Trening konia – pozytywne wzmocnienie, metoda klikerowa

Dzisiaj post Ewy Kubali o treningu koni metodą klikerową, metodą pozytywnego wzmocnienia. W wielkim skrócie: to metoda polegająca na tym, że trener „zaznacza” pożądane zachowanie konia klikając klikerem (specjalne małe „urządzenie” – od angielskiego słowa „click”), po czym nagradza konia drobnym smaczkiem.

Ewa zajmuje się hobbistycznie (nie zawodowo) hodowlą, treningiem koni, behawiorem koni, od 12 lat. Ma własną, przydomową, wolnowybiegową stajnię, gdzie na świat przyjęła już 7 źrebaków! Uczy je, a kiedy dorosną również zajeżdża sama. Jest fascynatką pozytywnego wzmocnienia. Gdzie się szkoliła? IMPONUJĄCA lista poniżej (to jednocześnie polecenia dla Ciebie i dla mnie (z niektórych już miałam okazję skorzystać 🙂 !).

Zakochałam się w koniach Ewy od pierwszego wejrzenia 🙂 To konie-psy, jak ja to mówię. Pełne zaufania, ciekawości, chęci do pracy z człowiekiem (ćwiczenia to dla nich zabawa). A przez to w samej metodzie treningu. Ewa to moja mentorka od wielu lat (trudne pytanie, sytuacja? Potrzebne polecenie, rada? Dzwonię do Ewy!)

Specjalnie dla Was dzisiaj Ewa:

„A WIĘC, O CO CHODZI Z TYM KLIKANIEM KONIOM?

Zacznijmy od pytania, które każdy z nas nieraz sobie zadawał: „dlaczego ten koń tak się zachowuje?”

W bardzo dużym skrócie można powiedzieć, że są dwie możliwe odpowiedzi:

  1. chce uzyskać coś co jest dla niego przyjemne lub/i korzystne, zaspokaja jego podstawowe potrzeby jak jedzenie, picie, komfort cieplny, bliskość stada, itp.
  2. chce uniknąć czegoś, co jest nieprzyjemne, powoduje obawy czy ból (np. pozbyć się irytującego owada, oddalić od budzącego obawy psa czy człowieka z parasolką, sprawić że przestaniemy cisnąć łydką czy machać batem)

Tak wiec my, chcąc wpłynąć na zachowanie konia, możemy używać tych dwóch motywacji – 1) zdobywania lub 2) unikania.  Którą lepiej wybrać?  A co Ty byś wolała jako zachętę do jakiejś pracy, powiedzmy umycia wszystkich okien w domu?

  1. zdobywanie – jak umyjesz to możesz sobie kupić wymarzoną parę dżinsów
  2. unikanie – dopóki nie umyjesz okien, będę cię ciągnąc za włosy

Ja na pewno w pierwszej sytuacji podeszłabym do tych okien z większym entuzjazmem, może nawet z rozpędu uprałabym firanki. A druga opcja utwierdziłaby mnie w przekonaniu że mycie okien to okropna robota.

Konie podobnie – za marchewkę będą współpracować chętnie i cała sytuacja treningu i trenujący je człowiek będzie im się dobrze kojarzyć, a zmuszanie batem, mocne ciśnięcie łydką, ciągnięcie wodzy nie wykrzesze entuzjazmu, może nawet wywoła bunt.

To zrozumiałe, ale po co w tym wszystkim jakieś klikające pudełeczko? A no po to, żeby precyzyjniej powiedzieć koniowi za co tę marchewkę dostał. Wyobraź sobie że uczysz konia podawać zadnie nogi i ładnie trzymać je do czyszczenia. Koń podniósł nogę, potrzymał 2 sekundy, postawił, dałeś mu marchewkę. Dostał nagrodę, więc następnym razem będzie trzymał dłużej? Niekoniecznie. Myślę że właśnie szybciej postawi ją z powrotem na ziemię. Jak to? Dlaczego????

No pomyśl, jaka czynność była BEZPOŚREDNIO PRZED nagrodą? Trzymanie? Nie! Postawienie.  Więc koń myśli że został nagrodzony za postawienie – będzie chciał szybciej postawić by dostać marchewkę. Podobnie jak dasz marchewkę po treningu, kiedy odprowadzisz konia do boksu – on nie wie że dajesz mu za ładne zagalopowania, myśli że nagrodziłeś powrót do boksu – teraz rozumiesz dlaczego tak ciągnął Cię do wyjścia z ujeżdżalni?

