Zatrzymanie pędzącego konia

Koniec sierpnia, początek września to czas ściernisk, czas na cwały i galopy na otwartej przestrzeni. Ten „sezon” trwa krótko. Potem pola zostają zaorane i znów trzeba czekać cały rok ☹ Na fanpage’u „Jazda konna naturalnie” na Facebooku 28 sierpnia oraz na vlogu wstawiłam kilka filmików z jazdy po ścierniskach, po których pojawiły się liczne komentarze i pytania. Widziałam w nich wiele obaw. Bo czy taka jazda jest bezpieczna dla człowieka? Czy ścierniska są w ogóle wskazane dla koni? Jak zatrzymać – w razie czego – konia? Bo przecież jak koń gna, to nie da rady go zatrzymać? Wprowadzić na koło? Itp. Itd.

Te komentarze zachęciły mnie do tego wpisu, do napisania więcej o ścierniskach, galopach, zatrzymaniach konia, bezpieczeństwie. Więcej – bo te tematy już pojawiały się na tym blogu. Ale chyba warto je rozwinąć…

Na początku kilka generalnych uwag i zasad, których ja się trzymam i które polecam 😊:

  1. Takie cwały nie są dla początkujących ani dla tych, którzy choć trochę ich się obawiają. Nie raz byłam świadkiem, jak w czasie galopów jeździec miał oczy jak denka od słoika i na pytanie instruktora: „Galopujemy dalej?” wyraźnie odpowiadał: „Nie, nie, dziękuję!!”. BAŁ SIĘ, ta sytuacja go przerosła. Nie był świadomy. Był kompletnie nieprzygotowany.

Nie tylko MUSISZ bardzo dobrze jeździć technicznie, by wybierać się na cwały, ale też NIE MOŻESZ SIĘ bać. Koń czuje Twój strach. Twoje emocje przenoszą się na konia i, niestety, udzielają mu się.

Są ludzie, którzy bardzo dobrze radzą sobie na ujeżdżalni, zdawałoby się, że są zaawansowani, ale na jazdę w terenie w ogóle nie są gotowi.

Jazdy w terenie TRZEBA SIĘ NAUCZYĆ, trzeba krok po kroku nabyć umiejętności. Na samym końcu tej nauki są ścierniska, a jeszcze dalej przeszkody w terenie (WKKW 😊)

2. Jeździj w sprawdzonych stajniach (na koniach, które są wytrenowane do jazdy terenowej i do jazdy na otwartych przestrzeniach) i na dobranych do SIEBIE koniach. Ja zaczynałam na najwolniejszych, najspokojniejszych koniach i stopniowo podejmowałam wyzwania, wybierając coraz to szybsze konie. WYRAŹNIE zgłaszałam to instruktorowi.

Czy konie na ściernisku są bezpieczne? Zostaw to do oceny stajni. Stajnie wiedzą, co robią (te z polecenia 😊).To są ich konie. Żaden właściciel nie zaryzykuje zdrowia konia.

3. Nie wsiadaj na konia, jeśli nie umiesz go zatrzymać. Nie wsiadaj na konia, który nie reaguje na Twoje polecenia z ziemi, potem z siodła w stój, w stępie, który nie wie, co to znaczy „ugnij łeb, oddaj mi łeb” czy „odangażuj zad”. To wszystko możesz sprawdzić PRZED cwałami. Sprowadzając konia z pastwiska, siodłając, stępując na ujeżdżalni przed wyjazdem w teren, możesz sprawdzić, czy koń reaguje na Twoje podstawowe prośby.

4. Nie wsiadaj na konia i nie jedź na ścierniska, jeśli nie umiesz odczytywać ruchów, reakcji, intencji konia, nie umiesz komunikować się z nim, nie masz pewności siebie, nie wiesz, jak prawidłowo reagować i uspokajać konia.

A teraz do rzeczy.

Trzeba odróżnić 2 sytuacje. Sytuacja A: koń gna, bo my chcemy z nim gnać i gnamy razem. Koń jest przygotowany do jazdy w terenie, reaguje na sygnały (jest tego nauczony). I B: gnamy, ALE TEGO NIE CHCIELIŚMY. Koń się spłoszył i gnamy wbrew naszej woli.

