Po co oswajać konia? (jak działa mózg?)

Ostatnio wrzucam dużo filmików z zabawami z Oreusem (ma niecałe 3 lata). Pogoda jest jaka jest. Ujeżdżalnia przymrożona. Takie zabawy nie wymagają dobrych warunków. Bawiliśmy się piłką. Bawiliśmy się wielką płachtą. Płachta pod nogami konia, to nie to samo co płachta na koniu. To nie to samo co płachta na głowie konia. To nie to samo co płachta powiewająca obok konia itp. itd. Dużo jest roboty z płachtą 😊Przez takie zabawy, ćwiczenia, Oreus uczył się ją akceptować w różnych formach. Dużo też chodziliśmy na spacery. Nowością był spacer w nocy. Przy zapalonych latarniach. To kompletnie inne warunki ćwiczeniowe, niż spacer w tej samej okolicy w ciągu dnia.

To dzięki innej, wrodzonej cesze konia: ciekawości, oraz dzięki relacjom z człowiekiem, koń, mimo niepokoju, wchodzi w nowe sytuacje, da się prowadzić w nieznane, przełamuje strach.

Dlaczego tak dużo czasu poświęcam na takie aktywności z koniem? BY ROZWINĄĆ maksymalnie dużo nowych połączeń nerwowych, by przygotować stopniowo jego układ nerwowy do dźwigania emocji, coraz to trudniejszych zadań.

To tak jak z dzieckiem. Jeśli całą podstawówkę będzie chodził tylko do szkoły i z powrotem i bawił się wokół domu, to w przyszłości o wiele trudniej przyjdzie mu mierzyć się z różnymi ludźmi, różnymi okolicznościami, innym środowiskiem.

Aby mózg się rozwijał, TRZEBA GO ĆWICZYĆ. Jak mięśnie na siłowni. By koń dawał sobie radę z emocjami w przyszłości, już teraz musimy go „narażać” na różne sytuacje, emocje. Ale tylko na takie, które jest w stanie teraz unieść.

Jak rozwinął się mózg konia w procesie ewolucji? Co najmniej 35 milionów lat ewolucji mówi końskiemu mózgowi, że jeśli coś wydaje Ci się podejrzanego, jeśli coś wydaje Ci się zagrożeniem, to to może oznaczać dla Ciebie Ś_M_I__E_R_Ć i w związku z tym MASZ NIE MYŚLEĆ, tylko uciekać. Pomyślisz potem, czy było warto się spłoszyć.

Mózg konia działa tak, że połączył bezpośrednio percepcję (wzrok) z działaniem. Jeśli więc z oka przesyłana jest informacja do mózgu o czymś podejrzanym, to natychmiast  do obszarów kontrolujących motorykę konia jest wysyłany sygnał z komendą BIEGNIJ. U człowieka jest jeszcze kora przedczołowa, gdzie sygnał jest analizowany i dopiero PO ANALIZIE jest wydawana komenda do narządów ruchu.  

Konie bardzo są wyczulone na niespodziewane bodźce wzrokowe, dźwiękowe i na zapachy. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że konie płoszą się na najmniej oczywiste rzeczy: krótki gwałtowny ruch i ciche dźwięki (drapieżniki nie ogłaszają swojego ataku, nie są głośne).

Zatem, by trochę „zgasić” naturalne zachowania koni, trzeba z nimi sporo pracować, by przekonać je, że jednak jeśli zobaczysz to czy tamto, jeśli wydarzy się to i owo, to NIE musisz uciekać. Człowiek trochę przeprogramowuje naturalne zachowanie konia. I im wcześniej to zrobi (gdy koń jest młody) tym lepiej.

Oczywiście konie uczą się też jedne od drugich. Konie żyjące w stadzie naśladują starszyznę, “absorbują” emocje innych koni, inne konie je wyciszają. Dlatego tak ważne jest, by konie żyły w grupie…i ćwiczyły w grupie. We wpisie z rajdu w Kapadocji pisałam jak młode konie uczą się od starszych rajdować. Podziwiałam z niedowierzaniem ile umie tam koń 3-letni! Zapraszam do wpisu Rajd konny w Kapadocji, Turcja 6-13 czerwca 2025.

Człowiek wykorzystuje swoje relacje z koniem, swoje liderowanie, do oswajania go z „nowym”. Ważne jest tylko jedno: by człowiek nie bał się reakcji konia. Jeśli boisz się, że koń Ci uskoczy na ulicy, że Ci się wyrwie, jeśli denerwujesz się, gdy widzisz, że koń jest niespokojny – nie brnij dalej! To właśnie od CIEBIE koń musi się dowiedzieć, że NIE MA SIĘ CO DENERWOWAĆ. Kilka razy zdarzyło mi się, że zamiast iść na spacer, cofnęłam się na bezpieczną ujeżdżalnie. Oreus był tak poddenerwowany, nie chciał iść, nagle bał się, płoszył się na widok samego wyjścia ze stajni. Obawiałam się po pierwsze: że dojdzie do wybuchu jego emocji i po drugie: że ja nie opanuję moich emocji i zacznę się sama niepokoić (dlaczego tak się dzieje, że konie są czasem tak niespokojne, to już temat na oddzielny post). Ważne jest wtedy, by zmienić plany. Jeśli koń jest w takich emocjach i na spacerze wyrwie się nam, spłoszy, będzie kojarzył spacer z czymś niemiłym. Nie chcemy nigdy dopuścić do odpalenia EMOCJI PANIKA. EMOCJA STRACH musi być przez nas zgaszona i przejść w oswojenie. Obserwuj swoje emocje. Ty zawsze musisz być spokojny. Sobie też stawiaj poprzeczki na tyle wysoko czy nisko, by przedsięwzięcie skończyło się sukcesem, byś uniósł „wybryki” konia i nie bał się jego reakcji.

