Koń płoszący się w terenie. Jak przygotować konia do pracy w terenie? (część I)

Do napisania tego postu zaprosiłam Marzenę Niewęgłowską. Marzena jest, według mnie, niekwestionowaną specjalistką w przygotowywaniu koni do pracy w terenie (i nie tylko 🙂 Od wielu lat pracuje na Zaczarowanym Wzgórzu (okolice Krakowa – Czasław), gdzie prawie wszystkie konie chodzą w teren, a jest ich tam około 50… 25 koni sama prowadziła, uczyła od samego początku. Oznacza to ogrom doświadczenia i pracy.

Zapraszam!

„Zapewne ilu trenerów tyle sposobów na płochliwego konia. Opiszę mój sposób, który sprawdził mi się na wielu różnych koniach, zarówno tych niskoenergetycznych miśkach jak i na wysoko reaktywnych torpedach.

ZASADĄ nr 1!!! zawsze jest zbudowanie relacji z koniem, których bazą jest obopólne zaufanie, szacunek i nastawienie na współpracę. Jest to najtrudniejsza praca, bo głównie nad naszymi własnymi emocjami, cierpliwością i konsekwencją. Musimy pamiętać, że łagodność i cierpliwość to nie bezradność!!!. Natomiast stanowczość i konsekwencja to nie brutalność!!! Celowo nie piszę tu o DOMINACJI, bo tak naprawdę, mniej czy bardziej świadomie, dominujemy konie często (żeby nie powiedzieć, że ciągle) choćby tylko przez podnoszenie nóg do czyszczenia, przestawianie zwierzaka, nadawanie mu kierunku czy tempa chodu.

Zaufanie obustronne czyli jakie?? Jeśli koń jest w naszej obecności spokojny, rozluźniony, ciekawski, pozwala się dotykać bez odruchu uchylania się, czy otrzepywania, to możemy uznać że jest to zwierzak ufny w stosunku do człowieka – do nas. A my?? Jeśli odczuwamy strach, czy obawę (jeśli chodzi zarówno o konia jako o wielkie zwierzę jak i o sytuację, która może się wydarzyć) – to koń to oczywiście wyczuje i też zacznie się obawiać, denerwować, szukać strachów więc i my będziemy się jeszcze bardziej bać – błędne koło będzie się napędzać.

Bardzo często jest tak, że mamy obopólne zaufanie, ale szacunku brak. Koń szpera nam po kieszeniach, popycha, potrąca, czasem postraszy zębami, czy kopytem. Traktuje nas jak osobnika podrzędnej kategorii. Jeśli stanowczo, cierpliwie i konsekwentnie pokażemy koniowi swoją energią, mową ciała, gestem, że nam się to nie podoba – uzyskamy szacunek konia, a to jest kolejny krok do bezpiecznej relacji.

Aby rozwijać i umacniać te relacje czas na ZASADĘ nr 2!!!  A jest to praca z ziemi. Skupianie konia na ćwiczeniach to podstawa. Każde ćwiczenie próbujemy zrobić 2-3 razy na każdą stronę. Jeśli nie wychodzi to znaczy, że koń nie rozumie o co nam chodzi, lub że ćwiczenie jest zbyt trudne dla zwierzęcia (koń nie jest jeszcze mentalnie i/lub fizycznie wystarczająco gotowy). Zmniejszamy więc poziom trudności. Na przykład: chcemy przejść z koniem slalom składający się z 5 pachołków ustawionych co 3m. Koń się nie mieści, potrąca pachołki, omija je. Zmniejszmy stopień trudności, ustawmy zatem 3 pachołki co 5m. Gdy przejdziemy tę przeszkodę bezbłędnie w obu kierunkach, dodajmy czwarty pachołek i zmniejszmy odległości o 1m. Gdy i to ćwiczenie nie sprawi trudności to dodajmy kolejny, pięty pachołek, a odległości zmniejszmy o 0,5m. Po poprawnym pokonaniu i tego ustawienia, znowu zmniejszmy odległości o kolejne 0,5m, czyli będziemy mieli 5 pachołków ustawionych co 3m. W ten sposób osiągniemy cel pierwotny bez frustracji zarówno konia jak i naszej. Pamiętajmy aby konia CHWALIĆ!!! Choćby za próbę pokonania danej przeszkody.

Co dzięki temu uzyskamy?? Ano to, że koń będzie się upewniał w tym, że przy nas jest bezpiecznie, łatwiej pokonywać wymagające ćwiczenia, że pozwalamy mu być koniem niedoskonałym i prowadzimy go do doskonałości.