No taaak…. ale jak dać marchewkę do paszczy w trakcie trzymania ZADNIEJ nogi??? Albo w momencie jak koń ładnie zagalopował?

Po to właśnie nam ten kliker – żeby koniowi powiedzieć „Teraz robisz coś fajnego, zaraz dostaniesz za to nagrodę” Sprytne, prawda? Nie musisz stać blisko paszczy, wystarczy że zaznaczysz odpowiedni moment. Można w ten sposób wytłumaczyć koniowi wiele spraw, np. „postaw nogę na trapie przyczepy…TAK!…teraz drugą…TAK…teraz cały tam wejdź”, albo „kiedy tu dotknę, idź w bok w kierunku ściany” albo…[tu wpisz dowolną rzecz którą potrzebujesz koniowi wytłumaczyć]

A dlaczego nie mogę po prostu powiedzieć „dooooobry kooooń”? Bo moment to moment, potrzebujemy krótkiego dźwięku żeby go precyzyjnie uchwycić, żeby koń zrozumiał o co dokładnie nam chodzi. A poza tym, w przeciwieństwie do naszego paplania, klik to dla konia dźwięk niezwykły, więc zwróci na niego uwagę. No i oczywiście po kliku zawsze jest marchewka, więc kojarzy się z tą fajną motywacją numer 1) Ale zanim popędzisz do sklepu po klikacza poczekaj na drugą część artykułu gdzie dowiesz się jak bezpiecznie zacząć, bo są pewne pułapki które KONIECZNIE trzeba ominąć.”

Ewa Kubala

A poniżej dwa filmiki, które spontaniczne nakręciłam będąc u Ewy. Pojechałam zobaczyć źrebaki (5-dniowego Mono i 2-miesięcznego Miron) a przy okazji po raz kolejny zachwyciłam się pracą Ewy ze starszymi końmi. Na filmikach klacz – Zafira (Zadziorek) (notabene wzięta z fundacji…jako „niebezpiecznego”, „popsutego” konia)

Ewa szkoliła się między innymi u: dr Jenifer Zeligs, dr Karolina Westlund, dr Krzysztof Skorupski, Shawna Karrasch, Rachael Draaisma, Rachel Bedingfield z dziedziny behawiorystyki, oraz u: Manolo Mendez, Gerd Heuschmann, Jeff Sanders, Marius Schneider, Alfonso Aguilar, Renee Tucker, Gillian Higgins, Joyce Harman, Bibi Degn, Mette Tranter, Patrice Franchet d’Esprey, Natalia Jasicka-Krugiołka, Anna Stępkowska z zakresu biomechaniki, czy dziedzin związanych ze zdrowiem i dobrostanem koni. Ale jak zawsze powtarza to KONIOM najwięcej zawdzięcza i to od nich najwięcej się nauczyła.

A tu filmik jak Moroszka ze swoim synkiem Mironem łazi za mną. Doprasza się uwagi, towarzystwa, drapania. Chce mnie poznać, obwąchać. Człowiek tego konia nigdy nie zawiódł. Człowiek kojarzy mu się tylko z tym co dobre!

a inne posty z końmi Ewy w roli głównej (są one dla mnie wiecznym źródłem inspiracji) tu:

Straszna torebka! Szczęśliwy koń… Szczęśliwe konie

Ela Gródek

Szczęśliwe konie

Ostatni mój filmik na fanpage’u, pokazujący cofanie się konia wprost na moją twarz, wzbudził żywą dyskusję. Powstały pytania: czy tej filmik czasem nie zasugeruje niewiedzącym nic „szkółkowiczom”, że takie stanie za zadem konia jest bezpieczne?

Ja (i może Ty) wiem o tym KIEDY stanie za zadam konia jest bezpieczne (pod jakimi warunkami), ale może szkółkowicz tego nie wie i nie wolno mu tego sugerować?

