Od agresji do depresji – jak konie reagują na długotrwały stres

Jak konie reagują na stres? Jak sobie z nim radzą? Co się dzieje, gdy stres staje się długotrwały?

  1. Na początku konie na stres reagują ucieczką – jest to naturalny, zapisany w genach odruch.
  2. Potem agresją.
  3. Potem dochodzą zachowania autodestrukcyjne.
  4. Na końcu pojawia się depresja

Początkujący jeździec nie umie rozpoznać ani tego, co stresuje konie, ani tego, czy (i jak) koń przeżywa stres. Dla początkującego jeźdźca wszystko jest takie proste. Koń, który kopie, rzuca się z zębami na człowieka, jest po prostu „niedobrym” koniem, złośliwym, „taki się wredny urodził i nic się z tym nie da zrobić”. Koń, który się rani, jest z kolei po prostu nierozsądny, głupi. Koń, który na nic nie reaguje, wykonuje wszystko co mu każą, to koń pięknie ułożony, grzeczny, cudowny.

Wiem…bo sama tak myślałam.

Co jest źródłem długotrwałego stresu?

Źródła stresu konia są różne i naprawdę ludzka wyobraźnia jest czasem zbyt mała, by je nazwać, wymienić, rozpoznać. Konie, w swej naturze żyją na otwartych przestrzeniach. WOLNE. Żyją w towarzystwie innych koni, we wzajemnych relacjach.

Człowiek przez kolejne pokolenia zmieniał „co nieco” te naturalne warunki bytowania…

Źródłem długotrwałego stresu może być zatem zbyt długie przebywanie w boksie (dla innego konia JAKIEKOLWIEK przebywanie w boksie będzie stresem!), brak końskiego towarzystwa, brak możliwości ruchu (lub wystarczającego ruchu), stresujące kontakty z człowiekiem, ludźmi, niezdiagnozowany ból, niedopasowany sprzęt jeździecki (siodło, wędzidło), braki w dostępie do siana, trawy itd., itp…

Wracając do punktów 1-4. Naturalną reakcją konia na strach, stres, jest ucieczka. Dzikie konie w momencie stresu, zagrożenia, uciekają. Podobnie młode, jeszcze nieoswojone konie. Uwielbiam przebywać z młodymi końmi, z maluchami. U nich dokładnie można zaobserwować jak działa ten naturalny instynkt obronny – ucieczka. Młode konie są tak wrażliwe, czułe! Jak szybko można je wystraszyć. Jak szybko uciekają 🙂

Gdy ucieczka nie jest możliwa, koń pod wpływem stresu zaczyna reagować agresją. Naukowcy obserwujący konie udowadniają, że w naturze, konie ani trochę nie są agresywne! Nie mówimy tu oczywiście o ogierach chcących zdobyć klacz (ale to inny rodzaj agresji 🙂 Konie współpracują, opiekują się sobą nawzajem, są łagodne i UGODOWE. Niestety to człowiek stworzył koniom „warunki” pełne stresu. Na Youtube możemy obejrzeć wiele filmików koni atakujących z boksu człowieka. Człowiek przechodzi, koń wychyla głowę i cap za rękaw. Sami mamy też doświadczenia z końmi, które kopią, odkręcają się zadem, szczurzą się, reagują agresją. Rzadko kto łączy to zachowanie z ich odreagowaniem na długotrwały stres…

Gdy takie zachowanie konia nic nie daje, warunki się nie zmieniają, czynnik stresujący dalej trwa, pojawiają się zachowania autodestrukcyjne. LEVEL 3. Czy to nie dziwne, że większość takich zachowań ma miejsce w boksie? Konie drapią się do krwi o żłób, uderzają w pręty, kopią w boksy, kręcą się ciągle bez celu, łykają (*jeśli nie wiesz co to znaczy napisz w komentarzu – wyjaśnię).

Ostatni etap przewlekłego stresu to depresja. Objawy depresji: znieczulenie na cokolwiek, brak chęci do życia, brak reakcji na jakiekolwiek bodźce – i te dobre i te złe. Brak reakcji na ból, na sytuację wywołującą u zdrowego konia palpitacje serca 🙁 W takim koniu nie ma już konia. Jest tylko cień. Poddany, potulny, bez życia, bez iskry, bez reakcji.