Ćwiczenia wspomagające uważność na nas to np. praca na kołach (nie chodzi o ganianie konia w kółko wokół nas), drągach, cavaletti. Wzmacniają one  dobre relacje, bo przez nie pilnujemy też dystansu naciskając w razie potrzeby na szyję w okolicy 4-5 kręgu lub na łopatkę. Ćwiczeń tego rodzaju jest mnóstwo – inspiracje można zaczerpnąć  choćby z  Dual-Aktivierung Polska proponowane przez Paulinę Ferdek lub  W poszukiwaniu harmonii i równowagi  promowane przez Elę Prykę. Jest to doskonała praca zarówno nad ciałem jak i umysłem konia.

Kolejna ZASADA nr 3!!! to jest odczulanie na różne bodźce, o czym więcej napisałam w artykule HABITUACJA « Na koń (hejnakon.pl). Dzięki habituacji konie obdarzają nas większym zaufaniem, nabierają pewności siebie, stają się bardziej opanowane, odważniejsze, mniej płochliwe w zetknięciu z nieznanym.

Następnym krokiem są spacery z koniem w ręku poza rejon stajni np. do lasu (jeśli takowy mamy gdzieś w pobliżu). Oczywiście nie są to spacery polegające na prowadzeniu konia i tyle… Prowadzimy robiąc przy okazji różne ćwiczenia, aby zająć konia, skupiać go na sobie, by oczekiwał co dalej… Mogą to być np. ustępowania, przestawiania konia z jednej strony na drugą, ósemki przed nami ( cały czas w stępie), zatrzymania, cofnięcia, ruszanie kłusem i zatrzymania, przechodzenie przez skarpy, rowy, chodzenie pomiędzy drzewami, przechodzenie przez strumyki, obok pojazdów (zarówno stojących jak i jadących), a w międzyczasie krótkie popasy jako nagroda. To wszystko dodaje koniowi pewności siebie, wzmacnia nasze obopólne zaufanie, uczy konia skupiać się na zadaniach.

Nadszedł czas na kolejny krok, czyli wyjazd w teren. Najlepiej i najbezpieczniej (nigdy nie promuje samotnych wyjazdów w teren) jest pojechać w teren w towarzystwie innego konia, jednak staramy się być parą prowadzącą. Gdy tak się dzieje musimy pamiętać, by konia chwalić za to że prowadzi, że przeszedł samodzielnie przez jakąś przeszkodę. A chwalimy głaszcząc po kłębie i okolicy łopatki oraz głosem. Mogą zdarzyć się sytuacje, że będzie coś strasznego, np. powalone drzewo z korzeniami, czy strumyk i nasz wierzchowiec będzie się boczył, cofał, prychał. Jeśli nasze, łagodne perswazje nie pomogą pokonać strachu przed straszydłem, to koń towarzyszący ma wtedy za zadanie przejść i przeprowadzić nas przez to miejsce, po czym wychodzimy na prowadzenie i jedziemy dalej. Na pierwszej przejażdżce raczej poruszamy się po terenie znanym koniowi ze spacerów w ręku i staramy się, by czas spędzony poza stajnią trwał nie dłużej jak ok 1godzinę , na kolejnych przejażdżkach powiększamy teren i czas. Pamiętajmy jednak, by nie nakręcać się przed jazdą w stylu ,,a co będzie jeśli…” Bądźmy tak jak koń TU I TERAZ, cieszmy się, miejmy FUN z bycia z koniem, dbajmy o to, by i koń miał FUN z bycia z nami. Wrażenia i przeżycia wówczas są nie do przecenienia :)”

Marzena Niewęgłowska

W lutym zapraszam na część II – rozwinięcie tematu. Co gdy koń panikuje? Płoszy się dalej w terenie? Trochę więcej na temat. Zapraszam!

Ela Gródek

Marzena Niewęgłowska we własnej osobie 🙂

Jeszcze kilka zdań o Marzenie: Marzena pracowała wiele lat przy zajeżdżaniu dzikich koni, prowadziła własny Ośrodek Jeździecki, Wygrała I Ogólnopolskie Zawody w Jeździe Bez Ogłowia o Puchar Bałtyku w konkurencji trail (przygotowywała się tylko 2 miesiące!!), szkoli konie metodami naturalnymi (do pracy bez wędzidła, na cordeo!), zajeżdża konie, trenuje jeźdźców, przygotowuje do zawodów na cordeo (i to z sukcesami!) 🙂

Mateusz Draus i trenerka Marzena po wygranych zawodach w jeździe bez ogłowia.

„Ruszająca się” hala i rozładowywanie narastającego napięcia u koni

Był piękny grudniowy dzień. Jak co tydzień pojechałam na trening jazdy konnej. Krajobraz był nieziemski – wszędzie biało. Zima w pełni. Kocham taką pogodę! Jazdę mieliśmy na hali. Nic nie zapowiadało „niespodzianki”. W drodze na halę poczułam wzmagający się wiatr. Podwiewana co i raz derka konia i rosnące jego emocje były zapowiedzią przyszłych wydarzeń.