Ta strona i funpage ma MISJĘ – mówić o naturze koni. O tym jakie one są w głębi serca. Co nimi kieruje. Nasza wizja koni nie może kończyć się na wizji konia-rekreanta, który często wyuczył się nieodpowiedniego zachowania w stosunku do człowieka i stracił zapał „dyskusji” z człowiekiem. Konie w rekreacji mają do czynienia z mnóstwem ludzi, a każdy z nich mówi do konia innym językiem oczekując tych samych rezultatów. No cóż – tak zaczynamy uczyć się jeździectwa. Każdy z nas wsiada na konia „zielony”, wysyła różne komendy prosząc o to samo 😊 Taki koń ma naprawdę mętlik w głowie po jednym dniu, nie mówiąc już po kilku latach. W pewnym momencie zatem wycofuje się z tego dialogu, woli nie gadać, raczej unika kontaktu z człowiekiem. I to jest normalne.

Nasz wizerunek konia jest mocno nadszarpnięty – nadszarpnięty przez obserwowanie tylko tych koni – koni, które nie szukają kontaktu z człowiekiem, które są obojętne, które często buntują się, no i mają narowy… Często w szkółkach, rekreacji, na licznych zawodach ego jeźdźca i „biznes” wygrywa z dobrostanem konia.

Ale ja chcę Ci opowiadać o innych koniach. Ja Ci chcę opowiadać o innym świecie, o koniach, które żyją bliżej swojej natury i w większej ufności do człowieka. I tych koni nie trzeba się bać! I chcę, żebyś zadawał sobie pytanie DLACZEGO? I żebyś chciał poznać te konie i się nimi zachwycił 😊

Koń czuje to co my czujemy. Jeśli my nie zaufamy koniom, one nie zaufają nam. Kółko się zamyka. Nigdy nie będziesz miał szansę na piękne połączenie z tym zwierzęciem, na wspaniałą, harmonijną jazdę jeśli mu nie zaufasz. Nie chcę byś zaczynał, tak jak ja, od „wiedzy”: „koń kopie, koń gryzie”.

„Bałam się koni – bałam się, że mnie kopną, ugryzą, zrzucą. To o nich słyszałam. Aż pewnego dnia…spotkałam szczęśliwe konie. Gdzieś tam w Bieszczadach. A potem kolejne u Ewy. I moja wizja koni i „zagrożeń” jakie mogą stwarzać (na szczęście!) została poddana weryfikacji 🙂” tak napisałam na funpage’u. 

Koń, który nie zaznał bólu od człowieka (człowiek często zadaje ból czy fizyczny, czy psychiczny z czystej NIEWIEDZY!!), który nauczył się, że człowiek to przyjaciel (gada jak koń z koniem) i można mu ufać (i którego oczywiście ostrzeżemy, że jesteśmy z tyłu) nawet NIE POMYŚLI, żeby kopnąć. I nie pomyśli, by ugryźć. Chcę, żebyś o tym wiedział. AGRESYWNE zachowania nie leżą w naturze koni! Koń odejdzie, ucieknie, a nie ugryzie i kopnie.

A jeśli tak dzieje się w szkółkach, to chcę byś zadał sobie pytanie DLACZEGO. I dowiedział się co TY możesz zrobić, byś Ty w szkółce był bezpieczny. Jeśli oczywiście planujesz być Prawdziwym Koniarzem. Gdzie znajdziesz odpowiedź na pytanie „DLACZEGO?” Na przykład u swojej Pani instruktor, gdy znajdzie czas dla Ciebie po skończonej lekcji. I w mojej książce „Jazda konna? Naturalnie! Co ten koń sobie myśli?”(więcej tu O książce ). A jeśli dalej będzie Ci mało – napisz do mnie😊 Odpowiem.

„Czasem to o czym się tak głośno mówi, że jest niebezpieczne, jest bezpieczne. I na odwrót. To „bezpieczne” może być bardzo niebezpieczne – gdy nie wiemy nic o naturze koni, jak nas odbierają 🙁” Chcę być wiedział, że koń to wspaniałe, delikatne, pełne dobrych intencji zwierzę. Tylko zachowanie człowieka może sprawić, że staje się niebezpieczny. I nie daj sobie wmówić, że jest inaczej.