Sytuacja na filmikach to sytuacja A. Widzę otwartą przestrzeń, ustawiam się, daję znać do galopu. Galopujemy. Zatrzymanie takiego konia jest łatwe. Koń reaguje na polecenie jeźdźca. Oczywiście, nie rozpędzam się do tak szybkiego galopu, gdy mam mały odcinek przed sobą. Rozpędzam się, gdy widzę długą łąkę bez przeszkód (inaczej jadę w zebranym galopie). Koń gna i po 200-300 metrach sam wyhamowuje (bo ile można gnać z całym impetem?). Nie mam zamiaru zatrzymywać konia w momencie, gdy osiąga on granice swojej prędkości! Zatrzymuję go, gdy traci już prędkość. Wtedy dodanie dosiadu (siadam delikatnie w siodło, coraz głębiej, lekko odchylam się do tyłu) oraz lekkie ugięcie łba powodują, że koń zatrzymuje się (bo reaguje na sgnały!). Gdy koń nie jest SPŁOSZONY, gdy słucha jeźdźca, nie jest trudno wprowadzić go na koło i wyhamować. I to z całym poszanowaniem jego delikatnego pyska – BEZ CIĄGNIĘCIA WODZY (patrz WĘDZIDŁA).

Oczywiście, zawsze może zdarzyć się sytuacja, że zaczynamy gnać, a nagle dzieje się coś nie do przewidzenia. Nagle ktoś przed nami wywraca się, spod ziemi wyskakuje zając itp. (możesz puścić wodze wyobraźni, co jeszcze się może wydarzyć😊). Ale koń też to widzi i reaguje. Rzecz jasna, może zahamować gwałtownie, możemy spaść. No cóż – można mieć pecha. Ale dotyczy to wszystkich sportów i… generalnie życia. Jazda konna jest sportem ekstremalnym. To Twój wybór – jazda konna czy siedzenie na bezpiecznej sofie.

Wyciągnięty, długi galop na otwartej przestrzeni, w pełnym rozluźnieniu działa terapeutycznie na konie (przeczytaj o tym tu: Terapeutyczny galop). Nie odmawiajmy im tego! Trzymanie koni w boksach i jazda tylko na ujeżdżalni przyczynia się – wbrew pozorom – do większej ilości kontuzji, problemów psychicznych i narowów niż jazda po ścierniskach.

Sytuacja B.

Koń nas poniósł. NIE CHCESZ galopować, a galopujesz. Koń spłoszył się i nie ma z nim kontaktu, nie reaguje na Twoje sygnały. Próby „zaciągania” wodzy na pysku konia, oczywiście, nie działają! Próbujesz ugięć, stosujesz dosiad i to też nie działa. Co robisz? Masz 2 wyjścia:

  1. EWAKUACJA. Widzisz, że koń leci bez opamiętania, przed Tobą są przeszkody czy kończąca się droga etc. Ewakuujesz się, zeskakujesz. Tak, wiem – bycie sprawnym, wysportowanym i jeszcze po szkoleniu z bezpiecznego spadania z konia (patrz tu: Relacja ze szkolenia z bezpiecznego spadania z konia) pomaga 😊 Obym nigdy nie musiała tego stosować…

Myśląc o takich nieprzewidzianych sytuacjach, zawsze jeżdżę w kasku i w kamizelce ochronnej. I moje córki też.

2. Jazda w ROZLUŹNIENIU, opanowaniu, spokoju, aż koń wytraci prędkość. Widzisz przed sobą otwartą przestrzeń. Nie ma nic niebezpiecznego. Wtedy LUZUJESZ, a nie zaciągasz wodze, rozluźniasz, a nie zaciskasz kolana, ODDYCHASZ, a nie wstrzymujesz oddech – i jedziesz. Instynkt przetrwania koni nie pozwala im biec zbyt długo – najdłużej 500 m. Swoim rozluźnieniem dajesz sygnał, że wszystko jest w porządku, że nie ma czego się bać i czekasz, aż koń zatrzyma się sam (lub pod koniec z Twoją małą, delikatną pomocą).

Szarpanie się ze spanikowanym koniem nie przyniesie żadnego efektu.

Piszę o oddawaniu łba, o odangażowaniu zadu. Ile razy na ujeżdżalni, w swojej stajni, uczyłeś się uginania łba konia? Ile razy trenowałeś ugięcie łba konia z ziemi i z siodła? Ile razy w swojej stajni uczyłeś się wprowadzania konia na koło? W stępie, w kłusie, galopie? Jeśli nie wiesz, o czy mówię, to polecam książkę „Jazda konna? Naturalnie!” O książce oraz kurs JNBT level 1 (L1).( https://kursyjnbt.pl/). Możesz też skontaktować się ze mną – pomogę.

Nauka zatrzymywania konia (nie mam na myśli tylko uginania łba) to podstawa dalszej jazdy konnej. To podstawa BEZPIECZEŃSTWA.

Gdy zaczynałam moją pracę z Larmandem (Larmand i ja i rok 2020), jak myślisz – od czego zaczęłam? Larmand pięknie uginał łeb. DOSŁOWNIE LECIUTKI impuls na kantarku, wodzy powodował, że zginał łeb, czekając na pochwałę i nagrodę! Tego się można nauczyć, tego można nauczyć konia.

