Pierwszy dosiad – Oreus

Wzruszająca chwila dla mnie. Po raz pierwszy dosiadam Oreusa.

Oreus pozwala mi na to. Stoi spokojnie. Nie ma w nim krzty strachu, niepokoju, zdziwienia.

Po 3 latach pracy z Oreusem otrzymuję nagrodę – największą. Przyjęcie mnie na swój grzbiet w łagodny, pełny zaufania sposób..

Oreus trafił do stajni jako 6 miesięczny źrebak. Od tamtej pory, bardziej lub mniej regularnie, spotykam się z nim. Przez wspólną zabawę, przez wspólny czas, pokonywanie kolejnych wyzwań zdobywam zaufanie Oreusa. W nauce idę „programem” Ivet Blosch z Feather Light Horsemenship ( o jej kursach przeczytasz tu: Online kursy z Ivet z Feather Light Horsemanship – część I “Problem Solving”) ,programem przygotowania konia – od źrebaka – do pracy z człowiekiem pod siodłem. Po kolei stosuję jej metody pracy z młodym koniem. To działa 😊 Oreus jest fajnym, spokojnym koniem, który lubi spędzać czas z człowiekiem. Oreus posiada podstawy, które powinien umieć każdy koń zanim pójdzie pod siodło, czyli:

– umieć: cofać, uginać łeb, odangażować zad, podążać za człowiekiem,

– umieć wejść na koło (przygotowanie do lonżowania) i spokojnie pracować na linie na kole,

– reagować na polecenia człowieka (na zmianę energii, ciało człowieka). Praca na wolności: zmiany tempa chodu, przechodzenie między stępem, kłusem, galopem, zmiana kierunków),

– wychodzić z człowiekiem w teren (odklejenie od stada),

– wchodzić do przyczepki,

– STAĆ, gdy jest o to proszony😊,

– nie bać się płacht (na grzbiecie, głowie, pod nogami), parasoli, piłek i innych „strasznych rzeczy”,

– pięknie stać na uwiązie i czekać,

– stać spokojnie podczas czyszczenie, dać się czyścić, wszędzie dotykać,

– podawać kopyta, nie wyrywać,

– brać prysznic (woda mi nie straszna!),

– przyjąć siodło, kłusować, galopować lekko z siodłem,

– nie stracić chęci do dalszej zabawy z człowiekiem😊

Co po kolei uczyłam Oreusa. Na co zwracałam uwagę? Możecie przeczytać we wpisach: Praca ze źrebakiem- czego nauczyć, czego wymagać?, Po co oswajać konia? (jak działa mózg?) Trenowanie koni = regulowanie ich układu nerwowego, Trening konia cd – praca z ziemi

Mam nadzieję, że te wpisy raz filmiki pomogą Wam w pracy z młodym koniem. I otrzymacie taką samą nagrodę. JEGO ZAUFANIE

BRAWO OREUS. Jesteś wspaniałym koniem!

UWAGA PS Grzbiet 3-letniego konia NIE JEST gotowy na noszenie ciężaru jeźdźca. Nie ma mowy o ruchu z obciążeniem (więcej tu: Wywiad z Michałem Dobrowolskim – wszystko o konsekwencjach źle dobranego siodła, nieserwisowanych siodeł – część I , Część II -Wywiad z Michałem Dobrowolskim – wszystko o konsekwencjach źle dobranego siodła, nieserwisowanych siodeł Dlatego jak widzicie na filmiku ograniczam się do wejścia na grzbiet Oreusa i zejścia. Na ruch z ciężarem jeźdźca przyjdzie czas – po ukończeniu 4 roku życia.

PS 2. Pamiętaj – zaufanie do człowieka nie jest wieczne. Musisz udowadniać za każdym razem, że dalej warto Ci ufać 😊

Filmik- w siodle i bez siodła tu (w sekcji – Oreus) :Videoblog

Lub na youtube: https://youtube.com/shorts/ABrB5Cl6Vzc?si=R1wWtLWnVBoymp0i

Ela Gródek

PS nigdy nie wsiadaj na konia bez kasku! Ja z przejęcia zapomniałam, że go nie mam

zdjęcia: Julia Wenc

Rozwój jeźdźca – mój program nauki

Mam wielki bunt w sobie. Nie zgadzam się z powszechnie przyjętym sposobem kształcenia młodego jeźdźca. Młody człowiek przychodzi do stajni. I co? I wrzuca się go na grzbiet konia. Najpierw jeździ na lonży. Ale krótko – bo to czasochłonne i drogie. Kilka, kilkanaście spotkań i jeździec ląduje na koniu w grupie innych adeptów.