Ela Gródek

PS A tu właśnie ten filmik nakręcony u Ewy (2-miesięczny Makary z mamą Moroszką). Te konie zachowują się jak psy 🙂 Chodzą za człowiekiem, proszą, by człowiek się z nimi pobawił, zaczepiają i chcą ciągle z człowiekiem gadać! Robią różne sztuczki i naprawdę cieszą się obecnością człowieka. To konie chowane bezstajennie, mające ruch 24 h (i swoje towarzystwo) na dobę. Konie szkolone metodą klikerową – pozytywnym wzmocnieniem. Zapewniam, że do TEGO konia można podejść od tyłu, można ciągnąć za ogon, można przytulić się do jego zadu – ALE TYLKO GDY MA SIĘ DOBRE INTENCJE 🙂

Rozluźnienie jeźdźca a dobrobyt konia

Ostatnio, gdy wracałam z weekendu z jogą, koleżanka zapytała mnie: „Ela, a co było pierwsze? Joga czy konie?”. Odpowiedziałam „Konie”. Potrzeba jogi „jakoś tak” pojawiła się sama, wręcz automatycznie, gdy zaczęłam już BARDZIEJ ŚWIADOMIE jeździć konno. Na koniach zaczęłam jeździć, gdy miałam 35 lat, jogę (wcześniej pilates) ćwiczę od 39. roku życia.

Powyższe pytanie koleżanki stało się inspiracją do napisania tego postu. Postu wcale nie o tym, jak to joga świetnie wpływa na rozciągnięcie całego ciała, na gibkość, na elastyczność, co jest oczywiście podstawą w jeździe konnej. I nie o tym, jak mnie kiedyś bolał kręgosłup po jeździe, a gdy zaczęłam ćwiczyć jogę, to wszelkie dolegliwości minęły. O takim działaniu jogi – czy innych ćwiczeń (bo nie musi być to koniecznie joga) – dobrze wiecie. Nie trzeba o tym pisać.

Zanim przejdę do sedna, zadam Ci pytanie: co wpływa na DOBROSTAN koni?

Odpowiedzi będą różne: na dobrostan koni wpływa to, w jakich warunkach są chowane, jak są karmione, czy mają zapewnioną opiekę weterynaryjną itp., itd.

A wiecie, od czego jeszcze w OGROMNEJ MIERZE zależy dobrostan koni? Od jeźdźca, od Ciebie i ode mnie 😊 A konkretnie od stanu jeźdźca 😊  Od tego, jak jeździec traktuje konia, ale też od tego, jak po prostu na nim jeździ, jak sam się CZUJE na koniu. Pospinany jeździec bardzo źle wpływa na konia. Nawet lekko niepewny, zestresowany jeździć źle wpływa na końską psychikę.

Jeździec, który nie umie jeszcze jeździć w harmonii z koniem, w PEŁNYM ROZLUŹNIENIU, będzie obijał grzbiet konia. Uwierzcie mi, siła klapiącej w grzbiet konia – nawet młodej i lekkiej – pupy jest ogromna! Jeździec, który jeszcze nie umie jeździć w spokoju, szczęściu, będzie przekazywał koniowi swój lęk, strach, będzie wpływał na samopoczucie konia. Mamy więc tu dwa aspekty – fizyczny i psychiczny.

Nie jest łatwo w to uwierzyć, patrząc na wielkie, silne zwierzę! Taki człowiek może tak oddziaływać na konia?? Tak. Widać to po zwiększającej się liczbie koni w złym stanie. Kupić obecnie konia w dojrzałym wieku, ujeżdżonego, bez chorób czy narowów to nieomal cud… Konie to bardzo wrażliwe stworzenia i naprawdę czują o wiele mocniej niż TY i JA, niż to sobie wyobrażamy.

Więc jeśli kochamy konie, to musimy się starać jak najlepiej jeździć, pracować nad swoim jak najlepszym dosiadem (to pojęcie rozbiłam na czynniki pierwsze tu: Dosiad – nauka na całe życie 🙂). A w tym dosiadzie jedną z głównych ról odgrywa ROZLUŹNIENIE, świadomość własnego ciała (brak blokad i spięć w ciele).

A aby osiągnąć rozluźnienie na koniu, musimy dokładnie poznać konia (by nie bać się jego reakcji, by nie bać się samego KONIA, by rozumieć, co z czego się bierze, by umieć odpowiednio reagować. Po to napisałam dla Ciebie książkę O książce ) i musimy dokładnie poznać… SIEBIE – swoje ciało i swój umysł. Wiem, że wydaje się to górnolotne i przesadzone. Ale uwierzcie mi – to prawda. Poczułam to na sobie, na własnej skórze.

