Rozwój jeźdźca – mój program nauki

Mam wielki bunt w sobie. Nie zgadzam się z powszechnie przyjętym sposobem kształcenia młodego jeźdźca. Młody człowiek przychodzi do stajni. I co? I wrzuca się go na grzbiet konia. Najpierw jeździ na lonży. Ale krótko – bo to czasochłonne i drogie. Kilka, kilkanaście spotkań i jeździec ląduje na koniu w grupie innych adeptów.

Dobrze pamiętam swoje początki jazdy konnej. Owszem – endorfiny, ale zmieszane z dużą dawką stresu…Na koniu czułam się z jednej strony wspaniale, ale i…jak na tykającej bombie. W głowie ciągle krążyły myśli: „Co jak koń zerwie się do biegu, a ja go nie zatrzymam??”.

O braku edukacji z zakresu psychiki i natury koni już pisałam. Powtórzę jeszcze raz. Wg mnie, to powinien być obowiązek, aby jeździec zanim zacznie regularnie jeździć konno, musiał zaliczyć/zdać teorię o koniu. Jeździec mógłby przygotować się sam (z poleconej lektury) lub/i odbyć kilka obowiązkowych godzin szkoleniowych.

Jest jeszcze jedna luka/ jeden brak w początkowej edukacji jeźdźca – fizyczne i mentalne przygotowanie jeźdźca. O fizycznym przygotowaniu przeczytasz tu: Rozluźnienie jeźdźca a dobrobyt konia

Teraz skupię się na mentalnym.

Każdy jeździec powinien pracować PRZEDE WSZYSTKIM nad sobą. Nie nad koniem (o tak! Młody jeździec myśli, że to konia trzeba wychowywać!). To nie koń ma się do nas dostosować i nauczyć się z nami współżyć. To my musimy zrozumieć jego Świat, jego zachowania, język. (przeczytaj Nie rozmawiajmy z koniem jak z człowiekiem )

Nie jest prosto zrozumieć Świat koni. Ja poznaję Świat koni już trzynasty rok i dalej mam nowe obserwacje, spostrzeżenia…To nauka na całe życie.

Od jakiegoś czasu, na bazie mojej wiedzy, doświadczenia, pomagam jeźdźcom świadomie zacząć jeździectwo. Pomagam im MENTALNIE przygotować się do jeździectwa. Wiem dokładnie czego mi zabrakło w początkowej fazie nauki jazdy konnej i jakie były tego konsekwencję. Daję im lepszy start, szybszy start, bezpieczniejszy i bardziej świadomy.

Poniżej odsłaniam rąbka tajemnicy: moje elementy pracy z jeźdźcem nad rozwojem jego przygotowania do jeździectwa:

1. Praca ze stadem. Biorę uczniów do stada. Obserwujemy stado z daleka, tłumaczę jego zachowania, komentuję intencje. Wchodzimy w stado, w interakcję z końmi. Komentuję zachowania różnych koni w stosunku do nas. Uczę czytać emocje koni, wychwytywać sytuacje potencjalnie niebezpiecznie (stado jest dynamiczne!), obserwujemy wzajemne oddziaływanie. Uczę OSWAJANIA się z końmi, uczę zaufania, pewności siebie, tłumienia impulsywnych reakcji. Ale i stawiania granic.

2. Praca z grzbietu, na oklep. To najlepsza metoda na OSWAJANIE człowieka z koniem. Kładzenie się na konia, elementy woltyżerki, zeskakiwanie, zaprzyjaźnienie się z zadem konia itp. Jeźdźcy potrzebują poczuć JAK się koń zachowuje, uczą się JAK reagować. Poznają własne ciało i jego ograniczenia 😊

3. Praca z ziemi. Jeśli TY będziesz bać się konia, koń będzie podejmować decyzje bez Ciebie i za Ciebie. Uczeń zaczyna wydawać polecenia i UCZY się reagować na odpowiedzi konia. Uczy się wymagać, uczy się regulować jego i swoje emocje. Zaczynamy od prostych rzeczy. Uczę zauważać swoją reakcję. Czy cofnęłam się? Czy moje ciało pokazało niepewność, strach? Czy byłam/ byłem konsekwentny? Proste ćwiczenia z ziemi są nieodzowne w kształceniu jeźdźca. To co chcesz egzekwować od konia z siodła NAJPIERW musisz nauczyć się egzekwować z ziemi.

(więcej o pracy z ziemi przeczytasz tu :Trening konia cd – praca z ziemi)

4. Spacery. Spacer z koniem w ręku wbrew pozorom nie jest prosty 😊Koń na ujeżdżalni to kompletne inne zwierzę niż te w terenie! Spacery w terenie to ogromne pole do nauki dla jeźdźca!

