Fotorelacja z rajdu konnego po Puszczy Augustowskiej (30 maj-2 czerwca 2024)

Na przełomie maja i czerwca, rajdowałam, wraz z córką Julią, na samej północy Polski, ze stajnią “Ośrodek Jeździecki Ostoja Augustów”, po Puszczy Augustowskiej, gdzie jest ponad 400 km końskich szlaków! Właściciel – Grzegorz – prowadzi tu hodowlę koni arabskich (stado liczy ponad 50 sztuk). Na wielkich, pięknych terenach pasą się piękne araby wszelkiej maści. Już te informacje spowodowały, że chciałam tu być…

Powoli staję się nudna 🙂 Piszę ciągle to samo 🙂 Czyli: podobnie jak w Fotorelacja z rajdu konnego w Gorce (7-8 października 2023) czy Tereny i “bycie” w Bieszczadach “U Prezesa” (maj 2023) itd, itp, relację z rajdowania zaczynam tak samo…

Rajdowanie w tej stajni polecam bo:

1. Stajnia prowadzi chów bezstajenny. Jak już wiecie, chów bezstajenny daje szansę koniom na zdrowie fizyczne i psychiczne. Stado spędza długie godziny razem – jedząc, bawiąc się, ucząc się, odpoczywając, śpiąc, prowadząc życie towarzyskie, wymieniając kopniaki, czy pieszczotliwe podgryzania 🙂

ODWIEDZAJĄC RÓŻNE STAJNIE NAPRAWDĘ WIDZĘ RÓŻNICE!!! Uwierzcie mi (nie tylko książkom) – konie nie trzymane w boksach są stabilniejsze psychicznie, są spokojniejsze, nie mają narowów, nie zachowują się agresywnie w stosunku do człowieka. Ja naprawdę to BADAM, obserwuję i potwierdzam!

2. TU można PRZEBYWAĆ z końmi. Nie ma dla mnie nic ważniejszego niż możliwość bycia ze stadem. Do Augustowa dojechałam pociągiem około godziny 12.00. Rajdowanie zaczynałam dnia następnego. Pół dnia mogłam wykorzystać na BYCIE ze stadem. Obserwacje.

3. Konie mają tu zaufanie do człowieka. Chcą z nim przebywać, są ciekawe każdej nowej osoby, zaczepiają, są żądne uwagi i pieszczot. UWIELBIAM TO!

Te konie kleją się do człowieka. Nie było mowy o czytaniu książki przy stadzie. Nawet gdy usiadłam sobie ciut dalej od stada, stado zaraz przylazło i wtykało nos w książkę. “A co to?”, “A po co czytasz?”, “A jak to pachnie?”, “A możesz mnie pogłaskać?”.

Gdy następnego dnia chciałam podziwiać wschód słońca z końmi w tle, podziwiałam ale krótko… zaraz potem podziwiałam koński nos czy zad 🙂

Te konie znają człowieka od jego dobrej strony. Obdarzają go z góry kredytem zaufania, przyjaznym nastawieniem. Człowiek = coś pozytywnego.

Jadąc do tej stajni (oczywiście z polecenia) nie znałam właściciela. Ale konie wszystko mi o nim “opowiedziały”. Zanim on sam miał szansę się przedstawić.

Grzegorz (właściciel) – rzeczywiście hoduje konie arabskie z pasji i z miłości. Ma takie podejście do koni jakie ja sobie cenię. Podobnie jak ja – zainteresował się końmi stosunkowo późno (nie jeździł za młodu) i podobnie jak ja, mocno postawił na własną edukację. Czytał wszystko o koniach ugruntowując swoją wiedzę z każdym rokiem coraz bardziej.

Siedząc z Grzegorzem przy jednym stole wieczorami mieliśmy mnóstwo tematów do rozmowy, mogliśmy godzinami wymieniać spostrzeżenia i doświadczenia. Wiedziałam, że w tych opowieściach jest 100% prawdy – konie to wszystko potwierdziły. Konie to najlepsze świadectwo.

4. Jazda w terenie na arabach wielu ludziom kojarzy się z “hardcorem”. Koń arabski jest bardziej “elektryczny”, dynamiczny, szybszy, zwinniejszy niż inne rasy. To prawda. Sama osobiście dojrzewałam do arabów najdłużej. Przez wiele lat nie wybierałam koni arabskich na jazdę w terenie. Wiedziałam, że to jeszcze nie moja “liga”. Ich natychmiastowe reakcje, wrażliwość na bodźce, szybkość przerażały mnie. Nie byłam na nie gotowa. Ale przyszedł moment, gdy doświadczenie, wiedza, praktyka były już na tyle ugruntowane, że mogłam sięgnąć wyżej – po araby. Pewności siebie, dobry dosiad, spokojna głowa, brak lęku przed przyspieszeniem to podstawowe umiejętności, by móc w pełni cieszyć się jazdą na koniach arabskich. Umiejętność oddania wodzy jest kluczowa Cd. “Koń pędzi? Popuść wodze!” (nie tyko przy arabach, ale przy nich najbardziej)!