Zawsze powtarzam i będę powtarzać. To najpierw człowiek musi wytrenować siebie, by móc się zabrać za trenowanie koni. Konie bardzo szybko przejmują liderowanie, jeśli widzą, że człowiek ma „słabe” momenty.

Polecam przeczytać artykułów w National Geographic. Spokój, brak strachu, jest podstawą w treningu

https://www.national-geographic.pl/przyroda/kon-wie-ze-sie-boisz-naukowcy-ustalili-jak-to-jest-mozliwe-czy-to-szosty-zmysl/?fbclid=IwY2xjawPh2HBleHRuA2FlbQIxMABicmlkETBEVENmQlpQZm5vaXpVZGUxc3J0YwZhcHBfaWQQMjIyMDM5MTc4ODIwMDg5MgABHg6Fs_Yfjk0Z6iktZd1qOTOgMXeAeBI_3eYr69b8RlQjubBJMk0Mr0AJStDk_aem_P3_MeGbqg5aD_IIxGs3U-A

A filmiki z zabaw z Oreusem możecie oglądać tu: Videoblog

PS Więcej o tym jak działa mózg konia, jak jest zbudowany, jak się rozwija przeczytacie w książce „Mózg konia, mózg człowieka/Neurobiologia w jeździectwie” Janet L. Jones.

Praca ze źrebakiem- czego nauczyć, czego wymagać?

Do napisanie tego postu zainspirowała mnie pewna sytuacja w stajni, której byłam świadkiem. Mianowicie, zauważyłam jak dwie kobiety starają się opatrzeć ranę koniowi. Chciały spryskać ranę na nodze konia. Ale nie dało się. Koń zachowywał się nerwowo, kręcił się, przepychał, odskakiwał. Wpadał w coraz większą nerwowość. Kobiety próbowały „poskromić” go, pouczyć, by stał spokojnie. Nie działało. Koń coraz bardziej się nakręcał. Był to koń młody, ale już postawny, silny, wysoki, kilkuletni. Ewidentnie sytuacja robiła się niebezpieczna.

Obserwowałam tę sytuację i myślałam: „Boże – przecież tego można było uniknąć! Tej szarpaniny, nerwów. Przecież tego konia można było przyzwyczaić do spraya, do opatrunków wcześniej. Przecież było tyle czasu jak był źrebakiem…”.

Coś co wydaje mi się tak często podstawą, oczywistością w pracy z młodymi końmi, w treningu, okazuje się nie takie oczywiste dla wielu właścicieli koni.

Zatem dzisiaj wpis o tym CO NALEŻY UCZYĆ I WYMAGAĆ od źrebaków. I dlaczego?

Odpowiedź DLACZEGO jest prosta. Chcemy wychować konia BEZPIECZNEGO. Bezpiecznego w każdej „stajennej”, terenowej, „medycznej” sytuacji. Co chcemy by źrebak umiał? Jakiego chcemy mieć konia?

Chcemy mieć konia:

  1. Który daje się dotykać wszędzie, daje sobie podnosić ogon, stawać za zadem,
  2. Który stoi spokojnie, gdy go przywiążemy,
  3. Który opuszcza łeb na naszą prośbę (a nie instynktownie zadziera do góry, wyrywa. Chodzi o stłumienie instynktu uciekania od źródła nacisku. Jak jeszcze nie wiesz co to jest, to zachęcam do przeczytania w książce O książce),
  4. Który nie wyrywa nóg przy czyszczeniu, czy wizycie kowala,
  5. Którego możemy wziąć na myjkę, by spłukać błoto, ochłodzić w upalne dni. Nie boi się wody, daje się oblewać, robić sobie prysznic,
  6. Który przełazi przez kałuże, a nawet kopytem uderza wodę bawiąc się i chłodząc 😊,
  7. Który idzie za nami grzecznie. Nie ciągnie nas, nie przepycha, nie wpada na nas. Staje, gdy my stajemy,
  8. Który da się cały spryskać sprayem – środkiem przeciw komarom lub środkiem medycznym,
  9. Który da sobie zaglądać w pysk i wciskać pasty/lekarstwa, sprawdzać zęby,
  10. Który da sobie kłaść na grzbiet różne przedmioty (pady, folie, czapraki),
  11. Który pozwoli sobie włożyć termometr w odbyt (tak mierzy się temperaturę koniowi),
  12. Który bez strachu przebywa w każdym zakątku stajni i na roundpen, hali, ujeżdżalni,
  13. Który wejdzie do przyczepki, oraz na podest,
  14. Który nie boi się “strachów” w stajni: ciągników, folii, parasoli, balonów, piłki, (tu lista może być nieskończona),
  15. Który – wreszcie – reaguje na nasze prośby: zmiany tempa chodu (wspólne chodzenie i wspólne bieganie – koń naśladuje nasz chód), uginanie łba, odangażowanie zadu, COFANIE. Wspólne spacery w terenie, lesie.