6. OSTATNIM ( a nie pierwszym!) elementem nauki jest praca z siodła, jazda w siodle. U mnie oczywiście bez wędzidła. (Uwielbiam patrzeć na to zdziwienie jeźdźca, że koń może chodzić bez wędzidła 😊). W siodle uczę -ZAUWAŻAĆ co jeździec robi z własnym ciałem na koniu? CZY I KIEDY je spina i rozluźnia? Co robią jego ręce? Co robią jego nogi? Gdzie patrzą oczy. UCZĘ ZAUWAŻAĆ, uczę świadomości własnego ciała i oddziaływania nim na konia. Aby w przyszłości móc pracować nad przepuszczalnym dosiadem, najpierw musisz zauważać szczegóły w sobie. Drugim etapem jest nauka zauważania/odczytywania JAK CZUJE SIĘ KOŃ pod Tobą? Czy się napina, czy rozluźnia? Kiedy się rozluźnia? Kiedy się napina?

Etyczne jeździectwo to takie kiedy zależy nam, by koniom było z nami dobrze, by nie odczuwały nie tylko bólu fizycznego, ale i obciążenia psychicznego: zdenerwowania, strachu, stresu. To jeździectwo oparte na komunikacji i relacji z koniem (więcej o tym tu: Relacje z koniem – jak je tworzyć?)

Tak sobie myślę, że gdyby kształcenie jeźdźców odbywało się z mieszanką powyższych elementów szkolenia, większy odsetek jeźdźców, to początkowe zainteresowanie jeździectwem, przekształcałoby w prawdziwą, świadomą pasję, nie rzucało by jeździectwa tak szybko. Bo ile młodych “koniar” pozostaje przy pasji na długie lata???A ile odchodzi?? I co ważniejsze: o ile mniej byłoby „poszarpywań za wodze”, „obijania grzbietów końskich”, strachu, spięć, upadków, niebezpiecznych sytuacji? O ile więcej byłoby zrozumienia, empatii dla konia i prawdziwej z nim współpracy…

Ela Gródek

PS 2 Jeśli zainteresowany jesteś takim samorozwojem – zapraszam do kontaktu.

Praca z koniem zaczyna się już w boksie, przy czyszczeniu…

Po co oswajać konia? (jak działa mózg?)

Ostatnio wrzucam dużo filmików z zabawami z Oreusem (ma niecałe 3 lata). Pogoda jest jaka jest. Ujeżdżalnia przymrożona. Takie zabawy nie wymagają dobrych warunków. Bawiliśmy się piłką. Bawiliśmy się wielką płachtą. Płachta pod nogami konia, to nie to samo co płachta na koniu. To nie to samo co płachta na głowie konia. To nie to samo co płachta powiewająca obok konia itp. itd. Dużo jest roboty z płachtą 😊Przez takie zabawy, ćwiczenia, Oreus uczył się ją akceptować w różnych formach. Dużo też chodziliśmy na spacery. Nowością był spacer w nocy. Przy zapalonych latarniach. To kompletnie inne warunki ćwiczeniowe, niż spacer w tej samej okolicy w ciągu dnia.

To dzięki innej, wrodzonej cesze konia: ciekawości, oraz dzięki relacjom z człowiekiem, koń, mimo niepokoju, wchodzi w nowe sytuacje, da się prowadzić w nieznane, przełamuje strach.

Dlaczego tak dużo czasu poświęcam na takie aktywności z koniem? BY ROZWINĄĆ maksymalnie dużo nowych połączeń nerwowych, by przygotować stopniowo jego układ nerwowy do dźwigania emocji, coraz to trudniejszych zadań.

To tak jak z dzieckiem. Jeśli całą podstawówkę będzie chodził tylko do szkoły i z powrotem i bawił się wokół domu, to w przyszłości o wiele trudniej przyjdzie mu mierzyć się z różnymi ludźmi, różnymi okolicznościami, innym środowiskiem.

Aby mózg się rozwijał, TRZEBA GO ĆWICZYĆ. Jak mięśnie na siłowni. By koń dawał sobie radę z emocjami w przyszłości, już teraz musimy go „narażać” na różne sytuacje, emocje. Ale tylko na takie, które jest w stanie teraz unieść.

Jak rozwinął się mózg konia w procesie ewolucji? Co najmniej 35 milionów lat ewolucji mówi końskiemu mózgowi, że jeśli coś wydaje Ci się podejrzanego, jeśli coś wydaje Ci się zagrożeniem, to to może oznaczać dla Ciebie Ś_M_I__E_R_Ć i w związku z tym MASZ NIE MYŚLEĆ, tylko uciekać. Pomyślisz potem, czy było warto się spłoszyć.

Mózg konia działa tak, że połączył bezpośrednio percepcję (wzrok) z działaniem. Jeśli więc z oka przesyłana jest informacja do mózgu o czymś podejrzanym, to natychmiast  do obszarów kontrolujących motorykę konia jest wysyłany sygnał z komendą BIEGNIJ. U człowieka jest jeszcze kora przedczołowa, gdzie sygnał jest analizowany i dopiero PO ANALIZIE jest wydawana komenda do narządów ruchu.  