Dobrze pamiętam swoje początki jazdy konnej. Owszem – endorfiny, ale zmieszane z dużą dawką stresu…Na koniu czułam się z jednej strony wspaniale, ale i…jak na tykającej bombie. W głowie ciągle krążyły myśli: „Co jak koń zerwie się do biegu, a ja go nie zatrzymam??”.

O braku edukacji z zakresu psychiki i natury koni już pisałam. Powtórzę jeszcze raz. Wg mnie, to powinien być obowiązek, aby jeździec zanim zacznie regularnie jeździć konno, musiał zaliczyć/zdać teorię o koniu. Jeździec mógłby przygotować się sam (z poleconej lektury) lub/i odbyć kilka obowiązkowych godzin szkoleniowych.

Jest jeszcze jedna luka/ jeden brak w początkowej edukacji jeźdźca – fizyczne i mentalne przygotowanie jeźdźca. O fizycznym przygotowaniu przeczytasz tu: Rozluźnienie jeźdźca a dobrobyt konia

Teraz skupię się na mentalnym.

Każdy jeździec powinien pracować PRZEDE WSZYSTKIM nad sobą. Nie nad koniem (o tak! Młody jeździec myśli, że to konia trzeba wychowywać!). To nie koń ma się do nas dostosować i nauczyć się z nami współżyć. To my musimy zrozumieć jego Świat, jego zachowania, język. (przeczytaj Nie rozmawiajmy z koniem jak z człowiekiem )

Nie jest prosto zrozumieć Świat koni. Ja poznaję Świat koni już trzynasty rok i dalej mam nowe obserwacje, spostrzeżenia…To nauka na całe życie.

Od jakiegoś czasu, na bazie mojej wiedzy, doświadczenia, pomagam jeźdźcom świadomie zacząć jeździectwo. Pomagam im MENTALNIE przygotować się do jeździectwa. Wiem dokładnie czego mi zabrakło w początkowej fazie nauki jazdy konnej i jakie były tego konsekwencję. Daję im lepszy start, szybszy start, bezpieczniejszy i bardziej świadomy.

Poniżej odsłaniam rąbka tajemnicy: moje elementy pracy z jeźdźcem nad rozwojem jego przygotowania do jeździectwa:

1. Praca ze stadem. Biorę uczniów do stada. Obserwujemy stado z daleka, tłumaczę jego zachowania, komentuję intencje. Wchodzimy w stado, w interakcję z końmi. Komentuję zachowania różnych koni w stosunku do nas. Uczę czytać emocje koni, wychwytywać sytuacje potencjalnie niebezpiecznie (stado jest dynamiczne!), obserwujemy wzajemne oddziaływanie. Uczę OSWAJANIA się z końmi, uczę zaufania, pewności siebie, tłumienia impulsywnych reakcji. Ale i stawiania granic.

2. Praca z grzbietu, na oklep. To najlepsza metoda na OSWAJANIE człowieka z koniem. Kładzenie się na konia, elementy woltyżerki, zeskakiwanie, zaprzyjaźnienie się z zadem konia itp. Jeźdźcy potrzebują poczuć JAK się koń zachowuje, uczą się JAK reagować. Poznają własne ciało i jego ograniczenia 😊

3. Praca z ziemi. Jeśli TY będziesz bać się konia, koń będzie podejmować decyzje bez Ciebie i za Ciebie. Uczeń zaczyna wydawać polecenia i UCZY się reagować na odpowiedzi konia. Uczy się wymagać, uczy się regulować jego i swoje emocje. Zaczynamy od prostych rzeczy. Uczę zauważać swoją reakcję. Czy cofnęłam się? Czy moje ciało pokazało niepewność, strach? Czy byłam/ byłem konsekwentny? Proste ćwiczenia z ziemi są nieodzowne w kształceniu jeźdźca. To co chcesz egzekwować od konia z siodła NAJPIERW musisz nauczyć się egzekwować z ziemi.

(więcej o pracy z ziemi przeczytasz tu :Trening konia cd – praca z ziemi)

4. Spacery. Spacer z koniem w ręku wbrew pozorom nie jest prosty 😊Koń na ujeżdżalni to kompletne inne zwierzę niż te w terenie! Spacery w terenie to ogromne pole do nauki dla jeźdźca!