I można bezpiecznie cwałować po ścierniskach 🙂

Ela Gródek

PS Filmiki z cwałami, galopami ze ściernisk, z łąk, z plaż w Maroku obejrzysz na Videoblog

DCIM\102GOPRO\GOPR6829.JPG

PS Polecam Wam filmiki, szkolenia Feather Light Horsemanship – jest tam cudnie pokazana praca z ziemi a na niektórych filmikach właśnie nauka uginania łba – NAJPIERW Z ZIEMI, POTEM Z SIODŁA.

Jeśli interesuje Cię temat galopów, zatrzymań wpisz w lupkę te hasła a otrzymasz listę wpisów, gdzie te tematy poruszałam.

Terapeutyczny galop

Czy wiecie, że SZYBKI, wydłużony galop (i cwał) jest TERAPEUTYCZNY dla koni? Ostatnio o tym myślałam, gdy gnałam przez tak zwaną „Krowią łąkę” w terenie ze Stajni Nawojowa Góra oraz gdy rajdowałam „koniostradami” na Jurze Krakowsko-Częstochowską ze Stajni Śmiałka.

Koń podczas takiego biegu (biegu na wprost, z dużą prędkością) WYCIĄGA się, jego szkielet też się wyciąga i ma szansę się nastawić, wyprostować. To tak jak w jodze. Na każdych zajęciach wyciągamy się, prostujemy, wydłużamy (odkąd ćwiczę jogę nie mam problemów z kręgosłupem :)Przypadek? Nie!).

W terenie, na otwartej przestrzeni, łące, gdy tylko jeździec na to pozwoli, koń może gnać tak jak chce UWALNIAJĄC wszelkie napięcia w ciele. Chodzi o to, by koń nie był ograniczany przez jeźdźca, by galop nie był zebrany, przytrzymany, ale WYDŁUŻONY. Ciało się mocno rozgrzewa, wszystkie mięśnie, ścięgna, zaczynają pracować. Koń biegnie naturalnie, swobodnie, wszystko zaczyna pracować w ciele i ustawiać się. Kręgosłup wydłuża się, prostuje i wszystko co ma wskoczyć, wskakuje na swoje miejsce.

Na ujeżdżalni nie ma z reguły warunków do takiego galopu. Koń nie jest w stanie się rozpędzić, bo zaraz jest ściana. I zakręt…Tego na wprost – często, gęsto – jest po prostu mało. Poza tym, na ujeżdżalni, jeździec „trzyma” konia w galopie – chce mieć go pod kontrolą, ingeruje w to JAK koń galopuje. Szczęśliwe te konie, które oprócz ujeżdżalni chodzą w tereny!

Uwielbiam ten moment, gdy koń wydłuża się w galopie, rozpędza i gna!. Daję mu wtedy pełny luz na wodzach, odciążam jego grzbiet poprzez półsiad. Jadę tak jakby MNIE W OGÓLE NIE BYŁO. A on pode mną płynie…Cudne uczucie. Uwielbiam dawać tę wolność koniom.
Takie galopy to też kardio dla serca, dla całego układu krwionośnego i naprawdę głęboki ODDECH dla konia.

Niedzielny, czerwcowy teren w Nawojowej Górze był naprawdę rewelacyjny. Nie tylko przez wydłużone galopy na „Krowich łąkach” ale i przez galopy w dół, galopy w zakrętach, skoki przez kłody. Konie w tej stajni nie mają problemu z równowagą. Jak pisze Janet L. Jones w „Mózgu konia, mózgu człowieka”: „…konie muszą się nauczyć, jak równoważyć ciężar jeźdźca na grzbiecie., utrzymywać stały rytm, poruszać się po liniach prostych, wyginać ciało na zakrętach. W pierwszych kilku miesiącach od zajeżdżenia trenerzy pomagają koniom w opanowaniu tych podstaw. Kiedy raz je opanują, same będą sobie z nimi radziły (samoniesienie). Jeźdźcy nie muszą przy każdym kroku dbać o to, gdzie koń stawia kończyny, co chwilę pilnować, by miał zaokrąglony grzbiet, ani równoważyć go w każdym zakręcie.”

Oczywiście takie galopy są tylko dla zaawansowanych jeźdźców, pewnych swoich umiejętności. Dla jeźdźców, którzy nie boją się oddać wodzy, wiedzą jak zatrzymać konia i ufają, że koń wie jak ma biec 🙂 To też sprawdzian na dosiad (utrzymanie się w siodle BEZ „LATANIA” po grzbiecie konia) i kondycję jeźdźca.

Powrót z „Krowich łąk (Julia z Diamentem, ja na Perle. ” PS Kamizelki i kaski obowiązkowe!