Konie bardzo są wyczulone na niespodziewane bodźce wzrokowe, dźwiękowe i na zapachy. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że konie płoszą się na najmniej oczywiste rzeczy: krótki gwałtowny ruch i ciche dźwięki (drapieżniki nie ogłaszają swojego ataku, nie są głośne).

Zatem, by trochę „zgasić” naturalne zachowania koni, trzeba z nimi sporo pracować, by przekonać je, że jednak jeśli zobaczysz to czy tamto, jeśli wydarzy się to i owo, to NIE musisz uciekać. Człowiek trochę przeprogramowuje naturalne zachowanie konia. I im wcześniej to zrobi (gdy koń jest młody) tym lepiej.

Oczywiście konie uczą się też jedne od drugich. Konie żyjące w stadzie naśladują starszyznę, “absorbują” emocje innych koni, inne konie je wyciszają. Dlatego tak ważne jest, by konie żyły w grupie…i ćwiczyły w grupie. We wpisie z rajdu w Kapadocji pisałam jak młode konie uczą się od starszych rajdować. Podziwiałam z niedowierzaniem ile umie tam koń 3-letni! Zapraszam do wpisu Rajd konny w Kapadocji, Turcja 6-13 czerwca 2025.

Człowiek wykorzystuje swoje relacje z koniem, swoje liderowanie, do oswajania go z „nowym”. Ważne jest tylko jedno: by człowiek nie bał się reakcji konia. Jeśli boisz się, że koń Ci uskoczy na ulicy, że Ci się wyrwie, jeśli denerwujesz się, gdy widzisz, że koń jest niespokojny – nie brnij dalej! To właśnie od CIEBIE koń musi się dowiedzieć, że NIE MA SIĘ CO DENERWOWAĆ. Kilka razy zdarzyło mi się, że zamiast iść na spacer, cofnęłam się na bezpieczną ujeżdżalnie. Oreus był tak poddenerwowany, nie chciał iść, nagle bał się, płoszył się na widok samego wyjścia ze stajni. Obawiałam się po pierwsze: że dojdzie do wybuchu jego emocji i po drugie: że ja nie opanuję moich emocji i zacznę się sama niepokoić (dlaczego tak się dzieje, że konie są czasem tak niespokojne, to już temat na oddzielny post). Ważne jest wtedy, by zmienić plany. Jeśli koń jest w takich emocjach i na spacerze wyrwie się nam, spłoszy, będzie kojarzył spacer z czymś niemiłym. Nie chcemy nigdy dopuścić do odpalenia EMOCJI PANIKA. EMOCJA STRACH musi być przez nas zgaszona i przejść w oswojenie. Obserwuj swoje emocje. Ty zawsze musisz być spokojny. Sobie też stawiaj poprzeczki na tyle wysoko czy nisko, by przedsięwzięcie skończyło się sukcesem, byś uniósł „wybryki” konia i nie bał się jego reakcji.

Zawsze powtarzam i będę powtarzać. To najpierw człowiek musi wytrenować siebie, by móc się zabrać za trenowanie koni. Konie bardzo szybko przejmują liderowanie, jeśli widzą, że człowiek ma „słabe” momenty.

Polecam przeczytać artykułów w National Geographic. Spokój, brak strachu, jest podstawą w treningu

https://www.national-geographic.pl/przyroda/kon-wie-ze-sie-boisz-naukowcy-ustalili-jak-to-jest-mozliwe-czy-to-szosty-zmysl/?fbclid=IwY2xjawPh2HBleHRuA2FlbQIxMABicmlkETBEVENmQlpQZm5vaXpVZGUxc3J0YwZhcHBfaWQQMjIyMDM5MTc4ODIwMDg5MgABHg6Fs_Yfjk0Z6iktZd1qOTOgMXeAeBI_3eYr69b8RlQjubBJMk0Mr0AJStDk_aem_P3_MeGbqg5aD_IIxGs3U-A

A filmiki z zabaw z Oreusem możecie oglądać tu: Videoblog

PS Więcej o tym jak działa mózg konia, jak jest zbudowany, jak się rozwija przeczytacie w książce „Mózg konia, mózg człowieka/Neurobiologia w jeździectwie” Janet L. Jones.

Czego uczę jeźdźców?

W jednym zdaniu ujęłabym to tak: uczę jeźdźców jak SIĘ ROZLUŹNIAĆ oraz jak ROZLUŹNIAĆ konia.

Dlaczego zależy mi (zależy nam) na rozluźnieniu konia? Pisałam we wpisie Rozluźnienie konia jako klucz do rozwiązywania problemów Zanim przejdziesz dalej do czytania tego wpisu przeczytaj najpierw właśnie ten wpis.