Więcej nic nie dodam…za bardzo ściska mnie w gardle i w sercu.

Obserwujmy konie. Cieszmy się gdy jeszcze walczą, gdy gryzą i kopią. Jest wtedy jeszcze szansa na ratunek. Jeszcze żyją, jeszcze mają nadzieję. Jeszcze chcą…jeszcze mają siłę.

Ela Gródek

Zdjęcie: Dla kontrastu – Julia i (wierzę, że) szczęśliwy Wacław.

Zmiana „oczekiwań” końskich, zmiana zachowań końskich

Jakiś czas temu oprócz lasku i ujeżdżalni zaczęłam eksplorować z Larmandem wielką, nieskończoną łąkę przy stajni. Łąka najpierw jest płaska, a potem wznosi się do góry. Taka łąka to naprawdę fajne pole do ćwiczeń. Na takiej łące koń może ćwiczyć swoją kondycję. Jak to się mówi po człowieczemu: ćwiczy „kardio” 🙂 (układ krążenia, serce). Idąc (lub jadąc) pod górę czy z niej schodząc, pokonując nierówny teren, koń wzmacnia mięśnie – inne niż te na płaskiej ujeżdżalni.

Gdy pierwszy raz stanęłam przed górką z Larmandem, to raz, dwa i już byliśmy na szczycie. I to niekoniecznie była moja świadoma decyzja 🙂 Larmand podjął decyzję za mnie: „Biegniemy do góry!” Larmand bywał już tu ze swoim właścicielem i najprawdopodobniej zapamiętał, że gdy jest łąka, to jest galop pod górę. Jakoś tak nie zdążyłam mieć nic do powiedzenia 🙂

Galop pod górę jest niesamowicie przyjemny. Ale gdy to my decydujemy, kiedy ma się zacząć, kiedy skończyć i w jakim tempie ma być.

Wiele razy spotykamy się u koni z taką właśnie „jazdą na pamięć”. Szczególnie widać to w terenach. „Aha, tu zawsze kłusujemy, a tu zawsze galopujemy, a tu będę miał wolne, a tu skręcamy…”. Koń bardzo szybko uczy się schematu i idzie na pamięć. Mało tego, on „oczekuje” tej powtarzającej się czynności, spodziewa się jej i całe jego ciało przygotowuje się na ten ruch. Koń przyśpiesza, jest podniecony, zadziera głowę do góry, „przebiera” nogami przed zbliżającym się galopem. Lub odwrotnie, przechodzi do stępa bez proszenia. On wie, co i gdzie ma robić – i to robi. Ignoruje dialog z jeźdźcem, przestaje wsłuchiwać się w jeźdźca, w jego sygnały, i sam próbuje podejmować decyzje. To wszystko wynika ze wspaniałej pamięci koni i ich niesamowitej umiejętności ułatwiania sobie życia. Nie z ich złej woli czy złośliwości, nieposłuszeństwa, jak to często się słyszy.

Jak zapobiec takiej jeździe na pamięć (która może przecież prowadzić do niebezpiecznych sytuacji)? Po prostu zmieniać trasy, prosić konia o różne chody w tych samych miejscach, urozmaicać tę samą trasę, zaskakiwać konia i przy okazji siebie 🙂

Wracając do Larmanda. Idąc na łąkę, Larmand oczekiwał galopów. Dało się wyczuć podwyższoną energię, ekscytację, bo „zaraz będę gnał pod górkę!”.

Zatem kolejne moje wyjścia z Larmandem na łąkę skupiały się i skupiają (praca trwa) na zmianie tego oczekiwania. Czasem idę z Larmandem w ręce po łące. W połowie górki zaczynam biec, potem stęp, potem bieg. Obserwuję, jak reaguje. Nagradzam za każde zatrzymanie się, zmianę tempa na moją prośbę. Nagradzam „głosowo”: „Tak! Super!”, przez pogłaskanie, uśmiech, okazanie zadowolenia, kawałek marchewki. Każdy koń rozróżnia emocje i dobrze wie, co do niego mówisz 🙂 Pochwały w odpowiednim momencie dają mu do zrozumienia, że o to chodzi! Innym razem ćwiczę w siodle. I znów – stęp, kłusik i przejście do stępa. Szczodre nagrody za każdym razem. Upewnianie go, że tym razem to nie o galop mi chodzi.