6. OSTATNIM ( a nie pierwszym!) elementem nauki jest praca z siodła, jazda w siodle. U mnie oczywiście bez wędzidła. (Uwielbiam patrzeć na to zdziwienie jeźdźca, że koń może chodzić bez wędzidła 😊). W siodle uczę -ZAUWAŻAĆ co jeździec robi z własnym ciałem na koniu? CZY I KIEDY je spina i rozluźnia? Co robią jego ręce? Co robią jego nogi? Gdzie patrzą oczy. UCZĘ ZAUWAŻAĆ, uczę świadomości własnego ciała i oddziaływania nim na konia. Aby w przyszłości móc pracować nad przepuszczalnym dosiadem, najpierw musisz zauważać szczegóły w sobie. Drugim etapem jest nauka zauważania/odczytywania JAK CZUJE SIĘ KOŃ pod Tobą? Czy się napina, czy rozluźnia? Kiedy się rozluźnia? Kiedy się napina?

Etyczne jeździectwo to takie kiedy zależy nam, by koniom było z nami dobrze, by nie odczuwały nie tylko bólu fizycznego, ale i obciążenia psychicznego: zdenerwowania, strachu, stresu. To jeździectwo oparte na komunikacji i relacji z koniem (więcej o tym tu: Relacje z koniem – jak je tworzyć?)

Tak sobie myślę, że gdyby kształcenie jeźdźców odbywało się z mieszanką powyższych elementów szkolenia, większy odsetek jeźdźców, to początkowe zainteresowanie jeździectwem, przekształcałoby w prawdziwą, świadomą pasję, nie rzucało by jeździectwa tak szybko. Bo ile młodych “koniar” pozostaje przy pasji na długie lata???A ile odchodzi?? I co ważniejsze: o ile mniej byłoby „poszarpywań za wodze”, „obijania grzbietów końskich”, strachu, spięć, upadków, niebezpiecznych sytuacji? O ile więcej byłoby zrozumienia, empatii dla konia i prawdziwej z nim współpracy…

Ela Gródek

PS 2 Jeśli zainteresowany jesteś takim samorozwojem – zapraszam do kontaktu.

Praca z koniem zaczyna się już w boksie, przy czyszczeniu…

Po co oswajać konia? (jak działa mózg?)

Ostatnio wrzucam dużo filmików z zabawami z Oreusem (ma niecałe 3 lata). Pogoda jest jaka jest. Ujeżdżalnia przymrożona. Takie zabawy nie wymagają dobrych warunków. Bawiliśmy się piłką. Bawiliśmy się wielką płachtą. Płachta pod nogami konia, to nie to samo co płachta na koniu. To nie to samo co płachta na głowie konia. To nie to samo co płachta powiewająca obok konia itp. itd. Dużo jest roboty z płachtą 😊Przez takie zabawy, ćwiczenia, Oreus uczył się ją akceptować w różnych formach. Dużo też chodziliśmy na spacery. Nowością był spacer w nocy. Przy zapalonych latarniach. To kompletnie inne warunki ćwiczeniowe, niż spacer w tej samej okolicy w ciągu dnia.

To dzięki innej, wrodzonej cesze konia: ciekawości, oraz dzięki relacjom z człowiekiem, koń, mimo niepokoju, wchodzi w nowe sytuacje, da się prowadzić w nieznane, przełamuje strach.

Dlaczego tak dużo czasu poświęcam na takie aktywności z koniem? BY ROZWINĄĆ maksymalnie dużo nowych połączeń nerwowych, by przygotować stopniowo jego układ nerwowy do dźwigania emocji, coraz to trudniejszych zadań.

To tak jak z dzieckiem. Jeśli całą podstawówkę będzie chodził tylko do szkoły i z powrotem i bawił się wokół domu, to w przyszłości o wiele trudniej przyjdzie mu mierzyć się z różnymi ludźmi, różnymi okolicznościami, innym środowiskiem.

Aby mózg się rozwijał, TRZEBA GO ĆWICZYĆ. Jak mięśnie na siłowni. By koń dawał sobie radę z emocjami w przyszłości, już teraz musimy go „narażać” na różne sytuacje, emocje. Ale tylko na takie, które jest w stanie teraz unieść.

Jak rozwinął się mózg konia w procesie ewolucji? Co najmniej 35 milionów lat ewolucji mówi końskiemu mózgowi, że jeśli coś wydaje Ci się podejrzanego, jeśli coś wydaje Ci się zagrożeniem, to to może oznaczać dla Ciebie Ś_M_I__E_R_Ć i w związku z tym MASZ NIE MYŚLEĆ, tylko uciekać. Pomyślisz potem, czy było warto się spłoszyć.

