Wzruszająca chwila dla mnie. Po raz pierwszy dosiadam Oreusa.
Oreus pozwala mi na to. Stoi spokojnie. Nie ma w nim krzty strachu, niepokoju, zdziwienia.
Po 3 latach pracy z Oreusem otrzymuję nagrodę – największą. Przyjęcie mnie na swój grzbiet w łagodny, pełny zaufania sposób..
Oreus trafił do stajni jako 6 miesięczny źrebak. Od tamtej pory, bardziej lub mniej regularnie, spotykam się z nim. Przez wspólną zabawę, przez wspólny czas, pokonywanie kolejnych wyzwań zdobywam zaufanie Oreusa. W nauce idę „programem” Ivet Blosch z Feather Light Horsemenship ( o jej kursach przeczytasz tu: Online kursy z Ivet z Feather Light Horsemanship – część I “Problem Solving”) ,programem przygotowania konia – od źrebaka – do pracy z człowiekiem pod siodłem. Po kolei stosuję jej metody pracy z młodym koniem. To działa 😊 Oreus jest fajnym, spokojnym koniem, który lubi spędzać czas z człowiekiem. Oreus posiada podstawy, które powinien umieć każdy koń zanim pójdzie pod siodło, czyli:
– umieć: cofać, uginać łeb, odangażować zad, podążać za człowiekiem,
– umieć wejść na koło (przygotowanie do lonżowania) i spokojnie pracować na linie na kole,
– reagować na polecenia człowieka (na zmianę energii, ciało człowieka). Praca na wolności: zmiany tempa chodu, przechodzenie między stępem, kłusem, galopem, zmiana kierunków),
– wychodzić z człowiekiem w teren (odklejenie od stada),
– wchodzić do przyczepki,
– STAĆ, gdy jest o to proszony😊,
– nie bać się płacht (na grzbiecie, głowie, pod nogami), parasoli, piłek i innych „strasznych rzeczy”,
– pięknie stać na uwiązie i czekać,
– stać spokojnie podczas czyszczenie, dać się czyścić, wszędzie dotykać,
– podawać kopyta, nie wyrywać,
– brać prysznic (woda mi nie straszna!),
– przyjąć siodło, kłusować, galopować lekko z siodłem,
– nie stracić chęci do dalszej zabawy z człowiekiem😊
O Agro Ranczo dowiedziałam się od rajdowej koleżanki – tej samej przez którą znalazłam się na rajdzie na Dżerbie (Wyprawa konna na Dżerbę (Tunezja) 11-14.10.25). “Wiesz! Jest takie fajne miejsce do rajdowania w Beskidzie Sądeckim, musimy tam jechać”. Ale terminy się nam nie składały… Za to inna koleżanka, AKURAT z grupą swoich znajomych, zapisały się na rajdowanie w Agro Ranczo (co za zbieg okoliczności!) …a mi udało się wskoczyć w ostatniej chwili na miejsce, które się zwolniło. Zapisanie się na rajd w Agro Ranczo nie jest bowiem takie łatwe. Ranczo ma swoich stałych, powracających klientów. Miejsca zapełniają się szybko.
Początkowo nie miałam w planach rajdować w kwietniu. Miałam być w delegacji na Bliskim Wschodzie. Ale z powodu sytuacji w tym regionie, delegacja została odwołana, a ja momentalnie zapragnęłam znaleźć się na końskim grzbiecie wśród lasów, łąk i gór.
Lubię zmieniać stajnie, bo lubię podróżować, lubię zwiedzać różne zakątki Polski i Świata. Wszędzie jest inaczej, wszędzie jest pięknie.
Stajni szukam tylko z polecenia. Chcę mieć pewność, że stajnia spełnia pewne (moje) standardy i minimum moich wymagań.
Poniżej szybkie podsumowanie rajdowania ze stajnią Agro Ranczo. Co mi się podobało, co było dla mnie ważne. I to co osobiście bym zmieniła 🙂
Stajnię założył Paweł – dawno, dawno temu…(30 lat? O ile dobrze pamiętam). Był jednym z pierwszych, który zaczął tworzyć górską turystykę konną w tym rejonie. To było i dalej jest jego wielkie hobby. Paweł sam poprowadził nasz zastęp w pierwszym dniu i po wspólnej kolacji poopowiadał o początkach stajni, i o różnych przygodach.