Trzeba umieć zauważać, kiedy jestem myślami nieobecna a moje ruchy przez to niespójne (KOŃ O TYM BĘDZIE WIEDZIAŁ). Kiedy jestem spięta? Kiedy JAKAŚ CZĘŚĆ mojego ciała jest spięta? Która? Jak to „wychwytywać”? Zauważać? Jak, siedząc na koniu, myśleć o sobie, swoich reakcjach, swojej zaciśniętej żuchwie, przykurczonych nogach, zgarbionych plecach, zaciśniętych palcach? Uwierz mi – koń to czuje. I koń się nie rozluźni, jeśli człowiek się nie rozluźni. A pospinany koń to koń na drodze do kontuzji.

Droga do rozluźnienia jeźdźca jest bardzo długa. To bardzo trudne. Ja po kawałeczku się uczyłam. Wiele lat. I wciąż się uczę.

I joga właśnie w tym bardzo mi pomogła. Staję na macie i czuję swoje ciało. Obserwuję swój oddech. To, czy jestem spokojna, w równowadze. Obserwuję, co myśli moja głowa. Uczę się uważności. Bycia we własnym ciele. Umiem zauważyć, kiedy wstrzymuję oddech, kiedy oddech przyspiesza. Umiem wrócić do spokojnego oddechu, do napięcia lub puszczenia napięcia mięśni. Lepiej ćwiczyć to najpierw na macie, a potem przenieść na konia 😊 Dla jego dobra.

W jeździectwie nie ma drogi na skróty. Jeśli myślimy o dobrostanie konia. Czy pomoże Ci w tym joga, czy coś innego – nie ma to znaczenia. Ważne, by widzieć tę wielką zależność między swoim stanem fizycznym i psychicznym a dobrostanem konia. By powoli dążyć w tym kierunku. W kierunku świadomego jeździectwa 😊

PS W tym kontekście polecam szkolenia Natalii Jasickiej-Krugiołek „Sprawność psychofizyczna jeźdźca” (info znajdziecie na Facebooku na „Treningi dosiadowe. Sprawność psychofizyczna jeźdźca”). Na tym szkoleniu byłam gdy dopiero moja droga jeździecka nabierała barw. Byłam początkująca (mimo, że jeździłam już 2-3 lata!) i to od Natalii po raz pierwszy usłyszałam o PRZEPUSZCZALNOŚCI jeźdźca, o blokadach w ciele, z których w ogóle nie zdajemy sobie sprawy, o tym jak nasze ciało oddziałuje na konia. Na tym szkoleniu Natalia zasiała ziarno. I za to bardzo, bardzo jej dziękuję.

Dziękuję też „Karma – pracownia jogi i psychosomatyki” za każdą lekcję na macie.

Instynkt „uciekam!”

System komunikacji koni jest niesamowity. Szybkość przekazywanych informacji między osobnikami oraz natychmiastowa ich reakcja są godne podziwu. Konie żyją w stadzie. Dzięki temu mają nie jedną parę oczu, ale kilkanaście. Gdy jeden koń zauważy coś niepokojącego, od razu informuje inne. Ale jak? BEZGŁOŚNIE. Bezszelestnie. Tylko swoim ciałem, energią, mikrosygnałami. Tak, by potencjalny drapieżca nie widział tego. Inne konie – po takim ostrzeżeniu – są gotowe, w jednej sekundzie, do działania. Jeden ruch i całe stado rzuca się do ucieczki. Tu nie ma czasu na rozważania „Czy warto uciekać?”, tu chodzi o życie. Dopiero po chwili biegu (a przyjęło się, że maksymalnie po 500 metrach) koń zatrzymuje się i „sprawdza”, czy alarm był fałszywy, czy prawdziwy. Czy jego życie było narażone, czy nie.

Ten instynkt działa zawsze. I nieważne, że w Twojej stajni jest bezpiecznie. Ze przecież nie ma tam wilków ani krokodyli. Ta reakcja jest zapisana w genach koni tak mocno, że włącza się automatycznie. Dokładnie tak samo jak włączyła się moja reakcja na spadanie z konia – wysunęłam rękę i podparłam się nią, by chronić głowę. I ręka złamana. A przecież wiedziałam, że jest to beznadziejny sposób „ratowania” się z upadku… odruch, instynkt zadziałał.