Ta lista to absolutna podstawa. To koń powinien umieć zanim ukończy 1,5 roku. Zanim nawet pomyślimy o siodle! Oczywiście nigdy nie jest za późno na naukę, ale miejmy na uwadze to, że duży koń, wyrośnięty, jest już o wiele bardziej niebezpieczny niż źrebak! Wyobraźmy sobie, że od spraya odskakuje duży koń i staje nam na nodze! I porównajmy to z wystraszonym źrebakiem, który wpada na naszą stopę 🙂

Chcemy mieć konia, który nabierze “za młodu” zaufania do człowieka, będzie miał go za swojego lidera.

Od roku ćwiczę z Oreusem – konikiem, który trafił do stajni mając 6 miesięcy. Ćwiczę nie często – średnio raz na 2 tygodnie. Ćwiczy także (pod moim okiem) Asia – młoda, ambitna koniara (też kiedy ma chwilkę). To wystarczyło, by nauczyć Oreusa większość powyższych umiejętności. Oreus szybko się uczy (jak każdy młody koń nie zrażony do człowieka!!). By opanować konkretną umiejętność potrzebował 3-4 sesje.

Generalnie – i to powtarzam za jednym z moich ulubionych trenerów Manolo Mandez ( Szkolenie z Manolo Mandez – część I) – sesje powinny być krótkie. LEPIEJ MNIEJ NIŻ WIĘCEJ.

Pracę z Oreusem zaczęłam od CHODZENIA. Każdy koń powinien spokojnie iść przy człowieku NA LUŻNYM UWIĄZIE. Nie powinien wyprzedzać, ani zostawać w tyle (chcemy być w strefie 2. Nie wiesz co to za strefa? Odsyłam ponownie do książki). Nie powinniśmy go ciągnąć. Ani on nie powinien ciągnąć nas. Koń ma reagować na nasz ruch, nasze ciało, naszą energię. Wbrew pozorom jest to jedna z najtrudniejszych czynności przy źrebakach, które mają dużo energii i dekoncentrują się w sekundzie😊W tej nauce ważne jest chwalenie NAJMNIEJSZYCH postępów. Nie możemy uczyć „przeciągając” i ciągnąc za uwiąż! (=karając).

Ważne jest uginanie łba, cofanie. Uzbrajamy się w cierpliwość i systematycznie, małymi kroczkami, chwaląc każdy mały ruch, uczymy o co nam chodzi.

To samo z czyszczeniem nóg. Najpierw uczymy zaakceptowania naszego dotyku na całej długości nogi!

Wszelkie czynności wykonujemy BARDZO WOLNO. Absolutnie nie dopuszczamy do podniesienia emocji, do wywołania strachu. Nie możemy robić nic na siłę! Nic co wywoła NIEPOZYTYWNE SKOJARZENIA. Lepiej wolniej, ale TYLKO na pozytywnych emocjach. Nie możemy uczyć karając, przytrzymując za mocno, agresywnie, czy nie daj Boże uderzając, bijąc bacikiem. Niepozytywne skojarzenia BARDZO TRUDNO zatrzeć w pamięci konia. To nie jest tak, że uczymy konia „wytrzymać” sytuację. Nie chcemy nauczyć go „wytrzymania” opryskiwania sprayem. Nie chodzi nam o „zamrożonego”, napiętego konia. Chodzi nam o ROZLUŹNIONEGO konia, obojętnego na dany bodziec, czynność.

Ucząc Oreusa przebywania w nowych miejscach często posiłkowałam się jego przyjacielem – Hefajstosem (razem spędzają czas na pastwisku i naprawdę się lubią). Brałam Hefajstosa na roundpen, na ujeżdżalnię, w teren, by, po pierwsze: Oreusowi było raźniej, a po drugie: by obserwując Hefajstosa i jego pracę już sam kodował istotne informacje (np: Hefajstos ma na sobie człowieka 🙂 )

Na facebooku znajdziecie filmiki z mojej pracy z Oreusem.

https://www.facebook.com/reel/1410336576302999

https://www.facebook.com/reel/257686277419575

https://www.facebook.com/reel/1184675479403404

Trudno jest w poście uczyć wychowania młodych koni. Mam nadzieję jednak, że podsunęłam tematy do zgłębienia wiedzy. Mój autorytet  – Feather Light Horsemanship (https://featherlightacademy.com/), w swoich onlinowych kursach, ma cały rozdział poświęcony pracy ze źrebakami. Jest tam mnóstwo filmików, gdzie możesz zobaczyć, poczuć jak to wygląda. Kurs można wykupić w każdym momencie i oglądać wtedy kiedy masz czas. Bardzo polecam!