Ale! Konie w Ostoi są bardzo dobrze przygotowane również dla mniej zaawansowanych jeźdźców. Te konie MOGĄ w terenie tylko kłusować! To prowadzący dyktuje tempo zastępu! Grzegorz ma w swoim stadzie konie – “Profesory” – które grzecznie “oprowadzą” średnio-zaawansowanego po Puszczy Augustowskiej.

Miałam przyjemność dosiadać 3 koni (notabene: siwka – Elvino, karego – Florka (co za uroda!!!!) i kasztana – Muzyka 🙂 )

…i każdy z nich był pięknie ułożony, reagujący na pomoce, lekkie sygnały. Chciałam przyspieszyć? Elvino pokazał mi co to znaczy przyspieszenie! Chciałam zwolnić? Na każde zawołanie. Generalnie właściciel nie uprawia tu wyścigów i popisów szybkości. Jeździ się galopem zebranym, spokojnym, w pełni kontrolowanym.

I ten galop trwa, trwa, trwa i trwa…Powiem tyle – jeśli zapiszecie się na teren zaawansowany – musicie mieć kondycje!

Nigdzie indziej w Polsce nie galopowałam tak dużo i tak długo jak tu w Ostoi. To raj dla długodystansowców!

To jak się jeździ na tych koniach najlepiej oddaje filmik – zwróćcie uwagę, na nasze “ćwiczenia” (prowadzenie samym dosiadem) 🙂 Tak! do tych koni nie potrzebujesz wodzy 🙂

W czasie rajdu wstąpiliśmy na Piknik Ułański zorganizowany z okazji Dnia Dziecka. Był tłum ludzi, inne konie (ułanów). A nasze konie – spokojnie paradowały pokazując pełny spokój i opanowanie.

Na Piknik wjeżdżaliśmy kilkakrotnie. Raz zdarzyła się sytuacja, że konik uskoczył i jeździec spadł. Chwila rozproszenia jeźdźca, instynkt ucieczki u konia i BUUMMM. Cóż – wsiadając na konia każdy z nas liczy się z tym.

5. Możecie liczyć tu, w czasie rajdu, na pełną organizację – noclegi, pyszne wyżywienie, transport z /do stacji PKP, zapewnione w dostępnej dla każdego cenie. W samym Ośrodku Ostoja jest kilka pokoi do wynajęcia, a żona właściciela dobrze gotuje :). Można tu przyjechać i stąd jeździć codziennie po innych zakątkach Puszczy Augustowskiej, lub umówić się na rajdowanie w odleglejszych miejscach korzystając z noclegów zaproponowanych przez Grzegorza.

W samym Ośrodku Ostoja jest jak w ostoi – cicho i przytulnie. Można wypocząć! Co fajne – możesz zabrać całą rodzinę (również tych członków, którzy nie jeżdżą konno) i nikt się tu nie będzie nudził. Ośrodek jest położony koło lasu oraz 20 minut piechotą od jeziora. Dla mnie bajka!

Kocham polskie jeziora i polską przyrodę. A gdy jeszcze trafi się piękna polska wiosna czy lato…miejsce -marzenie!

Na terenie Puszczy Augustowskiej jest parę miejsc przygotowanych specjalnie dla koni i jeźdźców. Jednym z nich jest “Koliba” Rozbójnika Górka – chatka otwarta dla każdego – gdzieś “in the middle of nowhere”, z zagrodą dla koni.

Niezliczone jeziora dawały możliwość schłodzenia się w wodzie także koniom.

No i te widoki!

Wspominając ten rajd nie sposób nie wspomnieć o ekipie 🙂 Wspaniałe dziewczyny! Jak to się mówi ” i do tańca i do różańca”! I do sesji jogi 🙂

Ja i Grzegorz Miklaszewski. Grzegorz – hodowca koni arabskich i jak dodaje: “użytkownik koni arabskich”

z Córką Julią – która wciągnęła mnie w jazdę konną!

Niestety Julia miała wypadek podczas rajdu. Koń niefortunnie przewrócił się i przycisnął ją swoim ciężarem. Zdarza się to rzadko przy wytrenowanych koniach, ale zdarza się. Pod wpływem nacisku kość obojczykowa pękła. Nie można było nic zrobić, by zapobiec tej sytuacji. Jeździec nie mógł nic zrobić, koń nie mógł nic zrobić. Po prostu pech! Julia była w kamizelce ochronnej. Zawsze jeździmy w kamizelkach ochronnych! Nie ważne, że od kilku lat nie spadłam. Nie ważne, że mało znam osób o takim dobrym dosiadzie i takim balansie, jaki ma Julia. Wiem, że czasem po prostu wypadki na koniu się zdarzają. KOMPLETNIE NIEZALEŻNE od człowieka, czy konia. Gdyby Julia nie miała kamizelki może historia skończyłaby się gorzej?