Nie wiem, czy miałeś okazję obserwować tę „reakcję łańcuchową” u koni w praktyce, na przykład podczas terenu? Ja miałam. Jeden koń zerwał się w pęd i… cała reszta nas – jeźdźców – została „zabrana” przez pozostałe konie na dziki galop. Gdy jeden koń zrywa się do biegu, reszta też się zrywa. Tak działa stado. Być może ten pierwszy koń miał powód do ucieczki? Zobaczył coś, czego inne konie nie zauważyły? Zatem pędziłam na grzbiecie konia gdzieś tam w górę… jak worek ziemniaków (więcej przeczytasz tu: Pełny cwał na ścierniskach? Jak?). Na dole została tylko nasza przewodniczka. Była w stanie „przetłumaczyć” swojemu koniowi (którego z pewnością była członkiem stada), że „naprawdę nie ma zagrożenia i nie ma po co biec. Możesz zostań ze mną”.

Ostatnio miałam okazję zaobserwować ten instynkt ponownie 😊 Byłam w lesie z Larmandem, a za mną Julia (córka) z Ariką. W pewnym momencie rozdzieliłyśmy się. Ja zaczęłam już wracać do stajni. Julia z Ariką spacerowały jeszcze „z ręki” po lasku. W pewnym momencie słyszę za sobą ostrzeżenie Julii: „Uwaga! Koń biegnie”. Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam Arikę biegnącą w naszą stronę. Dyndający uwiąż między nogami konia zrobił swoje. Arika w pełnym popłochu biegła do stajni. Powiedziałam do Larmanda: „Spokojnie, spokojnie, nic się nie dzieje”, wzięłam oddech i czekałam. Arika lekko przyhamowała przy zadzie Larmanda, by nie wlecieć w niego, wyprzedziła nas i pełnym galopem poleciała dalej. Larmand, oczywiście, odebrał sygnał i chciał rzucić się za nią pędem. Ugięłam mu łeb, poprosiłam o odangażowanie zadu (noga za popręg). Wykonaliśmy kółko wokół własnej osi. Poprosiłam o cofnięcie. I jeszcze raz, i jeszcze… aż do wyciszenia. Łeb Larmanda ustawiłam tyłem do stajni, blisko pastucha. I znów cofnięcie. Larmand kojarzy cofnięcia z czymś miłym (ćwiczymy to od samego początku naszych spotkań. Za każde cofnięcie Larmand jest szczodrze nagradzany). W całym tym procesie starałam się jak najmniej używać wodzy – wykorzystywałam je do ugięć łba, a nie do „zaciśnięcia” ich na pysku. Wędzidło, zaciągnięte wodze wywołują tylko większą panikę u konia i są bardzo bolesne (dużo o tym, jak działa wędzidło, pisałam tu: Koń pędzi? Popuść wodze! )

Gdy tylko Larmand uspokoił się, przestał dreptać, kręcić się, gdy ustaliśmy kilka sekund bez ruchu, zeszłam z niego. ZEJŚCIE Z KONIA TO NAJWIĘKSZA DLA NIEGO NAGRODA. To zdjęcie presji, to danie „wolnego”. Larmand za to, że się uspokoił, został ze mną, został szczodrze nagrodzony. Wygłaskałam go z ziemi, pogadałam z nim jeszcze chwilkę i na niższych emocjach poszliśmy do stajni.

Emocje konia opadają bardzo powoli. Nie tak jak u ludzi. Jeździec dawno już nie pamięta, że coś się wydarzyło, a koń dalej ma we krwi wysoki poziom hormonu odpowiadającego za „UCIEKAĆ”. Trzeba mieć to w świadomości. Po zdarzeniu pełnym paniki trzeba dołożyć starań, by reszta czasu spędzona z koniem odbywała się już na niskiej energii. By koń ponownie nie „odpalił” – wg nas z błahego powodu. Trzeba pamiętać, że hormony działają dalej, „nastrój” z poprzedniego wydarzenia dalej jest obecny.