No właśnie. A jak zatrzymać konia na otwartej przestrzeni? Na pewno nie zaciągając wodze! Na łące wprowadzamy konia NA KOŁO lekko zginając łeb i działając dosiadem (przechodzimy z półsiadu do coraz pełniejszego siadu obciążając grzbiet konia). Koń stopniowo traci prędkość. Bardzo żałuję, że nie wzięłam na ten teren kamerki – nagrałabym Wam właśnie takie bezpieczne i najbardziej przyjazne dla konia zatrzymanie. Julia jechała na najszybszym koniu (była na czele całego zastępu) i nie będąc pewna czy dobrze jedzie właśnie tak zatrzymała pędzącego Diamenta (gdzie nauczyłyśmy się zatrzymywać w ten sposób konie? Na szkoleniu JNBT – jest to w programie szkolenia L1. Chciałabym, by KAŻDA stajnia miała to w swoim programie nauki)

PS Na zdjęciu ja na Perle, Julia na Diamencie.

Diament i Julia
Ja i Perła

PS A tu wpis jak pomału dojrzewałam do cwałów na otwartej przestrzeni https://jazdakonnanaturalnie.pl/2018/08/17/tereny-te-swiadome-i-te-mniej/

A o 3 -dniowym rajdzie ze Stajni Śmiałka napiszę oddzielny post! Oj gnało się gnało! Ale już teraz zapraszam na video blog gdzie zobaczycie te piękne, wydłużone galopy na pustyni i w lasach Jury Krakowsko-Częstochowskiej Videoblog

PS II Jeśli marzysz o rajdach, to w stajni Nawojowa Góra możesz sprawdzić swoje umiejętności :). A potem możesz je potwierdzić na rajdzie w Stajni Śmiałka 🙂

Jeśli nie jesteś gotowy na takie galopy – nie martw się – są też tereny dla uczących się.

Ela Gródek

Draco i ja i treningi nie tylko skokowe :)

Już dawno miałam ochotę i potrzebę napisać o Draco. Stał się dla mnie wyjątkowy. Po roku wspólnej jazdy, czuję z nim szczególną więź i czuję w stosunku do niego ogromną wdzięczność  za te wszystkie jazdy/lekcje razem. Przed nami wakacyjna przerwa. Najwyższy czas, by napisać coś o Draco😊

Kto bywa na tym blogu ten wie, że skoki przez przeszkody nie są moją najulubieńszą formą spędzania czasu z koniem😊 Zdecydowanie wolę jazdy w terenie, pracę z ziemi, czy jazdę na kantarku na oklep. ALE doceniam treningi skokowe. Doceniam, bo mam to szczęście, że wraz z córką Julą (dla której skoki zdecydowanie stanowią wyżej w rankingu) możemy jeździć pod okiem bardzo dobrej istruktorki Basi w „Rancho Pcim”. Z każdej więc lekcji wynoszę ogromną radość i wielką naukę.

DRACO. Co w nim podziwiam? Za co tak bardzo doceniam?

Po pierwsze – Gdy przyjeżdżam na jazdę, Draco jest cudny już od pierwszych chwil w boksie. Jak wiesz, konie, które jeżdżą w rekreacji, czy sportowo pod różnymi jeźdźcami, nie mają łatwo. No dobra – bez ogródek – mają TRUDNO. W związku z tym już w boksie pokazują swoje niezadowolenie z kolejnej „wizyty” jeźdźca. Wiedzą, że pachnie to robotą i presją…Podziwiam Draco, że jest tak spokojny, taki kontaktowy w boksie. Bez żadnej spinki i nerwów daje się czyścić no i przytulać😊

Po drugie – Draco to koń, który chętnie jeździ, chętnie skacze. Tego konia NIGDY nie trzeba do niczego zachęcać. Chętnie stępuje, chętnie kłusuje, chętnie galopuje. Ma najszybszy, najbardziej „wyraźny” i najdynamiczniejszy kłus jaki kiedykolwiek widziałam. Co prawda jest to kłus, nie będę ukrywać, „wybijający” (niestety nie da się jeździć na Draco w pełnym siadzie. Raz spróbowałam kłusa bez strzemion i niestety skończyło się to plaśnięciem na ziemię☹), ale za to Draco ma cudny, wygodny galop. Galopuje równo, dostojnie, rytmicznie i zawsze z chęcią!

Ja i Draco po pięknie przejechanym parkurze 🙂

Po trzecie – to koń, który jest delikatny w pysku, delikatny „na kontakcie” – czuje i reaguje na wędzidło jasno i wyraźnie. Jeśli człowiek popełnia błędy – zbuntuje się i odmówi współpracy. RĘKA, która jest połączona z pyskiem Draco wędzidłem, musi być delikatna, miękka, spokojna. Ręka musi działać z wyczuciem, impulsem (nic na siłę!). Wszelkie „zaciąganie” wodzy, zbyt mocne ciągnięcie, powoduje skutek odwrotny od zamierzonego. Draco zamiast zwolnić, przyspiesza. Zamiast zatrzymać się, będzie rzucać głową i przeć naprzód.