Ale Julia już zapowiedziała, że wróci tu! Wrócimy tu razem! Na pewno!

Ela Gródek

Trzymaj się grzywy! NIE WODZY!

Niby takie proste i takie „wiadome”. A jednak według mnie nie za częste w praktyce.

Nie doceniamy i nie używamy grzywy konia jako pomocy w jeździe i „przy okazji” pomocy w „oszczędzaniu” pysku konia.

Wiem to z doświadczenia. Za rzadko słyszałam od trenerów: „chwyć się grzywy”, za rzadko chwytałam grzywę w przeszłości.

Po co chwytać grzywę? O co chodzi?

Chodzi o to, by nie łapać równowagi na wodzach, a w konsekwencji na pysku konia! Pysku, w którym z reguły jest wędzidło. Wędzidło, które SPRAWIA BÓL. KAŻDE szarpnięcie wodzy na ogłowiu wędzidłowym powoduje BÓL w pysku konia. NIE DAJ SOBIE WMÓWIĆ, że jest inaczej.

Bardzo często obserwuję jak jeźdźcy łapią zachwianą równowagę właśnie na wodzach. W terenie, gdy podłoże jest nierówne, a ruchy konia mniej przewidywalne, zdarza się to często. Odkąd stałam się bardzo świadoma tego jak silne działanie ma wędzidło w pysku konia, korzystam z grzywy konia o wiele częściej. Gdy wybija mnie z balansu, pierwsze co robię to chwytam grzywę konia.

Gdy w terenie pędzę w galopie, po nachylonym terenie (w górę), też chwytam grzywę i jednocześnie daję możliwie luźne wodze. Chodzi o to, by pędzący koń, po nierównym terenie, w razie potknięcia czy uskoku, nie dostał wędzidłem po pysku. Chcę, by wodze były luźne i wysunęły się tyle ile potrzeba. Bym nie ograniczała ich swoją ręką. Koń w terenie sam często traci równowagę. Koń ma prawo poślizgnąć się, potknąć się. Jego utrata równowagi skutkuje w naszym zachwianiu. Chwyć wtedy grzywę konia. Chwyć równowagę za pomocą grzywy konia, nie wodzy.

Oczywiście oddanie wodzy, luźne wodze, nie oznaczają, że puszczam wodze. Chcę mieć kontrolę nad koniem. Chcę w razie czego móc zareagować, zebrać wodze.

Uwielbiam trzymać grzywę pędzącego konia. Moja ręka podąża za ruchem konia. Czuję jego ruch, czuję jak swobodnie może wysuwać głowę, wyciągać się w galopie. PŁYNĘ W HARMONII Z NIM.

Za grzywę konia chwytam zawsze, gdy koń może chcieć przeskoczyć przez rów, kałużę (niektóre konie przechodzą taką przeszkodę, niektóre wolą przeskoczyć). Skok powoduje, że koń maksymalnie wydłuża szyję. Nie chcemy tego ruchu przytrzymać, nie chcemy, by koń dostał po zębach przez przytrzymane wodze. Chcemy, by miał swobodę ruchu. Koń wie jak ma skoczyć i nie potrzebuje naszej korekty, ani pomocy. ODDAJ WODZE, CHWYĆ GRZYWĘ.

Jeśli jest to tylko możliwe, jeżdżę bez wędzidła. Nie chcę NIGDY sprawiać koniowi bólu. Nie chcę, by moja utrata równowagi odbijała się na jego pysku. Ale jeżdżę w różnych stajniach (podróżując po Polsce i zagranicy zwiedzając świat z końskiego grzbietu) i dostosowuję się do ich zasad. Jeśli jadę na koniu z ogłowiem z wędzidłem (nie mówię o wędzidle skórzanym) wszelkie zachwiania, utraty równowagi koryguję za pomocą GRZYWY.

POLECAM

Ela Gródek

PS Inspiracją do napisania tego postu był jeden z ostatnich rajdów i terenów.

Rajd na Piorunie (młodym, bardzo dynamicznym koniu) ze Stajnią Gorce Kamienica:

Oraz teren z elementami TREC’a (mnóstwo przejść przez rowy, wąwozy) z Zaczarowanego Wzgórza 🙂

Więcej filmików zawsze znajdziecie na: Videoblog

Kryzys? Czy jazda konna nie jest dla mnie?

Kiedy to jest kryzys a kiedy jazda konna po prostu nie jest dla Ciebie?

Zanim przejdę do sedna.