Koń spięty (i nie mówimy tu o spięciu spowodowanym bólem, kontuzją – to oddzielny temat) to koń „na czuwaniu”, gotowy na to, by w każdym momencie rzucić się do ucieczki, obrony. Gotowość, uważność, obrona, leży u podstaw przetrwania tych zwierząt, to ich instynkt. Przez rozluźnienie chcemy zmienić ten MINDSET konia, czyli jego stan umysłu. Chcemy wytrącić konia z myślenia „muszę być gotowy do ucieczki, muszę być przygotowany”, bo to oznacza napięcie, sztywność a w efekcie złe samopoczucie konia, zła praca, zły trening.

Rozluźnienie umożliwia koniowi pracę W DOBRYM USTAWIENIU, w zdrowej dla niego sylwetce (good posture!). A zdrowa sylwetka, dobre ustawienie konia gwarantuje bezbolesne, komfortowe niesienie jeźdźca na swoim grzbiecie. I koło się zamyka.

Jak uczę rozluźnienia konia? Zacznijmy od tego, że najpierw uczę ZAUWAŻAĆ kiedy koń jest spięty (nawet trochę), a kiedy jest naprawdę rozluźniony. Koń spięty to nie tylko ten, który prawie dostaje wytrzeszczu oczu! Tak często człowiek nie zdaje sobie sprawy ile sygnałów koń wysyła informując, że nie czuje się zbyt komfortowo. Uczę jak objawia się sztywność, napięcie konia. Uczę odczytywać te sygnały.

Potem przez odpowiednia ćwiczenia (poznane między innymi na kursach Feather Light Horsemanship) uczę jak konia rozluźniać.

ALE koń się przy nas nie rozluźni jeśli my sami będziemy SPIĘCI. I tu mamy temat na cały kolejny wykład. Tak wielu jeźdźców myśli, że nie są spięci… Niestety są. Zatem najpierw pomagam im ZAUWAŻAĆ kiedy się spinają i czym to się objawia. Tej sztuki trzeba się nauczyć. Spinanie się to INSTYNKT, nasza samoobrona. Nie mamy na to wpływu DOPÓKI nie popracujemy nad psychiką. Jeśli GŁOWA odpuści – nie muszę się tego, czy tamtego obawiać – wtedy ciało odpuści. Świadomość własnego ciała, obserwacja własnych myśli to podstawa.

Koń to wielkie zwierzę. Wiele koni ma narowy. W stajni ciągle słyszy się: „Uważaj! Bądź ostrożny!”, „Nie rób tak a tak”. To wszystko sprawia, że człowiek ma w sobie podskórny strach w wielu sytuacjach. A KOŃ TEN PODSKÓRNY STRACH czuje. My nie musimy mu tego pokazywać. On to wie.

Dużo wody musi upłynąć, by człowiek OSWOIŁ się z koniem. Tak naprawdę. Tak na 100%. Wiem. Bo to przeszłam. Na moich lekcjach OSWAJAM jeźdźców z koniem (KAŻDYM), z jego REAKCJAMI, jego ZACHOWANIAMI. Tłumaczę skąd się biorą takie reakcje. Opowiadam o psychice konia, bo tylko przez zrozumienie możemy zmienić nasze instynktowne zachowania.

Uczę zauważać swoje reakcje, swoją niepewność. Przypominam: „Oddychaj”, „Zauważ czy bije Ci serce”, „Rozluźnij teraz dłonie”, „Ugnij nogę, rozluźnij postawę”

Nasze ciało to JĘZYK, SYGNAŁY wysyłane do koni. Oddech, mięśnie, tętno, ustawienie, szybkość ruchów. Uczę ZWOLNIĆ. Uczę zauważyć, że jeździec robi wszystko za szybko.

Polecam Ci poobserwowanie światowej klasy trenerów koni. Mi to niesamowicie dużo dało. Obserwowałam najpierw NIE KONIE, ale człowieka. Zauważ jaki przeogromny spokój bije od tych trenerów, spójrz na „krągłość” ich ruchów, na wolne tempo – gdy chcemy uspokoić konia. Spójrz na pewność w ruchach. Zaobserwuj, że wielcy trenerzy dają koniom czas na refleksję, na reakcję!

Uwielbiam uczyć jeźdźców. Uwielbiam jak zaczynają zauważać. Jak zaczynają rozumieć więcej. Jak zaczynają cieszyć się. Uczę ich też być dumnym z każdego małego postępu.

I BARDZO BARDZO DOCENIAĆ KONIE i NAGRADZAĆ KONIE

Z serca

Ela Gródek

PS Jeśli chcesz się rozwijać – zapraszam! Miejsce spotkań – w zaprzyjaźnionej stajni 20 minut od Krakowa, w Konarach „Stajnia na Zielonej” przy ulicy Bonifraterskiej.

Razem możemy stworzyć lepszy Świat dla koni 😊

Pracę zaczynamy już w boksie

Lub na pastwisku

Pracujemy z ziemi – ćwiczymy rozluźnienie własne i konia. Zanim przejdziemy w siodło.

