Praca z Murphym – część II

W Praca z Murphym – część I pisałam w jakich okolicznościach poznałam Murphy’ego i jak wyglądał nasz pierwszy kontakt, pierwsza praca.

Dzisiaj ciąg dalszy: odkrywanie co to za koń? Praca z ziemi, praca na kantarze.

Gdy wzięłam pierwszych raz Murphy’ego na ujeżdżalnię, na kantarku Murphy zdawał się „leniwy”. Ja proszę: „Idź na przód”, Murphy: człap, człap. Ja „Może trochę szybciej?”, Murphy: człap, człap. Ani pomyśli o zwiększeniu tempa, przejściu do kłusa… Ja proszę: „Cofnij się”, Murphy stoi jak wryty i ani myśli o ruchu choćby na centymetr do tyłu. Oczywiście człowiek w takich sytuacjach używając uwiązu (chamsko ciągnąć…) oraz bacika, jest w stanie „zdyscyplinować” konia. Ale mi nie o to chodziło. Jak pisałam w części I, KAŻDY koń powinien lekko reagować na delikatne sygnały człowieka. Koń NIEREAKTYWNY jest to tak samo koń z problemem jak koń NADREAKTYWNY.

Postanowiłam popracować z Murphym na wolności. Zobaczyć kim on naprawdę jest? Jak reaguje? Czy będzie szukał kontaktu? Nawiązywał go? Czy w takich okolicznościach dalej będzie „leniwy” czy…? Jak zareaguje, gdy będzie miał kompletną swobodę ruchu? Roundpen (okrągła, mała ujeżdżalnia) to idealne miejsce do takiej pracy.

Murphy za każdym razem, gdy wchodzi do roundpena tarza się. To fajny znak. To znaczy, że w miarę czuje się tu swobodnie, bezpiecznie. Puściłam go wolno. Po chwili poprosiłam o RUCH DO PRZODU. Na niskiej energii. Jedną ręką i wzrokiem, całą postawą ciała wskazywałam kierunek (ułożenie stóp też ma znaczenie!), druga ręka dodawała energii na zad. Murphy nie rozumiał ☹. Dodałam energii (machnięcia ręką przy zadzie), dodałam sygnał głosowy (cmokanie, świsty). Murphy ruszył się, ale „leniwie”. Dopiero zdecydowanie wysoka energia, świst bacika, mój zdecydowany głos wprawiły go w ruch. Nie odpuszczając poprosiłam o więcej. Murphy jakby pytał: „Ale naprawę mi można?”, „ Mam tak swobodnie, tak szybko? Nieskrępowanie?”. Widziałam to wahanie, widziałam to niedowierzanie. Dopiero kolejne „nieodpuszczanie” prośby z mojej strony spowodowało, że Murphy uwolnił się. I to w jakim stylu! W piękny klasyczny sposób zrobił baranka, strzelił z zadu i pobiegł. Jak ja się ucieszyłam! Widząc tę uwolnioną energię, widząc ten piękny ruch do przodu, widząc pełną reakcję na moją prośbę, pochwaliłam go głosem, pochwaliłam całą sobą. Zrozumiał, że to właśnie o to chodzi! Zaprosiłam go do środka roundpena, do mnie. Przybiegł z ochotą, wygłaskałam, pochwaliłam i poprosiłam o pójście za mną. Nawiązał się kontakt, ta nić porozumienia 😊Chęć słuchania, dialogu, rozmowy.

Po kilku minutach ponowna prośba z mojej strony: ruch do przodu – w drugim kierunku.

Co daje praca na wolności? Praca na wolności wyraźnie pokazuje KIM JEST KOŃ i jaki ma stosunek do człowieka, i czy chce z nim rozmawiać. Aby móc to wykorzystać, oczywiście człowiek musi sam się nauczyć języka koni, musi umieć wysyłać sygnały i czytać końskie odpowiedzi. Jak to zrobić? Odsyłam Was do kursu online Feather Light Horsemanship (https://featherlightacademy.com/). Ivet krok po kroku uczy w filmikach co każdy gest człowieka oznacza i co odpowiada koń. Pisałam o tym w książce ( O książce) ale filmiki to filmiki. Materiały przygotowane przez Ivet są idealne, nie pozostawiają nic do domysłu. (część „Liberty” oraz „Groundwork”. Więcej czytaj tu: Online kursy z Ivet z Feather Light Horsemanship – część I „Problem Solving”)

Murphy pokazał mi, że nie do końca zależy mu na rozmowie ze mną. Może nie ufał, że z tej rozmowy coś wyjdzie? Że ten człowiek NAPRAWDĘ będzie mówił do rzeczy? Dla mnie ważne były jego reakcje. Ważne było to czy się otworzy i jak? I czy złapię z nim kontakt, czy będzie chciał ze mną zostać, iść za mną? Czy będzie chciał ten kontakt utrzymać?

Murphy – jak to mówi Ivet – był poblokowany (konkretnie mówi: poblokowany w łopatkach). Być może tyle razy człowiek go „zwalniał”, ograniczał w ruchu do przodu, tyle razy Murphy był niepewny, czy można mu być „spontanicznym” koniem, czy ten energiczny ruch do przodu jest pożądany?. Ivet w swojej części kursu „Rozwiązywanie Problemów” pokazuje pracę z końmi poblokowanymi w łopatkach. To RÓWNIE CZĘSTE PRZYPADKI jak konie ponoszące, nadpobudliwe.

Taką pracę na wolności, przeradzającą się potem w czystą zabawę z koniem (kocham to !!!!) w roundpenie powtarzamy do uzyskania pełnej swobody konia, pełnej z nim komunikacji, do momentu gdy zacznie reagować na naszą najmniejszą prośbę (na najniższej energii) ruchu do przodu, zmiany kierunku, zmiany tempa ruchu.

Praca na wolności otwiera drogę do dalszej komunikacji. Koń nabiera pewności, że my umiemy rozmawiać z nim w jego języku, nabiera zaufania.

Z takim kredytem zaufania zaczęłam pracę z ziemi z Murphym na kantarku. Murphy nie wiedział co to znaczy „oddaj łeb”, „ugnij łeb”, czy „cofnij się”, „odangażuj zad”. Są to najważniejsze ćwiczenia, które każdy koń powinien umieć, by jazda na nim była bezpieczna. Koń nie umie uciekać z ugiętym w bok łbem. Koń nie umie biec ze skrzyżowanymi nogami. Jadąc w teren chcemy mieć pewność, że umiemy „wyłączyć silnik” konia, zatrzymać go prosząc o ugięcie łba, odangażowanie zadu.

Ugięcie łba

Koń, który ma problem z cofaniem, nie jest koniem bezpiecznym!

Zanim wybiorę się z jakimkolwiek koniem w teren muszę mieć pewność, że koń umie te podstawy.

Sukcesywnie, z konsekwencją wymagałam od Murphy opanowania idealnego, lekkiego cofania (tu jeszcze nad lekkością trzeba popracować 😊), oddawania łba, odangażowania zadu.

Mając to opanowane, mając kontakt, jakieś już relacje z Murphym, wiedząc co mogę się po nim spodziewać 😊, mogłam wziąć go na pierwszy spacer do lasu.

W tym momencie pewnie pomyślisz: „Czy to (te umiejętności) są naprawdę konieczne, by jechać z koniem w teren?”. „Oczywiście, że nie” – odpowiem. Można wszystko. Można na przykład galopować na piątej lekcji jazdy konnej nie mając opanowanego dosiadu. Wszystko można. Tylko czy to jest bezpieczne? I dobre dla nas? Dla konia? Oczywiście 20 razy możesz iść i nic się nie stanie. Ale, gdy za którymś razem coś się wydarzy i koń się spłoszy, to czy wiesz jak reagować? Mając wytrenowanego konia i wiedząc co w takiej chwili od niego wymagać, masz gwarancję bezpieczeństwa – dla siebie i dla konia.

I UWAGA: WSZYSTKO CO SIĘ DZIEJE Z ZIEMII, ZADZIEJE SIĘ TEŻ Z SIODŁA. Jeśli koń prowadzony przez mnie z ręki w terenie reaguje na moje polecenia – oddaje łeb, odsuwa zad, idzie chętnie do przodu, zatrzymuje się gdy proszę, cofa  to można zaczynać pracę z siodła. Jeśli nie współpracuje z ziemi, nie wsiadam w siodło.

cdn… czyli praca w siodle 🙂

Ela Gródek

Część III już za miesiąc😊

PS UWAGA. Nie ma wyłączności na jedyną, słuszną pracę z końmi, na jedyne słuszne podejście. Dziele się z Wami tym CO MI SIĘ SPRAWDZA. Obserwuję wielu Wielkich Koniarzy od lat. Próbuję. Wysuwam wnioski i dzielę się tym z Wami.

Chcesz się podzielić swoim doświadczeniem? Inna metodą, która też się sprawdza? Pisz w komentarzu!

Online kursy z Ivet z Feather Light Horsemanship – część I “Problem Solving”

Jak pisałam już na facebooku wykupiłam dostęp do szkoleń/kursów Ivet  – czyli Feather Light Horsemanship (https://featherlightacademy.com/). Wykupiam 3 miesięczny dostęp za 90 euro i są to najlepiej wydane pieniądze na warsztaty/szkolenia końskie w moim życiu. Szczerze? Nie spodziewałam się, że aż tak dużo z nich wyniosę. DLACZEGO? Odpowiedź znajdziesz w tym poście.

Oczywiście ten post jest skierowany do osób mówiących w języku angielskim (Ivet prowadzi wszystko po angielsku).

Czego dokładnie uczy Ivet i jak? Kursy podzielone są na następujące części:

  1. Podstawowe informacje – tu Ivet przedstawia w skrócie co jest najważniejsze w jej pracy z końmi: intencja, energia jaką przekazuje koniom. Ivet patrzy na każdego konia bez oceniania go. Daje mu do zrozumienia, że rozumie jego zachowanie i stara się mu tylko pomóc – bez względu na to jak bardzo „źle” zachowuje się koń. Mówi o świadomości naszego ciała, naszych ruchów, naszych odczuć.
  2. Praca z ziemi – ćwiczenia pozwalające na nawiązanie kontaktu z koniem, złapanie wspólnego języka z koniem, rozluźnienie go, pokazanie „added value” (wartości dodanej) pracy z człowiekiem. Przypomina, że to co wypracujesz z ziemi zadzieje się i w siodle.
  3. Praca z młodym koniem.
  4. Załadunek do przyczepy.
  5. Praca na wolności.
  6. Inspiracje.
  7. Rozwiązywanie problemów.

W każdej części są filmiki oraz dodatkowo opis w j. angielskim. Ivet mówi i zarazem ćwiczy z  koniem. Pokazuje pracę z RÓŻNYMI końmi. Nie z tym samym.

W tym poście skupię się na „Problem Solving”. Okazuje się, że w moim przypadku 3 miesięczny dostęp to zdecydowanie za mało, by obejrzeć wszystkie materiały. Jest ich TAK dużo (200 filmików, 35 godzin materiału), że musiałam skupić się na tym materiale, na którym najbardziej mi zależy. Na tym kursie Ivet w serii filmików pokazuje pracę z 14 końmi z bardzo różnymi problemami. Są to problemy takie jak:

– koń, który dębuje/bryka pod jeźdźcem,

– koń, który nie da do siebie podejść chociaż właścicielka kilka miesięcy stara się go oswoić,

– koń, który ciągle się płoszy – mimo braku powodu (i „eksploduje” w niespodziewanej sytuacji),

– koń, który jest bardzo niebezpieczny/nieprzewidywalny w jeździe (np. gna na oślep wpadając w przeszkody),

– koń, który „nie idzie do przodu”,

– koń, który idzie cały napięty, poblokowany,

– koń, który nie reaguje na sygnały, pomoce,

– koń, który „ucieka” od jeźdźca i spod jeźdźca.

– koń, na którego ciężko było wsiąść, bo nie mógł ustać w miejscu, od razu ruszał w popłochu (często galopem)

Ten kurs to studiu przypadków (case study) – wg mnie najlepsza forma nauki.

Na tej samem zasadzie „zbudowane” są pozostałe kursy. Człowiek uczy się słuchając (Ivet tłumaczy DLACZEGO tak i tak robi, czemu to ma służyć) oraz oglądając (Ivet świetnie komentuje reakcje, zachowania koni, swoje ruchy, swój body language).

Do czego – po obejrzeniu 14 przypadków – wg mnie sprowadza się rozwiązywanie problemów z końmi? Co robi Ivet, by „wyprowadzić” konia do takiego stanu, że chodzi on jak aniołek i żadne wędzidło, czy „twarda ręka” oczywiście nie jest tu potrzebna?