Mózg konia działa tak, że połączył bezpośrednio percepcję (wzrok) z działaniem. Jeśli więc z oka przesyłana jest informacja do mózgu o czymś podejrzanym, to natychmiast  do obszarów kontrolujących motorykę konia jest wysyłany sygnał z komendą BIEGNIJ. U człowieka jest jeszcze kora przedczołowa, gdzie sygnał jest analizowany i dopiero PO ANALIZIE jest wydawana komenda do narządów ruchu.  

Konie bardzo są wyczulone na niespodziewane bodźce wzrokowe, dźwiękowe i na zapachy. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że konie płoszą się na najmniej oczywiste rzeczy: krótki gwałtowny ruch i ciche dźwięki (drapieżniki nie ogłaszają swojego ataku, nie są głośne).

Zatem, by trochę „zgasić” naturalne zachowania koni, trzeba z nimi sporo pracować, by przekonać je, że jednak jeśli zobaczysz to czy tamto, jeśli wydarzy się to i owo, to NIE musisz uciekać. Człowiek trochę przeprogramowuje naturalne zachowanie konia. I im wcześniej to zrobi (gdy koń jest młody) tym lepiej.

Oczywiście konie uczą się też jedne od drugich. Konie żyjące w stadzie naśladują starszyznę, “absorbują” emocje innych koni, inne konie je wyciszają. Dlatego tak ważne jest, by konie żyły w grupie…i ćwiczyły w grupie. We wpisie z rajdu w Kapadocji pisałam jak młode konie uczą się od starszych rajdować. Podziwiałam z niedowierzaniem ile umie tam koń 3-letni! Zapraszam do wpisu Rajd konny w Kapadocji, Turcja 6-13 czerwca 2025.

Człowiek wykorzystuje swoje relacje z koniem, swoje liderowanie, do oswajania go z „nowym”. Ważne jest tylko jedno: by człowiek nie bał się reakcji konia. Jeśli boisz się, że koń Ci uskoczy na ulicy, że Ci się wyrwie, jeśli denerwujesz się, gdy widzisz, że koń jest niespokojny – nie brnij dalej! To właśnie od CIEBIE koń musi się dowiedzieć, że NIE MA SIĘ CO DENERWOWAĆ. Kilka razy zdarzyło mi się, że zamiast iść na spacer, cofnęłam się na bezpieczną ujeżdżalnie. Oreus był tak poddenerwowany, nie chciał iść, nagle bał się, płoszył się na widok samego wyjścia ze stajni. Obawiałam się po pierwsze: że dojdzie do wybuchu jego emocji i po drugie: że ja nie opanuję moich emocji i zacznę się sama niepokoić (dlaczego tak się dzieje, że konie są czasem tak niespokojne, to już temat na oddzielny post). Ważne jest wtedy, by zmienić plany. Jeśli koń jest w takich emocjach i na spacerze wyrwie się nam, spłoszy, będzie kojarzył spacer z czymś niemiłym. Nie chcemy nigdy dopuścić do odpalenia EMOCJI PANIKA. EMOCJA STRACH musi być przez nas zgaszona i przejść w oswojenie. Obserwuj swoje emocje. Ty zawsze musisz być spokojny. Sobie też stawiaj poprzeczki na tyle wysoko czy nisko, by przedsięwzięcie skończyło się sukcesem, byś uniósł „wybryki” konia i nie bał się jego reakcji.

Zawsze powtarzam i będę powtarzać. To najpierw człowiek musi wytrenować siebie, by móc się zabrać za trenowanie koni. Konie bardzo szybko przejmują liderowanie, jeśli widzą, że człowiek ma „słabe” momenty.

Polecam przeczytać artykułów w National Geographic. Spokój, brak strachu, jest podstawą w treningu

https://www.national-geographic.pl/przyroda/kon-wie-ze-sie-boisz-naukowcy-ustalili-jak-to-jest-mozliwe-czy-to-szosty-zmysl/?fbclid=IwY2xjawPh2HBleHRuA2FlbQIxMABicmlkETBEVENmQlpQZm5vaXpVZGUxc3J0YwZhcHBfaWQQMjIyMDM5MTc4ODIwMDg5MgABHg6Fs_Yfjk0Z6iktZd1qOTOgMXeAeBI_3eYr69b8RlQjubBJMk0Mr0AJStDk_aem_P3_MeGbqg5aD_IIxGs3U-A

A filmiki z zabaw z Oreusem możecie oglądać tu: Videoblog

PS Więcej o tym jak działa mózg konia, jak jest zbudowany, jak się rozwija przeczytacie w książce „Mózg konia, mózg człowieka/Neurobiologia w jeździectwie” Janet L. Jones.