Gdy drugi raz siedziałam na Draco i nieumiejętnie chciałam zwolnić jego tempo przez zbyt mocne działanie na wędzidło (byłam już w małej panice), Draco zaczął szarpać wodzą, rzucać głową, buntować się, przyspieszać tempo, gnać do przodu. Wtedy po raz pierwszy w moim życiu powiedziałam instruktorce „Przepraszam. Nie dam rady. Nie przejadę ani jednej więcej  przeszkody, nie jadę tego parkuru”. Moje emocje były już za wysokie, by próbować na nowo dogadywać się z koniem.

Pamiętaj! Gdy nasze emocje „pikują”, to emocje konia sięgają zenitu. Jeśli wiesz, że nie jesteś w stanie wyciszyć się w momencie, rozluźnić się – odpuść. Nie walcz, nie próbuj nic nikomu udowodnić. Koń patrzy na nas i komunikuje się z nami przede wszystkim przez PRYZMAT NASZEJ ENERGII, EMOCJI. Konia nie oszukasz. Gdy z podniesionym ciśnieniem i zaciśniętymi pośladkami próbujesz coś „naprawiać”, pamiętaj, że pogarszasz tylko sytuację.

Tak – miałam wtedy spięte pośladki i wiedziałam, że dla dobra konia lepiej odpuścić😊

Tak wiele koni jest, jak to się mówi, „twardych” w pysku. Ich delikatna tkanka (poprzez nieumiejętną jazdę jeźdźca i działanie na wędzidło) pogrubiła się, znieczuliła się. Tak wiele koni zobojętniało, nie chcą już „mówić” człowiekowi, że „za mocno”, że „nie tak”. Nie buntują się już ☹

Draco dalej nie wybacza. Pokazuje wyraźnie Człowiekowi, kiedy ten jest za mało delikatny, kiedy jego ręka za mało stabilna i wprawna.

Draco – buntuj się dalej i ucz następne tuziny jeźdźców delikatności i komunikacji!

My po skokach – Julia z Freudem i ja z Draco

Po czwarte – ten koń nie jeździ na pamięć. Są lekcje kiedy skaczemy wszystkie przeszkody bezbłędnie, miękko, pięknie. Przejeżdżamy cały parkur bez problemu. Ale są i lekcje kiedy Draco wyłamuje 3 razy pod rząd na jednej, niepozornej przeszkodzie. Od czego to zależy? ODE MNIE! To nie z Draco jest coś nie tak. To ja czasem jeżdżę dobrze, a czasem źle. On mnie tylko informuje grzecznie jak mi dzisiaj idzie😊Z Draco ćwiczę raz w tygodniu, lub rzadziej (gdy wypadają Święta, ferie, moje wyjazdy prywatne). Jeżdżę zatem rzadko, za mało, by naprawdę rozwinąć się w skokach.

Praca z Draco wymaga ode mnie skupienia, pracy nad rozluźnieniem. To ja często się SPINAM, WSTRZYMUJĘ ODDECH, TRACĘ RYTM czy RÓWNOWAGĘ. Draco na to reaguje. Uczy mnie tak wiele na każdej jeździe.

Po piąte – Draco mi wybacza. Ciągle…wybacza brak zdecydowania, brak podejmowania decyzji. Ile to razy „wyratował” mnie na przeszkodzie, podjął sam decyzję. Nie raz to ja „zostałam” za przeszkodą a on skoczył pierwszy, i nie raz ja „skoczyłam” pierwsza, a on po mnie. Czasem wygląda to naprawdę komicznie! Wyobraź sobie konia, który wybija się przed przeszkodą, skacze, i jeźdźca, który „skacze” za nim z kilku sekundowym opóźnieniem😉 Widok jak z kreskówki! Albo: jeździec już się wychyla, już skacze przez przeszkodę, a koń dopiero się wybija. W efekcie jeździec ląduje po przeszkodzie na szyi konia. Tak…to ja i taka sytuacja…

Draco – dziękuję za ten piękny rok razem

Nauka jazdy przez przeszkody wymaga wiedzy z zakresu psychologii i psychiki konia. Jeśli czujesz, że brakuje Ci wiedzy o naturze koni polecam przeczytać książkę „Jazda konna? Naturalnie! Co ten koń sobie myśli?” (więcej tu: O książce, Recenzje)

Ela Gródek

PS Więcej o naukach skoków przez przeszkody przeczytasz też tu Emocje i pewność siebie a nauka skakania…