Czułam się, jakbym zdobyła srebrną odznakę. Wszystko to, czego uczyłam się w teorii, zdałam w praktyce. Byłam szczęśliwa, że dogadałam się z Larmandem. Koń to niesamowicie silne zwierzę. Gdyby Larmand nie chciał ze mną gadać, wylądowałabym z nim pod stajnią – pewnie w mało bezpieczny sposób 😊 Nauka jazdy konnej i psychologii konia jest trudna. Łączy się ściśle i nierozerwalnie z psychiką jeźdźca. Gdyby mało było we mnie spokoju, opanowania, gdybym nie była sama psychicznie przygotowana na tę sytuację, stałoby się to, co kilka lat wcześniej: byłabym tylko workiem ziemniaków pędzącym na grzbiecie Larmanda tam, gdzie Larmand chce 😊

PS Polecam Wam książkę „Od człowieka do koniarza” Rick’a Lamb’a – jest tam między innymi opis takiej sceny: obok Ricka siedzącego na koniu, wybuchają petardy. Potem następuje opis co robi Rick, jak sobie radzi, co czuje, co myśli. Gdy to czytałam myślałam: „O cholera! Ja bym chyba umarła ze strachu…”. Ale dzięki Bogu jeszcze żyję i mam się dobrze😊

Z wizytą u Wacława

Ponad tydzień temu byłyśmy w odwiedzinach u Wacława (teraz Wacco) – kucyka, który pracował w rekreacji w Stajnia Na Zielonej -BFD ZAZ Konary a potem „zasilał” mini zoo razem z kozami. Wacław nie sprawdził się w roli konia rekreacyjnego, ale za to okazał się dobrym koniem „jednego jeźdźca”.

Zanim Wacław trafił do Natalii (nowej właścicielki), Julka (córka) urozmaicała mu czas ćwicząc z nimi od czasu do czasu – na ujeżdżalni, w terenie, z ziemi, z siodła.
Wynik tej przyjaźni i postępów w jeździe, relacjach z człowiekiem, uwieczniłam we wpisie z 11 czerwca 2020: Kucyk Wacław i Julia

Co potem się działo? Mieliście okazję przeczytać tu: Cd. historii Wacława – kucyka „jednego jeźdźca”

Nowa właścicielka zaprosiła nas z wizytą. Nie mogłyśmy oczywiście odmówić! Chciałyśmy na własne oczy zobaczyć jak zmienił się Wacław – i fizycznie (teraz jest naprawdę fit!) i psychicznie. Chciałyśmy go uścisnąć, przytulić, pobyć z nim. Tak wiecie – jak to my baby 🙂

Wsiadłyśmy do samochodu i po 40 minutach byłyśmy pod Bochnią. Przy swojej otwartej stajence stał sobie Wacco, Jagna i Sky. Jagna to przyjaciółka Wacco, która przyjechała tu razem z nim. Sky to 2-letni kucyk, który dołączył do paczki kilka tygodni temu. Chłopaki już zdążyli się polubić chociaż…O ile Jagda może podjadać z wiaderka Wacco, to Sky już nie 🙂 Hierarchia w tym małym stadzie została ustalona i jest niepodważalna (na razie póki Sky nie podrośnie) 🙂

Cała trójka przywitała nas z wielkim zaciekawieniem, domagając się jednocześnie pieszczot. Ucieszyłam się, że zabrałam wszystkie córki – rąk do głaskania, czyszczenia nie brakowało. Kontakt ze zwierzętami jest tak niesamowity. Przebywanie z nimi tak magiczne. Mogłyśmy tam tylko stać i po prostu być 🙂 Tak bardzo się cieszę, że każda z moich córek (a mam ich 3) zaraziła się pasją do zwierząt, że czerpią radość z przebywania z nimi.

Filmik z pierwszych minut spotkania znajdziecie na Videoblog.

Czy to przelizanie Wacco oznaczało „Poznaję Cię Julka! To ty!”?

Wacco nas oczywiście oczarował. Z tego grubaska zrobił się super fit facet!