Wyprawa konna na Dżerbę (Tunezja) 11-14.10.25

Jak trafiłam na Dżerbę??? Oczywiście z polecenia. Jakoś tak…chyba nie przyszło by mi do głowy jechać na konie” do Tunezji…

“Znalazłam super stajnię! Jedziesz ze mną na Dżerbę?” – mówi Anet. I za 24 godziny miałam już bilety 🙂

Nie było się nad czym zastanawiać – loty tanie, stajnia prześwietlona, wizja 30 stopni w październiku kusząca.

Dżerba to mała wyspa (linia brzegowa ma około 125 km) w Tunezji nad Morzem Śródziemnym (ciepłym morzem 🙂 ) z pięknymi, szerokimi, piaszczystymi plażami. Ta wyspa, w 2023, została wpisana na światową listę UNESCO za to, że posiada „wyjątkową uniwersalną wartość”, jest znana z unikalnego dziedzictwa kulturowego, które odzwierciedla historię osadnictwa oraz symbolizuje pokojowe współistnienie różnych religii. 

Główne powody wpisania na listę UNESCO

  • Dziedzictwo kulturowe: UNESCO uznało wyspę za “wyjątkowe świadectwo unikalnego wzorca osadnictwa i niezwykłej ludzkiej adaptacji” do warunków środowiskowych. 
  • Współistnienie religii: Na wyspie znajdują się zabytki świadczące o współistnieniu różnych wyznań, w tym zabytkowe meczety, kościoły, a także synagoga El Ghriba, uznawana za jedną z najstarszych w Afryce Północnej. 
  • Architektura i urbanistyka: Na wyspie można znaleźć liczne przykłady unikalnej architektury, takiej jak np. skupiska domów houma oraz podziemne meczety. 

Moją pierwszą pasją (przed jeździectwem) były podróże i różnice kulturowe. Nic więc dziwnego, że Dżerba wydała mi się nad wyraz interesująca.

Ale wróćmy do jeździectwa. Po licznych doświadczeniach w rajdach konnych, zaczynam być coraz bardziej ostrożna w wyborze krajów i stajni na rajdy konne. Zebrana wiedza, obserwacje, zmusił mnie do zadawania coraz dogłębszych pytań stajniom, bo naprawdę nie życzę już sobie jazdy, ani na koniu za chudym, niedokarmionym (Gruzja), ani na koniu za młodym (Kapadocja), ani na koniu z beznadziejnym ogłowiem, wędzidłem (Gruzja). Naprawdę mogę i chcę wybierać takie miejsca, gdzie koń ma się dobrze.

Stajnia “Drzewo Oliwne” (“Zitouna Stables”) taka jest. Koń ma się tu dobrze.

Dlaczego? Konie (dodam tylko – że wszystkie to ogiery):

  • są w świetnej formie (nie są chude, są bardzo zadbane, ale i NIE PRZETUCZONE!!!),
  • nie są trzymane w boksach – mają poletka, gdzie mogą się swobodnie poruszać,
  • nie są izolowane – na poletkach stoją w 2-kach, 3-kach,
  • nie chodzą w upałach! Chodzą tylko, gdy temperatura jest umiarkowana,
  • mają świetny sprzęt (a nie z czasów Króla Ćwieczka, czy epoki kamienia łupanego :))
  • mają odpowiedni wiek, są odpowiednio przygotowane do rajdowania,
  • pracują z ziemi, mają fizjoterapeutę jeśli potrzeba,
  • są traktowane naprawdę jak członkowie rodziny

Wiem…jest to dziwne. W Tunezji takie standardy?. Zdradzę Ci sekret. Właścicielem stajni jest Holenderka (-(=Europejka)- Martine.

Jak możecie się domyśleć, nie każde konie na Dżerbie tak mają. Niestety – jak pisałam we wpisie z Kapadocji (Rajd konny w Kapadocji, Turcja 6-13 czerwca 2025) wiele koni w tej części Świata (dotyczy to też Tunezji) jest zajeżdżana w wieku 2-3 lat i od 3 roku życia już ciężko pracuje. Miałam okazję porozmawiać z Martine o tym problemie podczas rajdu.

