębującym (z pozoru bardzo niebezpiecznym), są SPOKOJNI i naprawdę widać, że to co wyprawia koń, nie robi na nich najmniejszego wrażenia. NIE BOJĄ się. Wiedzą, że ich spokój, spokojne serce, oddech, wyciszy to biedne stworzenie i będą mogli mu pomóc. I tak się dzieje…

Ok. I co dalej? Załóżmy, że przestajemy wreszcie reagować potem, wzrostem ciśnienia we krwi, biciem serca na „niemiłe” zachowania konia, że ufamy i zachowujemy pełny luz i spokój. Wtedy możemy przejść do punktu numer 2 w nauce nawiązywaniu relacji z koniem.

Numer 2 to nauka uświadamianie sobie naszych wszystkich niewerbalnych zachowań. Poznanie języka naszego ciała, naszych emocji, myśli, oraz numer 3 – poznanie języka koni. Nie ma możliwości nawiązania relacji z koniem, jeśli nie zaczniemy mówić końskim językiem. Gdzie się tego nauczyć? Jak to zrobić? Wiele pisałam o tym mojej książce ” Jazda konna? Naturalnie! Co ten koń sobie myśli? (więcej tu: O książce ) oraz na tym blogu ( Spis treści BLOG). Są też kursy, inne książki. To konkretna wiedza, którą możemy opanować, przyswoić i używać w praktyce.

Ważna jest też nasza intencja (punkt numer 4). Koń MUSI czuć za każdym razem, że chcemy mu pomóc. Nie chcemy go nic innego – tylko chcemy mu pomóc.

Wtedy następuje SPÓJNOŚĆ – naszej duszy, ciała, myśli, intencji i… działania 😊I to koń kupi

Ela Gródek

PS Wpisując w „lupkę” na blogu „relacje”, „język koni”, „komunikacja z konie”, „emocje” itp., znajdziecie kilka wpisów które mogą Wam rozszerzyć temat: Emocje i pewność siebie a nauka skakania…

Pełne zaufanie 🙂

Na zdjęciach ja i Tommy ze Stajni Śmiałka.

Trudności z koniem w terenie. Co zrobić gdy koń … (część II)

Zapraszam do przeczytania części II styczniowego wpisu Marzeny Niewęgłowskiej (gościnnie na blogu) Koń płoszący się w terenie. Jak przygotować konia do pracy w terenie? (część I)

„Trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie „Co zrobić, gdy koń…”, mając znikome informacje typu: na ujeżdżalni jest ok, a w terenie mój koń bryka i pędzi, jest nie do opanowania itp. Żebym mogła odpowiedzieć na to pytanie i temu podobne, musiałabym lepiej poznać zarówno konia, jak i jego jeźdźca, (właściciela), poszukać problemu, żeby trafniej określić przyczynę i znaleźć trafniejsze wskazówki i w konsekwencji rozwiązać problem. Jedno jest pewne KOŃ ROBI TO CO ROBI, BO MA  POWÓD. A powodów może być mnóstwo. Tak samo nie ma złotego środka typu ZRÓB TO I TO i będzie super.

Przede wszystkim trzeba znaleźć i wyeliminować przyczynę. Najpierw zaczęłabym od konia, bo to przecież żywe stworzenie i tak jak każda istota, odczuwa ból, może być chory, może źle się czuć, może mieć lepszy bądź gorszy dzień, może być smutny, osowiały bądź radosny, szczęśliwy. Na początku sprawdziłabym stan zdrowia, pleców, kopyt. Sprawdziłabym w ruchu, we wszystkich chodach, na obie strony luzem i pod jeźdźcem. Warto korzystać z usług końskiego fizjoterapeuty, który jest w stanie zniwelować różne napięcia w ciele konia. Podpowie też jakie ćwiczenia warto wprowadzić, które usprawnią zwierzaka, wskaże na co zwrócić szczególną uwagę. Dobry kowal jest na wagę złota. Nie darmo się mówi, że bez kopyt nie ma konia. Sprawdziłabym sprzęt, zarówno siodło (stan techniczny i dopasowanie), ogłowie, popręg, stan czapraka.