Ostatnio na fun pagu na facebooku czy Instagramie pokazuję się z najmłodszą córką – 12 letnią Olgą. Puszę się z dumy, cieszę się, chwalę. Jeździ! Trzecia córa też! Z okładki książki „Jazda konna? Naturalnie! Co ten koń sobie myśli?” wiesz, że jeżdżą moje dwie starsze córki (teraz już 18-latka i 17-latka). Ale długo czekałam na to, by móc powiedzieć: trzecia córa też!

Z Olgą było dokładnie tak samo jak ze mną. Jej droga jeździecka jest i będzie podobna do mojej. Zarówno ona i ja przeżywa wiele momentów strachu, lęku. Wiele razy chciałam rezygnować. Olga zrezygnowała już dwa razy i dwa razy powróciła do jeździectwa 😊. Nie jest to droga podobna do drogi np. córki Julii. Julia nie przeżywała emocjonalnych kryzysów. Nie bała się, nie miała wątpliwości. Wstawała z kolejnego upadku z podniesioną głową i wsiadała od razu, niewzruszenie, na konia.

„Nie każdy musi jeździć konno!” – to usłyszałam 2 lata temu od Olgi, gdy postanowiła przestać jeździć. Upadek z kucyka, złe zachowanie innych koni w boksie, czy przy siodłaniu, wystarczyły, by podjąć taką decyzję.

Olga miała rację – jazda konna nie jest dla każdego. Też jestem o tym przekonana. Ale…czy nie jest to hobby dla Olgi?

Mając w pamięci moją jeździecką „drogę” wiedziałam, że mogą jeszcze nadejść zmiany, że ta decyzja może nie być ostateczną.

Zarówno ja, jak i Olga, musiałyśmy „dojrzeć emocjonalnie” do jazdy konnej (o ile jest to dobre określenie). Musiałyśmy pokonać kryzysy, przejść z kolejnego dołka na górkę. Jak pisałam w książce (O książce), na początku jazda konna to istna sinusoida: upadki i wzloty.

Ale skąd wiedziałam, przeczuwałam, że Olga wróci do jeździectwa? Widziałam to po jej kontakcie z końmi. Olgę cieszyło towarzystwo koni, lgnęła do nich. Nie przeszkadzał jej „zapach”, kurz. Lubiła czyścić, przytulać, być w stajni. Interesowało ją to co koń czuje i kiedy jest mu dobrze. Interesował ją koń i jego uczucia. Razem czytałyśmy o koniach, o jeździectwie. Była ciekawa, zainteresowana.

Zatem kiedy to jest kryzys, a kiedy jazda konna nie jest, po prostu, dla Ciebie (czy Twojego dziecka)? Kiedy kochasz być przy koniu, kiedy zależy Ci na nim, kiedy chcesz, by było mu z Tobą dobrze, gdy lubisz być w stajni – jazda konna jest dla Ciebie. I nie ważne, że się boisz i nie masz zaufania. Wiele sytuacji przy koniach trzeba przepracować, trzeba do nich dojrzeć, trzeba emocjonalnie ogarnąć. Koń to wielkie zwierzę, które potencjalnie może zrobić krzywdę. Olga musiała podrosnąć, by pewne sytuacje przestały ją przerastać, by przyjemność brała górę nad lękiem i strachem. Po sobie wiem, że WSZYSTKIE kryzysy da się przepracować, wszystkiego można się nauczyć, ale faktem jest też to, że jeden człowiek pokona to na przestrzeni kilku miesięcy, inny kilku lat, a jeszcze inny kilkudziesięciu. Nauka jazdy konnej jest bardzo indywidualna i nie warto się zrażać. DAJ SOBIE TYLE CZASU ILE POTRZEBUJESZ. I nie porównuj się. Co jeszcze ważne – ważne jest też to kto jest Twoim nauczycielem 😊

Poczekałam, Olga podrosła. Zabierałam ją do „miłych” koni i obserwowałam. Miłość wróciła. W spokojnych, bezpiecznych warunkach. Ugruntowała się, by móc przyćmić momenty kryzysów, przygotować na siłę, by je przezwyciężać.

„Dojrzewanie emocjonalne” nie pójdzie do przodu tylko z wiekiem. Pójdzie do przodu przede wszystkim z WIEDZĄ (wiem to z autopsji). Olga z własnej nieprzymuszonej woli ciągle sięga, wraca do mojej książki. Przybiega do mnie, komentuje, sypie przykładami z własnego, „nowego” doświadczenia. Czasem mnie cytuje 😊

Tak miało być. Pierwszym i najważniejszym motywem powstania książki „Jazda konna? Naturalnie! Co ten koń sobie myśli?” było to, by moje córki mogły poznać kim jest koń, o czym myśli😊By mogły poznać podstawy natury, psychiki koni. Bo bez tego ani rusz.