Czy zawsze się udawało? Nie 🙂 Czasem Larmand przeszedł z kłusa do galopu sam. Sam zdecydował. Ale nie dostał za to batem. Bo niby za co miał dostać? Nie była to przecież jego zła wola. Zawsze przecież tu przyspieszał. Za to, gdy następnym razem powstrzymał się od galopu, dostał hojną nagrodę. Pozytywne wzmocnienie działa lepiej niż bat i ból. I nie jest to tylko moje osobiste doświadczenie, ale fakty poparte naukowo. Pozytywne wzmocnienie być może czasem wymaga więcej czasu i wysiłku ze strony człowieka, ale przynosi lepsze efekty, nie burzy relacji z koniem, nie krzywdzi konia.

My z Larmandem mamy czas 🙂 A bacik służy nam tylko do lepszej komunikacji.

PS I pamiętajcie – relacje z koniem nie są nam dane raz na zawsze. Koń nie daje kredytu zaufania. Dla niego liczy się tu i teraz. Liczy się, jak go traktujesz dzisiaj. Wczoraj miałeś jego zaufanie, dzisiaj możesz je stracić. Nad zaufaniem człowiek musi pracować cały czas… To najbardziej wymagający „sport” na świecie!

A tu krótki filmik z łąki. Proszę Larmanda o, zamiast szybkiego galopu pod górę, kłus, lub wolny galop, lub stęp. Dogadaliśmy się 🙂

Dopasowanie siodła a Twoja jazda konna – część I

Dzisiaj na blogu gościnnie Zuzanna Piekut – instruktorka jeździectwa, autorka bloga „Mój koński punkt widzenia”, specjalistka od dopasowywania siodeł („Fit&Flock Dopasowanie siodeł”)

Zuza na swojej facebookowej stronie pisze, że jej misją jest : ” aby siodło było elementem, który łączy jeźdźca i konia, a nie dzieli! Świadomość na temat siodeł i ich dopasowania w Polsce musi iść do przodu 🙂 ”

Ponieważ zgadzam się z nią w 100%, postanowiłam poświęcić parę postów temu tematowi. Tak – za mało mówi się o siodłach, za mało o nich wiemy i za wiele rzeczy ignorujemy. To, że nie masz konia (tak jak i ja), nie znaczy, że temat Ciebie nie dotyczy. Dotyczy każdego jeźdźca.

Posłuchajmy dlaczego.

„Dopasowanie siodeł. Do niedawna temat w Polsce nieznany, ograniczony tylko do koni sportowych najwyższej rangi. Na szczęście świat jeździecki idzie do przodu również w tym aspekcie!
Zagłębiamy się coraz bardziej w fizyczność konia, stan jego umięśnienia, najbardziej optymalne sposoby treningu, rehabilitację. Nagle na przeszkodzie w drodze do pełnego rozwoju staje element, który wydawał się mało istotny – siodło. Zapomina się, że jest to osprzęt uczestniczący praktycznie w KAŻDEJ jeździe, więc jego niedopasowanie ma naprawdę duży pływ na funkcjonowanie konia i jest nierozerwalnie związane z jego treningiem.

Najważniejszym zadaniem siodła jest rozłożenie ciężaru jeźdźca na możliwie największej, przystosowanej do tego powierzchni grzbietu oraz uchronienie przed naciskiem miejsc do niego nieprzystosowanych, przede wszystkim wyrostków kręgosłupa i przyczepów mięśni.

Siodło powinno umożliwiać nam przekazywanie sygnałów dosiadu bez zakłóceń, a koniowi aktywną pracę grzbietem w rozluźnieniu.

Poniżej zdjęcie rozluźnionego Larmanda (wydłużona szyja, opuszczona w dół, podniesiony grzbiet . Niedopasowane siodło uniemożliwia rozluźnienie. Jeśli koń chodzi ciągle z podniesioną głową, niespokojnie, to jedną z przyczyn może być siodło, które uwiera (przypis Ela Gródek)

Czy bylibyście w stanie biegać bądź skakać z plecakiem, którego zawartość wbija się Wam w plecy? Ciągnie Was w dół lub przeciwnie, wisi na ramionach?