Brykanie koni

Dzisiaj o brykaniu. A tak naprawdę o jednej z przyczyn brykania 😊 Jak możesz się domyśleć, konie mogą brykać z różnych powodów. Jednym z częstszych powodów jest niedopasowane siodło, które „nie pasuje” koniowi, które sprawia dyskomfort, napięcie, ból. Koń przez brykanie próbuje zrzucić siodło, ułożyć je inaczej, pozbyć się tego czegoś na grzbiecie, co wyraźnie przeszkadza.

Ale dzisiaj chciałabym przybliżyć inną przyczynę brykania. Brykanie jako konsekwencja „powstrzymanej energii”.

Bardzo dużo o tym mówi Ivet podczas swoich kursów w części „Problem Solving” (więcej o tym kursie dowiedzie się na Online kursy z Ivet z Feather Light Horsemanship – część I “Problem Solving”). Ba! Mało tego, nie tylko mówi, ale przede wszystkim pokazuje na video. Mamy możliwość obserwacji jak koń bryka, jak właściciel zgłasza się z tym problemem do Ivet i jak koń „magicznie” zmienia swoje postępowanie po kilku sesjach z Ivet (nie jeden koń…konie).

O co zatem tu chodzi? Zasada jest prosta. Jeśli powstrzymujemy energię, to ta energia musi gdzieś ujść. Jeśli przez ogłowie, wędzidło, powstrzymujemy konia od ruchu na przód, to zmagazynowana energia, która nie mogła być oddana przez ruch do przodu, zostanie oddana poprzez brykanie (ruch do tyłu) Lub dęmbowanie. My jeźdźcy, tak często i tak bardzo, boimy się energicznej jazdy, oddania wodzy, szybkiej jazdy, że ciągle „stopujemy” konia, ciągle go „pouczamy”: wolniej, wolniej! Nie tak szybko, nie tak szybko! I OCZYWIŚCIE JEST TO NORMALNE. Jest to często niekontrolowany odruch. Koń chce przyspieszyć, jeździec od razu zaciąga wodze.

Ile mi samej zajęło „przeprogramowanie” tej automatyczne reakcji!. Pisałam już w moich wpisach nie raz, że w wielu sytuacjach zaciąganie wodzy tylko pogarsza sprawę, a nawet wprowadza konia w większą panikę. Pisałam, jak oddanie wodzy uspokaja konia i wycisza (więcej przeczytasz na przykład tu: Cd. “Koń pędzi? Popuść wodze!”, Trzymaj się grzywy! NIE WODZY! )

Młody koń, zanim nauczy się współpracować z nami, zanim przestanie panikować, zanim stanie się odporny na różne bodźce, zanim odnajdzie RÓWNOWAGĘ pod jeźdźcem, to trochę musi poeksperymentować, trochę czasu upłynie. Taki koń będzie przyspieszał na nierównym, czy śliskim terenie, łapiąc równowagę. Młody koń będzie reagował szybszym tempem, gdy czegoś się przestraszy. Będzie przyspieszał, gdy będzie miał więcej energii i będzie chciał złapać balans z jeźdźcem na grzbiecie. Będzie szukał wygody, szukając odpowiedniego ustawienia, tempa. Będzie też chciał dać upust nagromadzonym emocjom (jazda z jeźdźcem na grzbiecie jest emocjonalnie trudna!!) ! I co robi człowiek? Zaciąga wodze, i zwalnia go i zwalnia. A nagromadzona energia nie ma wyjścia – musi „pójść z zada” (lub w dębowanie).

Nie łudźmy się. Początki jazdy pod siodłem to dla konia stres i wyzwanie. Jak pisał Wojciech Mickunas – koń nie został stworzony do wożenia jeźdźca na sobie!

Jeden, drugi bryk. Jeździec coraz bardziej spięty, wodze coraz bardziej zaciśnięte. Zaczyna się walka…

I… często człowiek poddaje się, sam przestraszony schodzi z konia. Jeden, drugi raz. Zachowanie zostaje utrwalone. Koń zaczyna „czytać” nagrodę: jak zaczynam brykać, to dostaję wolne!

Co robi Ivet z “Feathre Light Horsemanship” w takich sytuacjach? Jak Ivet oducza konie brykania? ODDAJE WODZE I PROSI O RUCH DO PRZODU. „Bryknąłeś? Ok, dobrze, rozumiem Cię! Masz prawo. Ale dalej Cię proszę, byś jechał do przodu”. I tak do skutku. I TO DZIAŁA! Ivet prosi konia: „ Galopuj, jedź do przodu, nie bój się, nie bój się jechać do przodu, nie będzie za to kary” (ściągnięcie wodzy, wędzidłem po zębach), „ODBLOKUJ ŁOPATKI, czuj LUZ w ruchu. Nie musisz być już napięty czekając na ten ciągły impuls hamujący Twój ruch. Jazda do przodu może być fajna. Odpręż się, opuść łeb”. “OPEN UP”, otwórz się!.Ivet pomaga koniowi znaleźć luz i odprężenie z jeźdźcem na grzbiecie. Pamiętaj! Brykanie czy dębowanie to też upust stresu, emocji. Tak często za dużo wymagamy od koni…

O dziwo, konie nie biegną jak szalone, na łeb, na szyję. Ivet nie ląduje na ogrodzeniu ujeżdżalni. Konie po prostu szybko kłusując wyciągając się, galopują w wydłużonym, pięknym galopie, a Ivet cieszy się na ich grzbiecie, chwali je, zachęca do poczucia tego przepływu energii, do tego luzu. ZACHĘCA, BY PRZYSPIESZYŁY!!