Jeszcze wiele upadków i wzlotów przed Olgą. Ale i wiele chwil absolutnego szczęścia i poczucia spełnienia.

Ela Gródek

PS I jeszcze jedno. Olga miała alergię – alergię jak ja to teraz nazywam „na stajnię” (kurz, pył). Po godzinie spędzonej w stajni/ujeżdżalni, Olga kichała, oczy jej łzawiły. Teraz alergia jest minimalna.

Przypadek? Alergia bardzo często ma podłoże psychosomatyczne. Organizm jasno daje nam sygnał, że „coś jest tu nie tak”, „nie czuję się tu dobrze”. Organizm broni się. Emocje przekładają się na symptomy w ciele (wg medycyny chińskiej nie ma choroby pod tytułem „alergia”). Teraz Olga jest pewna siebie w stajni, jest gotowa mierzyć się z niedogodnościami, trudnymi sytuacjami (o nie! One nie minęły. Jeszcze wiele przed nią!) Alergia jest minimalna.

PS Kamieniem milowym w powrocie Olgi do jeździectwa  był nasz pobyt „U Prezesa” (szczegóły tu Tereny i „bycie” w Bieszczadach „U Prezesa” (maj 2023): Prezesie – jeszcze raz dziękuję!

I jeszcze jedna uwaga. Tak zgadzam się – pasję można mieć do samych koni – niekoniecznie trzeba chcieć na nie wsiadać 😊

Zdjęcia Olgi ze stajni: Agroturystyka Izery, Zaczarowane Wzgórze, “U Prezesa”, Stajnia na Zielonej Konary, Stajnia Nawojowa Góra.

Dlaczego bez wędzidła?

DLACZEGO ja jeżdżę konno bez wędzidła? DLACZEGO wybieram jazdę na kantarze lub ogłowiu bezwędzidłowym? DLACZEGO jeśli już – jeździłabym z wędzidłem skórzanym JK System?

Gdy zaczynałam jeździć konno (mając 35 lat) było dla mnie jasne i niepodważalne, że jeździ się z wędzidłem. DLA BEZPIECZEŃSTWA i “w ogóle” (to przecież jasne!). Nigdy nie przyszło mi do głowy pytanie “A dlaczego nie bez wędzidła?”.

Potem, gdy zaczęłam uczestniczyć w różnych kursach (np. JNBT – pisałam o nich w książce – O książce) zaczęłam powoli dowiadywać się, że to co uznane za “standard”, za normę, wcale takim nie jest. Że wędzidło może (i bardzo często tak jest) przyczyniać się nie tylko do bólu fizycznego konia, ale może odciskać też swoje piętno na jego psychice.

Ale do rzeczy.

Oto głowa konia.

Oto szczęka konia.

Oto miejsce, gdzie wkładamy wędzidło.

I o co chodzi? O to, że kości na której “jeździ” wędzidło są wąskie i ostro, szpiczasto zakończone.

I o to, że kość pokryta jest delikatną, unerwioną tkanką. Wędzidło nie tylko opiera się na tej tkance, ale “jeździ” po niej lub jest “wbijane”. Wędzidło również “dźga” w podniebienie (szczególne wędzidło pojedynczo łamane). Równie mocno unerwione, delikatne.

Nie. Nie dam sobie wmówić, że koń nie czuje nic, że metalowe wędzidło w niczym nie przeszkadza “jeśli ręka jeźdźca jest stabilna”. Czy moja ręka jest stabilna, gdy koń się potknie? Czy mi nie zdarza się zgubić rytm, zachwiać, gdy koń zmieni nagle trajektorię jazdy (bo coś go na przykład przestraszy)? Czy wszyscy jesteśmy tacy święci i idealni? Odpowiedź brzmi. NIE.

80% jeźdźców to młode dziewczynki uczące się jazdy konnej. Z niestabilną ręką.

Wiesz co to znaczy, że koń jest “twardy w pysku”, że człowiek ciągnie za wędzidło a koń nic? (w takim razie nic go nie boli!!) Koń twardy w pysku to koń ZNIECZULONY. Koń, któremu obumarły naczynia nerwowe i delikatne tkanki w pysku i przestał już po prostu czuć. Spróbuj młodemu koniowi wsunąć wędzidło w pysk i zobacz jak będzie się bronił – zanim człowiek zmusi go do poddania się, do “przyzwyczajenia” się. Upłynie sporo czasu.

Na szkoleniu JNBT widziałam mnóstwo filmików. Między innymi filmik pokazujący jak wędzidło działa w pysku konia. Działa jak DŹWIGNIA. Nawet z pozoru niemocne działanie ręki jeźdźca to OGROMNA siła w pysku konia. Naukowcy robili doświadczenia. Prawa fizyki. Koń czuję Twoją “delikatną” rękę ze zdwojoną siłą…

A co z naciskiem kantara, czy bezwędzidłówki na nos konia? Czy to nie boli?