Pamiętaj – czym skorupka nasiąknie za młodu…!

PS Poniżej jeszcze kilka fotek z Oreusem w roli głównej 🙂

Praca z Murphym – cześć IV

Część III wpisu “Praca z Murphym” skończyłam zdaniem: “A potem przyjdzie czas na wisienkę na torcie: szybkie, wydłużające, terapeutyczne cwały po łąkach. To jeszcze przed nami😊”. I Przyszedł ten moment – część IV wpisu o pracy z Murphym, gdzie opiszę – a raczej pokażę na filmiku – “wisienkę na torcie” 🙂 W części III pisałam o terenach – jak zaczynałam bezpieczne tereny z Murphym (oczywiście na kantarze/ ogłowiu bezwędzidłowym). Pisałam o pierwszych wyjściach w teren, w siodle. O kolejnych krokach w pracy w terenie – tak by były bezpieczne dla mnie i dla Murphiego. By były bezstresowe, przyjemne, w pełni kontrolowane i w pełnym zaufaniu. A dzisiaj mam przyjemność pokazać Wam galopy po łąkach. Dla mnie mogłyby być jeszcze szybsze, ale Murphy potrzebuje jeszcze chwilę czasu, by chcieć naprawdę wydłużyć się w cwałach. By całkowicie otworzyć się na wolność! Tak – tego konia mogę wziąć WSZĘDZIE w teren, na kantarze i jestem pewna siebie i jego w 100%. Część III pisałam we wrześniu 2023 roku. Międzyczasie dużo się działo. Murphy czekał na dopasowanie siodła, musiał przejść rehabilitację u fizjoterapeuty, zmienić dietę, miał też kontuzje. Wiele się działo więc praktycznie przez całą zimę nie byliśmy w terenie w siodle. Były tereny na oklep i spacery po lesie. Dużo stępa i trochę kłusa. Ale nasze relacje, nasza komunikacja pogłębiała się i gdy teraz – w lato – pojawiły się wreszcie odpowiednie warunki kondycyjno-terenowe, mogłam “dokończyć” szkolenie i iść z Murphym po “wisienkę na torcie” 🙂 Mam pewność, że Murphy za każdym razem posłucha mnie, gdy powiem: “Zatrzymaj się!”, “Nie galopujemy! Przechodzimy do stępa!”. Wiem, że zrobi to dla mnie nawet na środku łąki, z pełnego galopu 🙂 Okolice Stajni “Na Zielonej”, “Zielonej Farmy” (gdzie możecie wynająć domki – bardzo Wam polecam!: https://www.facebook.com/zielonafarmakonary/), gdzie żyje Murphy, są piękne! Są to tereny pagórkowate, tereny leśne, oraz szerokie, piękne łąki. Z Murphym – w ramach treningu – wychodzimy też kompletnie poza znane mu tereny (gdzie się pasie). Wchodzimy na “obce łąki”, mijamy domy, ulice. Murphy jest spokojny, zaciekawiony. Bo spokojna jestem JA. To absolutna podstawa! TO JA NAJPIERW musiałam przepracować tak wiele “blokad” – sama ze sobą – zanim byłam gotowa wyjść na szerokie łąki z jakimkolwiek koniem. To ja najpierw musiałam się nie bać tego co może mnie potencjalnie czekać na otwartej przestrzeni. Nie mogłam bać się pędu, nie mogłam mieć wątpliwości, że zatrzymam bezpiecznie konia, nie mogłam czuć ŻADNEGO lęku. Murphy wie, że może na mnie liczyć i że powiem mu co robić w każdej sytuacji. Wie, że może gnać ile chce po łące (jeszcze chwila i w pełni skorzysta z tej wolności). Wie, że nie dostanie wędzidłem po zębach. Jadąc z nim w galopie ODDAJĘ mu wodze, upewniam go, że TAK! MOŻESZ BIEC I JEST TO FAJNE I BEZPIECZNE. Jadę na luźnych wodzach (zobaczcie na filmiku). Nie musi “uważać” na ewentualny ból w pysku przy nieodpowiednim ruchu (tak wyobrażam sobie to ja 🙂 ). Jest więc rozluźniony. Może gnać ile chce, a jak poczuje mój dosiad i lekki nacisk ogłowia/kantarka, to wie, że ma zwolnić. I ZAWSZE będzie to przyjemne. Nie musi się spinać, myśleć o ewentualnych “nieprzyjemnościach”. Murphy – jak pisałam w poprzednich częściach – był koniem NIEREAKTYWNYM, wolał (i dalej woli) nie iść, nie rozpędzić się, jechać “na hamulcu”, niż narazić się na dyskomfort w pysku spowodowany wędzidłem. Więcej wędzidle pisałam tu: Dlaczego bez wędzidła?) Wiele dzieci w rekreacji boi się szybkiego konia, więc hamuje go przy każdej okazji. Na taką ilość “zwolnij!” koń w pewnym momencie reaguje niechęcią do szybkich, rozluźniających galopów.
Inne konie, z kolei, często gnają/uciekają przed bólem zadawanym przez wędzidło (nie musi być to wielki ból! I może być on kompletnie nieuświadomiony przez człowieka) – pisałam o tym często w różnym kontekście (tu Trzymaj się grzywy! NIE WODZY! oraz Draco i ja i treningi nie tylko skokowe 🙂 Konie bardzo często “uciekają” przed wędzidłem. Przed POTENCJALNYM bólem zadanym przez wędzidło. To jedyna ich ochrona, instynkt. Gdy jeździec zaciąga wodze, działa wędzidłem, to koń zamiast zatrzymać się, rwie jeszcze bardziej do przodu. Związane jest to z instynktem ucieczki od źródła bólu, który opisałam w książce “Jazda konna? Naturalnie!”. I oczywiście – zgadzam się. Są konie, które pięknie wyciągają się w terenie jeżdżąc z wędzidłem. Jeżdżę w terenach z różnymi stajniami – mam w tym doświadczenie. Zawsze wtedy sobie myślę, że mogłabym zmienić im ogłowie na bezwędzidłowe i chodziłyby tak samo 🙂 Ale są konie, które chodzą spięte, galopują spięte, wycofane. Lub są konie, które ponoszą, które “płoszą” się i wpadają w panikę. Zanim zaczęłabym diagnozować różne, inne przyczyny takiego zachowania, zaczęłabym od wyjęcia wędzidła – by w pierwszej kolejności wyeliminować reakcję konia na (nieuświadomione przez nas) działanie wędzidła. Poniżej filmik – z terenu z Murphym.

