Draco i ja i treningi nie tylko skokowe :)

Już dawno miałam ochotę i potrzebę napisać o Draco. Stał się dla mnie wyjątkowy. Po roku wspólnej jazdy, czuję z nim szczególną więź i czuję w stosunku do niego ogromną wdzięczność  za te wszystkie jazdy/lekcje razem. Przed nami wakacyjna przerwa. Najwyższy czas, by napisać coś o Draco😊

Kto bywa na tym blogu ten wie, że skoki przez przeszkody nie są moją najulubieńszą formą spędzania czasu z koniem😊 Zdecydowanie wolę jazdy w terenie, pracę z ziemi, czy jazdę na kantarku na oklep. ALE doceniam treningi skokowe. Doceniam, bo mam to szczęście, że wraz z córką Julą (dla której skoki zdecydowanie stanowią wyżej w rankingu) możemy jeździć pod okiem bardzo dobrej istruktorki Basi w „Rancho Pcim”. Z każdej więc lekcji wynoszę ogromną radość i wielką naukę.

DRACO. Co w nim podziwiam? Za co tak bardzo doceniam?

Po pierwsze – Gdy przyjeżdżam na jazdę, Draco jest cudny już od pierwszych chwil w boksie. Jak wiesz, konie, które jeżdżą w rekreacji, czy sportowo pod różnymi jeźdźcami, nie mają łatwo. No dobra – bez ogródek – mają TRUDNO. W związku z tym już w boksie pokazują swoje niezadowolenie z kolejnej „wizyty” jeźdźca. Wiedzą, że pachnie to robotą i presją…Podziwiam Draco, że jest tak spokojny, taki kontaktowy w boksie. Bez żadnej spinki i nerwów daje się czyścić no i przytulać😊

Po drugie – Draco to koń, który chętnie jeździ, chętnie skacze. Tego konia NIGDY nie trzeba do niczego zachęcać. Chętnie stępuje, chętnie kłusuje, chętnie galopuje. Ma najszybszy, najbardziej „wyraźny” i najdynamiczniejszy kłus jaki kiedykolwiek widziałam. Co prawda jest to kłus, nie będę ukrywać, „wybijający” (niestety nie da się jeździć na Draco w pełnym siadzie. Raz spróbowałam kłusa bez strzemion i niestety skończyło się to plaśnięciem na ziemię☹), ale za to Draco ma cudny, wygodny galop. Galopuje równo, dostojnie, rytmicznie i zawsze z chęcią!

Ja i Draco po pięknie przejechanym parkurze 🙂

Po trzecie – to koń, który jest delikatny w pysku, delikatny „na kontakcie” – czuje i reaguje na wędzidło jasno i wyraźnie. Jeśli człowiek popełnia błędy – zbuntuje się i odmówi współpracy. RĘKA, która jest połączona z pyskiem Draco wędzidłem, musi być delikatna, miękka, spokojna. Ręka musi działać z wyczuciem, impulsem (nic na siłę!). Wszelkie „zaciąganie” wodzy, zbyt mocne ciągnięcie, powoduje skutek odwrotny od zamierzonego. Draco zamiast zwolnić, przyspiesza. Zamiast zatrzymać się, będzie rzucać głową i przeć naprzód.

Gdy drugi raz siedziałam na Draco i nieumiejętnie chciałam zwolnić jego tempo przez zbyt mocne działanie na wędzidło (byłam już w małej panice), Draco zaczął szarpać wodzą, rzucać głową, buntować się, przyspieszać tempo, gnać do przodu. Wtedy po raz pierwszy w moim życiu powiedziałam instruktorce „Przepraszam. Nie dam rady. Nie przejadę ani jednej więcej  przeszkody, nie jadę tego parkuru”. Moje emocje były już za wysokie, by próbować na nowo dogadywać się z koniem.

Pamiętaj! Gdy nasze emocje „pikują”, to emocje konia sięgają zenitu. Jeśli wiesz, że nie jesteś w stanie wyciszyć się w momencie, rozluźnić się – odpuść. Nie walcz, nie próbuj nic nikomu udowodnić. Koń patrzy na nas i komunikuje się z nami przede wszystkim przez PRYZMAT NASZEJ ENERGII, EMOCJI. Konia nie oszukasz. Gdy z podniesionym ciśnieniem i zaciśniętymi pośladkami próbujesz coś „naprawiać”, pamiętaj, że pogarszasz tylko sytuację.

Tak – miałam wtedy spięte pośladki i wiedziałam, że dla dobra konia lepiej odpuścić😊

Tak wiele koni jest, jak to się mówi, „twardych” w pysku. Ich delikatna tkanka (poprzez nieumiejętną jazdę jeźdźca i działanie na wędzidło) pogrubiła się, znieczuliła się. Tak wiele koni zobojętniało, nie chcą już „mówić” człowiekowi, że „za mocno”, że „nie tak”. Nie buntują się już ☹

Draco dalej nie wybacza. Pokazuje wyraźnie Człowiekowi, kiedy ten jest za mało delikatny, kiedy jego ręka za mało stabilna i wprawna.