Już przy rozstępowywaniu zaczęło być „wesoło”. Pewna część hali (ta najdalej w rogu) stała się niezmiernie straszna. Wiejący wiatr poruszał naciągniętą plandekę na dachu, zsuwał z niej śnieg, robiąc kupę hałasu. W oczach koni hala „ruszała się” i „grzmiała”. Pomyślałam „będzie się działo…”. I jak wiesz – to o czym pomyślisz przy koniu – ziści się. Niniejszym zdradzam Ci prawo numer jeden…”Nie mów (i nie myśl) przy koniu o tym czego się obawiasz, bo to się spełni”. 🙂

Konie były wyraźnie zaniepokojone i unikały najdalszej części hali jak ognia. Odmawiały przejścia. Zawracały. Najlepsza metodą było pójście za najodważniejszym koniem – Jawą. Jakoś za jej tyłkiem szło. Ale gdy tylko brakło przewodnika hala w najdalszym krańcu straszyła niemiłosiernie. Już w stępie było widać napięcie koni objawiające się nierównym tempem, zrywanie się z lekka do kłusa. Gdy nadszedł czas na kłus, zrywanie się do galopu stało się normą. A gdy doszło do galopów, pojawiły się bardziej niekontrolowane zachowania: bryki, baranki, gnanie z całej siły, wykopywanie z zadu. Naprawdę konie były nie do poznania. Na co dzień spokojne, słuchające jeźdźca, teraz jasno pokazujące swoją drugą naturę. Na szczęście wszyscy jeźdźcy byli bardzo doświadczeni. Każdy uspokajał konie, nikt nie spadł, rodeo i wykopy zostały wysiedziane😊 Nie mogłam się nadziwić tym „pokazom”.

Przy okazji tego wydarzenia powiem o dwóch kolejnych prawach rządzących w świecie koni. Drugie prawo brzmi: STADO ZARAŻA. I to bardzo…To było jak domino. Wszystko szło gładko dopóki jeden koń się nie spłoszył. Następne konie – jak w dominie – płoszyły się jeden za drugim, wpadając w galopy i bryki. Stadność to podstawa przeżycia koni. Wzajemne alarmowanie się w stadzie o niebezpieczeństwie i wspólna ucieczka, to sposób na obronę. Koń wyczuwa najmniejsze emocje innego konia (i człowieka też). Gdy jeden koń rzuca się do ucieczki, inne konie nie zadają sobie pytania „czy warto biec? Czy jest powód?”, tylko rzucają się do biegu, a potem zdają sobie pytanie „czy warto było?”. (więcej o stadności przeczytasz tu: Koń to stworzenie stadne, Instynkt „uciekam!”)

Trzecie prawo brzmi: napięcie, stres kumulują się u koni. Im wyższa energia tym większy „wybuch”, uwolnienie emocji. Gdy idziemy w stępie – na niskiej energii – koń da się łatwiej opanować. Gdy jedziemy kłusem – jeszcze nie jest źle. Ale w galopie…uuuuu. Wyższej energii towarzyszą większe emocje, większe ich uwalnianie. Mamy też do czynienia z kumulacją. Emocje u konie nie opadają szybko. OPADAJĄ BARDZO WOLNO w porównaniu np. do człowieka. Konia o wiele trudniej odstresować niż człowieka! Gdy podczas jednej lekcji wydarzy się kilka stresujących „akcji”, na następnej kolejne, emocje, stres kumuluje się i na końcu „wybuchną” ze zdwojoną siłą.

W tym dniu nie przejechałam parkuru z Sisi. Byłam bardzo z nas zadowolona, że udało nam się przeskoczyć jedną przeszkodę. I to tylko dlatego, że wyczułam, że tę akurat damy radę (inne nie wchodziły w grę). Skoki same w sobie są emocjami! Widziałam po Sisi (na której zresztą jechałam pierwszy raz), że miała dość, że skoki mogłyby wywołać już nie strach…ale panikę. Widziałam po sobie, że bryki, galopy, wykopy skumulowały się także w moich emocjach. Nie mając z Sisi żadnych relacji (jechałam na niej pierwszy raz), nie wiedząc na co ją stać, nie serwowałam ani jej ani sobie nowych emocji.

Obserwuj emocje konia. Obserwuj NARASTAJĄCE emocje. Zdawaj sobie sprawę z wymagań stawianych koniom w zmieniających się warunkach. Odpuszczaj.

