Część I – fotorelacja z rajdu konnego na Ukrainę (Bukowina Północna) – 17-24 października

Miałam być w Rumunii, wylądowałam na Ukrainie. Widocznie Rumunia musiała poczekać, ustępując w tym roku, miejsca Ukrainie.

Tak, miałam wątpliwości co do tego wyjazdu w dniach 17-24 października. Co innego Rumunia na początku września, a co innego Ukraina pod koniec października. Czy będzie lało? Jaka będzie temperatura? Organizator zapewniał 4 noce pod namiotem i 3 w domku. Generalnie (już to sprawdziłam, na ostatnich rajdach), że każde warunki pogodowe są ok do jazdy konnej. Ważne tylko, by było gdzie się ogrzać i wysuszyć wieczorem, w razie deszczu. Czy 4 noce/wieczory w namiotach to zagwarantują? Jednak moja wielka potrzeba oderwania się od cywilizacji, odetchnięcia wśród natury, bycia blisko z końmi, oderwania się od covidowej atmosfery plus wizja trzech nocy w domku z gorącą sauną opalaną drewnem (!!! 🙂 ) przeważyły w decyzji na „tak”.

Bardzo też byłam ciekawa samej Ukrainy. Jak tam jest? Jak się ludziom żyje? Jak wyglądają wioski? Jaki jest klimat? Jakie jedzenie. Ostatni raz na Ukrainie byłam 20 lat temu. Pamiętam kawę w barze, którą barman od razu słodził i gazety w sklepach spożywczych do pakowania towaru… Kocham podróże, spotkania z ludźmi. Kocham konie i przyrodę. Kupiłam więc śpiwór do -7, zapakowałam narciarskie grube spodnie, ocieplane buty i wyruszyłam w podróż, wraz z innymi zapaleńcami, w sobotę o 6.00, z Krakowa do „Agro Rancza” koło Czerniowców.

Droga przebiegła – dzięki Covidowi – w rekordowym czasie. Na granicy pustki (spędziliśmy tam nie więcej niż 20 minut). Od granicy do Czernichowa jechało się jeszcze 6 godzin.

Po drodze przystanek na „kuszanie” lokalnych specjałów – solanki, placków ziemniaczanych, zupy grzybowej i o 18.00 jesteśmy na miejscu na Ranczu, gdzie czekają na nas już rozbite namioty.

Wiatka – czyli tak zwana imprezownia 🙂

Wieczorem wspólna kolacja, rano śniadanko, na świeżym powietrzu.

Ogromnym plusem wypraw z Nomadic Life (byłam już z tym organizatorem w Gruzji – relację przeczytasz tu: Wyprawa konna do Gruzji – relacja a filmiki obejrzysz tu: Videoblog) jest ich AUTENTYCZNOŚĆ. Wiedziałam, że na tej wyprawie, poczuję prawdziwy smak Ukrainy, będę miała kontakt z lokalną ludnością, z ich kuchnią, obyczajami, przekonaniami. Nikt nie „wrzuci” nas, uczestników, do hotelu, gdzie w komfortowych warunkach, we własnym sosie, będziemy spędzać czas, jak na „prawdziwego” turystę przystało. To zdecydowanie nie mój sposób podróżowania. Jeśli oczekujesz na wyjazdach dopieszczania, niańczenia, wysokiego komfortu, ścisłego planu, to nie jest to organizator dla Ciebie. Jeśli jednak liczysz na prawdziwą wędrówkę, zanurzenie w klimacie danego kraju (a to często oznacza skromne warunki, proste (ale pyszne) posiłki) to polecam Nomadic Life z całego serca (http://nomadiclife.eu/pl/, facebook: Nomadic Life)

Właścicielami „Agro Ranczo” jest Andriej (pół Koreańczyk, pół Ukrainiec) i jego żona Olga. Wieczorami i rankami (2 noce spaliśmy w tym miejscu) chętnie dołączali do nas opowiadając o życiu 🙂 Oczywiście przy lokalnych trunkach (pyszne piwa, wina i, jak ktoś chciał, wódeczka) 🙂

Andriej

Na Ranczu – oprócz koni – jest jeszcze osiołek z ciężarną żoną i młodym synkiem,

dużo kotków,

kozy, pies i pewnie coś tam jeszcze.

Na Ranczu jeździ się w stylu western. Jak ja byłam szczęśliwa, że wreszcie spróbuję jazdy w stylu west!!! (dlaczego? Przeczytasz tu: Western by Ela Gródek)

Rano Andriej zapoznał nas z końmi, sprzętem, westowym stylem jazdy.

Moim towarzyszem na następne 6 dni wędrówki został Lukas – koń rasy „mieszaniec ukraiński” 🙂 Andriej przedstawiając mi Lukasa powiedział: „Wiesz, Lukas to trochę taki cham”. O tym miałam przekonać się tylko raz, ale opowiem później 🙂

Siodła westowe są naprawdę idealne na rajdy, niesamowicie wygodnie, a tak zwany „horn” bardzo przydatny – zahaczasz wodze i masz 2 ręce wolne! W tym siodle, z długimy strzemionami, siedzi się bardzo głęboko. Naprawdę miałam wrażenie, że tworzę z koniem jedność 9brzmi górnolotnie ale to prawda!). Ciężko jest wypaść z westówki , czy obetrzeć jakąkolwiek część ciała.

Wodze są DWIE. Nie połączone, strzemiona szerokie, wygodne, puściska też. Nic nie „wrzyna” się w łydkę.

Mówię Wam – jeździ się fantastycznie! Wiedziałam już dawno, że mi się to spodoba 🙂

No to wyruszamy!

Na czerwono trasa całej 6 dniowej wyprawy

A poniżej widoki z końskiego grzbietu. Trasa była bardzo urozmaicona – od pięknych bukowych lasów, przez górzyste wzniesienia, długie, płaskie łąki, pola z soją, czy słonecznikiem. Koniec gadania, oglądamy! (kolejność zdjęć przypadkowa!)

A to nasz team – prawie w komplecie – z Andriejem. To był cudowny czas z Wami! Dziękuję!

I jeszcze raz my wraz z „naszymi” wspaniałymi końmi.

Za 2 tygodnie II część fotorelacji (wioski ukraińskie, gorąca „bania”, spanie pod namiotami, grzybobranie z Ivanem (Niegroźnym 🙂 ), kuchnia Sviety, konie o poranku…i jak to Lukas pokazał mi, że potrafi być chamem 🙂

Ela Gródek

Zdjęcia autorstwa mojego i całej ekipy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *