Wyprawa konna na Dżerbę (Tunezja) 11-14.10.25

Jak trafiłam na Dżerbę??? Oczywiście z polecenia. Jakoś tak…chyba nie przyszło by mi do głowy jechać na konie” do Tunezji…

“Znalazłam super stajnię! Jedziesz ze mną na Dżerbę?” – mówi Anet. I za 24 godziny miałam już bilety 🙂

Nie było się nad czym zastanawiać – loty tanie, stajnia prześwietlona, wizja 30 stopni w październiku kusząca.

Dżerba to mała wyspa (linia brzegowa ma około 125 km) w Tunezji nad Morzem Śródziemnym (ciepłym morzem 🙂 ) z pięknymi, szerokimi, piaszczystymi plażami. Ta wyspa, w 2023, została wpisana na światową listę UNESCO za to, że posiada „wyjątkową uniwersalną wartość”, jest znana z unikalnego dziedzictwa kulturowego, które odzwierciedla historię osadnictwa oraz symbolizuje pokojowe współistnienie różnych religii. 

Główne powody wpisania na listę UNESCO

  • Dziedzictwo kulturowe: UNESCO uznało wyspę za “wyjątkowe świadectwo unikalnego wzorca osadnictwa i niezwykłej ludzkiej adaptacji” do warunków środowiskowych. 
  • Współistnienie religii: Na wyspie znajdują się zabytki świadczące o współistnieniu różnych wyznań, w tym zabytkowe meczety, kościoły, a także synagoga El Ghriba, uznawana za jedną z najstarszych w Afryce Północnej. 
  • Architektura i urbanistyka: Na wyspie można znaleźć liczne przykłady unikalnej architektury, takiej jak np. skupiska domów houma oraz podziemne meczety. 

Moją pierwszą pasją (przed jeździectwem) były podróże i różnice kulturowe. Nic więc dziwnego, że Dżerba wydała mi się nad wyraz interesująca.

Ale wróćmy do jeździectwa. Po licznych doświadczeniach w rajdach konnych, zaczynam być coraz bardziej ostrożna w wyborze krajów i stajni na rajdy konne. Zebrana wiedza, obserwacje, zmusił mnie do zadawania coraz dogłębszych pytań stajniom, bo naprawdę nie życzę już sobie jazdy, ani na koniu za chudym, niedokarmionym (Gruzja), ani na koniu za młodym (Kapadocja), ani na koniu z beznadziejnym ogłowiem, wędzidłem (Gruzja). Naprawdę mogę i chcę wybierać takie miejsca, gdzie koń ma się dobrze.

Stajnia “Drzewo Oliwne” (“Zitouna Stables”) taka jest. Koń ma się tu dobrze.

Dlaczego? Konie (dodam tylko – że wszystkie to ogiery):

  • są w świetnej formie (nie są chude, są bardzo zadbane, ale i NIE PRZETUCZONE!!!),
  • nie są trzymane w boksach – mają poletka, gdzie mogą się swobodnie poruszać,
  • nie są izolowane – na poletkach stoją w 2-kach, 3-kach,
  • nie chodzą w upałach! Chodzą tylko, gdy temperatura jest umiarkowana,
  • mają świetny sprzęt (a nie z czasów Króla Ćwieczka, czy epoki kamienia łupanego :))
  • mają odpowiedni wiek, są odpowiednio przygotowane do rajdowania,
  • pracują z ziemi, mają fizjoterapeutę jeśli potrzeba,
  • są traktowane naprawdę jak członkowie rodziny

Wiem…jest to dziwne. W Tunezji takie standardy?. Zdradzę Ci sekret. Właścicielem stajni jest Holenderka (-(=Europejka)- Martine.

Jak możecie się domyśleć, nie każde konie na Dżerbie tak mają. Niestety – jak pisałam we wpisie z Kapadocji (Rajd konny w Kapadocji, Turcja 6-13 czerwca 2025) wiele koni w tej części Świata (dotyczy to też Tunezji) jest zajeżdżana w wieku 2-3 lat i od 3 roku życia już ciężko pracuje. Miałam okazję porozmawiać z Martine o tym problemie podczas rajdu.

Turystyka konna na Dżerbie jest bardzo popularna. Nawet bardziej niż przejażdżka na wielbłądzie. Na plażach codziennie oferowane są przejażdżki konne dla turystów. Koni na wyspie jest mnóstwo. I muszę przyznać, że wyglądają zadbanie i zachowują się bardzo spokojnie. I na pewno spacerek, czy lekki galop, z turystą na grzbiecie, nie robi im krzywdy. Tylko – niestety – wiem, że większość z nich pracuje od bardzo wczesnych lat i często zbyt długie godziny (jest to obciążające dla psychiki). Stąd warto dołożyć starań i poszukać miejsca godnego zaufania, gdzie koń i jego dobro jest na pierwszym miejscu.

Mnóstwo też koni z Dżerby bierze udziały w rajdach długodystansowych. Każdego poranka spotykaliśmy konie i jeźdźców trenujących na plażach.

Dżerba nie ma prywatnych plaż. To jest w niej piękne. Plaże blisko hoteli są zaludnione (aczkolwiek w październiku jest naprawdę luz, jest przyjemnie), ale wystarczy kilka “kroków” poza strefę hoteli i mamy przepiękne, puste plaże tylko dla siebie!

Ok – zatem do szczegółów. Jak jeździło się z Martine? Jakie były konie? Tereny?

Generalnie – ze względu na 30 stopni jeździliśmy albo 2,5-3 h rano, albo wieczorem. Zaczęliśmy od “wnętrza wyspy”, późnym południem, do zachodu słońca.

