Zapał młodego jeźdźca

Olga. Moja trzecia córa (7 lat). Na początku nie chciała jeździć konno. Konie ją przerażały. Ok. Nie ma sprawy. Jazda konna nie jest dla wszystkich. Chodziła ze mną czasem do stajni. Rozmawiała z daleka z Larmandem, z innymi końmi. Z dystansem. Dystans zmniejszał się. Zaczęła pomagać w czyszczeniu koni (najbardziej lubi czyścić kopyta) i pewnego dnia poprosiła o jazdę.

Od 2 miesięcy regularnie ćwiczy jazdę konną.  Zaczęłyśmy od jazd na lonży, bez siodła, na oklep. Na początku chodzi przede wszystkim o złapanie równowagi, „poczucie” konia, o kontakt z nim, oswojenie się z byciem na grzbiecie. Im mniej mamy do opanowania (strzemiona i wpadające tam nogi, wodze, prowadzenie itp.), tym lepiej. Wbrew pozorom, uwaga początkującego jeźdźca (zarówno dziecka jak i dorosłego!) nie jest podzielna. Sam fakt „bycia” na końskim grzbiecie, który się rusza, przyspiesza, zwalnia itp., pochłania niesamowicie dużo uwagi. Czasem instruktorzy o tym zapominają. Wydaje im się, że dziecko nie słucha (ich uwag, poleceń). Dziecko słucha, ale nie słyszy 🙂

Równocześnie wraz z praktyką weszła teoria – czyli wieczorne czytanie „Jazdy konnej naturalnie! Co ten koń sobie myśli?”- o koniu, jego instynktach, zachowaniach. Dla mnie to niesamowity moment. Książkę pisałam z myślą o Julii i Ali – a teraz czytam ją Oldze!

Po pewnym czasie, na ujeżdżalni, dodałam pracę w siodle – opanowanie strzemion i kłusa anglezowanego. Kłus anglezowany wcale nie jest taki prosty. Patrząc na Olgę,  zaśmiewałam się pod nosem! Olga- mały worek starający się wpaść w rytm konia. Jakie były moje pierwsze wrażenia z jazdy kłusem anglezowanym? Naprawdę było to aż tak trudne? 🙂

W siodle można ćwiczyć stójki i półsiady, dodawać skłony. To niezbędne ćwiczenia na równowagę. (więcej o ćwiczeniach na koniu przeczytasz w książce O książce). Zanim Olga dostanie w ręce wodze, z wędzidłem w pysku konia, musi popracować nad swoją równowagą, niestabilną ręką.

Ale przejdźmy do sedna. O czym chciałam Wam dzisiaj napisać? Olga, jak każde dziecko, po niedługim czasie, uznała, że ciągle robimy to samo. Chciała czegoś nowego! Od sióstr wiedziała, że one galopują. Już na drugiej lekcji chciała galopować 🙂 To brzmiało ekscytująco! Mając dość tłumaczeń, że jeszcze za wcześnie, że jeszcze nie jest gotowa, po jakimś czasie, pozwoliłam na krótki galop. I co? Teraz już nie prosi 🙂 Galop okazał się o wiele trudniejszy niż sobie wyobrażała. To naprawdę inna energia! Olga poczuła strach, poczuła brak kontroli, panowania. Dobrze znam ten strach.  Pokonywałam go stopniowo przez kawał mojego końskiego życia 🙂 Dobrze więc znam te uczucia i myśli.

Olga nie prosi już o galop i nie prosi też o samodzielną jazdę. Nie chce, bym odpięła lonżę (poczuła na własnej skórze również bryknięcie konia). Kupę czasu upłynie zanim będzie na to gotowa – gotowa nie fizycznie, ale  psychicznie. Jazda konna nie jest łatwa. Rodzicu – musisz o tym wiedzieć.  Gdybym sama tego etapu nie przeszła, nie wiedziałabym i nie dzieliłabym się tym z Tobą.

Na szczęście teraz wiem i nie będę niczego przyspieszać! A niech kłusuje jeszcze przez kilka lat!

PS Wspaniałym urozmaiceniem lekcji są elementy woltyżerki. Zadziornie zawsze pytam Olgę „Olga to jak? Galopujemy?” A ona na to „A może już woltyżerka?”. Ze śmiechem na ustach ściągamy siodło i przechodzimy do najfajniejszej części w treningu z koniem 🙂

 

Kto nie lubi jazdy do tyłu?

Lub „martwego Indianina”?

Na zdjęciach Felicja ze „Stajni na Zielonej”. Najcudowniejszy kucyk na ziemi!