Ela Gródek

PS Nie mam zdjęcia ani rzucających się do galopów koni, ani rodeo, ani wykopów z zadu 🙁 . Za to mam kilka fotek z grudnia, z tej pięknej, białej zimy, z cudownego terenu ze Stajni Nawojowa Góra.

Wspinaczka pod Zamkiem w Rudnie
DCIM102GOPROGOPR7316.JPG

Znaczenie prawidłowo dopiętego popręgu

Inspiracją do napisania tego wpisu było samo życie…

Zresztą większość wpisów na tym blogu powstało po konkretnej sytuacji, obserwacji, wydarzeniu z koniem w roli głównej. Jestem praktykiem i lubię mówić o teorii w oparciu o praktykę, przez przykłady.

Zatem wracając do sytuacji w stajni. Miałam wyczyścić i osiodłać konia przed jazdą. Gdy chciałam wyczyścić brzuch, okazało się, że koń ma ranę w miejscu, gdzie podpina się popręg. Nie wyglądało to ładnie. Zrobiło mi się naprawdę przykro. Wyobraziłam sobie jak powstaje ta rana, jaki ból i pieczenie temu towarzyszy….Oczywiście jazda nie była możliwa w takiej sytuacji.

SKĄD i JAK mogło dość do rany pod popręgiem? Co zrobił źle poprzedni jeździec, że na skórze konia zrobiła się rana? JAK poprawnie zapinać popręg, by taka sytuacja nie zdarzała się?

Pisałam już nie raz o ogromnym znaczeniu dopasowanych siodeł. Niedopasowane siodło to nie tylko widoczne na skórze rany, czy przebarwienia sierści (martwica skóry w miejscu niedopasowania – zdjęcie poniżej), blokady i usztywnienia konia w czasie jazdy, ale przede wszystkim BÓL konia – cichy, w milczeniu – lub „wypowiadany” na głos w postaci „złego” zachowania.  Więcej znaczeniu dopasowanych siodeł przeczytacie tu Dopasowanie siodła a Twoja jazda konna – część I. Po sytuacji w stajni przyszedł czas na kilka zdań o popręgach.

Źle zapięty popręg (lub źle wyczyszczona sierść pod popręgiem!) to TEŻ BÓL, DYSKOMFORT KONIA. I ponownie – ten ból może być okazywany w „złym zachowaniu” lub może być przemilczany.

Jak podpinać popręg? Co jest ważne?

  • Popręg powinien być podpięty w odległości dłoni od nogi konia. Widać to na zdjęciu poniżej. Popręg nie może leżeć przy nodze konia. Gdy tak jest popręg ogranicza ruch nogi – ociera o nogę, przeszkadza. Jest to też sygnał, że SIODŁO JEST ZA BARDZO Z PRZODU i ogranicza łopatkę. Siodło nie może zachodzić na łopatkę. Popręg nie może dotykać nogi. Czasem budowa konia, a konkretnie jego okrągły brzuch, sprawia , że popręg „spływa” do przodu – czyli tam, gdzie koń jest najwęższy. Siodłając „okrągłęgo” konia, zwróć na to szczególną uwagę.
  • Popręg nie może być zbyt mocno dociągnięty. Usłyszałam to z ust tak wielu trenerów końskich, autorytetów w świecie końskim, że po prostu w to uwierz. Przeciętny jeździec ma skłonność do zbyt mocnego podpinania popręgu!. Wyobraź sobie, by Ciebie ktoś tak ścisnął w klatce piersiowej, że ledwo oddychasz i potem kazał Ci biegać.

Jak sprawdzić czy popręg jest dobrze dopięty? Nie za mocno, nie za słabo.

Dopnij popręg tak jak uważasz, że jest poprawnie, a potem – popuść jedną dziurkę. To najprostsza metoda 😊

A bardziej profesjonalna – sprawdź, czy popręg dobrze przylega NIE Z BOKU KONIA, ale między nogami konia! Stań przed koniem i wsadź rękę z przodu, między nogi konia, między popręg a ciało. Twoja ręka powinna móc wsunąć się bez problemu między popręg a skórę konia. Z drugiej zaś strony, nie może być tu luzu.

Jakie jest w ogóle zadanie popręgu? Utrzymać siodło na swoim, poprawnym miejscu w czasie jazdy, nie dopuścić do przysuwania się siodła.  Ale przy JEDNOCZEŚNYM NIEKRĘPOWANIU RUCHU KONIA (I SKÓRY POD POPRĘGIEM), NIEKRĘPOWANIU ROZSZERZANIA SIĘ KLATKI PIERSIOWEJ, NIE BLOKOWANIA ODDECHU,.