Rajd Nielepice-Płazy (14-15 maja 2022)

14-15 maja ze Stajni Koni Huculskich w Nielepicach wyjechałam na 2-dniowy rajd do Płazów. Jest to „sztandarowy”, powtarzany co jakiś czas rajd w tej stajni, więc warto o nim napisać. Trasa przebiegała przez punkt widokowy na Dębowej Górze, Las Zwierzyniecki, miejscowość Nieporaz, a pierwszy dzień kończył się noclegiem w Stajni Pałacowej w Płazie. W drodze powrotnej (wracaliśmy nie tą samą trasą) odwiedziliśmy Zamek Tenczyn w Rudnie. Możesz sprawdzić, czy to rajd dla Ciebie, w Twoim klimacie.

Zacznę od mojego partnera w tym rajdzie – hucułka Pokera. Konia doświadczonego w rajdach, nad wyraz spokojnego 🙂

Trasę pokonywaliśmy głównie w stępie i kłusie ze względu na ukształtowanie terenu, no i oczywiście „rytm rajdowy” koni.

Było mnóstwo nierówności terenu (zejścia, wejścia), terenów bagnistych, pełno drzew po ścince, rowów, mini strumyków itp., itd. Naprawdę nie było kiedy się ponudzić! Trasa wśród lasów, soczystej zieleni, słońca (akurat pogoda dopisała – 23 stopni całe 2 dni 🙂 )

Czasem tylko czekała nas droga szutrowa, wybetonowany rów, czy tory kolejowe 🙂

To kocham w rajdach! RÓŻNORODNOŚĆ, naturalne i…nienaturalne (uczynione ręką człowieka) przeszkody do pokonania. Musisz się wtedy dogadać z koniem, musisz szukać najlepszej drogi, przekonać konia, że wspólnie damy radę przejść każdą przeszkodę. Ten rajd był w wielu miejscach „na przełaj”, bez wyznaczonych ścieżek, dróg. Niejednokrotnie musieliśmy cofnąć się, czy pojechać kawałek dalej szukając miejsca, gdzie konie mogły bezpiecznie przejść. Tak lubię najbardziej.

Wiele „trudniejszych” momentów nagrałam kamerką przyczepioną do kasku. W następnym poście podzielę się tym materiałem.

W środku dnia popas na pięknej zielonej łączce (kocham maj za to, że nie ma jeszcze ani komarów, ani muszek! Licz się z nimi już w czerwcu)

Hucułek Poker

Trasa kończyła się w Stajni Pałacowej w Płazie. Dla mnie to miejsce jest po prostu kultowe… Kiedyś była tu stajnia z prawdziwego zdarzenia. Właścicielem stajni był hrabia i ziemianin Adam Starzeński, urodzony w 1874 r. we Lwowie (zmarł w 1956 roku w Nairobi), patriota, wybitny botanik, zasłużony dla ochrony przyrody.

Przy stajni jest piękny pałac i park. Pałac na szczęście ocalał przed zniszczeniem – tylko i wyłącznie dlatego, że komuniści zmienili jego funkcję w dom dla ludzi psychicznie chorych.

Sama stajnia nie miała tyle szczęścia. Jej właściciele zmieniali się i nie inwestowali w budynki, obejście. Ale oczami wyobraźni można zobaczyć jak wyglądało to miejsce kiedyś. Uwielbiam stajnie w takim układzie – brama wjazdowa na dziedziniec w kształcie kwadratu. Teraz stajnia jest pod opieką Karoliny. Obiecała, że gdy znajdzie chwilę czasu to napisze coś o historii Stajni Pałacowej oraz o tym co robi teraz (i co już zrobiła), by ratować to miejsce.

Po napojeniu koni odprowadziliśmy je na pastwisko (miejsca tutaj nie brakuje!)

Poker wyczuł coś w powietrzu 🙂

Sami zaś udaliśmy się na kolację na świeżym powietrzu pod stajenną wiatą. Zobaczcie jaki cudowny klimat stworzyła tu Karolina.