Turystyka konna na Dżerbie jest bardzo popularna. Nawet bardziej niż przejażdżka na wielbłądzie. Na plażach codziennie oferowane są przejażdżki konne dla turystów. Koni na wyspie jest mnóstwo. I muszę przyznać, że wyglądają zadbanie i zachowują się bardzo spokojnie. I na pewno spacerek, czy lekki galop, z turystą na grzbiecie, nie robi im krzywdy. Tylko – niestety – wiem, że większość z nich pracuje od bardzo wczesnych lat i często zbyt długie godziny (jest to obciążające dla psychiki). Stąd warto dołożyć starań i poszukać miejsca godnego zaufania, gdzie koń i jego dobro jest na pierwszym miejscu.

Mnóstwo też koni z Dżerby bierze udziały w rajdach długodystansowych. Każdego poranka spotykaliśmy konie i jeźdźców trenujących na plażach.

Dżerba nie ma prywatnych plaż. To jest w niej piękne. Plaże blisko hoteli są zaludnione (aczkolwiek w październiku jest naprawdę luz, jest przyjemnie), ale wystarczy kilka “kroków” poza strefę hoteli i mamy przepiękne, puste plaże tylko dla siebie!

Ok – zatem do szczegółów. Jak jeździło się z Martine? Jakie były konie? Tereny?

Generalnie – ze względu na 30 stopni jeździliśmy albo 2,5-3 h rano, albo wieczorem. Zaczęliśmy od “wnętrza wyspy”, późnym południem, do zachodu słońca.

Oto Olgi pierwszy rumak.

…którego po pierwszym dniu zamieniła na Nassima i już do końca na nim została.

Ja też zaczęłam na koniu gniadym,

po czym jeździłam na kruczo czarnym – karym,

by skończyć na siwku 🙂

Konie na Dżerbie to araby, konie berberyjskie oraz ich mieszanki (więcej o tej rasie pisałam tu Konie arabsko-berberyjskie w Maroko). Są to konie energiczne, gorąco krwiste. Pierwszy koń wydał się Oldze za energiczny (stresowała się jeżdżąc na nim), więc na drugi dzień zmieniła na idealnie dopasowanego do niej, spokojniejszego Nassima. Ja z kolei zmieniłam swojego na bardziej wymagającego, z którym inna uczestniczka rajdu nie do końca sobie radziła. Był to koń wymagający bardzo miękkiej ręki (oddającej wodze) i spokoju. Przy odruchowo zaciąganej wodzy bardzo się niepokoił no i nawet… stanął dęba. Trzeciego dnia dostałam (jak już na karym Ragasie dobrze mi szło), araba czystej krwi El Blaili. Araba… po rajdach długodystansowych. Zarówno Ragas jak i El Blaili wymagali dużych umiejętności jeździeckich, by móc cieszyć się z jazdy konnej na nich, i jednocześnie nie stresować się. Są to konie które CHCĄ biec! Więc musisz umiejętnie nie dopuścić do poniesienia, do wyrwania się. U Martine jeździ się w galopie zebranym. Martine nie chce, by konie nauczyły się pędzić z pełną mocą podczas wyjazdów z turystami, bo… nie każdy turysta ma odpowiednie umiejętności, by na takim koniu pędzić i go potem zatrzymać. Ale galop zebrany – przy niektórych koniach (szczególnie mojej wyścigówce) wymagał pracy. Jak zobaczycie na filmiku – momentami gnałam na przodzie na siwku EL Blaili, ale NIE BYŁO TO JEGO 100% mocy! Naprawdę mógłby jeszcze szybciej 🙂

Martine dobiera konie do umiejętności jeźdźców. Nie tylko przeprowadza wywiad, ale również potem obserwuje, pyta, i w miarę potrzeby zmienia konie. Jeśli widzi, że sobie radzisz – podnosi stawkę 🙂 Lub ją obniża. Ale ilość koni spokojnych jest ograniczona warto więc przetestować swoje umiejętności najpierw w Polce

Zanim wybierzesz się na Dżerbę – pojeździj w rajdach w Polce, jedź na teren do Nawojowej Góry (to wg mnie najlepsza stajnia testowa – konie tu naprawdę mogą pędzić, nawet w zakrętach :))) i dopiero potem planuj przyjazd tutaj.

Konie u Martine to ogiery. Niesamowicie dobrze ułożone. Ale… dynamiczne, lubiące biegać! 🙂 I jak Ty nie podejmiesz decyzji, one mogą zrobić to za Ciebie.

Kilka zdjęć z pierwszego dnia – teren wewnątrz wyspy.