Oto Olgi pierwszy rumak.

…którego po pierwszym dniu zamieniła na Nassima i już do końca na nim została.

Ja też zaczęłam na koniu gniadym,

po czym jeździłam na kruczo czarnym – karym,

by skończyć na siwku 🙂

Konie na Dżerbie to araby, konie berberyjskie oraz ich mieszanki (więcej o tej rasie pisałam tu Konie arabsko-berberyjskie w Maroko). Są to konie energiczne, gorąco krwiste. Pierwszy koń wydał się Oldze za energiczny (stresowała się jeżdżąc na nim), więc na drugi dzień zmieniła na idealnie dopasowanego do niej, spokojniejszego Nassima. Ja z kolei zmieniłam swojego na bardziej wymagającego, z którym inna uczestniczka rajdu nie do końca sobie radziła. Był to koń wymagający bardzo miękkiej ręki (oddającej wodze) i spokoju. Przy odruchowo zaciąganej wodzy bardzo się niepokoił no i nawet… stanął dęba. Trzeciego dnia dostałam (jak już na karym Ragasie dobrze mi szło), araba czystej krwi El Blaili. Araba… po rajdach długodystansowych. Zarówno Ragas jak i El Blaili wymagali dużych umiejętności jeździeckich, by móc cieszyć się z jazdy konnej na nich, i jednocześnie nie stresować się. Są to konie które CHCĄ biec! Więc musisz umiejętnie nie dopuścić do poniesienia, do wyrwania się. U Martine jeździ się w galopie zebranym. Martine nie chce, by konie nauczyły się pędzić z pełną mocą podczas wyjazdów z turystami, bo… nie każdy turysta ma odpowiednie umiejętności, by na takim koniu pędzić i go potem zatrzymać. Ale galop zebrany – przy niektórych koniach (szczególnie mojej wyścigówce) wymagał pracy. Jak zobaczycie na filmiku – momentami gnałam na przodzie na siwku EL Blaili, ale NIE BYŁO TO JEGO 100% mocy! Naprawdę mógłby jeszcze szybciej 🙂

Martine dobiera konie do umiejętności jeźdźców. Nie tylko przeprowadza wywiad, ale również potem obserwuje, pyta, i w miarę potrzeby zmienia konie. Jeśli widzi, że sobie radzisz – podnosi stawkę 🙂 Lub ją obniża. Ale ilość koni spokojnych jest ograniczona warto więc przetestować swoje umiejętności najpierw w Polce

Zanim wybierzesz się na Dżerbę – pojeździj w rajdach w Polce, jedź na teren do Nawojowej Góry (to wg mnie najlepsza stajnia testowa – konie tu naprawdę mogą pędzić, nawet w zakrętach :))) i dopiero potem planuj przyjazd tutaj.

Konie u Martine to ogiery. Niesamowicie dobrze ułożone. Ale… dynamiczne, lubiące biegać! 🙂 I jak Ty nie podejmiesz decyzji, one mogą zrobić to za Ciebie.

Kilka zdjęć z pierwszego dnia – teren wewnątrz wyspy.

Jak możecie zauważyć, na wyspie dużo się buduje…Niestety nie są to dziewicze tereny. Wnętrze wyspy jest coraz bardziej zagarniane przez człowieka, otaczane wysokimi murami (bo przecież intymność najważniejsza!)…oraz hałdami śmieci (pozwoliłam sobie nie publikować tych obrazków).

Na szczęście da się dojrzeć trochę palm, piękny zachód słońca i lokalną roślinność 🙂

Drugi, trzeci dzień to były już tereny przy plaży – o wiele dziksze, mniej zanieczyszczone i zawładnięte przez człowieka.

Zitouna Stable oferuje noclegi. Więcej info oraz ceny znajdziesz na: https://djerbazitouna.com/

To wielki przywilej spać blisko koni, słyszeć ich dźwięki wieczorem, móc w każdej chwili do nich podejść, obserwować je. W nocy można obserwować gwiazdy i cieszyć się kompletną ciszą. Ja tym razem wybrałam wersję spania nad samym morzem w hotelu (byłam z nie jeżdżącymi konno mężem) – dojazd zajmował nam (z 13 letnią córką Olgą) 10 minut taksówką (koszt taxi to 6 zł 🙂

Zaletą na pewno była możliwość jogi

Filmik z wyprawy możecie obejrzeć tu

A ja tymczasem żegnam się… razem z wielbłądem

Ela Gródek

PS Koszt biletu – 700 zł. Przez Londyn. Z Luton lata easyjet – cena około 100 funtów. Dolot do Londynu – grosze. Nie braliśmy walizek – wszystko dało się wziąć w plecaczku. Tak jest w końcu 30 stopni!. Kask – wypożyczysz w stajni.

Rajd konny w Kapadocji, Turcja 6-13 czerwca 2025

Na rajd do Kapadocji nie trzeba było mnie długo namawiać. Kasi zajęło to niecałe pół godziny. Zawsze marzyłam o zwiedzeniu tego kawałka Świata, a gdy zobaczyłam kilka ujęć z grzbietu konia, wiedziałam, że to ten moment, ten czas 🙂

I tak! Nie zawiodłam się. Chociaż Kapadocja jest komercyjna (a raczej unikam takich miejsc) to absolutnie warta zobaczenia. Nie da się porównać tego piękna natury, tych formacji skalnych z żadnym innym miejscem na ziemi. Jest to cud natury i cud pracy ludzkiej (wyrzeźbione przed wiekami podziemne miasta, miejsca medytacji, klasztory, kościoły).