Ozi – pies rajdowy 🙂
A po zmroku ognisko

Nocleg w Stajni Pałacowej jest możliwy na strychu zaadaptowanym na pokój dla przybyszy lub w namiocie. Ja wybrałam wersję strychu. Zachwyciłam się tym klimatem

Widok z okna ze strychu

To miejsce nie jest ocieplane, więc panuje tu prawie taka temperatura jak na zewnątrz. Późną jesienią czy wczesną wiosną trzeba zatem o tym pamiętać. W lato mogą pojawić się tu komary (między deskami są prześwity). Wtedy wolałabym spać w zamkniętym namiocie na dziedzińcu lub wziąć moskitierę. Raz już wybrałam się w lipcu na rajd z komarami. Szczelny namiot nas uratował (o tym rajdzie przeczytasz tutaj: Rajd z komarami w plażową pogodę 🙂 Porady rajdowe )

Karolina stara się pozyskać środki, by wyremontować ten strych (przede wszystkim najpierw zadaszyć porządnie) oraz stworzyć milszy klimat w jadalni na dole. Przy pięknej pogodzie, temu miejscu niewiele brakuje. Jest cisza, spokój, zieleń dookoła. Ptaki śpiewają, jest miejsce, by posiedzieć na zewnątrz, zapalić ognisko wieczorem, a rano zjeść śniadanie w promieniach słońca i wypić kawę na sofie 🙂

No! Rozgadałam się a tu już trzeba siodłać konie i rozpocząć drugi dzień rajdu. Tym razem popas był w Zamku Tenczyn w Rudnie.

Miejsce magiczne! Była pogoda, było pięknie, nikt z rajdowiczów nie spieszył się, więc zostaliśmy tu na 2 godziny. Postanowiłam wykorzystać okazję o zwiedzić zamek w środku z przewodnikiem. Bardzo polecam!

Leżąc na trawie zastanawiałam się, który zamek piękniejszy ten czy Zamek Czocha? (video z rajdu w Izery oglądniecie tutaj: Videoblog)

A po popasie droga powrotna do Nielepic.

I…wyjątkowa strawa dla zmęczonych rajdowców przygotowana przez właściciela Andrzeja Mikołajewicza – marokański TADŻIN. Nie mogło być lepszego zakończenia 🙂

Macie pytania? Piszcie! I Czekajcie na filmiki z wyprawy.

A tymczasem żegnam Was z Ozim. Do zobaczenia na końskich szlakach!

Ela Gródek

Jazda na różnych koniach w różnych stajniach

27 kwietnia na facebooku napisałam: „Niestety 2-dniowy rajd na wschodzie Polski, w zeszły weekend, został przełożony 🙁 Na szczęście zawsze można liczyć na Zaczarowane Wzgórze i nie rezygnować z „końskich” planów (doceniam!♥️).Tym razem moim partnerem w kilku godzinnym terenie był Bruno – młody koń zajeżdżony na jesieni. Jazda na młodym koniu zawsze wymaga od jeźdźca dużo więcej skupienia, uwagi, pewności siebie, umiejętności, niż przy koniach starych-terenowych-wygach 🙂 Co więcej – to duża odpowiedzialność. Przynajmniej ja tak to czuję. To WAŻNE, by koń nie zraził się do terenów, człowieka na początku swojej drogi pod siodłem.

Ćwiczyłam więc „miękką rękę”, pozwalałam na ciut więcej niż zazwyczaj- oby tylko nie doszło do niemiłych poszarpywań (do wędzidła też trzeba przywyknąć), zbyt mocnego działania wodzy. Nie musiało być perfekcyjnie, ważne, by było z jak najmniejszą presją – tak to czułam. Dużo działam dosiadem (by zwolnił, by zmienił chód) i BARDZO DUŻO CHWALIŁAM. Bruno to ambitny konik, którego naprawdę nie trzeba pchać do przodu. Idzie chętnie, z odwagą (tak na poważnie tylko raz się wystraszył – na szczęście uskok wysiedziałam🙂). Podziwiałam jego balans – mimo blotka i trudnych podejść.

Bardzo lubię jeździć w różnych stajniach, na różnych koniach. Jednego konia szybko „uczymy się na pamięć”. Gdy mamy do czynienia z różnymi rasami, temperamentami, różnym wiekiem, stopniem wyszkolenia konia, wtedy zabawa zaczyna się zaczynać 🙂 PS Bruno jeździ na wędzidle skórzanym opatentowanym przez Jerzy Krukowski & JK System – Jeździectwo holistyczne Szczęściarz!”

W tym wpisie postanowiłam rozszerzyć dwa tematy: temat pracy z młodym koniem i temat „uczenia się koni na pamięć”. Wiesz – nie lubię wypisywać się na facebooku (na fun pagu „jazda konna naturalnie” daję tylko zajawki). Tam wszystko „niknie”. Spada w przepaść, zostaje przykryte nowymi informacjami, ginie. A tu na blogu jest miejsce by temat rozwinąć tak, by jeździec wyniósł z niego jak najwięcej. I co wg mnie istotne – wszystko jest tu ułożone i łatwo dostępne. W lupkę wklepujesz interesujące Cię hasło i wyskakuje treść. Lub patrzysz sobie na spis treści i wchodzisz w interesujący Cię temat.