Generalnie konie, które są szczuplejsze i mają nie okrągłą budowę można podpinać luźniej. Na ich grzbietach bowiem, siodło bardziej osadza się. Konie okrągłe, z brzuszkami, z bardziej płaskimi grzbietami musimy podpinać trochę mocniej. Dlaczego? Bo na „okrąglaczkach” siodło o wiele łatwiej przesuwa się na boki (dobrze dopasowane siodło do „okrąglaczka” jest bardziej płaskie). Byłam świadkiem sceny (dwukrotnie), gdy to siodło przesunęło się wraz z jeźdźcem w bok, jeździec spadł, a siodło znalazło się pod brzuchem konia…Nie chciałbyś widzieć w jakiej panice był koń.

  • Gdy już dopniesz popręg, podnieś przednie nogi konia do góry: raz prawą, raz lewą (zdjęcie poniżej). Pozwoli to na WYCIĄGNIĘCIE SKÓRY KONIA. Niektóre konie mają grubszą skórę pod popręgiem, niektóre natomiast mają delikatniejszą, cieńszą, z tendencją do „zwijania” się w fałdki. Taki koń jest najbardziej narażony na „przyszczypywania” skóry pod popręgiem, czy w konsekwencji, powstawanie ran.
  • Gdy już znajdziesz się w siodle, gdy „rozmościsz” się (jak ja to lubię mówić) w siodle, gdy rozstępujesz konia, przejdź do sprawdzenia, czy nie pojawiły się luzy na popręgu. Skąd mogą pojawić się luzy? Niektóre konie mają tendencję do spuszczania powietrza, gdy zaczyna się jazda. Innym razem siodło, pod wpływem ciężaru, jeźdźca wgniata się w podkładkę, gąbkę, futerko. To moment na dociągnięciem o dziurkę popręgu (gdy jest to konieczne).

I jeszcze 2 słowa o samych popręgach. Sztuczne popręgi (zrobione z nienaturalnych materiałów) na gumach są „ok” do niedługiej jazdy. Z rozmów ze stajniami rajdowymi wynika, że sznurkowe, bawełniane popręgi sprawdzają się najlepiej w długie trasy. Koń nie odparzy się. Naturalny materiał przepuszcza powietrze, skóra „oddycha”.

Wracając do Magnata, którego zaczęłam czyścić. Magnat ma delikatną skórę, cienką, z tendencją do „zwijania się”. Najprawdopodobniej jeździec zapiął za mocno popręg, nie „wyciągnął” skóry unosząc przednie nogi konia, a do tego sierść nie była dobrze wyczyszczona. Gdy Magnat ruszył do galopu i „pociągnął” w ruchu skórę, skóra została pod popręgiem i rozerwała się. Nagły ruch przytrzymanej skóry spowodował rozerwanie jej. Mogło być też tak, że Magnat miał już wcześniej małą rankę (spowodowaną tym samym). Ranka zamieniła się w strupek. Popręg zerwał strupek z „unieruchomionej” skóry.

Jeszcze słowo o dokładnym czyszczeniu. Jeśli w sierści zostaną choćby małe odrobinki piasku, które trą i trą i trą pod wpływem ruchu konia o skórę, to w końcu piasek „wytrze” ranę w skórze – nawet jeśli popręg był prawidłowo dociągnięty. Szczególnie teraz – zimą – gdy sierść jest grubsza, bardziej gęsta bardzo łatwo o niedoczyszczenie sierści.

Konie to niebywale wrażliwe, delikatne zwierzęta – zarówno psychicznie jak i fizycznie. Ich skóra jest unerwiona, czuje o wiele intensywniej niż nasza. Konie cierpią w milczeniu. Nie okazują bólu (okazują go, gdy są młode, ale lata życia z człowiekiem przytępiają je, uczą się, że nie warto się buntować, że lepiej przemilczeć). To na nas leży odpowiedzialność ZAUWAŻANIA bólu i dyskomfortu konia. To nasze oczy muszą nauczyć się patrzeć na konie inaczej…

Ela Gródek

Temat tabu? Obtarcia jeźdźca (w wiadomym miejscu :))

Jakiś czas temu obiecałam wpis o zatarciach, obtarciach jeźdźców w czasie jazdy konnej. Wywiązanie się z obietnicy trochę mi zajęło 🙁 Wybaczcie! Po drodze wpadały pilniejsze tematy do opisania.

Temat obtarć to temat trochę tabu. A szkoda, bo w kuluarach dowiedziałam się, że dotyczy prawie każdego. Nie wykluczając mnie (w przeszłości – odpukać) 😊

Zatem – jak dochodzi do obtarć naszych „4 liter” oraz jak ich uniknąć?