O ile rano – przy wschodzie słońca, czy zachodzie – turystów jest dużo, to potem, ku mojemu zdziwieniu, robi się przyjemnie pusto. Co więcej, turyści są na kilku utartych szlakach. Z wielką przyjemnością zatem przemierzaliśmy różne ścieżki, w zupełnym spokoju – tylko natura i my.

Dlaczego rano robi się tłoczno? Oczywiście przez balony! Balony unoszą się do góry właśnie przed wschodem słońca. By pochodzić czy pogalopować z balonami w tle wstaliśmy o 4.00, by o 5.00 być już na miejscu.

De facto każdego poranka wystarczyło wysunąć nos, by podziwiać piękne balony na niebie.

…wysunąć nos z namiotu :). To nie był typowy rajd organizowany przez Karolinę Czechońską (z “Of horse!”), bo był pod namiotami na TIRZE (nie w wygodnym hoteliku). Najpierw konie przyjechały w TIR’ze, a potem my miałyśmy w nim przebieralnię, prysznic, a na dachu bardzo komfortowe noclegi 🙂

Rajd był gwiaździsty. Codziennie włóczyliśmy się po innych okolicach. A jest gdzie pojeździć! Oprócz pięknych skalistych terenów z przepięknymi widokami, są też płaskie tereny do naprawdę szybkich galopów.

Kapadocja to w tłumaczeniu “Kraina pięknych koni”. Kapadocja znana jest z balonów i turystyki konnej. Mijaliśmy mnóstwo turystów, którzy w wolnym stępie poruszali się po szlakach. Tak z reguły to wygląda. Przyjeżdżasz, nie umiesz jeździć, płacisz 150 eur za 2 godzinki i z przewodnikiem spokojnie ruszasz stępem, jeden za drugim, gęsiego po szlakach. Amatorów (szczególnie z Azji) nie brakowało. Stajni i koni też nie. Konie w Kapadocji to z reguły araby. Jak miałam okazję widzieć “są araby i są araby” 🙂 Te pracujące pod przeciętnym turystą przyzwyczajone są TYLKO do stępa. Są spokojne, nie płoszą się. Idą grzecznie jedne za drugimi.

Nasze arabki to już była inna para kaloszy. Wiele z nich po wyścigach, przyzwyczajone do pędu i do długich galopów. Ja jechałam na Zipkin’ie – po matce arabce i ojcu Barock Pinto (rasa koni w typie barokowym, założona w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku, wykorzystująca jako podstawowe rasy konie fryzyjskie, holenderskie gorącokrwiste, niemieckie gorącokrwiste). Piękny, ambitny, szybki i towarzyski 🙂

Kontakt z tym koniem był wspaniały. W wolnej chwili popracowałam z nim z ziemi

A teraz więcej o koniach. O koniach w Kapadocji lub generalnie w Turcji (myślę, że to drugie). Jak są chowane? Jakie jest do nich podejście? Co mi się podobało, a co nie?

Młody koń pierwsze 6 miesięcy swojego życia spędza u boku matki. ALE już szkoląc się. Matka chodzi z turystami i źrebak też. Potem jest oddzielany od matki i razem z innymi młodymi końmi dalej jest habituowany w terenie. Przemierza szlaki przy boku innych pracujących koni, oswaja się z samochodami, kładami, dźwiękami, hałasami w mieście. Gdy ma 2,5 roku przyjmuje siodło. Jest już absolutnie przyzwyczajony do okolicy i wie, że nie ma czego się bać. Zna każdy straszny zakątek i każdy dźwięk. Naprawdę podziwiałam odwagę i kompletny spokój młodych koni z otwartą buzią! Koń uczy się od innych koni przez wiele miesięcy przez prostą obserwację. Wie, że jego kumpel-koń ma “coś” (kogoś) na grzbiecie. W wieku 2 lat i około 8 miesięczny przyjmuje jeźdźca, no i od trzech lat zaczyna pracować (wiem to na podstawie “wywiadu” z właścicielami koni). Pracować na pełny etat… Oczywiście 3 letni koń nie powinien pracować tyle godzin pod jeźdźcem – zapraszam do mojego wpisu na Wiek konia a jego gotowość do pracy . Naukowcy udowodnili (i udowadniają) dlaczego. Ciało 3 letniego konia nie jest przygotowane do dźwigania człowieka. Nie są przygotowane mięśnie, szkielet, ścięgna. I nie jest przygotowana psychika konia. Skutki tej pracy koń odczuje w przyszłości.

Zalecam zatem – zanim zamówicie rajd w Kapadocji, czy gdziekolwiek w Turcji – dokładnie wypytajcie o konie, ich wiek, warunki itp.

Wiele było też “drobiazgów” w podejściu do koni, które nie podobały mi się (wędzidła – dźwignie, niedbanie o wolny wybieg). Podobnie jak w Gruzji, tak i w Turcji (i pewnie wszystkich krajach ościennych) koń to przede wszystkim narzędzie pracy. Traktowanie koni jest inne od tego na zachodzie (oczywiście i na Zachodzie i w Polsce są stajnie z podobnym podejściem, ale jednak już na o wiele mniejszą skalę). Nie dziwi mnie to. “Wiedza” przekazywana jest z dziada pradziada. Dziad tak robił, robię i ja. Fachowa wiedza zawsze rozchodzi się wolno. W każdej dziedzinie życia…

Ale w porównaniu do Gruzji, konie w Turcji na pewno są lepiej odżywione, zadbane. Wyglądają o wiele lepiej. Są też większe. Jak przypomnę sobie te małe, gruzińskie, chude koniki to… do Gruzji na rajdy konne nie pojadę. To nasz wybór – wsiadać na konie minimum 5-letnie, konie w odpowiedniej kondycji fizycznej (i psychicznej).