Jeśli kantar, czy skóra ogłowia leży w odpowiednim miejscu – tam gdzie kość jest najszersza – zapewniam Cię, że nie.

Nie może opadać na wąską kość “zawieszoną” w powietrzu.

Jeśli o to zadbamy – koń jest super bezpieczny w naszych rękach.

Jeszcze kilka zdań co do kantarów sznurkowych.

Poniżej przedstawiam schemat nerwów na głowie konia.

Tam, gdzie układają się węzełki od kantara sznurkowego, tam jest nerw trójdzielny. Kantar DZIAŁA na ten nerw (dlatego kantar sznurkowy jest o wiele bardziej “ostry”, niż normalny kantar). Kantar zatem też MOŻE SPRAWIAĆ ból. Musisz mieć tego świadomość (jeśli jeszcze jej nie masz). To człowiek jest odpowiedzialny za to, by umieć posługiwać się umiejętnie kantarem, by umieć wyczytać co mówi koń, czy daje sygnał, że odczuwa ból. Niektóre konie są bardziej wrażliwe na pysku, inne mniej. To Twoje zadanie, by nauczyć się współodczuwać, zauważać i używać tego co masz w rękach z głową.

I jeszcze jedna uwaga na temat kantarków sznurkowych w terenie. Niestety kantary są z reguły tak mocne, że… prędzej koń się udusi, niż linka się zerwie. A my tego nie chcemy!!! Jeśli koń, z jakiegoś powodu, zahaczy się w lesie o gałąź, wpadnie w panikę, to my chcemy, by linka się zerwała. Chcemy, by koń był cały, linka nie musi!. Polecam zatem takie coś:

Zakładamy to, przeplatamy przez linkę:

Więcej zdjęć tu: https://www.naturalhorseworldstore.com/break-away-for-halter-rope-bitless-bridle

Dzięki temu patentowi nasz koń jest bezpieczny – czarny kawałek skórki zerwie się, koń wyjdzie z “akcji” bez szwanku.

Dlaczego jazda na wędzidle jest ciągle tak popularna?

Nie wiem. Napiszę tylko to co sądzę, co mi przychodzi do głowy: “Bo tak się zawsze robiło”, “bo tak robił nasz dziadek, pradziadek”, bo człowiek idzie na skróty, bo – wg mnie – człowiek jest ignorantem i egocentrykiem 🙁 Bo często człowiekowi łatwiej, lepiej, podporządkować sobie konia siłą, presją, bólem (złamać go) niż nauczyć się ich języka i dogadać się.

Nie jest prosto zdobyć zaufanie koni. Trzeba się trochę postarać. Wymaga to wiedzy, nauki i SAMOŚWIADOMOŚCI. A to już za dużo dla przeciętnego jeźdźca 🙁

Czy wsiadam na każdego konia bez wędzidła i jadę w las? Nie – jeśli wiem, że koń całe życie chodził na wędzidle. Co robię? Jak go przygotowuję? Przeczytacie tu Praca z Murphym – część III.

Są stajnie, które udowodniły, że konie mogą i chodzą bezpiecznie w terenie, na ujeżdżalni, WSZĘDZIE, bez wędzidła. W tych stajniach biorę konia i jadę! Są to np: Zaczarowane Wzgórze, Chutor Kozaka, Agroturystyka Stajnia Izery (wpisując w lupkę te stajnie znajdziecie wiele wpisów z moich wypraw z nimi).

Ja zatem nie muszę Ci tego udowadniać, że “można”, że się da. Są to stajnie REKREACYJNE. Każdy może przyjść i jeździć.

Zaczarowane Wzgórze
Chutor Kozaka
Agroturystyka Stajnia Izery

Czy skakać można bez wędzidła? Tak. Co tydzień skaczę z Jawą i mamy się CUDNIE (koń sportowy, rekreacyjny). To, że koń nie dostanie ode mnie po zębach, że mam pewność, że nie zadam mu ani trochę bólu, jest tak uwalniające! Tak bardzo działa to relaksująco na mnie, i na moją psychikę 🙂 Dodaje mi to takiej pewności siebie, że jazda jest luźniejsza i lepsza 🙂