Draco – buntuj się dalej i ucz następne tuziny jeźdźców delikatności i komunikacji!

My po skokach – Julia z Freudem i ja z Draco

Po czwarte – ten koń nie jeździ na pamięć. Są lekcje kiedy skaczemy wszystkie przeszkody bezbłędnie, miękko, pięknie. Przejeżdżamy cały parkur bez problemu. Ale są i lekcje kiedy Draco wyłamuje 3 razy pod rząd na jednej, niepozornej przeszkodzie. Od czego to zależy? ODE MNIE! To nie z Draco jest coś nie tak. To ja czasem jeżdżę dobrze, a czasem źle. On mnie tylko informuje grzecznie jak mi dzisiaj idzie😊Z Draco ćwiczę raz w tygodniu, lub rzadziej (gdy wypadają Święta, ferie, moje wyjazdy prywatne). Jeżdżę zatem rzadko, za mało, by naprawdę rozwinąć się w skokach.

Praca z Draco wymaga ode mnie skupienia, pracy nad rozluźnieniem. To ja często się SPINAM, WSTRZYMUJĘ ODDECH, TRACĘ RYTM czy RÓWNOWAGĘ. Draco na to reaguje. Uczy mnie tak wiele na każdej jeździe.

Po piąte – Draco mi wybacza. Ciągle…wybacza brak zdecydowania, brak podejmowania decyzji. Ile to razy „wyratował” mnie na przeszkodzie, podjął sam decyzję. Nie raz to ja „zostałam” za przeszkodą a on skoczył pierwszy, i nie raz ja „skoczyłam” pierwsza, a on po mnie. Czasem wygląda to naprawdę komicznie! Wyobraź sobie konia, który wybija się przed przeszkodą, skacze, i jeźdźca, który „skacze” za nim z kilku sekundowym opóźnieniem😉 Widok jak z kreskówki! Albo: jeździec już się wychyla, już skacze przez przeszkodę, a koń dopiero się wybija. W efekcie jeździec ląduje po przeszkodzie na szyi konia. Tak…to ja i taka sytuacja…

Draco – dziękuję za ten piękny rok razem

Nauka jazdy przez przeszkody wymaga wiedzy z zakresu psychologii i psychiki konia. Jeśli czujesz, że brakuje Ci wiedzy o naturze koni polecam przeczytać książkę „Jazda konna? Naturalnie! Co ten koń sobie myśli?” (więcej tu: O książce, Recenzje)

Ela Gródek

PS Więcej o naukach skoków przez przeszkody przeczytasz też tu Emocje i pewność siebie a nauka skakania…

Jazda na różnych koniach w różnych stajniach

27 kwietnia na facebooku napisałam: „Niestety 2-dniowy rajd na wschodzie Polski, w zeszły weekend, został przełożony 🙁 Na szczęście zawsze można liczyć na Zaczarowane Wzgórze i nie rezygnować z „końskich” planów (doceniam!♥️).Tym razem moim partnerem w kilku godzinnym terenie był Bruno – młody koń zajeżdżony na jesieni. Jazda na młodym koniu zawsze wymaga od jeźdźca dużo więcej skupienia, uwagi, pewności siebie, umiejętności, niż przy koniach starych-terenowych-wygach 🙂 Co więcej – to duża odpowiedzialność. Przynajmniej ja tak to czuję. To WAŻNE, by koń nie zraził się do terenów, człowieka na początku swojej drogi pod siodłem.

Ćwiczyłam więc „miękką rękę”, pozwalałam na ciut więcej niż zazwyczaj- oby tylko nie doszło do niemiłych poszarpywań (do wędzidła też trzeba przywyknąć), zbyt mocnego działania wodzy. Nie musiało być perfekcyjnie, ważne, by było z jak najmniejszą presją – tak to czułam. Dużo działam dosiadem (by zwolnił, by zmienił chód) i BARDZO DUŻO CHWALIŁAM. Bruno to ambitny konik, którego naprawdę nie trzeba pchać do przodu. Idzie chętnie, z odwagą (tak na poważnie tylko raz się wystraszył – na szczęście uskok wysiedziałam🙂). Podziwiałam jego balans – mimo blotka i trudnych podejść.

Bardzo lubię jeździć w różnych stajniach, na różnych koniach. Jednego konia szybko „uczymy się na pamięć”. Gdy mamy do czynienia z różnymi rasami, temperamentami, różnym wiekiem, stopniem wyszkolenia konia, wtedy zabawa zaczyna się zaczynać 🙂 PS Bruno jeździ na wędzidle skórzanym opatentowanym przez Jerzy Krukowski & JK System – Jeździectwo holistyczne Szczęściarz!”

W tym wpisie postanowiłam rozszerzyć dwa tematy: temat pracy z młodym koniem i temat „uczenia się koni na pamięć”. Wiesz – nie lubię wypisywać się na facebooku (na fun pagu „jazda konna naturalnie” daję tylko zajawki). Tam wszystko „niknie”. Spada w przepaść, zostaje przykryte nowymi informacjami, ginie. A tu na blogu jest miejsce by temat rozwinąć tak, by jeździec wyniósł z niego jak najwięcej. I co wg mnie istotne – wszystko jest tu ułożone i łatwo dostępne. W lupkę wklepujesz interesujące Cię hasło i wyskakuje treść. Lub patrzysz sobie na spis treści i wchodzisz w interesujący Cię temat.