Na koniec jeszcze coś pozytywnego 🙂

Jedzenie w Turcji na naszym rajdzie. BAJKA! Codzienne “wypasione” śniadanka na świeżym powietrzu odpowiednio przygotowywały nas na trudy dnia. A wieczorne kolacyjki rozpieszczały przed zasłużonym odpoczynkiem 🙂 O wyżywienie na tym rajdzie dbała lokalna rodzinka. Wszystko było świeże, przygotowywane z sercem i starannie podane.

A to córeczka gotującej rodzinki, która dołączała do mnie na ćwiczenia jogi.

Masz więcej pytań o rajd w Kapadocji? Pisz 🙂 Chętnie odpowiem

Ela Gródek

Relacja z rajdu w Dolinie Baryczy 11-13.04.2025

14 kwietnia na facebooku (konto Ela Gródek) opublikowałam filmik z rajdu po Dolinie Baryczy ze stajnią Macieja Kowalskiego okraszając go tekstem: “Niesamowita przyroda, unikatowa na skalę Europy. Kamerka nie uchwyciła tej skali, ale moje oczy tak. Tej skali żurawi, gęsi, kaczek, bielików, czapli, bocianów (także czarnych!).

A na deser te stada biegnących w lesie, czy w stawach (!!!) jeleni.

Z grzbietu konia przyroda była jeszcze bardziej dostępna.

Konie u Maćka to w większości koniki polskie (jak wiecie jedna z moich ulubionych ras). Ja miałam przyjemność dosiadać karego Karata (ślązaka z domieszką), którym byłam zachwycona! Konie spokojne, ale jednocześnie chętne do pracy i towarzyskie, żyjące w chowie bezstajennym❤.

A Maciek to wytrawny przewodnik. Encyklopedia wiedzy o rejonie i jej bogactwie (brawo!!!). Jego historie nie miały końca. Tak lubię! Dlaczego jeszcze bardzo polecam ten region Polski i stajnię u Maćka – już wkrótce majowym wpisie”.

Filmik z rajdu w Dolinie Baryczy

Zacznijmy może od tego dlaczego polecam ten region Polski. Cóż, ja takiej ilości ptactwa i zwierzyny leśnej nie widziałam nigdzie indziej. Dolina Baryczy to blisko 8 tysięcy stawów hodowlanych, w których od ośmiu stuleci hoduje się karpia milickiego. Jest to największy tego typu obszar w Europie. Nic dziwnego, że bogactwo ryb przyciąga tak wiele gatunków ptaków (jest ich tu 300!!). Jadąc konno, nie skupiałam się oczywiście na fotografowaniu czapli, gęsi, kaczek, bielików, bocianów, żurawi itp, więc tu, w tym wpisie, nie zobaczycie ich zdjęć. Zamiast też próbować słowami opisać to piękno przyrody, zachęcam Cię do obejrzenia krótkich filmów o Dolinie Baryczy na youtubie (są wspaniałe. Powiedzą wszystko o tym regionie Polski ! Nie będziesz miał wątpliwości dlaczego warto się tam wybrać):

“Poznaj Dolinę Baryczy” – https://www.youtube.com/watch?v=nIpBfWdxfv4&t=11s

“Rytmy Natury w Dolinie Baryczy” – https://www.youtube.com/watch?v=1LSVUTZldZQ&t=5s

“Stawy Milickie – Kraina Niezwykłości” – https://www.youtube.com/watch?v=DMUvWdBb1AM

Na uwagę zasługują też tutejsze lasu. Lasy mieszane z różnorodnością drzew. Są stare, rozłożyste, przepiękne dęby, są olchy, buki, a nie tylko sosny, sosny i świerki…

Od razu wiedziałam, że chcę tu wrócić. Chcę trochę więcej spędzić czasu nad Stawami Milickimi obserwując wodę i niebo, niezliczone i tak liczne stada różnorakiego ptactwa. Chcę spłynąć z rodziną kajakami po rzece Barycz. Chcę pokręcić się jeszcze raz po lasach na koniu i na rowerze w nadziei na zobaczenie jeszcze raz stada przebiegających jeleni. Oferta turystyczna Doliny Baryczy jest bogata. To teren płaski – idealny dla każdego, niezależnie od kondycji fizycznej. Bez problemu znajdziesz tu niedrogi nocleg (baza noclegowa jest bardzo szeroka – zaglądnij np tu: www.nasza.barycz.pl). Bardzo mnie też ciągnie, by posmakować świeżych ryb serwowanych w licznych przytulnych restauracyjkach. Ryb prosto ze stawów Milickich: karpia, suma, jesiotra, amura, szczupaka. Podczas rajdu mieliśmy okazję skosztować zupy rybnej. Polecam!

Na rajd wybrałam się z 2 koleżankami-rajdowiczkami (jedna z nich była pomysłodawczynią wyjazdu – dziękuję Kasiu!) i córką Julią. Na miejscu poznałam jeszcze Karolinę i Elę. W kwietniu 2025 roku dostępnych było 6 koni. Ale sytuacja zmienia się więc sprawdzaj na bieżąco.

Bardzo cieszyłyśmy się na wspólny wyjazd z Julią. Studia Juli mocno ograniczyły nam wspólne spędzanie czasu na koniu.