Jak możecie zauważyć, na wyspie dużo się buduje…Niestety nie są to dziewicze tereny. Wnętrze wyspy jest coraz bardziej zagarniane przez człowieka, otaczane wysokimi murami (bo przecież intymność najważniejsza!)…oraz hałdami śmieci (pozwoliłam sobie nie publikować tych obrazków).

Na szczęście da się dojrzeć trochę palm, piękny zachód słońca i lokalną roślinność 🙂

Drugi, trzeci dzień to były już tereny przy plaży – o wiele dziksze, mniej zanieczyszczone i zawładnięte przez człowieka.

Zitouna Stable oferuje noclegi. Więcej info oraz ceny znajdziesz na: https://djerbazitouna.com/

To wielki przywilej spać blisko koni, słyszeć ich dźwięki wieczorem, móc w każdej chwili do nich podejść, obserwować je. W nocy można obserwować gwiazdy i cieszyć się kompletną ciszą. Ja tym razem wybrałam wersję spania nad samym morzem w hotelu (byłam z nie jeżdżącymi konno mężem) – dojazd zajmował nam (z 13 letnią córką Olgą) 10 minut taksówką (koszt taxi to 6 zł 🙂

Zaletą na pewno była możliwość jogi

Filmik z wyprawy możecie obejrzeć tu

A ja tymczasem żegnam się… razem z wielbłądem

Ela Gródek

PS Koszt biletu – 700 zł. Przez Londyn. Z Luton lata easyjet – cena około 100 funtów. Dolot do Londynu – grosze. Nie braliśmy walizek – wszystko dało się wziąć w plecaczku. Tak jest w końcu 30 stopni!. Kask – wypożyczysz w stajni.

Rajd konny w Kapadocji, Turcja 6-13 czerwca 2025

Na rajd do Kapadocji nie trzeba było mnie długo namawiać. Kasi zajęło to niecałe pół godziny. Zawsze marzyłam o zwiedzeniu tego kawałka Świata, a gdy zobaczyłam kilka ujęć z grzbietu konia, wiedziałam, że to ten moment, ten czas 🙂

I tak! Nie zawiodłam się. Chociaż Kapadocja jest komercyjna (a raczej unikam takich miejsc) to absolutnie warta zobaczenia. Nie da się porównać tego piękna natury, tych formacji skalnych z żadnym innym miejscem na ziemi. Jest to cud natury i cud pracy ludzkiej (wyrzeźbione przed wiekami podziemne miasta, miejsca medytacji, klasztory, kościoły).

O ile rano – przy wschodzie słońca, czy zachodzie – turystów jest dużo, to potem, ku mojemu zdziwieniu, robi się przyjemnie pusto. Co więcej, turyści są na kilku utartych szlakach. Z wielką przyjemnością zatem przemierzaliśmy różne ścieżki, w zupełnym spokoju – tylko natura i my.

Dlaczego rano robi się tłoczno? Oczywiście przez balony! Balony unoszą się do góry właśnie przed wschodem słońca. By pochodzić czy pogalopować z balonami w tle wstaliśmy o 4.00, by o 5.00 być już na miejscu.

De facto każdego poranka wystarczyło wysunąć nos, by podziwiać piękne balony na niebie.

…wysunąć nos z namiotu :). To nie był typowy rajd organizowany przez Karolinę Czechońską (z “Of horse!”), bo był pod namiotami na TIRZE (nie w wygodnym hoteliku). Najpierw konie przyjechały w TIR’ze, a potem my miałyśmy w nim przebieralnię, prysznic, a na dachu bardzo komfortowe noclegi 🙂

Rajd był gwiaździsty. Codziennie włóczyliśmy się po innych okolicach. A jest gdzie pojeździć! Oprócz pięknych skalistych terenów z przepięknymi widokami, są też płaskie tereny do naprawdę szybkich galopów.

Kapadocja to w tłumaczeniu “Kraina pięknych koni”. Kapadocja znana jest z balonów i turystyki konnej. Mijaliśmy mnóstwo turystów, którzy w wolnym stępie poruszali się po szlakach. Tak z reguły to wygląda. Przyjeżdżasz, nie umiesz jeździć, płacisz 150 eur za 2 godzinki i z przewodnikiem spokojnie ruszasz stępem, jeden za drugim, gęsiego po szlakach. Amatorów (szczególnie z Azji) nie brakowało. Stajni i koni też nie. Konie w Kapadocji to z reguły araby. Jak miałam okazję widzieć “są araby i są araby” 🙂 Te pracujące pod przeciętnym turystą przyzwyczajone są TYLKO do stępa. Są spokojne, nie płoszą się. Idą grzecznie jedne za drugimi.