Ja, konie i 2023

Ktoś kto trafia na mój blog lub funpage na facebooku mógłby odnieść wrażenie, że mam własnego konia. Ba! Że mam ich wiele! Że moje życie wypełnione jest końmi po brzegi, że nie wychodzę ze stajni. Przez to dobrze jeżdżę i mam dobry kontakt z końmi.

Nie ma nic bardziej mylnego. Nie mam własnego konia, jestem w stajni nie więcej niż 3 razy w tygodniu (a uśredniając cały rok – raz w tygodniu) a moja jazda konna i dobry kontakt z końmi, nie ma nic wspólnego z wyjeżdżonymi “konio-godzinami”. Tak. W stajni nie liczy się długość ale jakość czasu spędzonego z koniem. Jak mówi Manolo Mandez – jeśli masz wątpliwość – zrób mniej, niż więcej.

Co właściwie robię? I z kim? Co to za konie? Zatem. Jeżdżę na ujeżdżalni (treningi skokowe bez “spinki” i zbędnej ambicji), jeżdżę w tereny, rajdy, ćwiczę z końmi z ziemi, a ostatnio zaprzyjaźniam się z 7 miesięcznym źrebakiem 🙂 90% koni prezentowanych na tym blogu to konie rekreacyjne, mające do czynienia z różnymi jeźdźcami.

Koniec roku zmobilizował mnie do pewnej refleksji. Ilość koni jaka w ciągu roku “przewija” się przez moje życie jest raczej nieprzeciętna. Daje mi to taki bodziec do nauki jak żadnemu innemu jeźdźcowi, czy właścicielowi 1 konia, a jednocześnie nowe inspiracje i tematy do dzielenia się z Tobą na tym blogu 🙂 Nie mam szans “uczyć” się koni na pamięć. MUSZĘ cały czas dogadywać się z różnymi końmi I TO POWODUJE, że ćwiczę ich język nieustannie. Wszystkie konie mówią tym samym językiem, ale jednak mają inne temperamenty, doświadczenia, charaktery.

O tym jak nawiązywać relacje z końmi (z różnymi końmi), jak zaczynać pracę z nieznanym koniem, dobrze i pewnie jeździć, pisałam wiele razy (przeczytacie o tym np. we wpisach Co jest motorem coraz lepszej jazdy konnej?, Jeździectwo jest trudne – daj sobie czas, Relacje z koniem – jak je tworzyć?, Jak zaufać?, Praca z nieznanym koniem? Jak zacząć?, i cyklu Praca z Murphym – część I )

Pisałam o tym, jak ważne są bardzo silne podstawy teoretyczne (wiedza o koniach, ich naturze, instynktach). Gdy ja i moje córki zaczynałyśmy jazdę konną, nie miałyśmy tych podstaw – więc DOBRZE WIEM O CZYM MÓWIĘ. Na tym blogu znajdziesz wiele wskazówek jak i gdzie tę wiedzę zdobywać. Oczywiście polecam zacząć od “Jazda Konna? Naturalnie! Co ten koń sobie myśli ? (O książce). Pisałam też o dobrych treningach na ujeżdżalni i w terenie szlifujących nasz dosiad, balans, OBYCIE SIĘ z koniem (kocham woltyżerkę, praktykę spadania z koni i wszelkie ćwiczenia na grzbiecie konia!). I pisałam wiele razy o zmianie w SAMYM jeźdźcu. Jeździec musi być gotowy na przyjmowanie nauk od koni i zmiany w sobie. Konie nauczyły mnie, że w stajni nie ma miejsca na: 1. Pośpiech, 2. Nieobecność, 3. Rozproszenie, 4. Agresję, złość, zniecierpliwienie, frustrację.