Organizatorem rajdu był Maciej Kowalski, właściciel stajni w Niesułowicach (zaraz obok Milicza). Większość jego koni to koniki polskie. Nie jest to przypadek, bo blisko Milicza znajduje się też “Ostoja Konika Polskiego”, gdzie prowadzi się hodowlę rezerwatową konika.

Julia jechała na Burzy. Ja dostałam młodego 5-letniego Karata – “prawie” ślązaka, który dopiero zaczynał przygodę z dłuższymi rajdami. Karat miał prawię 1,7 m w kłębie i naprawdę dominowaliśmy nad pozostałą grupą 🙂

I podobnie jak inne konie, był bardzo towarzyski, przyjacielski, ciekawski, z zaufaniem do człowieka. Karat był wychowany i ujeżdżony, podobnie jak większość innych koni, w stajni u Macieja. Widać, że konie mają zapewnione tu warunki do poprawnego rozwoju emocjonalnego, psychicznego. Chów bezstajenny, tak ważny dla koni (więcej przeczytasz tu Dlaczego chów bezstajenny?, oraz w mojej książce O książce) oraz dobre traktowanie ze strony człowieka odzwierciedlają się w reakcjach koni, ich zachowaniu. Konie same z własnej woli wybierały towarzystwo człowieka, “kleiły” się do nas upominając się o drapanko 🙂

Jak mi się jeździło na Karacie? Wyśmienicie. Jak na swój wiek i doświadczenie Karat był naprawdę dzielny. Oczywiście jazda na nim wymagała ode mnie większego skupienia, szybszych reakcji. Wiele rzeczy Karat jeszcze nie widział, przez wiele nie przechodził, więc moim zadaniem było dodawanie mu pewności siebie i uspakajanie w momentach niepewności, zachęcanie do pokonywania trudności takich jak przechodzenie przez tory, mostki. Wylatujące z zarośli ptactwo płoszyło go trochę, ale kończyło się tylko delikatnym uskokiem, czy naprężeniem całego ciała. Karat galopował ostrożnie, obserwując świat dookoła. W chwilach zaskoczenia nie zrywał się do ucieczki, nie zdradzał żadnej chęci poniesienia jeźdźca, co przy tak młodym koniu mogłoby jeszcze mieć miejsce. Był zatem bardzo bezpiecznym, świetnym towarzyszem rajdowym!

Nocowaliśmy nad stawem, w domkach letniskowych.

W pełnej ciszy (jakie to cudowne!), z takim widoczkiem,

ze śniadaniem na tarasie (na pierwszym planie Maciek),

i co najważniejsze…tuż obok koni. To właśnie uwielbiam. Móc z rana na nie popatrzeć, móc pod wieczór jeszcze do nich się przytulić, Móc czuć ich obecność. BYĆ przy nich.

To jest moje all-inclusive. Nic mi więcej nie potrzeba 🙂

Maciej to osoba wyjątkowa. W turystyce konnej i szeroko pojętej turystyce promującej całą Dolinę Baryczy (ma na wynajem też rowery i kajaki) pracuje już wiele lat, de facto tworząc ją, będąc członkiem lokalnych stowarzyszeń. Każdego dnia mieliśmy inną trasę. Odwiedziliśmy liczne stawy. Każdy dzień zaczynał się i kończył opowieściami o rejonie, o jego historii, o tym co się zmieniło, zmienia, o tym co wyjątkowe. Maciek to encyklopedia wiedzy o zwierzętach zamieszkujących Dolinę Baryczy. Rozpoznawał różne gatunki ptaków, rozpoznawał ich głosy. Był wyśmienitym przewodnikiem. I to wszystko w cenie rajdu 🙂

Co zatem widzieliśmy/mijaliśmy włócząc się podczas tych 3 dni? : Wzgórze Joanny (rezerwat) z Wieżą Odyniec (Dom Myśliwski), Pałac i park Maltzanów w Miliczu, Gospodę 8 ryb z łowiskiem wędkarskim w Rudzie Sułowskiej (bardzo malownicze miejsce wypoczynkowe), Stary Młyn, w Krośnicy Krośnicką Kolej Wąskotorową, liczne stare grody, Wzgórze Czarownic i wiele małych, urokliwych miasteczek z charakterystyczną zabudową.

A teraz jeszcze kilka zdjęć z rajdu:

Wieża Odyniec

I na koniec kilka informacji praktycznych. Maćka możecie znaleźć na facebooku pod “Kompleksowe Usługi Turystyczne w Dolinie Baryczy Maciej Kowalski”. Rajd był z pełnym wyżywieniem. Po drodze zupka, czy kanapki, pod wieczór obiadokolacja, na śniadanie wiele lokalnych produktów (soki, dżemy z Doliny Baryczy, przepyszne kozie sery, czy chleb), z noclegami (my spaliśmy w domkach 3-4 osobowych). Maciej chętnie odbierze gości z PKP w Miliczu, jeśli gość wybierze ten środek transportu. Co do cen to nie będę ich tutaj umieszczała, ponieważ ceny mogą zmieniać się z roku na rok, ale zapewniam, że ceny są umiarkowane, średnie – co oczywiście tylko cieszy 🙂 Z ciekawostek – Maciej posiada również bryczki więc jeśli przyjedziecie tu z babcią, ciocią i kuzynostwem to możecie zwiedzić okolicę z bryczki.