Siodło musi zostać dopasowane do konia na podstawie licznych parametrów i absolutnie nie można ograniczać się jedynie do rozmiaru łęku! Znaczenie ma również kształt łęku, krzywizna terlicy, kąt ławek oraz paneli, długość całego siodła, szerokość kanału między panelami, mocowanie przystuł i na tym lista wcale się nie kończy 🙂

Tak wygląda siodło od spodu w obiciu. Panele powinny być zawsze równe, gładkie, mięsiste, i sprawiać wrażenie „pełnych”. Siodła powinny być regularnie serwisowane!

a tak wygląda „obdarte ze skóry” siodło. Możecie zobaczyć ile jest tu elementów i jak powstaje siodło. KAŻDY element jest kluczowy! Żaden nie może niedomagać.

Siodło powinno przylegać do grzbietu równomiernie, panele muszą być wystarczająco miękkie, by zachęcić grzbiet do uniesienia się, ale również na tyle zwarte, aby prawidłowo rozprowadzać wspominany wcześniej nacisk, dostosowane wysokością i grubością do stanu umięśnienia danego konia. Dopasowane siodło absolutnie nie powinno kręcić się na boki, zsuwać się do przodu lub do tyłu, klepać konia po grzbiecie.

Żeby nie było jednak zbyt łatwo, zarówno koń jak i stan wypełnienia siodła to elementy zmienne, więc nie da się dopasować siodła ,,raz na zawsze”. Bardzo często możemy zaobserwować, że stan odżywienia i umięśnienia konia zmienia się sezonowo, zależnie od diety, treningu stanu zdrowia i różnych niezależnych czynników. Dopasowanie siodła musi podążać za tymi zmianami, aby cały czas wspierać rozwój konia i jeźdźca. Zaleca się, aby stan dopasowania siodła do danego konia oraz stan wypełnienia paneli kontrolować 2 razy do roku.

Czy wiecie jak wiele błędów dosiadu wynika z niedopasowanego do konia siodła? Na każdej jeździe słyszysz, że pochylasz się do przodu? Łydka ucieka za bardzo w przód, masz wrażenie że siadasz na tylnym łęku siodła? Śmiało mogę powiedzieć, że większość tego typu problemów wiąże się z brakiem zbalansowania siodła na końskim grzbiecie i po dopasowniu siodła do danego konia jeździec nagle czuje, że siodło samo usadza go w prawidłowej pozycji, z której trudno jest uciec. Zrównoważony dosiad powinien przychodzić nam naturalnie, to nie może być element wymuszony!

Prawidłowo dobrane siodło usadza jeźdźca samo w prawidłowej pozycji! Siodło nie może „pochylać się” ani do tyłu, ani do przodu.

Dopasowanie siodła to skomplikowany temat i absolutnie nie powinno się robić tego na własną rękę, ale warto umieć zauważyć najczęstsze objawy niedopasowania sprzętu, żeby zareagować w porę. Zaniepokoić powinno Was:

  • Siodło podskakujące na grzbiecie konia, szczególnie unoszące się razem z Wami podczas kłusa anglezowanego.
  • Siodło przesuwające się w trakcie jazdy na jedną lub obie strony, zsuwające się w stronę szyi lub zadu.
  • Twarde, ubite, nierówne panele siodła.
  • Kanał między panelami węższy niż szerokość dłoni.
  • Siodło które skrzypi, ma zmarszczoną skórę na siedzisku, sprawia wrażenie uszkodzonego w środku.
  • Obtarcia na grzbiecie konia lub w okolicy popręgu, agresywne reakcje konia przy siodłaniu.

Łęk siodła nie może leżeń na kłębie konia! Musi być odpowiednia przestrzeń między siodłem a kłębem. Można to sprawdzić wsadzając dłoń (jak na zdjęciu)

Zachęcam, aby przyjrzeć się siodłom, na których jeździcie przy następnej okazji. Może uda Wam się uchronić jakiś koński grzbiet przed bólem? 🙂 ”

Kochani – ciąg dalszy nastąpi!