Ale do rzeczy. Co mi się podobało?
1. Wolny wybieg koni 24/7. Konie od wczesnej wiosny, po późną jesień, spędzają czas wspólnie, w stadzie, na wielkich łąkach. Mają swoje towarzystwo, przestrzeń, łąki, by po dniu pracy naprawdę się wyciszyć i odprężyć. To tak ważne dla psychiki koni. I to tak procentuje…
2. Po dniu rajdowania, czy w dniu przyjazdu, mogłam iść do stada i spędzić ze stadem czas. Tak bardzo to lubię i tak ważne jest to dla mnie. Uwielbiam obserwować stado, uwielbiam wchodzić w relacje z końmi, uwielbiam z nimi “gadać” 🙂 Albo po prostu być czy sobie leżeć 🙂
3. Konie są bardzo dobrze ułożone, bez narowów, spokojne. LUBIĄ CZŁOWIEKA!!! Na pastwisku podchodziły przyjaźnie, były mną zainteresowane, były mnie ciekawe, miały do mnie (człowieka) zaufanie!. Tak często konie w rekreacji kojarzą człowieka z niemiłymi emocjami – wolą trzymać się z daleka. Przy siodłaniu konie stały zrelaksowane, spokojnie czekały. Nie było między nimi “kłótni”. Konie są w bardzo dobrej formie, dobrze utrzymane i dobrze dobranym sprzętem (to ważne!!)
Ja dostałam Juniora. Junior to 7-latek. Jak wiecie mam zasadę: nie wsiadam na rajdach na konie młodsze niż 5 lat. 3-letni koń w ogóle nie powinien być zajeżdżany (jego układ kostny nie jest dojrzały. Więcej o tym tu Wywiad z Michałem Dobrowolskim – wszystko o konsekwencjach źle dobranego siodła, nieserwisowanych siodeł – część I) a 4-latek nie powinien przyjmować takiego obciążenia pracą. 4-latek może zacząć lekko pracować, ale nie znosić trudy kilku godzinnego rajdu (więcej o tym tu Wiek konia a jego gotowość do pracy. Wracając do Juniora – jak tylko usłyszałam, że Junior jest mieszanką Folbluta i Quarter Horse’a powiedziałam biorę go! To połączenie szybkości folbluta z siłą i spokojem Quarter Horsa jest naprawdę wyjątkowe. Co wiecej. Zależało mi na koniu, który lekko reaguje na wodze, który lubi i docenia prowadzenie na luźnej wodzy (jak wiecie generalnie jeżdżę bez wędzidła), wymaga miękkiej ręki. Junior był absolutnie cudowny!
Inne konie w stajni to i ślązaki i małopolaki, czysty quarter horse, konik polski. Wszystkie były – z relacji innych jeźdźców, bardzo dobrze ułożone.
Jeździło się nam naprawdę wspaniale. Były momenty, gdzie mogliśmy się pościgać, wyprzedzać. To wszystko było bezpieczne, kontrolowane. Sama przyjemność!
5. Same ranczo jest bardzo miłym miejscem. Zrobione w takim stylu jaki lubię – górskiej chaty, lokalnej. Na poddaszu pokoje z łóżkami (pokoje wieloosobowe), na dole przestrzeń wspólna, kuchnia. Wszędzie czystko i zadbanie.
6. JEDZENIE – genialne!! Gotowane przez lokalną gospodynię, która naprawdę ma talent!. Gotuje swojsko, lekko i smacznie. Na śniadaniach nie brakowało “zieleniny”, którą tak kocham, na obiady nie brakowało wersji “wege”, pysznej zupy czy prawdziwego kompotu 🙂 Palce lizać. Wszystko świeże – gotowane w dniu przyjazdu.
7. Okolica – piękne tereny Beskidu Sądeckiego. My pierwszego dnia udaliśmy się na Przehybę
Na Przehybie jest schronisko z dużym wyborem obiadów – wszystko było bardzo smaczne (od schabowych po pierogi). Można było odpocząć przy kawce na tarasie w pełnym słońcu.
Miejscami leżał jeszcze śnieg. Ale w tym samym momencie mijaliśmy kwitnące drzewa i pełno zieleni
Trasy byly urozmaicone, bardzo ciekawe. Drugiego dnia wybraliśmy się na bardziej płaskie tereny, gdzie mogliśmy cieszyć się długimi galopami. Te konie naprawdę są w świetnej formie i lubią biec.
Trzeba jednak pamiętać, że rajdy w terenach górski głównie polegają na stępie, by pokonać górzysty teren. Konie często nie mają łatwo. Po pierwsze: przez nawierzchnię – czyli kamienie, lub mocno utwardzone ścieżki, po drugie: przez ukształtowanie terenu. Niektóre trasy są bardzo strome i wg mnie, aż za strome na to, by koń dźwigał człowieka. Wg mnie w tych miejscach człowiek powinien zawsze zsiadać z konia i iść pod górę na własnych nogach. Prawdopodobnie wielu rajdowiczów w tym momencie myśli “no ale ja nie mam takiej kondycji, by iść na nogach pod górę!”. Na co ja odpowiedziałabym “a koń ma mieć? Jedź na rajd gdzie indziej jeśli podejście pod górę jest zbyt dużym wyzwaniem”. Prawdopodobnie takiej reakcji obawiają się prowadzący i nie narzucają, by schodzić z konia na takich odcinkach. Wg mnie jest to czasem zbyt obciążające dla koni. I ja bym to zmieniła. Wprowadziłabym obowiązkowe schodzenie z koni w miejscach stromych.
Konie w Agro Ranczo są podkute. Nie ma tu innego wyjścia. Kamienie, twarda nawierzchnia wymusza. Są też dobierane te rasy, które są silne, odporne. Ale co najważniejsze – jak podkreślała bardzo sympatyczna przewodniczka-instruktorka Liwia – ranczo dba o dużą rotację koni. Konie popracują parę lat i są sprzedawane, by gdzieś indziej mogły pracować w lżejszych warunkach.
Czy polecam? Bardzo polecam. Polecam z czystym sercem, bo jeśli po pierwszym dniu rajdu pomyślałam sobie: “Mogłabym tu wrócić z Olgą (14-letnią córką)” to to znaczy, że bezpieczeństwo w tej stajni jest na 1 miejscu, że konie są idealne również dla dzieci.
Ela Gródek
Junior – dziękuję!!!
A tu znajdziecie filmik, który najlepiej odda klimat rajdu:
Mam wielki bunt w sobie. Nie zgadzam się z powszechnie przyjętym sposobem kształcenia młodego jeźdźca. Młody człowiek przychodzi do stajni. I co? I wrzuca się go na grzbiet konia. Najpierw jeździ na lonży. Ale krótko – bo to czasochłonne i drogie. Kilka, kilkanaście spotkań i jeździec ląduje na koniu w grupie innych adeptów.
Dobrze pamiętam swoje początki jazdy konnej. Owszem – endorfiny, ale zmieszane z dużą dawką stresu…Na koniu czułam się z jednej strony wspaniale, ale i…jak na tykającej bombie. W głowie ciągle krążyły myśli: „Co jak koń zerwie się do biegu, a ja go nie zatrzymam??”.
O braku edukacji z zakresu psychiki i natury koni już pisałam. Powtórzę jeszcze raz. Wg mnie, to powinien być obowiązek, aby jeździec zanim zacznie regularnie jeździć konno, musiał zaliczyć/zdać teorię o koniu. Jeździec mógłby przygotować się sam (z poleconej lektury) lub/i odbyć kilka obowiązkowych godzin szkoleniowych.
Jest jeszcze jedna luka/ jeden brak w początkowej edukacji jeźdźca – fizyczne i mentalne przygotowanie jeźdźca. O fizycznym przygotowaniu przeczytasz tu: Rozluźnienie jeźdźca a dobrobyt konia
Teraz skupię się na mentalnym.
Każdy jeździec powinien pracować PRZEDE WSZYSTKIM nad sobą. Nie nad koniem (o tak! Młody jeździec myśli, że to konia trzeba wychowywać!). To nie koń ma się do nas dostosować i nauczyć się z nami współżyć. To my musimy zrozumieć jego Świat, jego zachowania, język. (przeczytaj Nie rozmawiajmy z koniem jak z człowiekiem )
Nie jest prosto zrozumieć Świat koni. Ja poznaję Świat koni już trzynasty rok i dalej mam nowe obserwacje, spostrzeżenia…To nauka na całe życie.
Od jakiegoś czasu, na bazie mojej wiedzy, doświadczenia, pomagam jeźdźcom świadomie zacząć jeździectwo. Pomagam im MENTALNIE przygotować się do jeździectwa. Wiem dokładnie czego mi zabrakło w początkowej fazie nauki jazdy konnej i jakie były tego konsekwencję. Daję im lepszy start, szybszy start, bezpieczniejszy i bardziej świadomy.
Poniżej odsłaniam rąbka tajemnicy: moje elementy pracy z jeźdźcem nad rozwojem jego przygotowania do jeździectwa:
1. Praca ze stadem. Biorę uczniów do stada. Obserwujemy stado z daleka, tłumaczę jego zachowania, komentuję intencje. Wchodzimy w stado, w interakcję z końmi. Komentuję zachowania różnych koni w stosunku do nas. Uczę czytać emocje koni, wychwytywać sytuacje potencjalnie niebezpiecznie (stado jest dynamiczne!), obserwujemy wzajemne oddziaływanie. Uczę OSWAJANIA się z końmi, uczę zaufania, pewności siebie, tłumienia impulsywnych reakcji. Ale i stawiania granic.
2. Praca z grzbietu, na oklep. To najlepsza metoda na OSWAJANIE człowieka z koniem. Kładzenie się na konia, elementy woltyżerki, zeskakiwanie, zaprzyjaźnienie się z zadem konia itp. Jeźdźcy potrzebują poczuć JAK się koń zachowuje, uczą się JAK reagować. Poznają własne ciało i jego ograniczenia 😊
3. Praca z ziemi. Jeśli TY będziesz bać się konia, koń będzie podejmować decyzje bez Ciebie i za Ciebie. Uczeń zaczyna wydawać polecenia i UCZY się reagować na odpowiedzi konia. Uczy się wymagać, uczy się regulować jego i swoje emocje. Zaczynamy od prostych rzeczy. Uczę zauważać swoją reakcję. Czy cofnęłam się? Czy moje ciało pokazało niepewność, strach? Czy byłam/ byłem konsekwentny? Proste ćwiczenia z ziemi są nieodzowne w kształceniu jeźdźca. To co chcesz egzekwować od konia z siodła NAJPIERW musisz nauczyć się egzekwować z ziemi.
4. Spacery. Spacer z koniem w ręku wbrew pozorom nie jest prosty 😊Koń na ujeżdżalni to kompletne inne zwierzę niż te w terenie! Spacery w terenie to ogromne pole do nauki dla jeźdźca!
6. OSTATNIM ( a nie pierwszym!) elementem nauki jest praca z siodła, jazda w siodle. U mnie oczywiście bez wędzidła. (Uwielbiam patrzeć na to zdziwienie jeźdźca, że koń może chodzić bez wędzidła 😊). W siodle uczę -ZAUWAŻAĆ co jeździec robi z własnym ciałem na koniu? CZY I KIEDY je spina i rozluźnia? Co robią jego ręce? Co robią jego nogi? Gdzie patrzą oczy. UCZĘ ZAUWAŻAĆ, uczę świadomości własnego ciała i oddziaływania nim na konia. Aby w przyszłości móc pracować nad przepuszczalnym dosiadem, najpierw musisz zauważać szczegóły w sobie. Drugim etapem jest nauka zauważania/odczytywania JAK CZUJE SIĘ KOŃ pod Tobą? Czy się napina, czy rozluźnia? Kiedy się rozluźnia? Kiedy się napina?
Etyczne jeździectwo to takie kiedy zależy nam, by koniom było z nami dobrze, by nie odczuwały nie tylko bólu fizycznego, ale i obciążenia psychicznego: zdenerwowania, strachu, stresu. To jeździectwo oparte na komunikacji i relacji z koniem (więcej o tym tu: Relacje z koniem – jak je tworzyć?)
Tak sobie myślę, że gdyby kształcenie jeźdźców odbywało się z mieszanką powyższych elementów szkolenia, większy odsetek jeźdźców, to początkowe zainteresowanie jeździectwem, przekształcałoby w prawdziwą, świadomą pasję, nie rzucało by jeździectwa tak szybko. Bo ile młodych “koniar” pozostaje przy pasji na długie lata???A ile odchodzi?? I co ważniejsze: o ile mniej byłoby „poszarpywań za wodze”, „obijania grzbietów końskich”, strachu, spięć, upadków, niebezpiecznych sytuacji? O ile więcej byłoby zrozumienia, empatii dla konia i prawdziwej z nim współpracy…
Ela Gródek
PS 2 Jeśli zainteresowany jesteś takim samorozwojem – zapraszam do kontaktu.
Praca z koniem zaczyna się już w boksie, przy czyszczeniu…
Wskazywałam jak i po co robię konkretne ćwiczenia. Po co pracuję z ziemi, po co wychodzę w tereny, co robię na ujeżdżalni. Rozkładałam na czynniki pierwsze każde ćwiczenie, tłumaczyłam jego wpływ na konia w sensie fizycznym i psychicznym.
Pisałam też w postach o tym czego uczę jeźdźców, czego ja musiałam się przez długie lata nauczyć, by w ogóle podjąć się tematu treningu koni. We wpisie Czego uczę jeźdźców? podkreślałam, że uczę jeźdźców najpierw umiejętności ROZLUŹNIENIA się przy koniu, uczę NIE BAĆ się koni, ich reakcji, oswojenia się z nimi w każdej sytuacji.
Koń i człowiek komunikują się bez słów. Człowiek, który całe życie porozumiewa się za pomocą słów ma wielkie wyzwanie w komunikacji z koniem. Musi zrozumieć, że tu wchodzą w grę mindset, intencja, EMOCJE, porozumiewanie się za pomocą energii, delikatnych sygnałów, .
Wielcy trenerzy umieją REGULOWAĆ układ nerwowy (i hormonalny) konia. Koń nie myśli, koń działa. Układ nerwowy konia jest non stop w gotowości: biec? Nie biec? Jest powód? Czy nie ma powodu? Regulacja układu nerwowego koni przez człowieka polega na wyciszeniu tej „gotowości”, zapewnienia uczucia bezpieczeństwa i potem zmotywowania konia do wykonywania tego o co człowiek prosi. Nasze emocje, nasz układ nerwowy działa na konia, zatem zanim trener będzie w stanie regulować układ nerwowy konia, najpierw JEGO układ nerwowy musi być w równowadze. I to jest – wg mnie – najtrudniejsze dla człowieka.
Tak wiele razy, ucząc się o treningu koni, behawiorze koni, napotykałam się na pojęcie SPÓJNOŚCI w człowieku. Jeśli człowiek nie jest spójny : w myślach, w ciele, w ruchach, to koń NIE ZAUFA. Konie wyczuwają z daleka wszelkie „nieścisłości” w nas. Niby się nie boisz ale…co to za bicie serca? Niby jesteś spokojna ale…co to za nierówny oddech? Koń widzi, że coś się tu rozjeżdża i nie obdarzy Cię pełnym zaufaniem. Nie pójdzie za Tobą.
Twój układ nerwowy i hormonalny musi być czysty jak łza. Wtedy swoją pewnością siebie, spokojem, całym swoim ciałem, swoimi emocjami będziesz w stanie „POWODOWAĆ koniem”. Jego układ nerwowy będzie wyciszany przez Twój (lub pobudzany). Konie są różne: są konie nadpobudliwe i je należy wyciszać i konie „leniuchy” (nie ma koni leniuchów ale dla uproszczenia tak je nazwijmy) i im należy „dodawać” energii. Uwielbiam pokazywać to swoim uczniom – jak ja i moja energia oddziałuje na konie. Jak ja i moje emocje oddziałują na konia.
Dobry trener podczas treningu reguluje stan emocjonalny konia. Koń jest wtedy w neurohormonalnej RÓWNOWADZE, w psychicznej równowadze. Wprowadza go w odpowiedni do nauki mindset (wolny od wyrzutu hormonu stresu! Wolny od niepewności) A POTEM UCZY, motywuje.
Koń, który jest w balansie psychofizycznym to koń przygotowany do wyzwań, do treningów 😊
Trener, który jest w formie psychofizycznej, to trener przygotowany do pracy z koniem 😊 Należy bowiem wspomnieć też o FORMIE fizycznej samego trenera, jeźdźca, o jego rozciągnięciu, o braku blokad w ciele, o przepuszczalnym dosiadzie (który jest wypadkową STANU FIZYCZNEGO I PYCHICZNEGO), który ma ograniczać przeciążenia aparatu ruchu konia i doprowadzić do harmonii ruchu konia i człowieka. Ale to już temat na oddzielny wpis 😊
UWAGA!!! Każdy człowiek, który powoduje koniem, który “ćwiczy” z koniem staje się trenerem – czy tego chce, czy nie. Każdy jeździec jest poniekąd trenerem. DLATEGO tak ważne jest by każdy jeździec był bardzo świadomym jeźdźcem. Twoje zachowanie będzie oddziaływać pozytywnie lub negatywnie na konia. To na Tobie spoczywa odpowiedzialność. To Ty jesteś odpowiedzialny za konia.
Tak wiem – jazda konna jest bardzo wymagająca. Ale jak bardzo też satysfakcjonująca …
Ostatnio wrzucam dużo filmików z zabawami z Oreusem (ma niecałe 3 lata). Pogoda jest jaka jest. Ujeżdżalnia przymrożona. Takie zabawy nie wymagają dobrych warunków. Bawiliśmy się piłką. Bawiliśmy się wielką płachtą. Płachta pod nogami konia, to nie to samo co płachta na koniu. To nie to samo co płachta na głowie konia. To nie to samo co płachta powiewająca obok konia itp. itd. Dużo jest roboty z płachtą 😊Przez takie zabawy, ćwiczenia, Oreus uczył się ją akceptować w różnych formach. Dużo też chodziliśmy na spacery. Nowością był spacer w nocy. Przy zapalonych latarniach. To kompletnie inne warunki ćwiczeniowe, niż spacer w tej samej okolicy w ciągu dnia.
To dzięki innej, wrodzonej cesze konia: ciekawości, oraz dzięki relacjom z człowiekiem, koń, mimo niepokoju, wchodzi w nowe sytuacje, da się prowadzić w nieznane, przełamuje strach.
Dlaczego tak dużo czasu poświęcam na takie aktywności z koniem? BY ROZWINĄĆ maksymalnie dużo nowych połączeń nerwowych, by przygotować stopniowo jego układ nerwowy do dźwigania emocji, coraz to trudniejszych zadań.
To tak jak z dzieckiem. Jeśli całą podstawówkę będzie chodził tylko do szkoły i z powrotem i bawił się wokół domu, to w przyszłości o wiele trudniej przyjdzie mu mierzyć się z różnymi ludźmi, różnymi okolicznościami, innym środowiskiem.
Aby mózg się rozwijał, TRZEBA GO ĆWICZYĆ. Jak mięśnie na siłowni. By koń dawał sobie radę z emocjami w przyszłości, już teraz musimy go „narażać” na różne sytuacje, emocje. Ale tylko na takie, które jest w stanie teraz unieść.
Jak rozwinął się mózg konia w procesie ewolucji? Co najmniej 35 milionów lat ewolucji mówi końskiemu mózgowi, że jeśli coś wydaje Ci się podejrzanego, jeśli coś wydaje Ci się zagrożeniem, to to może oznaczać dla Ciebie Ś_M_I__E_R_Ć i w związku z tym MASZ NIE MYŚLEĆ, tylko uciekać. Pomyślisz potem, czy było warto się spłoszyć.
Mózg konia działa tak, że połączył bezpośrednio percepcję (wzrok) z działaniem. Jeśli więc z oka przesyłana jest informacja do mózgu o czymś podejrzanym, to natychmiast do obszarów kontrolujących motorykę konia jest wysyłany sygnał z komendą BIEGNIJ. U człowieka jest jeszcze kora przedczołowa, gdzie sygnał jest analizowany i dopiero PO ANALIZIE jest wydawana komenda do narządów ruchu.
Konie bardzo są wyczulone na niespodziewane bodźce wzrokowe, dźwiękowe i na zapachy. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że konie płoszą się na najmniej oczywiste rzeczy: krótki gwałtowny ruch i ciche dźwięki (drapieżniki nie ogłaszają swojego ataku, nie są głośne).
Zatem, by trochę „zgasić” naturalne zachowania koni, trzeba z nimi sporo pracować, by przekonać je, że jednak jeśli zobaczysz to czy tamto, jeśli wydarzy się to i owo, to NIE musisz uciekać. Człowiek trochę przeprogramowuje naturalne zachowanie konia. I im wcześniej to zrobi (gdy koń jest młody) tym lepiej.
Oczywiście konie uczą się też jedne od drugich. Konie żyjące w stadzie naśladują starszyznę, “absorbują” emocje innych koni, inne konie je wyciszają. Dlatego tak ważne jest, by konie żyły w grupie…i ćwiczyły w grupie. We wpisie z rajdu w Kapadocji pisałam jak młode konie uczą się od starszych rajdować. Podziwiałam z niedowierzaniem ile umie tam koń 3-letni! Zapraszam do wpisu Rajd konny w Kapadocji, Turcja 6-13 czerwca 2025.
Człowiek wykorzystuje swoje relacje z koniem, swoje liderowanie, do oswajania go z „nowym”. Ważne jest tylko jedno: by człowiek nie bał się reakcji konia. Jeśli boisz się, że koń Ci uskoczy na ulicy, że Ci się wyrwie, jeśli denerwujesz się, gdy widzisz, że koń jest niespokojny – nie brnij dalej! To właśnie od CIEBIE koń musi się dowiedzieć, że NIE MA SIĘ CO DENERWOWAĆ. Kilka razy zdarzyło mi się, że zamiast iść na spacer, cofnęłam się na bezpieczną ujeżdżalnie. Oreus był tak poddenerwowany, nie chciał iść, nagle bał się, płoszył się na widok samego wyjścia ze stajni. Obawiałam się po pierwsze: że dojdzie do wybuchu jego emocji i po drugie: że ja nie opanuję moich emocji i zacznę się sama niepokoić (dlaczego tak się dzieje, że konie są czasem tak niespokojne, to już temat na oddzielny post). Ważne jest wtedy, by zmienić plany. Jeśli koń jest w takich emocjach i na spacerze wyrwie się nam, spłoszy, będzie kojarzył spacer z czymś niemiłym. Nie chcemy nigdy dopuścić do odpalenia EMOCJI PANIKA. EMOCJA STRACH musi być przez nas zgaszona i przejść w oswojenie. Obserwuj swoje emocje. Ty zawsze musisz być spokojny. Sobie też stawiaj poprzeczki na tyle wysoko czy nisko, by przedsięwzięcie skończyło się sukcesem, byś uniósł „wybryki” konia i nie bał się jego reakcji.
Zawsze powtarzam i będę powtarzać. To najpierw człowiek musi wytrenować siebie, by móc się zabrać za trenowanie koni. Konie bardzo szybko przejmują liderowanie, jeśli widzą, że człowiek ma „słabe” momenty.
Polecam przeczytać artykułów w National Geographic. Spokój, brak strachu, jest podstawą w treningu
A filmiki z zabaw z Oreusem możecie oglądać tu: Videoblog
PS Więcej o tym jak działa mózg konia, jak jest zbudowany, jak się rozwija przeczytacie w książce „Mózg konia, mózg człowieka/Neurobiologia w jeździectwie” Janet L. Jones.