POLECAM

Ela Gródek

zdjęcia – uczestnicy rajdu, ale głównie Kasia i Basia 🙂

Brykanie koni

Dzisiaj o brykaniu. A tak naprawdę o jednej z przyczyn brykania 😊 Jak możesz się domyśleć, konie mogą brykać z różnych powodów. Jednym z częstszych powodów jest niedopasowane siodło, które „nie pasuje” koniowi, które sprawia dyskomfort, napięcie, ból. Koń przez brykanie próbuje zrzucić siodło, ułożyć je inaczej, pozbyć się tego czegoś na grzbiecie, co wyraźnie przeszkadza.

Ale dzisiaj chciałabym przybliżyć inną przyczynę brykania. Brykanie jako konsekwencja „powstrzymanej energii”.

Bardzo dużo o tym mówi Ivet podczas swoich kursów w części „Problem Solving” (więcej o tym kursie dowiedzie się na Online kursy z Ivet z Feather Light Horsemanship – część I “Problem Solving”). Ba! Mało tego, nie tylko mówi, ale przede wszystkim pokazuje na video. Mamy możliwość obserwacji jak koń bryka, jak właściciel zgłasza się z tym problemem do Ivet i jak koń „magicznie” zmienia swoje postępowanie po kilku sesjach z Ivet (nie jeden koń…konie).

O co zatem tu chodzi? Zasada jest prosta. Jeśli powstrzymujemy energię, to ta energia musi gdzieś ujść. Jeśli przez ogłowie, wędzidło, powstrzymujemy konia od ruchu na przód, to zmagazynowana energia, która nie mogła być oddana przez ruch do przodu, zostanie oddana poprzez brykanie (ruch do tyłu) Lub dęmbowanie. My jeźdźcy, tak często i tak bardzo, boimy się energicznej jazdy, oddania wodzy, szybkiej jazdy, że ciągle „stopujemy” konia, ciągle go „pouczamy”: wolniej, wolniej! Nie tak szybko, nie tak szybko! I OCZYWIŚCIE JEST TO NORMALNE. Jest to często niekontrolowany odruch. Koń chce przyspieszyć, jeździec od razu zaciąga wodze.

Ile mi samej zajęło „przeprogramowanie” tej automatyczne reakcji!. Pisałam już w moich wpisach nie raz, że w wielu sytuacjach zaciąganie wodzy tylko pogarsza sprawę, a nawet wprowadza konia w większą panikę. Pisałam, jak oddanie wodzy uspokaja konia i wycisza (więcej przeczytasz na przykład tu: Cd. “Koń pędzi? Popuść wodze!”, Trzymaj się grzywy! NIE WODZY! )

Młody koń, zanim nauczy się współpracować z nami, zanim przestanie panikować, zanim stanie się odporny na różne bodźce, zanim odnajdzie RÓWNOWAGĘ pod jeźdźcem, to trochę musi poeksperymentować, trochę czasu upłynie. Taki koń będzie przyspieszał na nierównym, czy śliskim terenie, łapiąc równowagę. Młody koń będzie reagował szybszym tempem, gdy czegoś się przestraszy. Będzie przyspieszał, gdy będzie miał więcej energii i będzie chciał złapać balans z jeźdźcem na grzbiecie. Będzie szukał wygody, szukając odpowiedniego ustawienia, tempa. Będzie też chciał dać upust nagromadzonym emocjom (jazda z jeźdźcem na grzbiecie jest emocjonalnie trudna!!) ! I co robi człowiek? Zaciąga wodze, i zwalnia go i zwalnia. A nagromadzona energia nie ma wyjścia – musi „pójść z zada” (lub w dębowanie).

Nie łudźmy się. Początki jazdy pod siodłem to dla konia stres i wyzwanie. Jak pisał Wojciech Mickunas – koń nie został stworzony do wożenia jeźdźca na sobie!

Jeden, drugi bryk. Jeździec coraz bardziej spięty, wodze coraz bardziej zaciśnięte. Zaczyna się walka…

I… często człowiek poddaje się, sam przestraszony schodzi z konia. Jeden, drugi raz. Zachowanie zostaje utrwalone. Koń zaczyna „czytać” nagrodę: jak zaczynam brykać, to dostaję wolne!

Co robi Ivet z “Feathre Light Horsemanship” w takich sytuacjach? Jak Ivet oducza konie brykania? ODDAJE WODZE I PROSI O RUCH DO PRZODU. „Bryknąłeś? Ok, dobrze, rozumiem Cię! Masz prawo. Ale dalej Cię proszę, byś jechał do przodu”. I tak do skutku. I TO DZIAŁA! Ivet prosi konia: „ Galopuj, jedź do przodu, nie bój się, nie bój się jechać do przodu, nie będzie za to kary” (ściągnięcie wodzy, wędzidłem po zębach), „ODBLOKUJ ŁOPATKI, czuj LUZ w ruchu. Nie musisz być już napięty czekając na ten ciągły impuls hamujący Twój ruch. Jazda do przodu może być fajna. Odpręż się, opuść łeb”. “OPEN UP”, otwórz się!.Ivet pomaga koniowi znaleźć luz i odprężenie z jeźdźcem na grzbiecie. Pamiętaj! Brykanie czy dębowanie to też upust stresu, emocji. Tak często za dużo wymagamy od koni…

O dziwo, konie nie biegną jak szalone, na łeb, na szyję. Ivet nie ląduje na ogrodzeniu ujeżdżalni. Konie po prostu szybko kłusując wyciągając się, galopują w wydłużonym, pięknym galopie, a Ivet cieszy się na ich grzbiecie, chwali je, zachęca do poczucia tego przepływu energii, do tego luzu. ZACHĘCA, BY PRZYSPIESZYŁY!!