Wracając do tematu. Kiedyś napisałam wpis o tym jak zmieniłam stajnię i nagle… doszło do mnie, że nic nie umiem (możesz o tym przeczytać tu A jak jest z tymi hucułami?? Wydawało mi się, że tak mi dobrze idzie, że tyle już potrafię i nagle…otrzeźwienie. Zmieniając konie, zmieniając stajnie, jeżdżąc na różnych koniach w terenach, rajdach zdobywamy nowe umiejętności. UWIELBIAM TO! Oczywiście na samym początku nauki dobrze jest mieć jednego konika – żeby najpierw ogarnąć siebie! Ale gdy tylko poczujemy pewność i luz na jednym koniu, zalecam przesiąść się na drugiego, trzeciego, piątego konia. Nauka jazdy konnej nigdy się nie skończy – gwarantuję Ci to 🙂 Szkoda, że jeźdźcy tak często unikają jazd na „trudniejszych” koniach. Pamiętam ciągłe bitki w stajniach rekreacyjnej o tego „najlepszego konia” – konia Profesora, który – de fakto – wykonywał 80% roboty za jeźdźca. Musimy wybrać – albo po prostu miło spędzać czas, albo się czegoś uczyć.

Oczywiście co innego, gdy zaczynamy trenować sportowo lub gdy zależy nam na więzi z jednym koniem. Gdy trenujemy sportowo i celem, po jakimś czasie, staje się nie sama nauka jazdy konnej, skoków, ale puchar, podium, wtedy jazda na jednym koniu ma sens – szybciej prowadzi do sukcesu (sukcesu człowieka, nie konia 🙂 ). Ja osobiście nie mam takich celów – stąd ogromna radość w studiowaniu zachowań, temperamentów różnych rumaków. Cieszy mnie gdy muszę odkryć „dlaczego ten koń robi tak?”, „co zrobić, by lepiej się z nim dogadać?”, „a jak zareaguje na to?”, itp.

Takie oto pytania zadawałam sobie w niedzielę podczas jazdy na Brunie. Bruno na przykład, na powitanie, nie chciał mi podać nóg do czyszczenia. Tak twardo na nich stał, że zastanawiałam się „Co u licha! Czy ja nie umiem poprosić konia o podanie nogi??”. Pani Instruktor pomogła (wolałam poprosić o pomoc niż siłować się z Brunem!). Ale…już po naszej całodniowej wycieczce, Bruno chętnie podał mi nogę. Poznał mnie, zaufał, pozwolił. ŁAŁ!!! Super uczucie i ważna lekcja. Bruno niezbyt umiał ustać w miejscu. Wolał kręcić się, iść, robić coś, zamiast stać i czekać – to bardzo typowe dla młodych, niedawno zajeżdżonych koni (Bruno zaczął pracę pod siodłem pół roku temu – to stosunkowo niedawno). Jakie to podobne do zachowań dzieci! Pełnych energii i nieumiejących usiedzieć na jednym miejscu 🙂 Co w takiej sytuacji robić? Jak reagować? Zamiast upierać się przy dłuższym staniu, pozwalałam na chodzenie, a potem prosiłam o krótkie stanie i NAGRADZAŁAM za nie. Nie możemy wymagać od młodego konia tego czego wymagamy od starszego, doświadczonego!. Bruno też nie przyzwyczaił się jeszcze do końca do wędzidła. Wcześniej jeździł na kantarku. Wędzidło to ciągle dla niego nowość. Wyraźnie to widziałam w jego zachowaniu: a to potrząsał głową, a to wyciągał wodze, nie reagował na wędzidło tak jak wyćwiczony koń. Miękkie, oddające ręce to podstawa. Nie siłowałam się z nim, nie próbowałam „udowodnić swojej racji”. Gdzieś poprosiłam o więcej, gdzieś indziej popuściłam, by nie wywoływało to zbyt dużej presji. Młody koń mający złe doświadczenie z wędzidłem na początku swojej drogi to duże problemy w przyszłości.

Jak pisałam, podziwiałam Bruna za równowagę. Koń nie urodził się, by nosić człowieka na grzbiecie. Tak często o tym zapominamy. Koń musi się tego nauczyć! Człowiek bardzo zaburza równowagę konia, środek ciężkości. Koń uczy się tego jak to jest mieć człowieka na plecach, jak z nim iść, biegać, galopować. Jak schodzić z w dół po stromym, błotnistym, śliskim zboczu! Nie jeden leciwy koń mógłby mieć z tym problem!

Zobaczcie filmik jak Bruno sobie radził

Polecam Wam jazdę na różnych koniach. Przyglądajcie się im, przyglądajcie się SOBIE, SWOIM REAKCJOM. To jedno z najcudowniejszych rzeczy w jeździectwie 🙂

Ela Gródek

A poniżej jeszcze filmik z pięknego, wiosennego lasu.