Zaznaczę, że nie jestem specjalistą w tym temacie, ale podzielę się z Wami tym co wiem z „wywiadów” z innymi jeźdźcami i z własnego doświadczenia 😊

O tym, że jest to problem powszechny, dowiedziałam się podczas rajdów konnych. Co i raz słyszałam jęk jakiegoś jeźdźca. Potem dowiadywałam się, że przyczyną owych jęków były właśnie obtarcia (dzięki Bogu mnie obtarcia podczas rajdów ominęły).

Kto obciera sobie tyłek? (a dokładniej miejsce między pośladkami lub krocze). Najczęściej początkujący jeźdźcy (brak dobrego dosiadu), a jeszcze częściej początkujący jeżdżący na oklep. Ale problem nie omija i tych z dłuższym stażem na końskim grzbiecie.

Obtarcia „ułatwia” dosiad tzw „fotelowy”. Zamiast siedzieć na 3 punktach w siodle (czy na oklep), jeździec siedzi na pośladkach, lekko odchylony do tyłu – jak na sofie. Poprawny dosiad, to taki dosiad, kiedy siedziby na kościach kulszowych i spojeniu łonowym – na 3 punktach. Jesteśmy w równowadze. Jak to opisała Sally Swift w „Harmonii jeźdźca i konia”: jeśli ktoś zabrałby nam konia spod tyłka, my zostalibyśmy na ziemi stojąc na lekko ugiętych nogach. Innymi słowy: nie polecielibyśmy do tyłu, gdyby fotel odjechał 😊

Jazda na oklep ułatwia obtarcia, bo nie mamy strzemion i cały czas jedziemy w pełnym dosiadzie. Jeśli nasze ciało lekko porusza się wraz z koniem i jesteśmy „przyklejeni” do konia – nie ma problemu. Jeśli natomiast poruszamy się momentami NIE razem z koniem, jeśli nasz ruch NIE podąża za ruchem konia (nasz ruch nie zawsze jest spójny z ruchem konia) siłą rzeczy obcieramy się. Tracąc równowagę nasze ciało porusza się w inną stronę niż koń.

Jak uniknąć obtarć w terenie/na rajdzie?

  1. Oczywiście ćwiczyć poprawny dosiad. Nie siedzieć pośladkami na koniu! Nie siedzieć „fotelowo”!
  2. Zmieniać często pozycje. Jeśli pracujesz nad dosiadem ale jesteś jeszcze daleko od ideału, zadbaj, by nie siedzieć długo w jednej pozycji. Czasem na rajdach są momenty długiego stępa, lub kłusa. Rób wtedy półsiady, rób stójki, wyjmuj nogi ze strzemion, wkładaj nogi w strzemiona, odchylaj się czasem lekko do przodu, potem do tyłu. Jednym słowem „odklejaj” tyłek od siodła ile się da 😊
  3. Posmaruj się sudokremem lub zastosuj puder do pupy dla dzieci. Podobno pomaga – nie miała potrzeby użycia ale z relacji wiem, że się sprawdza.
  4. Załóż spodenki kolarki z tzw „pieluchą” w kroku. Osobiście mam takie gatki rowerowe i zawsze zakładam gdy jeżdżę na oklep (szczególnie gdy koń jest kościsty i z wyraźnym kłębem). Możesz zabezpieczyć się tak i w czasie rajdu.
  5. Na siodło połóż „owcę”. Część stajni rajdowych ma takie skóry i daje je „w pakiecie” z koniem, ale część nie. Ja zainwestowałam w swoją. Taka skóra naprawdę zwiększa komfort jazdy (co to jest owca i jak wygląda – przeczytasz na przykład tu: Porady rajdowe – część IV (co gdy leje 6 godzin?) )

A co gdy niestety jest już za późno i tyłek obtarty? Posmaruj sudokremem albo popudruj. Można też przykleić plastry na obu półdupkach tak, aby skóra nie tarła o siebie. Nie sprawdziłam, nie miałam potrzeby, ale wyobrażam sobie, że pomoże 😊

Ela Gródek

PS Zdjęć obtarć nie mam 🙂 Wrzucam Wam zatem kilka fotek Julii i Ismeny z pracy na oklep.

Zatrzymanie pędzącego konia

Koniec sierpnia, początek września to czas ściernisk, czas na cwały i galopy na otwartej przestrzeni. Ten „sezon” trwa krótko. Potem pola zostają zaorane i znów trzeba czekać cały rok ☹ Na fanpage’u „Jazda konna naturalnie” na Facebooku 28 sierpnia oraz na vlogu wstawiłam kilka filmików z jazdy po ścierniskach, po których pojawiły się liczne komentarze i pytania. Widziałam w nich wiele obaw. Bo czy taka jazda jest bezpieczna dla człowieka? Czy ścierniska są w ogóle wskazane dla koni? Jak zatrzymać – w razie czego – konia? Bo przecież jak koń gna, to nie da rady go zatrzymać? Wprowadzić na koło? Itp. Itd.