Nasze arabki to już była inna para kaloszy. Wiele z nich po wyścigach, przyzwyczajone do pędu i do długich galopów. Ja jechałam na Zipkin’ie – po matce arabce i ojcu Barock Pinto (rasa koni w typie barokowym, założona w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku, wykorzystująca jako podstawowe rasy konie fryzyjskie, holenderskie gorącokrwiste, niemieckie gorącokrwiste). Piękny, ambitny, szybki i towarzyski 🙂

Kontakt z tym koniem był wspaniały. W wolnej chwili popracowałam z nim z ziemi

A teraz więcej o koniach. O koniach w Kapadocji lub generalnie w Turcji (myślę, że to drugie). Jak są chowane? Jakie jest do nich podejście? Co mi się podobało, a co nie?

Młody koń pierwsze 6 miesięcy swojego życia spędza u boku matki. ALE już szkoląc się. Matka chodzi z turystami i źrebak też. Potem jest oddzielany od matki i razem z innymi młodymi końmi dalej jest habituowany w terenie. Przemierza szlaki przy boku innych pracujących koni, oswaja się z samochodami, kładami, dźwiękami, hałasami w mieście. Gdy ma 2,5 roku przyjmuje siodło. Jest już absolutnie przyzwyczajony do okolicy i wie, że nie ma czego się bać. Zna każdy straszny zakątek i każdy dźwięk. Naprawdę podziwiałam odwagę i kompletny spokój młodych koni z otwartą buzią! Koń uczy się od innych koni przez wiele miesięcy przez prostą obserwację. Wie, że jego kumpel-koń ma “coś” (kogoś) na grzbiecie. W wieku 2 lat i około 8 miesięczny przyjmuje jeźdźca, no i od trzech lat zaczyna pracować (wiem to na podstawie “wywiadu” z właścicielami koni). Pracować na pełny etat… Oczywiście 3 letni koń nie powinien pracować tyle godzin pod jeźdźcem – zapraszam do mojego wpisu na Wiek konia a jego gotowość do pracy . Naukowcy udowodnili (i udowadniają) dlaczego. Ciało 3 letniego konia nie jest przygotowane do dźwigania człowieka. Nie są przygotowane mięśnie, szkielet, ścięgna. I nie jest przygotowana psychika konia. Skutki tej pracy koń odczuje w przyszłości.

Zalecam zatem – zanim zamówicie rajd w Kapadocji, czy gdziekolwiek w Turcji – dokładnie wypytajcie o konie, ich wiek, warunki itp.

Wiele było też “drobiazgów” w podejściu do koni, które nie podobały mi się (wędzidła – dźwignie, niedbanie o wolny wybieg). Podobnie jak w Gruzji, tak i w Turcji (i pewnie wszystkich krajach ościennych) koń to przede wszystkim narzędzie pracy. Traktowanie koni jest inne od tego na zachodzie (oczywiście i na Zachodzie i w Polsce są stajnie z podobnym podejściem, ale jednak już na o wiele mniejszą skalę). Nie dziwi mnie to. “Wiedza” przekazywana jest z dziada pradziada. Dziad tak robił, robię i ja. Fachowa wiedza zawsze rozchodzi się wolno. W każdej dziedzinie życia…

Ale w porównaniu do Gruzji, konie w Turcji na pewno są lepiej odżywione, zadbane. Wyglądają o wiele lepiej. Są też większe. Jak przypomnę sobie te małe, gruzińskie, chude koniki to… do Gruzji na rajdy konne nie pojadę. To nasz wybór – wsiadać na konie minimum 5-letnie, konie w odpowiedniej kondycji fizycznej (i psychicznej).

Na koniec jeszcze coś pozytywnego 🙂

Jedzenie w Turcji na naszym rajdzie. BAJKA! Codzienne “wypasione” śniadanka na świeżym powietrzu odpowiednio przygotowywały nas na trudy dnia. A wieczorne kolacyjki rozpieszczały przed zasłużonym odpoczynkiem 🙂 O wyżywienie na tym rajdzie dbała lokalna rodzinka. Wszystko było świeże, przygotowywane z sercem i starannie podane.

A to córeczka gotującej rodzinki, która dołączała do mnie na ćwiczenia jogi.

Masz więcej pytań o rajd w Kapadocji? Pisz 🙂 Chętnie odpowiem

Ela Gródek