Ela Gródek

Kontakt do Zuzanny Piekut na  https://www.facebook.com/pg/FitFlock-Dopasowanie-Siode%C5%82-2002368089868830/about/

 

Zachować spokój i zimną krew – studium przypadków w terenie

Po co, w pewnym momencie, dodałam zakładkę  videoblog  do strony www.jazdakonnanaturalnie.pl ?  Po pierwsze – by zachować wspomnienia (i łatwo po nie sięgać), po drugie – by promować jazdę w terenie, rajdy konne, wyjście konia na otwarte przestrzenie, po trzecie – by pokazywać Wam piękne tereny i polecać stajnię/organizatorów, po czwarte – byście poczuli ze mną wiatr we włosach, zobaczyli jak to jest (dla tych niezdecydowanych, jeszcze pełnych obaw), i wreszcie po piąte – by filmiki służyły NAUCE.  Czasem słowa na blogu to za mało, trzeba to „coś” pokazać. Vlog świetnie uzupełnia posty w formie pisemnej. Vlog ma służyć naszej wspólnej nauce. Nauce o KONIU i jeźdźcu.

Dzisiaj kilka filmików, które naprawdę wywołały u mnie wystrzał adrenaliny do krwi. Jak wiecie zarówno w terenie, jak i na ujeżdżalni, możemy spotkać sytuacje niebezpieczne, zarówno dla jeźdźca, jak i dla samego konia. Najczęściej to sam człowiek jest odpowiedzialny za takie sytuacje – niechcący je „prowokuje”, z braku doświadczenia, wiedzy. Ale zdarzają się też (rzadko) sytuacje nie do przewidzenia. Gdzie ani człowiek, ani zwierzę nie zawiniło. Zresztą jak w każdym „sporcie”, w każdej sytuacji życiowej.

Uwielbiam rajdy  konne, tereny. Służą one nie tylko wielkiemu rozwojowi samego konia, ale i jeźdźca, i ich obopólnych relacji, komunikacji.

To w terenie najwyraźniej można obserwować wszystkie cechy konia, instynkty, naturalne reakcje. To tu najlepiej poznajemy jego naturę. To tu „dotkniemy” wszystkiego o czym pisałam w rozdziale I, pt „Koń co to za zwierzę?”, w książce „Jazda konna Naturalnie! Co ten koń sobie myśli?” (O książce) .  Mało tego, to tu nauczymy się najszybciej i najlepiej naszej ODPOWIEDNIEJ reakcji, opanowywania emocji, spokoju.

Jakby nie było, nawet najwolniej uczący się koń w całym stadzie, szybko nauczy się ujeżdżalni i stajni na pamięć 🙁

Poniżej filmik z terenu – przejście przez rzeczkę. Konie tu już wcześniej chodziły. Pierwszy koń przeszedł, drugi… Zobaczcie sami

Brzeg się rozpulchnił, dno stało się bardziej muliste i „wciągnęło” klacz w bagno na dnie.

Jak się skończyła ta historia?

Bardzo dobrze! Instruktorka zamiast próbować dalej wyciągać konia na brzeg, po prostu go zawróciła. I to w jak sprytny sposób 🙂 Nie każdy, by na to wpadł! Zwróćcie uwagę jak reagowała klacz? W pewnym momencie siedziała w bezruchu, przestała kompletnie walczyć.

W moim głosie słychać najpierw „poddenerwowanie” a potem euforię! Było naprawdę gorąco!

A teraz filmik który nakręciłam ponad rok temu.

Spodziewalibyście się tam aż takiej głębokiej kałuży?? Tu również koń jakby „zgasł” w pewnym momencie…i czekał na pomoc.

Często na rajdach, terenach, trzeba przejść przez rowy, rzeczki, strumyki i co gorsza – bagniste tereny. To „straszne” miejsca dla koni. To miejsca na ogromny dialog pomiędzy jeźdźcem a koniem, na komunikację. To miejsca gdzie, jak nigdzie indziej, ważna jest pewność siebie jeźdźca, którą trzeba przekazać koniowi, dodając mu otuchy . To miejsce na Twój i mój SPOKÓJ.

Spokojnie – pomału wszystkiego można się nauczyć 🙂

A teraz przejście, tej samej przeszkody, przez młodego konika, który jeszcze nigdy tu nie był. Jak widzicie, kolejność koni ma znaczenie. Doświadczenie, wiedza, umiejętności przodownika, instruktora są nieocenione. Wie jak poprowadzić zastęp, by wszyscy dali sobie radę, jak doradzić jeźdźcom, ile dać czasu koniom do namysłu.