Następnie jeździec: spójrzmy prawdzie w oczy i zastanówmy się, czy sami nie projektujemy sobie w głowie scenariuszy tego co się może w terenie wydarzyć? Nasz strach przenosi się na zwierzę i efektem może być taka właśnie reakcja. Kolejna sprawa to dosiad – temat dość drażliwy dla jeźdźców, bo przecież jeśli jeździ się konno x lat to wszystko jest super! Niestety często popadamy w rutynę i ten nasz kiedyś super dosiad, dziś może być trochę krzywy, pochylony itp. Sami tego nie widzimy, ale trener czy instruktor zauważy. Przydałoby się od czasu do czasu dokonać korekty. Nie jest to żadna obelga, by wziąć kilka lekcji dosiadowych od czasu do czasu. Sami instruktorzy, czy trenerzy, właśnie by nie popaść w rutynę, tak robią! Ciągle się gdzieś doszkalają w dosiadzie i pracują nad swoimi krzywiznami. Warto też, oprócz jazd, popracować z koniem z ziemi, by podtrzymać czy wzmocnić relacje, wyostrzyć naszą uważność na to co koń nam stara się przekazać, na jego reakcje w różnych sytuacjach i reagować na nie, sprawdzić timing.

Przed wyjazdem w teren, trzeba konia przygotować bez względu na to, czy ma on lat 4 czy 14 lat. Tak jak pisałam w części I relacje i habituacja są podstawą, by nasz koń stał się bombo-odporny, bezpieczny. Tak więc trzeba ćwiczyć, pracować nad tym. Jeśli nie mamy wystarczającej wiedzy, pomysłu czy odwagi, jak to zrobić, zwróćmy się o pomoc. Są trenerzy, którzy mogą pomóc przyjeżdżając indywidualnie i pracując z naszą parą. Można też wybrać się z koniem, lub choćby jako słuchacz, na którąś z klinik organizowanych przez różne stajnie w Polsce. Na przykład do Polski przyjeżdża Joe Turner, Rocky Mountain Horseman z USA i prowadzi kliniki w różnych stajniach pt. ,,Koń Bomboodporny”. Można pojechać z koniem na obóz dla dorosłych np. na ,,Zaczarowane Wzgórze”, gdzie zajmiemy się parą koń-jeździec indywidualnie (wg potrzeb). Często rozwiązujemy tam problemy jeźdźców z końmi i problemy koni z jeźdźcami. Można dać konia w trening zaufanemu trenerowi z określeniem czego oczekujemy – ważne by i nas nauczył jak prowadzić konia. 

Koń może ponosić w terenie też z powodu braku równowagi, którą my sami będąc na grzbiecie możemy zwierzęciu dodatkowo zaburzać. Wtedy oprócz poprawy naszego dosiadu i równowagi, początkowe galopy w terenie robimy pod górę.

Jeśli koń jest wystany, to przed takim wyjazdem w teren warto zrobić koniowi ,,mocniejszy trening” na ujeżdżalni, potem coraz lżejsze treningi przed terenem, aż dojdziemy do bezpośredniego wyjazdu w teren. Koń w terenie podczas galopu ma możliwość rozciągnięcia mięśni i rozluźnienia się, dlatego też stara się zrobić to poprzez wyciągnięty galop, czasem przez bryknięcie, co też wbrew pozorom przynosi koniowi rozluźnienie i ulgę jego mięśniom. Ja osobiście korzystam ze swojego doświadczenia, intuicji i timingu i gdy czuję, że koń zaczyna się nakręcać to niezależnie od tego co robi zastęp, robię z koniem ciasne wolty, wręcz okręcam go w kółko, w jedną i w drugą stronę, i jak się wyciszy to dokłusowuję SPOKOJNIE do reszty. Jeśli w trakcie kłusa znowu koń mi się napina, to znowu robię ciasne wolty i tak do skutku, aż osiągnę efekt:  gdy ja zwolnię, a grupa odjedzie, koń dalej jest spokojny i zrelaksowany… Warunkiem jednak są zbudowane mocne relacje. Można też w razie ,,W” zejść z konia i prowadzić go w ręku, ale musimy wiedzieć, że najbezpieczniejsi jesteśmy na końskim grzbiecie. Koń wystraszony, zdenerwowany może być nieprzewidywalny, a przez to z ziemi niebezpieczny i gdy zsiądziemy z niego w obliczu strachu może próbować się wyrywać, stawać dęba, wierzgać itp. Więc apeluje o rozsądek i przemyślenie/ przeanalizowanie tego co ważne, dobre i bezpieczne dla nas i dla naszego podopiecznego. Jazda konna ma być przyjemnością, zarówno dla jeźdźca jak i dla konia, a nie walką o przetrwanie, czy siłowaniem się kto mocniejszy

Marzena Niewęgłowska