Ranczo Pcim

Jest jeszcze jedna ważna kwestia, którą należy poruszyć przy okazji wędzidła. Jak opisywałam we wpisie Praca z Murphym – część I i jak wyżej wspomniana Ivet bardzo często pokazuje, wiele koni jest NIEREAKTYWNYCH. Czyli mają problem z podążaniem do przodu. Są poblokowane w łopatkach. Przyczyny są różne. ALE jedną z nich są wędzidła. Koń chcąc uniknąć bólu w pysku, bojąc się “dostać po zębach” (a tak naprawdę po delikatnej tkance) boi się pewnego, dynamicznego ruchu do przodu. Jeźdźcy TYLE RAZY dali mu “po hamulcach”, że woli ruch wolny i wycofany. Czasem – przy zmianie chodu – jest to ruch “rwany”, “niepłynny”. Koń spina się przy wszelkich zmianach rytmu, przejściach (bo unika momentów szarpnięcia). To spięcie odbija się na jego szyi, kręgosłupie i na jego psychice. Ale to temat na odrębny wpis…

Jeśli masz wątpliwości, czy mówię prawdę proszę wejdź na https://www.facebook.com/featherlighthorsemanship i pooglądaj trochę filmików. Polecam Ci też mój wpis i kursy Ivet (Online kursy z Ivet z Feather Light Horsemanship – część I „Problem Solving”). Znajdziesz tam mnóstwo materiałów potwierdzających, że jazda bez wędzidła daje TYLE DOBREGO. I daje Ci pewność, że koń nie czuje w pysku bólu.

Zapraszam też do Wrocławia na Mistrzostwa w Jeździe Bez Ogłowia (nie tylko wędzidła!!!) 6-8 września 2024. Informacje na https://www.facebook.com/wroclawbezoglowia

Warto posłuchać i pooglądać 🙂

PS Są stajnie, gdzie jeżdżę z wędzidłem (nie moja stajnia, nie mój wybór). Ale są to stajnie, gdzie wiem, że… te wędzidła nie są potrzebne, gdzie mam poczucie, że mogłabym je zdjąć, że moja ręka – dzięki Bogu – wcale nie jest potrzebna. Że nie muszę działać wędzidłem. To stajnie, gdzie konie reagują na dosiad, głos, energię jeźdźca, gdzie powtarza się głośnio “luźno wodze!”.

Jest coraz więcej stajni gdzie promuje się jazdę bez wędzideł, lub jazdę z wędzidłami skórzanymi (tak – są konie, które lepiej, żeby jeździły na wędzidłach). I wierzę, że za chwilę będą większością 🙂

Ela Gródek

Murphy i ja

Wyprawa konna do Maroka na Saharę (11-23 stycznia 2024)

O Saharze marzyłam od 2021. Od powrotu z wyjazdu do Maroka, znad Atlantyku (relacja tu: Wyprawa konna do Maroka – relacja (24-31 października 2021). Tak bardzo spodobało mi się Maroko i organizacja rajdów przez “Marok a Cheval”, że wiedziałam, że chcę więcej. Mało tego. Wiedziałam, że jest to marzenie córki Julii. Gdy Julia kończyła 18 lat nie miałam wątpliwości jaki dać jej prezent – wyprawę konną do Maroka.

Jak się rajduje na Saharze? Jak się jeździ konno? Na filmiki zapraszam do Videoblog

A tu wrzucam Wam trochę zdjęć zdradzających jak się żyło na pustyni.

Zaczęło się od podróży tanimi liniami z przesiadkami (bezpośrednie loty są z Warszawy). Musiałyśmy za każdym razem udowadniać, mając przy tym niebywały ubaw, że nasz bagaż spełnia wszelkie wytyczne.(spakowałyśmy się w 2 małe podręczne plecaczki oraz jedną podręczną walizkę (do 10 kg), która, de fakto, zawierała tylko 2 grube śpiwory, matę do jogi i kilka majtek 🙂 ). Generalnie szukając lotów korzystam z wyszukiwarki www.kayak.pl. Tu sprawdzicie wszelkie opcje. My leciałyśmy przez Londyn – tylko dlatego, by odwiedzić “końską” przyjaciółkę”. Wracałyśmy przez Alicante – bo kochamy Hiszpanię :). No i naprawdę było tanio (koszt dla 2 osób tam i z powrotem 1200 zł)

I zaczęłyśmy od wspólnej ogromnej radości – radości z bycia razem, ze wspólnej wyprawy. Julia w tym roku wyprowadziła się na studia. Cieszymy się z każdego dnia spędzonego razem bez obowiązków i pośpiechu.

Pierwszą noc spaliśmy – razem z 10 osobową grupą – w riadzie, w medynie, w Marakeszu (do Marakeszu miał dolecieć każdy uczestnik na własną rękę). Ten kto był w Marakeszu wie jaką niezwykłą atrakcją jest spanie w tradycyjnym riadzie, w sercu starego Marakeszu.

Pierwsza kolacja z grupą

Drugiego dnia zaczęła się długa, ośmiogodzinna (z przerwami) podróż za Zagorę, na pustynię. O 9.00 rano podjechał po nas bus. Koło 13.00 była pierwsza przerwa – na lunch.