  1. Ivet zawsze zaczyna od KOMUNIKACJI z koniem. Oglądając te filmiki naprawdę człowiek pojmuje do samego końca O CO CHODZI w tej komunikacji. My ludzie NAPRAWDĘ kompletnie nie zdajemy sobie sprawy jak ważne jest, by używać odpowiedniej formy komunikacji z koniem. Jesteśmy nieświadomi. Wiele problemów wynika – jak udowadnia Ivet – z braku odpowiedniej komunikacji z koniem. Konie mają nas w pewnym momencie dość i ZAMYKAJĄ się. Przestają już słuchać, przestają na nas zwracać uwagę. Starały się przez dłuższy czas, ale sygnały wysyłane przez człowieka były tak chaotyczne, zmienne, niewyraźne, że koń poddał się. Zrezygnował. Doszedł do wniosku, że nie warto już porozumiewać się z nami. Stracił zaufanie. W tej części Ivet najczęściej zabiera konia na round pen i puszcza go wolno. Zaczyna z nim rozmowę, zaczyna „join up”. Pamiętaj, że mamy do czynienia z końmi z wielkimi problemami. Ivet – jak podkreśla – musi zacząć od kontaktu z nimi. Od rozmowy. Od pokazania, że od teraz ja-człowiek, zaczynam do Ciebie mówić INACZEJ: JASNO, twoim językiem (i uczy nas tego języka). Jak pisałam w mojej książce języka koni MOŻNA się nauczyć. O tym języku piszę dużo, ale tu na filmikach możesz zobaczyć go, poobserwować „na żywo”(więcej o języku koni też tu: Nie rozmawiajmy z koniem jak z człowiekiem ). Puszczając konia w round penie i prosząc go o ruch do przodu, o „connection in speed” (połączenie w szybkości) Ivet sprawdza też JAKI JEST KOŃ. Na co go stać? Jak skłonny jest rozmawiać z człowiekiem. Robi to z bezpiecznej odległości. Patrzy, czy reaguje na „zaproszenie” do środka. Cudne jest to, że każdy koń na końcu staje się spokojny, pojawia się w nim na nowo kredyt zaufania do człowieka. POJAWIA SIĘ DIALOG.
  2. Potem Ivet zaczyna pracę z ziemi. Jest dosłownie kilka ćwiczeń, które Ivet uczy, a które są kluczowe w dalszej pracy. Koń powinien z lekkością podążać za jeźdźcem (na uwiązie), bez oporu, bez ciągnięcia. Cofać z równą lekkością. Uginać łeb, chodzić na kołach w odpowiednim ustawieniu, by uzyskać ROZLUŹNIENIE w ciele. Ivet świetnie to opisuje. Koń prosty to koń gotowy do ucieczki, napięty (to jest w naturze końskiej). Jeśli nauczymy konia miękkości (softness), rozluźniania, jeśli pomożemy mu odkryć ten sposób poruszania się, jazdy, JESTEŚMY W DOMU. Od tej pory jazda będzie dla konia przyjemnością! Koń poczuje w ciele to “coś” dobrego, co może spotkać go przy człowieku. To jest ta WARTOŚĆ dodana (value) w pracy z człowiekiem. Gdy koń to odkryje będzie chciał z nami pracować. Jak mówi Ivet, ona nie lonżuje koni. Ona uczy ich pracy na kołach (z odpowiednim ustawieniem łba, łopatki, całego ciała) tak by koń nauczył się chodzić w rozluźnieniu. Świetnie to widać po koniach! Po każdym!
  3. Następny etap to habituacja, ale nie tylko z intencją poznawania nowych, nieznanych rzeczy (co to jest habituacja? Czytaj tu Gdy nie ma w domu dzieci to… habituacja). Ivet wyciąga różne przedmioty. To może być mała flaga, duża flaga, przywiązywane do siodła plastikowe worki w miejsce nogi jeźdźca, płachty, parasolka. I pracuje dalej z ziemi. Chce pokazać koniowi, że mimo, że „warunki” zmieniają się, Ty-koniu zawsze możesz na mnie liczyć i nic się w naszej komunikacji i we mnie nie zmienia.
  4. I dopiero tu zaczyna się praca w siodle. I tu doznajemy szoku. Koń, który brykał, zrzucał jeźdźca, (na początku są filmiki JAK koń zachowywał się przed treningami u Ivet) nagle przyjmuje Ivet na swój grzbiet ze spokojem. Ivet z siodła powtarza to co robiła z ziemi. Ważne są ugięcia łba. Ivet uczy konia pójścia do przodu, lekkiego, swobodnego poruszania się do przodu. Koń, który nie ma ruchu do przodu to koń, który będzie za chwilę dębował, brykał, bo energia tu właśnie znajdzie ujście. Ivet UCZY jak koń ma iść do przodu. Jak ma się wyciągać w tym ruchu. Mówi o „odblokowywaniu łopatek”. Widać jak na dłoni, jak konie są poblokowane psychicznie i fizycznie. Wyobrażam sobie dlaczego. Jeźdźcy z reguły sami, nieświadomie „blokują” konie. Boją się szybszej jazdy, nie jeżdżą w teren gdzie koń naprawdę może się wyciągnąć) itp. Niesamowite jest to jak Ivet „rozgania”, namawia „szalonego” konia do energicznego ruchu na przód, do, w efekcie bardzo szybkiego galopu, do tego, by poczuł pełną swobodę w swoim ruchu! I wbrew pozorom koń nie leci jak szalony i nie zrzuca Ivet tylko USPOKAJA się i za chwilę jego ruch – i w stępie, i w kłusie, i w galopie – jest lekki, swobodny i STEROWALNY. Koń reaguje na najmniejsze prośby zmiany tempa! Ivet podkreśla – wiele problemów koni bierze się stąd, że nie czują się „free to move”. Człowiek tyle razy powstrzymywał ich (świadomie czy też nieświadomie) przed swobodnym ruchem, że nie wiedzą czy im wolno, czy to jest dobre czy złe. Nie czują się w tym BEZPIECZNE. Tak sobie myślę. Kto z nas sobie to uświadamia?
  5. Piąty etap to praca konia z właścicielem. Ivet przerabia jeszcze raz wszystko z właścicielem i koniem. I widzimy wyraźnie błędy w komunikacji (nie taka postawa, nie takie tempo, zbyt „kwadratowe” niejasne polecenia), widzimy spięcie człowieka, które oddziałuje momentalnie na konia. Uczymy się jeszcze bardziej, bo widzimy wyraźne błędy – błędy, które popełniamy MY na co dzień, a które nie dostrzegamy, BO NIKT NAS tego NIE UCZY.