Ale…ZANIM Ivet wsiądzie na takiego konia, zaczyna od podstaw. Od pracy z ziemi, od pracy na wolności w roundpenie. Zaczyna od rozmowy z koniem, nawiązania relacji. Najpierw z ziemi pokazuje koniowi, że praca z człowiekiem może przynieść przyjemność. Ale o tym wszystkim już pisałam. Odsyłam Was do wpisów:

Rozluźnienie konia jako klucz do rozwiązywania problemów

Praca z Murphym – część II

Relacje z koniem – jak je tworzyć?

I jeszcze na koniec.

Wiem, jest to trudne. To wszystko co robi Ivet: oddanie wodzy, gdy koń bryka i zachęcanie go do ruchu do przodu na wolnej wodzy. Wiem, że jest to trudne (pracując z energicznym, młodym koniem), pozwolić mu – przez szybszy ruch – na znalezienie komfortu, na rozładowanie. Jeśli nie jesteś na to gotowy, po prostu oddaj to w ręce dobrego trenera. Jeśli nie jesteś w stanie przyspieszyć razem z koniem, nie rób tego. Zostań o krok dalej – ćwicz w stępie, w kłusie. Ćwicz z ziemi. Ucz konia rozluźnienia na kołach, w zgięciach w stępie, w kłusie. A naukę galopu, ruchu pod jeźdźcem na wyższej energii, oddaj trenerom.

A tu kilka filmików – przyjrzyjcie się dokładnie jak Ivet oddaje wodze i prosi – ze spokojem i konsekwencją – o ruch do przodu

https://www.facebook.com/watch/?v=867431894385728

https://www.facebook.com/featherlighthorsemanship/videos/1589497258643326

https://www.facebook.com/reel/1427024734632610

PS Zdjęcie. Cóż, nie miałam zdjęcia brykającego konia więc wstawiłam rozluźnionego :)) Na zdjęciu Murphy ze Stajni na Zielonej.

Online kursy z Ivet z Feather Light Horsemanship – część I “Problem Solving”

Jak pisałam już na facebooku wykupiłam dostęp do szkoleń/kursów Ivet  – czyli Feather Light Horsemanship (https://featherlightacademy.com/). Wykupiam 3 miesięczny dostęp za 90 euro i są to najlepiej wydane pieniądze na warsztaty/szkolenia końskie w moim życiu. Szczerze? Nie spodziewałam się, że aż tak dużo z nich wyniosę. DLACZEGO? Odpowiedź znajdziesz w tym poście.

Oczywiście ten post jest skierowany do osób mówiących w języku angielskim (Ivet prowadzi wszystko po angielsku).

Czego dokładnie uczy Ivet i jak? Kursy podzielone są na następujące części:

  1. Podstawowe informacje – tu Ivet przedstawia w skrócie co jest najważniejsze w jej pracy z końmi: intencja, energia jaką przekazuje koniom. Ivet patrzy na każdego konia bez oceniania go. Daje mu do zrozumienia, że rozumie jego zachowanie i stara się mu tylko pomóc – bez względu na to jak bardzo „źle” zachowuje się koń. Mówi o świadomości naszego ciała, naszych ruchów, naszych odczuć.
  2. Praca z ziemi – ćwiczenia pozwalające na nawiązanie kontaktu z koniem, złapanie wspólnego języka z koniem, rozluźnienie go, pokazanie „added value” (wartości dodanej) pracy z człowiekiem. Przypomina, że to co wypracujesz z ziemi zadzieje się i w siodle.
  3. Praca z młodym koniem.
  4. Załadunek do przyczepy.
  5. Praca na wolności.
  6. Inspiracje.
  7. Rozwiązywanie problemów.

W każdej części są filmiki oraz dodatkowo opis w j. angielskim. Ivet mówi i zarazem ćwiczy z  koniem. Pokazuje pracę z RÓŻNYMI końmi. Nie z tym samym.