Regularny ruch zrobił swoje. Wystarczyła godzina dziennie, by Wacco zrzucił zbędne kilogramy i nabrał świetnej kondycji. A że kondycję ma przekonałyśmy się na własnej skórze. To znaczy Julka, nie ja 🙂

Natalia, nowa właścicielka, poprowadziła Julce i Wacco godzinny trening. Taki sam, jaki ona ma 2 razy w tygodniu ze swoim trenerem. Najpierw była porządna rozgrzewka, przypomnienie sobie kto to Julka i kto to Wacco – praca nad wspólną komunikacją (koła, przejścia, zmiany kierunków, zatrzymania i dużżżżżoooo pochwał). Potem więcej kłusa i drążki, aż na końcu galopy i skoki. Wacco pięknie reagował i naprawdę pokazał swoją kondycję!

Gdy Julka ćwiczyła z Wacco (wtedy Wacławem) taki trening nie wchodził w grę. Oprócz nadwagi Wacław miał też problemy oddechowe. Intensywne treningi były niezalecane. Odkąd zmienił sposób życia, problemy oddechowe zniknęły. Odkąd więcej ćwiczy, zrzucił nadwagę i można od niego więcej wymagać. Wacco teraz żyje w otwartej stajni – nie jest zamykany na noc. Jest to chów bezstajenny. Poza tym ćwiczy na niepiaskowym podłożu, co być może również nie było bez znaczenia (udowodniono, że niektóre konie źle reagują na piaskową, pełną pyłu ujeżdżalnie). Czy zmienił dietę? Nie – zarówno w stajni na Zielonej, jak i tu, dostaje tylko siano – do woli. Natalia rozpieszcza go dodatkowo ziółkami i smakołykami, ale podstawa żywienia została taka sama. Więcej o chowie bezstajennym i jego wielkich zaletach przeczytasz tu: Dlaczego chów bezstajenny?

Jak widzicie Jagna towarzyszy Wacco na każdym kroku. No dobra – czasem zapuszcza się do sąsiadów na piknik (wszak trawa u sąsiada zawsze lepsza! :)). Jagna to piękny i niepodważalny dowód na to co opisuję w książce „Jazda konna? Naturalnie! Co ten koń sobie myśli?” (więcej tu: O książce ) – konie to zwierzęta niezwykle towarzyskie i POTRZEBUJĄCE przyjaciela, bratniej duszy. Wspaniale, że Jagna przyjechała tu razem z Wacco, że nie rozdzielono ich. To była najlepsza decyzja jaką można było podjąć.

Może Jagna też nauczy się skakać na polecenie? 🙂

I pomyśleć, że Wacco kiedyś nie chciał nawet myśleć o jeździe pod jeźdźcem!

Podczas spotkania dzieliłyśmy się z Natalią swoimi wspomnieniami z pracy z Wacławem. Zarówno Julka, jak i potem Natalia musiały „odrobić” to samo. Zapracować na zaufanie Wacco, na jego współpracę. Wacco na początku nie słuchał, chciał wszystko robić po swojemu, buntował się, uciekał, lub decydował, że on „właśnie się nigdzie nie ruszy!”.

Gdy po treningu Ala wsiadła na Wacco, by go rozkłusować i rozstępować, ten nagle stwierdził „Ja już się napracowałem, nigdzie się nie ruszam z tą nową osobą na moim grzbiecie!”. Wacco zauważył zmianę jeźdźca i mimo wielu próśb Ali i jasnych komunikatów do kłusa, stał jakby wrósł kopytami w ziemie 🙂 Wsiadła Natalia i Wacco ruszył. Czy konia „jednego jeźdźca” da się „przerobić”? Macie odpowiedź. Nie. Konie są za mądre i mają za dobrą pamięć 🙂

A po jeździe czas na wyczesanie, wymalowanie kopytek i…

..małe co nieco. Zgadnijcie co dostały konie do jedzenia? 🙂

A po deserze spacer i mały popas na łączce. I wspólne pamiątkowe zdjęcia

Zgadnijcie kto chciał być na pierwszym planie???

No kto??? Ach ta Jagna…

Udało się! Wacco na pierwszym planie 🙂

Szczęśliwe – Julia i Natalia

Filmiki ze spotkania i treningu znajdziecie na vblogu z 9 kwietnia 2021 Videoblog

Natalio! Dziękujemy! Za zaproszenie, za spotkanie, i za wielkie serce dla Wacco!

Stajni „Na Zielonej” dziękujemy za dobre decyzje 🙂

Ela i Julka