Te komentarze zachęciły mnie do tego wpisu, do napisania więcej o ścierniskach, galopach, zatrzymaniach konia, bezpieczeństwie. Więcej – bo te tematy już pojawiały się na tym blogu. Ale chyba warto je rozwinąć…

Na początku kilka generalnych uwag i zasad, których ja się trzymam i które polecam 😊:

  1. Takie cwały nie są dla początkujących ani dla tych, którzy choć trochę ich się obawiają. Nie raz byłam świadkiem, jak w czasie galopów jeździec miał oczy jak denka od słoika i na pytanie instruktora: „Galopujemy dalej?” wyraźnie odpowiadał: „Nie, nie, dziękuję!!”. BAŁ SIĘ, ta sytuacja go przerosła. Nie był świadomy. Był kompletnie nieprzygotowany.

Nie tylko MUSISZ bardzo dobrze jeździć technicznie, by wybierać się na cwały, ale też NIE MOŻESZ SIĘ bać. Koń czuje Twój strach. Twoje emocje przenoszą się na konia i, niestety, udzielają mu się.

Są ludzie, którzy bardzo dobrze radzą sobie na ujeżdżalni, zdawałoby się, że są zaawansowani, ale na jazdę w terenie w ogóle nie są gotowi.

Jazdy w terenie TRZEBA SIĘ NAUCZYĆ, trzeba krok po kroku nabyć umiejętności. Na samym końcu tej nauki są ścierniska, a jeszcze dalej przeszkody w terenie (WKKW 😊)

2. Jeździj w sprawdzonych stajniach (na koniach, które są wytrenowane do jazdy terenowej i do jazdy na otwartych przestrzeniach) i na dobranych do SIEBIE koniach. Ja zaczynałam na najwolniejszych, najspokojniejszych koniach i stopniowo podejmowałam wyzwania, wybierając coraz to szybsze konie. WYRAŹNIE zgłaszałam to instruktorowi.

Czy konie na ściernisku są bezpieczne? Zostaw to do oceny stajni. Stajnie wiedzą, co robią (te z polecenia 😊).To są ich konie. Żaden właściciel nie zaryzykuje zdrowia konia.

3. Nie wsiadaj na konia, jeśli nie umiesz go zatrzymać. Nie wsiadaj na konia, który nie reaguje na Twoje polecenia z ziemi, potem z siodła w stój, w stępie, który nie wie, co to znaczy „ugnij łeb, oddaj mi łeb” czy „odangażuj zad”. To wszystko możesz sprawdzić PRZED cwałami. Sprowadzając konia z pastwiska, siodłając, stępując na ujeżdżalni przed wyjazdem w teren, możesz sprawdzić, czy koń reaguje na Twoje podstawowe prośby.

4. Nie wsiadaj na konia i nie jedź na ścierniska, jeśli nie umiesz odczytywać ruchów, reakcji, intencji konia, nie umiesz komunikować się z nim, nie masz pewności siebie, nie wiesz, jak prawidłowo reagować i uspokajać konia.

A teraz do rzeczy.

Trzeba odróżnić 2 sytuacje. Sytuacja A: koń gna, bo my chcemy z nim gnać i gnamy razem. Koń jest przygotowany do jazdy w terenie, reaguje na sygnały (jest tego nauczony). I B: gnamy, ALE TEGO NIE CHCIELIŚMY. Koń się spłoszył i gnamy wbrew naszej woli.

Sytuacja na filmikach to sytuacja A. Widzę otwartą przestrzeń, ustawiam się, daję znać do galopu. Galopujemy. Zatrzymanie takiego konia jest łatwe. Koń reaguje na polecenie jeźdźca. Oczywiście, nie rozpędzam się do tak szybkiego galopu, gdy mam mały odcinek przed sobą. Rozpędzam się, gdy widzę długą łąkę bez przeszkód (inaczej jadę w zebranym galopie). Koń gna i po 200-300 metrach sam wyhamowuje (bo ile można gnać z całym impetem?). Nie mam zamiaru zatrzymywać konia w momencie, gdy osiąga on granice swojej prędkości! Zatrzymuję go, gdy traci już prędkość. Wtedy dodanie dosiadu (siadam delikatnie w siodło, coraz głębiej, lekko odchylam się do tyłu) oraz lekkie ugięcie łba powodują, że koń zatrzymuje się (bo reaguje na sgnały!). Gdy koń nie jest SPŁOSZONY, gdy słucha jeźdźca, nie jest trudno wprowadzić go na koło i wyhamować. I to z całym poszanowaniem jego delikatnego pyska – BEZ CIĄGNIĘCIA WODZY (patrz WĘDZIDŁA).