W tym poście skupię się na „Problem Solving”. Okazuje się, że w moim przypadku 3 miesięczny dostęp to zdecydowanie za mało, by obejrzeć wszystkie materiały. Jest ich TAK dużo (200 filmików, 35 godzin materiału), że musiałam skupić się na tym materiale, na którym najbardziej mi zależy. Na tym kursie Ivet w serii filmików pokazuje pracę z 14 końmi z bardzo różnymi problemami. Są to problemy takie jak:

– koń, który dębuje/bryka pod jeźdźcem,

– koń, który nie da do siebie podejść chociaż właścicielka kilka miesięcy stara się go oswoić,

– koń, który ciągle się płoszy – mimo braku powodu (i „eksploduje” w niespodziewanej sytuacji),

– koń, który jest bardzo niebezpieczny/nieprzewidywalny w jeździe (np. gna na oślep wpadając w przeszkody),

– koń, który „nie idzie do przodu”,

– koń, który idzie cały napięty, poblokowany,

– koń, który nie reaguje na sygnały, pomoce,

– koń, który „ucieka” od jeźdźca i spod jeźdźca.

– koń, na którego ciężko było wsiąść, bo nie mógł ustać w miejscu, od razu ruszał w popłochu (często galopem)

Ten kurs to studiu przypadków (case study) – wg mnie najlepsza forma nauki.

Na tej samem zasadzie „zbudowane” są pozostałe kursy. Człowiek uczy się słuchając (Ivet tłumaczy DLACZEGO tak i tak robi, czemu to ma służyć) oraz oglądając (Ivet świetnie komentuje reakcje, zachowania koni, swoje ruchy, swój body language).

Do czego – po obejrzeniu 14 przypadków – wg mnie sprowadza się rozwiązywanie problemów z końmi? Co robi Ivet, by „wyprowadzić” konia do takiego stanu, że chodzi on jak aniołek i żadne wędzidło, czy „twarda ręka” oczywiście nie jest tu potrzebna?

  1. Ivet zawsze zaczyna od KOMUNIKACJI z koniem. Oglądając te filmiki naprawdę człowiek pojmuje do samego końca O CO CHODZI w tej komunikacji. My ludzie NAPRAWDĘ kompletnie nie zdajemy sobie sprawy jak ważne jest, by używać odpowiedniej formy komunikacji z koniem. Jesteśmy nieświadomi. Wiele problemów wynika – jak udowadnia Ivet – z braku odpowiedniej komunikacji z koniem. Konie mają nas w pewnym momencie dość i ZAMYKAJĄ się. Przestają już słuchać, przestają na nas zwracać uwagę. Starały się przez dłuższy czas, ale sygnały wysyłane przez człowieka były tak chaotyczne, zmienne, niewyraźne, że koń poddał się. Zrezygnował. Doszedł do wniosku, że nie warto już porozumiewać się z nami. Stracił zaufanie. W tej części Ivet najczęściej zabiera konia na round pen i puszcza go wolno. Zaczyna z nim rozmowę, zaczyna „join up”. Pamiętaj, że mamy do czynienia z końmi z wielkimi problemami. Ivet – jak podkreśla – musi zacząć od kontaktu z nimi. Od rozmowy. Od pokazania, że od teraz ja-człowiek, zaczynam do Ciebie mówić INACZEJ: JASNO, twoim językiem (i uczy nas tego języka). Jak pisałam w mojej książce języka koni MOŻNA się nauczyć. O tym języku piszę dużo, ale tu na filmikach możesz zobaczyć go, poobserwować „na żywo”(więcej o języku koni też tu: Nie rozmawiajmy z koniem jak z człowiekiem ). Puszczając konia w round penie i prosząc go o ruch do przodu, o „connection in speed” (połączenie w szybkości) Ivet sprawdza też JAKI JEST KOŃ. Na co go stać? Jak skłonny jest rozmawiać z człowiekiem. Robi to z bezpiecznej odległości. Patrzy, czy reaguje na „zaproszenie” do środka. Cudne jest to, że każdy koń na końcu staje się spokojny, pojawia się w nim na nowo kredyt zaufania do człowieka. POJAWIA SIĘ DIALOG.
  2. Potem Ivet zaczyna pracę z ziemi. Jest dosłownie kilka ćwiczeń, które Ivet uczy, a które są kluczowe w dalszej pracy. Koń powinien z lekkością podążać za jeźdźcem (na uwiązie), bez oporu, bez ciągnięcia. Cofać z równą lekkością. Uginać łeb, chodzić na kołach w odpowiednim ustawieniu, by uzyskać ROZLUŹNIENIE w ciele. Ivet świetnie to opisuje. Koń prosty to koń gotowy do ucieczki, napięty (to jest w naturze końskiej). Jeśli nauczymy konia miękkości (softness), rozluźniania, jeśli pomożemy mu odkryć ten sposób poruszania się, jazdy, JESTEŚMY W DOMU. Od tej pory jazda będzie dla konia przyjemnością! Koń poczuje w ciele to “coś” dobrego, co może spotkać go przy człowieku. To jest ta WARTOŚĆ dodana (value) w pracy z człowiekiem. Gdy koń to odkryje będzie chciał z nami pracować. Jak mówi Ivet, ona nie lonżuje koni. Ona uczy ich pracy na kołach (z odpowiednim ustawieniem łba, łopatki, całego ciała) tak by koń nauczył się chodzić w rozluźnieniu. Świetnie to widać po koniach! Po każdym!
  3. Następny etap to habituacja, ale nie tylko z intencją poznawania nowych, nieznanych rzeczy (co to jest habituacja? Czytaj tu Gdy nie ma w domu dzieci to… habituacja). Ivet wyciąga różne przedmioty. To może być mała flaga, duża flaga, przywiązywane do siodła plastikowe worki w miejsce nogi jeźdźca, płachty, parasolka. I pracuje dalej z ziemi. Chce pokazać koniowi, że mimo, że „warunki” zmieniają się, Ty-koniu zawsze możesz na mnie liczyć i nic się w naszej komunikacji i we mnie nie zmienia.
  4. I dopiero tu zaczyna się praca w siodle. I tu doznajemy szoku. Koń, który brykał, zrzucał jeźdźca, (na początku są filmiki JAK koń zachowywał się przed treningami u Ivet) nagle przyjmuje Ivet na swój grzbiet ze spokojem. Ivet z siodła powtarza to co robiła z ziemi. Ważne są ugięcia łba. Ivet uczy konia pójścia do przodu, lekkiego, swobodnego poruszania się do przodu. Koń, który nie ma ruchu do przodu to koń, który będzie za chwilę dębował, brykał, bo energia tu właśnie znajdzie ujście. Ivet UCZY jak koń ma iść do przodu. Jak ma się wyciągać w tym ruchu. Mówi o „odblokowywaniu łopatek”. Widać jak na dłoni, jak konie są poblokowane psychicznie i fizycznie. Wyobrażam sobie dlaczego. Jeźdźcy z reguły sami, nieświadomie „blokują” konie. Boją się szybszej jazdy, nie jeżdżą w teren gdzie koń naprawdę może się wyciągnąć) itp. Niesamowite jest to jak Ivet „rozgania”, namawia „szalonego” konia do energicznego ruchu na przód, do, w efekcie bardzo szybkiego galopu, do tego, by poczuł pełną swobodę w swoim ruchu! I wbrew pozorom koń nie leci jak szalony i nie zrzuca Ivet tylko USPOKAJA się i za chwilę jego ruch – i w stępie, i w kłusie, i w galopie – jest lekki, swobodny i STEROWALNY. Koń reaguje na najmniejsze prośby zmiany tempa! Ivet podkreśla – wiele problemów koni bierze się stąd, że nie czują się „free to move”. Człowiek tyle razy powstrzymywał ich (świadomie czy też nieświadomie) przed swobodnym ruchem, że nie wiedzą czy im wolno, czy to jest dobre czy złe. Nie czują się w tym BEZPIECZNE. Tak sobie myślę. Kto z nas sobie to uświadamia?
  5. Piąty etap to praca konia z właścicielem. Ivet przerabia jeszcze raz wszystko z właścicielem i koniem. I widzimy wyraźnie błędy w komunikacji (nie taka postawa, nie takie tempo, zbyt „kwadratowe” niejasne polecenia), widzimy spięcie człowieka, które oddziałuje momentalnie na konia. Uczymy się jeszcze bardziej, bo widzimy wyraźne błędy – błędy, które popełniamy MY na co dzień, a które nie dostrzegamy, BO NIKT NAS tego NIE UCZY.