Konie nauczyły mnie ZWOLNIENIA tempa (jako takiego i tempa bicia serca 🙂 Przy koniach poruszam się łagodnie, wolno. Moje ruchy zwalniają. Na początku jest to trudne, dla takich jak ja, osób wysoko energetycznych, ale po licznych ćwiczeniach wchodzi to w krew. Nauczyłam się, że NAJPIERW musi być INTENCJA, MYŚL a potem ruch, działanie/prośba w stosunku do konia. Konie już reagują na intencję. UWIERZ mi.

Konie nauczyły mnie OBECNOŚCI na 100%. Wchodząc w relacje z koniem wchodzę w nią w 100%. Nie myślę o czymś innym. Inne tematy przestają istnieć. Moje myśli są spójne z ciałem! Nie ma niczego co przerywa, czy zagłusza przepływ energii i intencji między koniem a mną. A przynajmniej staram się 🙂 Nie wierzysz? Polecam dobre ćwiczenie: poobserwować zmianę zachowania konia, gdy jeździec odbiera telefon.

Przy koniu kluczowa okazała się SPÓJNOŚĆ i AUTENTYCZNOŚĆ. Konia nigdy nie oszukasz. Koń widzi to co wewnątrz. I to co wewnątrz musi być i na zewnątrz. Inaczej nie ma zaufania.

Koń musi od Ciebie czuć miłość i dobro, akceptację. A jednocześnie pewność siebie i konsekwencję w działaniu. Jak mówi Yvet Blokesch, od której ostatnio ciągnę nauki, koń musi się czuć z siebie dumny, musisz dawać mu powód do dumy z samego siebie.

Z nostalgią patrzę na rok 2023. Był to kolejny, piękny rok, pełny cudownych koni (bez wyjątku) od których tyle wzięłam dla siebie! Tyle się nauczyłam.

Zapraszam na mały przegląd 2023.

Kolejność nie ma znaczenia!

Jako pierwszy – Murphy ze Stajni “Na Zielonej”- bohater wielu wpisów. Wpisów skupionych na pracy z ziemi, nad otwarciem się, na relacji, wypracowywaniu zaufania (z Murphym ćwiczę regularnie). Więcej o nim tu Praca z Murphym – część I , Rozluźnienie konia jako klucz do rozwiązywania problemów)

Oreus – (Stajnia “Na Zielonej”) zaprzyjaźniamy się dopiero 🙂 Będę od czasu do czasu pomagać mu poznać ten piękny Świat w jak najmilszej atmosferze!

Jawa z Ranczo Pcim – moja – od dłuższego czasu – stała partnerka w pracy na ujeżdżalni, w balansach, synchronizacji, w skokach (bezwędzidłowo). Zawładnęła kawał mojego serca. To drugi koń z którym ćwiczę regularnie.

3 różne stajnie, 3 róźne tereny/rajdy i 3 siwe arabki!

Didi z Zaczarowanego Wzgórza

Galat ze Stajnia Śmiałka

Bambidou ze Stajni Nawojowa Góra

Tommy ze Stajni Śmiałka

Bosca i Sweety ze Stajni Gorce Kamienica (cały wpis o nich tu: Fotorelacja z rajdu konnego w Gorce (7-8 października 2023)

Cudowne konie Prezesa z “U Prezesa – cały wpis tu Tereny i „bycie” w Bieszczadach „U Prezesa” (maj 2023)

Konie z Chutora Kozaka (wpis z magicznymi licznymi zdjęciami tu: Rajd z Chutorem Kozaka – relacja (22-23 kwietnia 2023) Niezapomniane, piękne chwile z nimi!

Koniki polskie z ukochanej stajni Agroturystyka Izery (na Videoblog znajdziecie filmik jak u nich jest, jak się rajduje)

Szczęśliwe konie przyjaciółki Ewy – dlaczego są wyjątkowe? Przeczytacie tu Szczęśliwe konie, Jak bezpiecznie zacząć szkolenie koni metodą klikerową? (część II)

Dziękuję wszystkim koniom razem i każdemu z osobna. Dziękuję zaprzyjaźnionym stajniom i końskim przyjaciołom.

POLECAM WAS i będę wracać do Was po więcej 🙂

Wdzięczność

Do siego roku!
Ela Gródek

PS Jaka jestem szczęśliwa, że w dalszym ciągu pasję mogę dzielić z trzema córkami

Praca z Murphym – część I

9 lipca na facebooku na „Jazda konna naturalnie” napisałam: „Gdy po raz pierwszy brałam Murphy’ego z boksu, nie chciał wyjść. Zapierał się wszystkimi czteroma kopytami. Mało tego – klapał zębami w moim kierunku i kulił uszy w wyraźnym “Odejdź! Nigdzie nie idę!”.