Oczywiście, zawsze może zdarzyć się sytuacja, że zaczynamy gnać, a nagle dzieje się coś nie do przewidzenia. Nagle ktoś przed nami wywraca się, spod ziemi wyskakuje zając itp. (możesz puścić wodze wyobraźni, co jeszcze się może wydarzyć😊). Ale koń też to widzi i reaguje. Rzecz jasna, może zahamować gwałtownie, możemy spaść. No cóż – można mieć pecha. Ale dotyczy to wszystkich sportów i… generalnie życia. Jazda konna jest sportem ekstremalnym. To Twój wybór – jazda konna czy siedzenie na bezpiecznej sofie.

Wyciągnięty, długi galop na otwartej przestrzeni, w pełnym rozluźnieniu działa terapeutycznie na konie (przeczytaj o tym tu: Terapeutyczny galop). Nie odmawiajmy im tego! Trzymanie koni w boksach i jazda tylko na ujeżdżalni przyczynia się – wbrew pozorom – do większej ilości kontuzji, problemów psychicznych i narowów niż jazda po ścierniskach.

Sytuacja B.

Koń nas poniósł. NIE CHCESZ galopować, a galopujesz. Koń spłoszył się i nie ma z nim kontaktu, nie reaguje na Twoje sygnały. Próby „zaciągania” wodzy na pysku konia, oczywiście, nie działają! Próbujesz ugięć, stosujesz dosiad i to też nie działa. Co robisz? Masz 2 wyjścia:

  1. EWAKUACJA. Widzisz, że koń leci bez opamiętania, przed Tobą są przeszkody czy kończąca się droga etc. Ewakuujesz się, zeskakujesz. Tak, wiem – bycie sprawnym, wysportowanym i jeszcze po szkoleniu z bezpiecznego spadania z konia (patrz tu: Relacja ze szkolenia z bezpiecznego spadania z konia) pomaga 😊 Obym nigdy nie musiała tego stosować…

Myśląc o takich nieprzewidzianych sytuacjach, zawsze jeżdżę w kasku i w kamizelce ochronnej. I moje córki też.

2. Jazda w ROZLUŹNIENIU, opanowaniu, spokoju, aż koń wytraci prędkość. Widzisz przed sobą otwartą przestrzeń. Nie ma nic niebezpiecznego. Wtedy LUZUJESZ, a nie zaciągasz wodze, rozluźniasz, a nie zaciskasz kolana, ODDYCHASZ, a nie wstrzymujesz oddech – i jedziesz. Instynkt przetrwania koni nie pozwala im biec zbyt długo – najdłużej 500 m. Swoim rozluźnieniem dajesz sygnał, że wszystko jest w porządku, że nie ma czego się bać i czekasz, aż koń zatrzyma się sam (lub pod koniec z Twoją małą, delikatną pomocą).

Szarpanie się ze spanikowanym koniem nie przyniesie żadnego efektu.

Piszę o oddawaniu łba, o odangażowaniu zadu. Ile razy na ujeżdżalni, w swojej stajni, uczyłeś się uginania łba konia? Ile razy trenowałeś ugięcie łba konia z ziemi i z siodła? Ile razy w swojej stajni uczyłeś się wprowadzania konia na koło? W stępie, w kłusie, galopie? Jeśli nie wiesz, o czy mówię, to polecam książkę „Jazda konna? Naturalnie!” O książce oraz kurs JNBT level 1 (L1).( https://kursyjnbt.pl/). Możesz też skontaktować się ze mną – pomogę.

Nauka zatrzymywania konia (nie mam na myśli tylko uginania łba) to podstawa dalszej jazdy konnej. To podstawa BEZPIECZEŃSTWA.

Gdy zaczynałam moją pracę z Larmandem (Larmand i ja i rok 2020), jak myślisz – od czego zaczęłam? Larmand pięknie uginał łeb. DOSŁOWNIE LECIUTKI impuls na kantarku, wodzy powodował, że zginał łeb, czekając na pochwałę i nagrodę! Tego się można nauczyć, tego można nauczyć konia.

I można bezpiecznie cwałować po ścierniskach 🙂

Ela Gródek

PS Filmiki z cwałami, galopami ze ściernisk, z łąk, z plaż w Maroku obejrzysz na Videoblog

DCIM\102GOPRO\GOPR6829.JPG

PS Polecam Wam filmiki, szkolenia Feather Light Horsemanship – jest tam cudnie pokazana praca z ziemi a na niektórych filmikach właśnie nauka uginania łba – NAJPIERW Z ZIEMI, POTEM Z SIODŁA.

Jeśli interesuje Cię temat galopów, zatrzymań wpisz w lupkę te hasła a otrzymasz listę wpisów, gdzie te tematy poruszałam.