Jesteśmy świadkiem cudów. Koń, który nie nadawał się w ogóle do jazdy, bo był zbyt niebezpieczny, lub koń, którego nie można było do niczego namówić, po KILKU SESJACH, dniach z Ivet, nagle jest naprawdę innym, spokojnym, komunikującym się koniem. I to wszystko krok po kroku dzieje się na kursie na Twoich oczach.

Warto dać 90 euro? Warto dać dużo więcej 😊

I na koniec teraz to co może Cię zdziwić. To co pokazuje, robi Ivet, NIE JEST NICZYM nowym. Ivet nie odkryła Ameryki. Ivet sama podglądała innych wielkich (też a może przede wszystkim naturalowych) Koniarzy. Uwierzcie mi widzę wiele podobieństw, wiele identycznych elementów, których ja osobiście uczyłam się na innych kursach, z książek. Ale są też różnice. A te różnice myślę zmieniają wiele. I jest całe mnóstwo “drobnych” rzeczy, która Ivet dodaje od siebie. To wszystko sprawia, że z nią chcę się dalej uczyć. W pracy Ivet z końmi jest żelazna konsekwencja, jest też presja (ale tylko tam gdzie trzeba, tylko dla dobra konia- myślę, że jeszcze o tym napiszę)…ale nie ma agresji, jest spokój. Ponadto sam sposób przekazywania wiedzy, przygotowania tych kursów jest tak czytelny, tak usystematyzowany, i jest tam tyle materiału, tyle różnych koni-przypadków, że to co pokazuje Ivet „wchodzi w krew”, naprawdę uczysz się 🙂

Ela Gródek

Zdjęcia Ivet – z facebooka z Feather Light Horsemanship