Ale…ZANIM Ivet wsiądzie na takiego konia, zaczyna od podstaw. Od pracy z ziemi, od pracy na wolności w roundpenie. Zaczyna od rozmowy z koniem, nawiązania relacji. Najpierw z ziemi pokazuje koniowi, że praca z człowiekiem może przynieść przyjemność. Ale o tym wszystkim już pisałam. Odsyłam Was do wpisów:

Rozluźnienie konia jako klucz do rozwiązywania problemów

Praca z Murphym – część II

Relacje z koniem – jak je tworzyć?

I jeszcze na koniec.

Wiem, jest to trudne. To wszystko co robi Ivet: oddanie wodzy, gdy koń bryka i zachęcanie go do ruchu do przodu na wolnej wodzy. Wiem, że jest to trudne (pracując z energicznym, młodym koniem), pozwolić mu – przez szybszy ruch – na znalezienie komfortu, na rozładowanie. Jeśli nie jesteś na to gotowy, po prostu oddaj to w ręce dobrego trenera. Jeśli nie jesteś w stanie przyspieszyć razem z koniem, nie rób tego. Zostań o krok dalej – ćwicz w stępie, w kłusie. Ćwicz z ziemi. Ucz konia rozluźnienia na kołach, w zgięciach w stępie, w kłusie. A naukę galopu, ruchu pod jeźdźcem na wyższej energii, oddaj trenerom.

A tu kilka filmików – przyjrzyjcie się dokładnie jak Ivet oddaje wodze i prosi – ze spokojem i konsekwencją – o ruch do przodu

https://www.facebook.com/watch/?v=867431894385728

https://www.facebook.com/featherlighthorsemanship/videos/1589497258643326

https://www.facebook.com/reel/1427024734632610

PS Zdjęcie. Cóż, nie miałam zdjęcia brykającego konia więc wstawiłam rozluźnionego :)) Na zdjęciu Murphy ze Stajni na Zielonej.

Nieresponsywność koni, praca z Santosem

Ostatnio obiecałam napisać coś więcej o „NIERESPONSYWNOŚĆ” koni (non-responding horse) oraz o pracy z Santosem (jedno z drugim się łączy😊). Na facebooka i Instagrama wstawiłam filmik, gdzie pokazuję jak Santos grzecznie stoi przy wsiadaniu. Nie kręci się, nie odchodzi, nie gryzie. Filmik poniżej:

W tym wpisie opiszę jak pracuję z Santosem, by pomału, konsekwentnie uczyć go dobrego końskiego savoir-vivru oraz rozwinę wątek niereaktywności koni😊

Zanim – drogi jeźdźcu, przeczytasz ten wpis, odsyłam Cię do dwóch innych wpisów: Online kursy z Ivet z Feather Light Horsemanship – część I “Problem Solving”,Praca z Murphym – część I Ten wpis jest bowiem kontynuacją tamtych rozważań. Przeczytane? To możemy zaczynać😊

W powyższych wpisach pisałam (powtarzając za Ivet), że konie nieresponsywne są tak samo problematyczne, jak konie nadresponsywne (reagujące gwałtownie, nieadekwatnie do sytuacji, impulsu). Dlaczego? Bo koń, który dobrowolnie nie chce z nami rozmawiać, nie chce prowadzić dialogu, nie reaguje lekko i szybko na prośby jeźdźca, koń który nas nie słyszy i nie słucha, to koń z którym bardzo ciężko pracować i to koń nie do końca bezpieczny.

Koniem niereaktywnym był na początku naszej współpracy Murphy. Murphy stał przy mnie, ale nie reagował na moje prośby, na lekkie sygnały. Dopiero „ostre” komendy zbierały go do ruchu. Przestawianie konia siłą, wymuszanie ruchu konia ciągnięciem za uwiąz, poganianiem bacikiem, to NIE JEST KOMUNIKACJA, to NIE JEST DIALOG. Jeśli koń podąża za mną, ponieważ ja go ciągnę za uwiąż, to to nie jest podążanie. Jeśli koń cofa się, bo ja go pcham do tyłu, to to nie jest cofanie. Nie ma w tym woli konia, współpracy, świadomego kontaktu konia z jeźdźcem. Jeśli koń nie słucha jeźdźca z ziemi, nie będzie też go słuchał z siodła. Czy wsiadanie na takiego konia jest bezpieczne? Zastanów się nad tym dobrze.

Gdy zaczęłam pracę z Santosem było dokładnie tak samo. Santos robił swoje i nie zwracał uwagi na to co ja mówię. Ja proszę o ruch do przodu, Santos zawiesza się i stoi. Ja proszę o cofnięcie, Santos stoi i patrzy w druga stronę. Ja proszę: „ Ugnij łeb”, Santos wykorzystuje ugięcie do jednoczesnego podgryzania mojego polara. Zanim zatem zaczęłam cokolwiek innego ćwiczyć z Santosem, najpierw skupiłam się na jego REAKTYWNOŚCI, nauce reagowania na moje prośby (dawane LEKKIMI SYGNAŁAMI), NAWIĄZANIU ze mną dialogu. Przekonywałam go, że mówię do niego z sensem, że warto się ze mną komunikować.

Wrócę jeszcze do skłonności Santosa do „podgryzania” jeźdźca. Generalnie odruch „podgryzania”, chwytania wszystkiego zębami, jest normalny u młodych koni. Tak zachowują się ogiery, tak bawią się i zaczepiają od małego, tak „sprawdzają” się nawzajem, przygotowują do przyszłej roli w dorosłości. Wzajemne gryzienie się, podszczypywanie jest normalne u źrebaków, młodych koni. Tak uczą się wzajemnych relacji. Ale konie chętnie przenoszą takie zachowanie na człowieka. Jeśli człowiek przegapi moment wyciszenia tego zachowania, postawienia jasnych granic: „Tak możesz zachowywać się w stadzie, ale NIE w stosunku do człowieka”, to pojawia się problem. Im koń starszy i zachowanie utrwalone dłużej, tym trudniej się go pozbyć.