Wracając do tematu. Kiedyś napisałam wpis o tym jak zmieniłam stajnię i nagle… doszło do mnie, że nic nie umiem (możesz o tym przeczytać tu A jak jest z tymi hucułami?? Wydawało mi się, że tak mi dobrze idzie, że tyle już potrafię i nagle…otrzeźwienie. Zmieniając konie, zmieniając stajnie, jeżdżąc na różnych koniach w terenach, rajdach zdobywamy nowe umiejętności. UWIELBIAM TO! Oczywiście na samym początku nauki dobrze jest mieć jednego konika – żeby najpierw ogarnąć siebie! Ale gdy tylko poczujemy pewność i luz na jednym koniu, zalecam przesiąść się na drugiego, trzeciego, piątego konia. Nauka jazdy konnej nigdy się nie skończy – gwarantuję Ci to 🙂 Szkoda, że jeźdźcy tak często unikają jazd na „trudniejszych” koniach. Pamiętam ciągłe bitki w stajniach rekreacyjnej o tego „najlepszego konia” – konia Profesora, który – de fakto – wykonywał 80% roboty za jeźdźca. Musimy wybrać – albo po prostu miło spędzać czas, albo się czegoś uczyć.

Oczywiście co innego, gdy zaczynamy trenować sportowo lub gdy zależy nam na więzi z jednym koniem. Gdy trenujemy sportowo i celem, po jakimś czasie, staje się nie sama nauka jazdy konnej, skoków, ale puchar, podium, wtedy jazda na jednym koniu ma sens – szybciej prowadzi do sukcesu (sukcesu człowieka, nie konia 🙂 ). Ja osobiście nie mam takich celów – stąd ogromna radość w studiowaniu zachowań, temperamentów różnych rumaków. Cieszy mnie gdy muszę odkryć „dlaczego ten koń robi tak?”, „co zrobić, by lepiej się z nim dogadać?”, „a jak zareaguje na to?”, itp.

Takie oto pytania zadawałam sobie w niedzielę podczas jazdy na Brunie. Bruno na przykład, na powitanie, nie chciał mi podać nóg do czyszczenia. Tak twardo na nich stał, że zastanawiałam się „Co u licha! Czy ja nie umiem poprosić konia o podanie nogi??”. Pani Instruktor pomogła (wolałam poprosić o pomoc niż siłować się z Brunem!). Ale…już po naszej całodniowej wycieczce, Bruno chętnie podał mi nogę. Poznał mnie, zaufał, pozwolił. ŁAŁ!!! Super uczucie i ważna lekcja. Bruno niezbyt umiał ustać w miejscu. Wolał kręcić się, iść, robić coś, zamiast stać i czekać – to bardzo typowe dla młodych, niedawno zajeżdżonych koni (Bruno zaczął pracę pod siodłem pół roku temu – to stosunkowo niedawno). Jakie to podobne do zachowań dzieci! Pełnych energii i nieumiejących usiedzieć na jednym miejscu 🙂 Co w takiej sytuacji robić? Jak reagować? Zamiast upierać się przy dłuższym staniu, pozwalałam na chodzenie, a potem prosiłam o krótkie stanie i NAGRADZAŁAM za nie. Nie możemy wymagać od młodego konia tego czego wymagamy od starszego, doświadczonego!. Bruno też nie przyzwyczaił się jeszcze do końca do wędzidła. Wcześniej jeździł na kantarku. Wędzidło to ciągle dla niego nowość. Wyraźnie to widziałam w jego zachowaniu: a to potrząsał głową, a to wyciągał wodze, nie reagował na wędzidło tak jak wyćwiczony koń. Miękkie, oddające ręce to podstawa. Nie siłowałam się z nim, nie próbowałam „udowodnić swojej racji”. Gdzieś poprosiłam o więcej, gdzieś indziej popuściłam, by nie wywoływało to zbyt dużej presji. Młody koń mający złe doświadczenie z wędzidłem na początku swojej drogi to duże problemy w przyszłości.

Jak pisałam, podziwiałam Bruna za równowagę. Koń nie urodził się, by nosić człowieka na grzbiecie. Tak często o tym zapominamy. Koń musi się tego nauczyć! Człowiek bardzo zaburza równowagę konia, środek ciężkości. Koń uczy się tego jak to jest mieć człowieka na plecach, jak z nim iść, biegać, galopować. Jak schodzić z w dół po stromym, błotnistym, śliskim zboczu! Nie jeden leciwy koń mógłby mieć z tym problem!

Zobaczcie filmik jak Bruno sobie radził

Polecam Wam jazdę na różnych koniach. Przyglądajcie się im, przyglądajcie się SOBIE, SWOIM REAKCJOM. To jedno z najcudowniejszych rzeczy w jeździectwie 🙂

Ela Gródek

A poniżej jeszcze filmik z pięknego, wiosennego lasu.