Mnie osobiście zachwyciło to, że koń dostał tyle czasu, by „przemyśleć” przejście, przygotować się do niego. Wiele razy na rajdach jest presja czasu. To nie pomaga. Konie czasem potrzebują po prostu WIĘCEJ czasu. Zamiast cisnąć łydką i „motywować” bacikiem, poczekajmy chwilę dłużej! Koń nie myśli tak szybko jak my! A bagnisty teren jest dla nich naprawdę wielkim, psychicznym wyzwaniem!

Tyle emocji na dzisiaj. Mam nadzieję, że przyjrzycie się dokładnie reakcjom koni, przeanalizujecie ich „body language”, ich język, sygnały. To naprawdę świetny materiał do studiowania. No i skorzystacie z doświadczenia, „rad” instruktora 🙂

Ela Gródek

 

Co przyniósł kolejny rok treningów skokowych?

W ciągu roku razem z Julią i Alą trenujemy skoki – raz w tygodniu. W wakacje mamy przerwę.

Co przyniósł mi miniony rok? Po pierwsze: jestem coraz lepsza w spadaniu 🙂 Po drugie: mam coraz lepszy kontakt z klaczą Panią F. 🙂

Jeśli chodzi o punkt pierwszy (zresztą bardzo istotny): skoki oswajają z upadkami. Powoli staję się mistrzem w upadkach. Nie boję się ich. Teraz spadam, śmiejąc się, wcześniej z przerażeniem w oczach. Pisałam kiedyś w poście (Rozważania z leżaka o Lorenzo) jak to strach przed upadkiem z konia nie pozwalał mi robić takich postępów w nauce jazdy konnej, jakich bym sobie życzyła. Jak to hamował mnie w rozwoju umiejętności jeździeckich, paraliżował.

Generalnie jestem zwolennikiem nauki spadania z konia od samego początku nauki jazdy konnej. Mnie nie było to dane i przez wiele lat bałam się spadać. Wielokrotne upadki pomału „odblokowują” naszą psychikę. Nauczyłam się, JAK spadać z konia. Nie wszystko umiem kontrolować, ale wiele już tak. Oczywiście, aby zaliczać tylko „dobre” upadki, jeździec musi być też wysportowany, rozciągnięty, nieprzykurczony. Widzę to wyraźnie po sobie. Odkąd ćwiczę jogę (wcześniej pilates), naprawdę „lepiej” spadam.

Jeśli chodzi o punkt drugi. W minionym roku większość jazd miałam z klaczką Panią F. Jak wiecie z poprzednich wpisów ( Dlaczego nielubiana klacz jest moją ulubienicą?) moje początki pracy z Panią F. nie były różowe (kopanie, gryzienie, odwracanie się zadem, straszenie, „szczurzenie” się podczas siodłania itp.). Nie chce mi się wierzyć, że teraz mogę ją głaskać, przytulać, siodłać bez palpitacji serca. Jeszcze niedawno podchodziłam do jej boksu z pewną dozą ostrożności. Teraz podchodzę z pełnym zaufaniem. Czy Pani F. się zmieniła? Nie – to ja się powoli zmieniam.

To był dobry rok. To są moje największe „skokowe” sukcesy 🙂 Inne są już pomniejsze:  pokonywanie coraz bardziej skomplikowanych parkurów, wyższych przeszkód, czy skoki na oklep 🙂 (to trenuję, od czasu do czasu, z Larmandem)

Po co ja w ogóle skaczę? Przecież w ogóle nie mam ambicji sportowych, nie chcę słyszeć o żadnych zawodach, nie obchodzi mnie satysfakcja z wygranej.

Skaczę, bo skoki bardzo przydają się w terenie i… skoki są TRUDNE. A jak coś jest trudne, to nie daje mi to spokoju… To, co trudne, rozwija nas najbardziej. Skoki są, były i będą dla mnie wyzwaniem. Szczególnie parkury z dziesięcioma przeszkodami. Podczas takiego przejazdu trzeba skoordynować tyle rzeczy naraz: dobre najazdy na przeszkody, kierunek jazdy zaraz po skoku, odpowiednie tempo, oddanie wodzy w dobrym momencie, utrzymanie równowagi itp., itd.