Jesteśmy świadkiem cudów. Koń, który nie nadawał się w ogóle do jazdy, bo był zbyt niebezpieczny, lub koń, którego nie można było do niczego namówić, po KILKU SESJACH, dniach z Ivet, nagle jest naprawdę innym, spokojnym, komunikującym się koniem. I to wszystko krok po kroku dzieje się na kursie na Twoich oczach.

Warto dać 90 euro? Warto dać dużo więcej 😊

I na koniec teraz to co może Cię zdziwić. To co pokazuje, robi Ivet, NIE JEST NICZYM nowym. Ivet nie odkryła Ameryki. Ivet sama podglądała innych wielkich (też a może przede wszystkim naturalowych) Koniarzy. Uwierzcie mi widzę wiele podobieństw, wiele identycznych elementów, których ja osobiście uczyłam się na innych kursach, z książek. Ale są też różnice. A te różnice myślę zmieniają wiele. I jest całe mnóstwo “drobnych” rzeczy, która Ivet dodaje od siebie. To wszystko sprawia, że z nią chcę się dalej uczyć. W pracy Ivet z końmi jest żelazna konsekwencja, jest też presja (ale tylko tam gdzie trzeba, tylko dla dobra konia- myślę, że jeszcze o tym napiszę)…ale nie ma agresji, jest spokój. Ponadto sam sposób przekazywania wiedzy, przygotowania tych kursów jest tak czytelny, tak usystematyzowany, i jest tam tyle materiału, tyle różnych koni-przypadków, że to co pokazuje Ivet „wchodzi w krew”, naprawdę uczysz się 🙂

Ela Gródek

Zdjęcia Ivet – z facebooka z Feather Light Horsemanship