Jak oduczam Santosa tego zachowania? Ignorując wiele jego ruchów, bo ignorując nie daję mu UWAGI (a często o uwagę tu chodzi!), albo odpychając, czy nastawiając łokieć, by sam się „nadział” na niego i było mu nieprzyjemnie. I oczywiście chwaląc wszelkie chwile SPOKOJU, nie gryzienia! Ważny jest w tym tzw „timing”, czyli odpowiednio szybka reakcja, tak by koń skojarzył dokładnie przyczynę i skutek. Ważna jest też konsekwencja. Odpycham i 10 razy i 20 razy, nie odpuszczam. Cierpliwie czekam, aż koń wreszcie „załapie” co mu się bardziej opłaca, co jest milsze dla niego.

Zaczynając pracę z Santosem, zaczynałam dokładnie tak samo jak z Murphym, idę zgodnie z krokami, które uczy Ivet. Wszystkie te kroki dokładnie już opisałam (powyższy link) – punkt po punkcie. Opisałam co dają kolejne kroki i dlaczego są tak ważne. Zapraszam do analizy wpisu.

Wracając do niereaktywności Santosa. Niereaktywność konia to nic innego jak: „nie chce mi się z tobą gadać”, „tyle razy gadałem z jakimś człowiekiem, ale Wy ludzie gadacie niezrozumiale, więc postanowiłem Was już nie słuchać i nie zwracać uwagi”. Na początku zatem musiałam pokazać (i dalej pokazuję) Santosowi, że zwracam uwagę na to co on do mnie mówi i, że to co ja do niego mówię, ma sens. Widzę ogromne postępy. Jest o wiele większa lekkość w podążaniu za moim ruchem i poleceniami. Jeszcze wiele pracy, by de facto, Santos reagował wręcz na moje myśli, intencję (bo o to w tym wszystkim chodzi), ale…nie od razu Rzym zbudowano 😊

No dobrze – a co z tym wsiadaniem? Santos w ogóle nie jest nauczony stania przy wsiadaniu. Nie znam jego historii (to 6 letni koń). Wiem tylko, że zanim trafił do stajni, był świeżo zajeżdżony i generalnie wcześniej prowadził sielsko-anielskie życie. Być może skojarzył już wsiadanie z czymś niemiłym. Konie są bardzo wrażliwe. I mają bardzo dobrą pamięć. Jeśli człowiek niechcący zrobi jakiś błąd w treningu, koń może bardzo łatwo się zrazić. Człowiek wielokrotnie stawia nieumyślnie zbyt wysoką poprzeczkę lub zbyt wysoką presję. W treningu koni ważna jest zasada – małymi krokami, na niskich emocjach, z krótkimi sesjami treningowymi (o tym mówi dużo Manolo Mandez Szkolenie z Manolo Mandez – część I). Jeśli pewne rzeczy zrobimy za szybko (siodłanie, podpinanie popręgu, ujeżdżanie, wsiadanie etc), na zbyt wysokich dla konia emocjach, pod zbyt dużą presją, koń będzie czuł za każdym razem niepokój i będzie instynktownie „uciekał”. Na każdym etapie treningu musisz wiedzieć, ze koń dane mu zadanie uniesie.

Santos przy wsiadaniu kręcił się, odchodził, podgryzał jeźdźca. Zaczęłam więc najpierw od stania przy nim na schodkach. I tylko tyle. AŻ TYLE. Ja stoję na schodkach, Santos stoi grzecznie – głaszczę i chwalę. Schodzę ze schodków. Daję „wolne”. I znów to samo. Potem: „Oddaj głowę – ALE NIE GRYŹ”! I pochwała.

Gryzieniem to też rozładowanie swojego napięcia (czuję niepokój, tak rozładuję swoje napięcie). W książce “Co niepokoi mojego konia?…”, której recenzje napisałam tu: Książka „Co niepokoi mojego konia? Język ciała i sygnały uspokajające u koni” – dlaczego warto przeczytać? przeczytasz jak rozpoznać napięcie konia, jakie są sygnały uspakajające, jak rozpoznawać emocje koni.

Najlepszą metodą walki z narowami, niechcianymi zachowaniami u koni, jest pokazanie im ALTERNATYWY. Jak często powtarza Ivet, możemy pokazać koniowi, że już nie musi się tak zachowywać, możemy nauczyć go rozluźniania, puszczania emocji, przekierowania gdzie indziej uwagi. W konsekwencji damy mu w treningu coś więcej. Damy mu spokój, rozluźnienie, damy mu PRZYJEMNOŚĆ pracy z człowiekiem.

A poniżej filmik – praca z Oreusem w terenie. Ćwiczenie reaktywności (reagowania na moje lekkie sygnały) w lesie: teraz biegniemy, teraz stoimy, teraz skaczemy, teraz odpoczywamy, teraz oddaj mi łeb, teraz idziemy razem. To świetna zabawa! Polecam 😊

Oraz linki do filmików z pracy z Santosem

Nawiązywanie relacji – pierwszy roundpen, spacery w lesie

A tu filmik z Oreusem – praca nad reaktywnością właśnie! Czyli: biegniemy, skaczemy, stoimy, odpoczywamy itp. Lekkość reagowania na prośby.