Wieczorem dotarliśmy do pierwszego (stacjonarnego) kampu. I tu już rozpoczęła się nasza wielka przygoda – podróż konno przez 6 dni, przez pustynię, przez Park Narodowy Iriki. Tu zaczęło się życie bez murów, życie w namiotach, jedzenie na świeżym powietrzu, czarne noce (lub jasne – ale tylko od gwiazd). I tu zaczęła się bliskość ze zwierzętami, z naturą.

Rajdowe dzielne i przekochane psy – Bella i Hatchi

Następego dnia Magdę i Brahim (organizatorzy) rozdzielili konie. Ja dostałam karego Sultana, Julia kasztana – Alibabę.

A potem zamieniłyśmy się i Julia jechała na Sultanie, a ja na Alibabie.

Nasze bagaże codziennie były przewożone przez jeepy w inne miejsce na pustynię.

Załoga rozbijała dla nas namioty. Gdy docieraliśmy na miejsce wszystko było gotowe.

Jedliśmy codziennie jak króle i królowe. To dzięki Houssainowi, który wg mnie (i nikt mnie nie przekona, że nie mam racji!!) jest najlepszym kucharzem w Maroku 🙂

Husajn codziennie przygotowywał nam świeże śniadania, luncze i kolacje (luncze dowożone jeepami). No tak…była to wyprawa all inclusive. Nie da się tego ukryć!

Ups – wszystko zjedzone 🙂

Przy takim stole aż chciało się siadać!

Prysznic? Oto on! Dostawaliśmy w wiadrze ciepłą wodę – i wchodziło się “pod prysznic”.

Mycie rąk przed posiłkiem 🙂

Życie towarzyskie kwitło! Co wieczór były inne opowieści, dzieleniem się swoimi końskimi (i nie tylko) przygodami, doświadczeniami. Były osoby i ze stolicy i spod Gdańska, Krakowa, czy okolic Krynicy Górskiej. Byli lekarze, weterynarze, prawnicy, sportowcy, biznesmeni (i -menki), handlowcy, studenci. Były osoby w wieku 18 lat, 29 lat, 35, 40, 46 i 73. Konie łączą. Wspólna włóczęga łączy. Nic innego nie ma znaczenia. Wszyscy będziemy pamiętać czas spędzony razem!

Pustynia ma różne oblicza. Pustynia to wyschnięte, płaskie, idealne do galopów, jeziora. Pustynia to ubita gleba z licznymi kamieniami oraz pustynia to piasek i wydmy.

Trzeciego dnia mieszkaliśmy w kampie stancjonarnym. Spędziliśmy tu 2 noce mogąc jednego dnia cieszyć się tylko piaskiem, słońcem, wydmami.

Tu Magda i Brahim przygotowali dla nas specjalne atrakcje – przejażdżka na wielbłądach oraz sesja z końmi.

Przedstawiam Wam najpiękniejszego konia jakiego kiedykolwiek w życiu, na żywo, widziałam – ogier ADBIR (Książe Gołąb)

Oraz przedstawiam Akhbara – młodego, dzielnego wierzchowca.

I Barakata – jednego z najszybszych.

Chętni mogli galopować – bez siodła, lub bez siodła i bez kantara.

Niezapomniane wrażenia!

Na pustyni można było też się zagubić, pobiegać z Eliasem (syn Magdy i Brahima), postać na głowie z córką…

…postaczać się z wydm, poleżeć w słońcu, pozjeżdżać na sundboardzie lub nakręcić reklamę czeskiej wersji książki “Jazda konna? Naturalnie! Co ten koń sobie myśli?” z Martinem 🙂 O książce

Sahara jest niesamowita. W czasie dnia – w styczniu – temperatura oscylowała między 23-26 stopni. W nocy między 0 a 7 (my mieliśmy szczęście i w nocy było koło 7 stopni).

Wspaniale było spędzać wieczory przy ognisku, przy bębnach, śpiewach, lub patrząc w gwiazdy robiąc NIC

I jeszcze kilka zdjęć z włóczęgi.

Ostatnią noc spaliśmy w hotelu z duszą. Pełną obrazów właściciela – miejsce pełne sztuki. Wspaniała miejscówka – z takim widokiem:

A tego pełnego szczęścia nie dałoby się przeżyć gdyby nie świetna organizacja całej załogi Maroc a Cheval i świetnych uczestników!

Od lewej – Omar, Mohamed, Ali i kucharz Houssain
Od lewej Julka i Brahim

Załoga i uczestnicy razem

Jaka jest cena takiej wyprawy? Co jeszcze działo się przedostatniego dnia?

Pełny opis znajdziecie tu https://www.marocacheval.com/park-iriki

Chcesz wiedzieć więcej o koniach berberyjskich na których jeździliśmy (uwielbiam je!!! )? Zapraszam tu :Konie arabsko-berberyjskie w Maroko)

Ela Gródek