Ten koń mówił “NIE” na wszystko. “Nie pójdę na myjkę!”, “Nie idę na ujeżdżalnie!, ” Nie będę kłusował”, “Nie będę się cofał”. Ilość jego “Nie” była czasem przytłaczająca 🙂 

Pomyślałam sobie wtedy “Oooo! Fajny materiał do pracy”.

Wczoraj po raz drugi byłam z nim w terenie, w lesie (w siodle). Wspinaliśmy się po pionowej ścianie urwiska, pokonywaliśmy zwalone drzewa i omijaliśmy bagniste tereny. Na ujeżdżalni galopowaliśmy pięknym, wydłużonym, nieskrępowanym, niehamowanym galopem (drugi raz siedziałam na nim w siodle). Wszystko na kantarku. Nie mogłam uwierzyć jak ten koń się OTWORZYŁ. Jak chętnie reaguje na najmniejsze prośby, jak pyta, jaki ma fun!

W lipcowym wpisie napiszę o MURPHYM. Moim najświeższym końskim Przyjacielu i o naszej krótkiej, ale jakże już satysfakcjonującej wspólnej drodze 🙂 ”

Niniejszym zapraszam do lipcowego wpisu.

Ale może zacznę od początku. Kiedyś miałam krótką wymianę myśli z kolegą (jeździ wyłącznie klasycznie, zawsze na wędzidle). Słuchając moich opowieści o jeździe na kantarku powiedział „Wiesz. Ja bym, tak sądzę, obawiał się jeździć na kantarku. Wolę na wędzidle”. „I ok!” – odpowiedziałam. „Bo to nie jest tak, że jeździec bez przygotowania i koń bez przygotowania mogą zacząć jeździć na kantarku w bezpieczny sposób. Najpierw zarówno jeździec, jak i koń, musi przejść odpowiednie szkolenie.” Mój kolega – doświadczony jeździec, był tego świadom.

Takie szkolenie ma za zadanie sprawić, by zarówno jeździec, jak i koń, czuli się BEZPIECZNIE. Jeździec musi ufać koniowi, a koń jeźdźcowi. Musi być między nimi zaufanie. Jeździec ani przez chwilę nie może pomyśleć na przykład: „A co jeśli koń się nie zatrzyma??Co ze mną będzie?”, a koń nie może pomyśleć: „A co jeśli ten człowiek nie wie jaką teraz podjąć decyzję??”.

Zatem, zanim wybrałam się w siodle w samotną wyprawę do lasu z Murphym na kantarku, przeszliśmy razem konkretne kroki, „szkolenie”.

Murphy’ego poznałam  – jak pisałam – jako konia wycofanego, odpowiadającego „NIE” na tak wiele pytań, próśb stawianych przez człowieka. Taka postawa mogła mieć związek  z zastrzykami jakie Murphy dostawał, po tym jak zrobił sobie ranę na nodze. To nadszarpnęło jego zaufanie do człowieka, ale nie zapominajmy też, że Murphy to koń rekreacyjny. Już sam ten fakt sprawia, że może mieć wiele powodów do mówienia „Nie” (lekceważenia tego co człowiek do niego mówi).

Jak podkreślam w wielu moich tekstach, człowiek musi nauczyć się języka koni i musi do nich „mówić” (chodzi oczywiście nie tylko o komendy głosowe, ale przede wszystkim mowę ciała, energię, intencję) po końsku. Oczywiście koń w rekreacji, który służy wielu ludziom (w szczególności dzieciom, początkującym) ma na tym polu przechlapane ☹ Każdy mówi do niego co innego – oczywiście głównie “po ludzku”. Koń po pewnym czasie stwierdza, że człowiek „coś tam paple”, nie należy się tym przejmować. Uczy się konkretnych „obowiązków” (teraz będzie stęp, teraz trochę pokłusuję po ujeżdżalni, a teraz te 3 kółka galopu i wracam do bosku) a resztę „kontaktu” z człowiekiem olewa. Znieczula się na sygnały wysłane przez człowieka, gdyż tyle razy próbował zrozumieć, a widział tylko chaos.

Gdy stanęłam przy boksie Murphy’ego, otworzyłam boks, Murphy skulił uszy, klapnął na mnie zębami, z niepokojem stępował w miejscu. Jak wiecie z moich wcześniejszych wpisów (m. innymi Dlaczego nielubiana klacz jest moją ulubioną?) mam już doświadczenie z takimi sytuacjami (kilkuletnia jazda w rekreacji, w różnych stajniach, daje szerokie doświadczenie ☹). Nie reagując na zachowanie Murphy’ego, z pełnym spokojem, podeszłam zdecydowanym krokiem do jego głowy (strefa “2” konia*) i chwyciłam za kantar (nie dając głowie i zębom pola do manewru). Drugą ręką zaczęłam głaskać po grzywie, szyi. Dałam do zrozumienia, że jest ok, że nic się nie dzieje, że nic mu nie grozi (uwaga: ważne, by kantar nie trzymać „kurczliwie”, nerwowo, w napięciu). Murphy w momencie odpuścił. (uwaga: ta metoda zadziała tylko wtedy, gdy człowiek ma absolutny spokój wewnętrzny, jest pewny, że nie boi się konia, że nie poczuje ani momentu lęku, czy zawahania. Jest to ważne! Wszystko o czym piszę jest bezpieczne – ALE POD KONTRETNYMI WARUNKAMI. Nie czujesz się bezpiecznie? Pewnie? Nie naśladuj).