A to wszystko powinno odbywać się z największym poszanowaniem dla konia.

Nie chodzi bowiem o to, by „przegonić” konia nad przeszkodami, by jakoś tam przejechać parkur, „latając” na grzbiecie konia jak worek kartofli, by mobilizować batem i twardą łydą.

Najpiękniejsze skoki to te, które koń sam chce oddać. A nie jest to łatwe, bo konie, generalnie, nie zostały stworzone do skakania, nie mają tego w genach, nie jest to dla nich naturalne. Koń, jeśli ma wybór, obejdzie przeszkodę, a nie ją przeskoczy. Widać to wyraźnie w terenach, na rajdach. To człowiek wymyślił skoki i nauczył konia skakać z sobą na grzbiecie. Ta nauka nie zawsze jest miła. Człowiek – ciężki worek, czasem bezwładny, tracący równowagę, pociągający za wodze, sprawiający (oczywiście niechcący) ból – nie pomaga, ale przeszkadza. Koń często kojarzy skoki z potencjalnym niemiłym doznaniem – czasem z bólem, czasem z obawą utraty równowagi. Niewyćwiczony jeździec ZABURZA równowagę konia. Skoki stają się zbyt dużą presją. Koń obawia się ich, więc chce jak najszybciej „to zrobić”. Jak wiemy, pierwszą podstawową reakcją konia na strach, coś niemiłego, jest ucieczka. Zatem koń często gna przez przeszkody, jednocześnie „uciekając” od nich, przed nimi, chce mieć je za sobą. Brzmi to nielogicznie. Prawda? Sytuacja jeszcze bardziej komplikuje się, gdy człowiek BOI się skakać. Jest spięty na koniu. Jego strach przenosi się do konia, windując jego emocje jeszcze wyżej.

Skoki to niesamowita pracą nad sobą, to studium psychologii konia. Skoki są bardzo trudne. Te dobre skoki. Bez strachu, paniki, ucieczki, presji. Bez poganiającego bata i łydki. Bez „dawania” wędzidłem po zębach, bez utraty równowagi. Ja chcę tylko takie skoki, tego chcę się uczyć. A ty?

Wiele jest krytyki skoków. Nie bez przyczyny. Dużo można zmienić na lepsze, ale trzeba zauważać i chcieć. Trzeba czasem zadać sobie niewygodne pytania: jakie skoki ja wybieram? Na czym mi zależy? Kto jest na pierwszym miejscu? Ja i moja ambicja, czy koń?

Wiele rzeczy dzieje się z braku świadomości (mi też jej często brakowało!!!), z braku dobrych wzorców. Wierzę i będę wierzyć w dobro człowieka. Każdy z nas może się zmieniać, może zacząć zauważać. Oby tylko serce było otwarte.

Skacząc z koniem, obserwuję go, obserwuję jego zachowanie. Obserwuję siebie. CHCĘ zauważać jak się czuje koń. CHCĘ słuchać.

Skacząc, nie szczędzę koniowi pochwał, nie szczędzę przeprosin, nie szczędzę słowa „dziękuję”. I zawsze czuję wdzięczność.

PS O skokach pisałam też tu: Emocje i pewność siebie a nauka skakania

PS Więcej o klaczce Pani F. tu: A jakby to zrobić inaczej?

PS Zdjęcie z książki „Jazda konna? Naturalnie! Co ten koń sobie myśli?”, Ewa Janicka. Na zdjęciu Julia – początkujący skoczek 🙂

A tu Julia -już bardziej zaawansowany jeździec (podczas obozu Akademii A.A Susłowskich)

A tu to co kocham

How we’ve grow…Every single day I’m proud…I swear, I won’t…Let anything stop us now…✨Zeus GP

Opublikowany przez Giorgiona Pagliarę Parelliego Instructor Poniedziałek, 18 listopada 2019

JUMPING DE BORDEAUXTravail à l’obstacleMaxime Baticle Horseman science

Opublikowany przez Andy Booth Niedziela, 9 lutego 2020

https://www.facebook.com/pagliarogiorgio/videos/565029304255472/UzpfSTI2OTMyMTUwNjkzNzc5OTo2NDYwMDcwNTI2MDI1NzQ/