Przez lata nauki, pracy, szkoleń, mam pewność co do jednego. Nie należy konia karać, bić. To, że w tej sytuacji machnęłabym na niego bacikiem, uderzyłabym go w łeb (teoretycznie przecież zasłużył! Koń nie powinien szczurzyć się i rzucać z zębami na człowieka!) nie dałoby NIC w dłuższej perspektywie. Kompletnie NIC. Z końmi jest dokładnie tak samo jak z dziećmi. Trzeba im pokazać, że może być inaczej, że nie muszą tak reagować, że jest lepsze rozwiązanie. Tylko ze spokojem, miłością i z konsekwencją.

Po chwili trzymania za kantar, puściłam go całkiem, skupiając się już tylko na głaskaniu i drapaniu całego ciała konia (dobrą intencję podtrzymywałam ciepłym głosem). Dałam kredyt zaufania, który Murphy wykorzystał 😊. Odprężył się i zaczął obwąchiwać mnie z  zainteresowaniem.

Co gdyby Murphy zaczął się szarpać? Przytrzymywałabym dłużej i uspakajałabym, aż do momentu wyciszenia. Mój spokój, brak paniki, strachu, dobra intencja udzieliłaby się koniowi. Pamiętaj, że koniowi nie zależy na „walce”, na konflikcie.

Teraz gdy otwieram boks, Murphy odwraca się przodem do mnie, ustawia wesoło uszy w skupieniu. Zaczynam od głaskania po nosie, przodzie głowy. Przechodzę na szyję, całe ciało. Lubię tak zaczynać. To takie nasze 5 minut na powiedzenie sobie „ Ale będzie nam dzisiaj fajnie! Bardzo się cieszą, że Cię widzę! Jak się masz?”. Wchodząc do boksu wchodzimy w strefę konia. Dajmy mu chwilę. Nie wyciągajmy od razu z boksu.

Lubię też rozmawiać z końmi😊Dużo.

Murphy słabo reagował na ciągnięcie za uwiąz. Innymi słowy, stawiał opór, nie podążał za ręką. Była to (i po części dalej jest) jego metoda na człowieka, samoobrona i/lub niewyciszony instynkt uciekania od źródła nacisku**. W kontekście samoobrony: Murphy zyskiwał na czasie. Dzieci często nie mogły sprowadzić go sprawnie na ujeżdżalnie, wyciągnąć z boksu. Murphy uwielbiał zaprzeć się przednimi nogami i ciągnąć głowę w górę. Kto z takim wygra😊?. Pierwsze co zaczęłam robić to NIE PRÓBOWAĆ CIĄGNĄĆ GO za uwiąz. Do marszu na przód starałam się go zmotywować „napędzając” tył, zad. Czy to za pomocą ręki, czy bacika. Ręka z przodu, na uwiązie ma pokazywać kierunek, ale nie ciągnąć. Energia ma iść od tyłu. Pomagał też bacik na łopatce oraz oczywiście moja podwyższona energia, odgłosy (świsty). Wszystkie chwyty dozwolone! Oby tylko ruch do przodu nie był zależny od ciągnięcia za uwiąz. Koń zawsze powinien iść na luźnym, długim uwiązie. Ma iść z własnej woli, z własnej chęci. To chcemy uzyskać. Murphy miał problem (i dalej ma) z ruchem na przód (z ziemi). Trzeba go długo prosić z ziemi, by przyspieszył, przeszedł do kłusa. Zagalopował.

Koń z problemem to nie tylko koń, który panikuje, ponosi, jest zbyt energiczny. Koń, który JEST NIEREAKTYWNY to też koń z problemem. A taki trochę jest Murphy. Jak to mówi Ivet (Online kursy z Ivet z Feather Light Horsemanship – część I „Problem Solving”), ta stłumiona energia gdzieś potem musi mieć ujście! Często uwalnia się w stresowej sytuacji w postaci dembowania, strzelania z zadu (rearing and backing), czy ponoszeniem. Murphy reagował tak jakby miał włączony hamulec, blokadę.

Jak pracowałam (i dalej pracuję – bo do perfekcji jeszcze trochę brakuje 🙂 ) nad OTWARCIEM Murphy’ego? Nad popuszczeniem hamulców, odblokowaniem łopatek? Opiszę w sierpniowym wpisie😊(Praca z Murphym – część II)

Ela Gródek

*o strefach konia w kontekście bezpieczeństwa przeczytacie w książce “Jazda konna? Naturalnie! Co ten koń sobie myśli?” (O książce)

** o instynkcie uciekania od źródła nacisku też przeczytacie w książce.